Zaczęło się od niespodziewanego weekendu w Krakowie.
W moim ulubionym sklepie natrafiłam na konia.Prawie że takiego jak mi się marzył.
W domu rodzinnym (tym ukochanym.....)był taki ceramiczny ,tyle ze z dwiema przednimi nogami uniesionymi do góry.Gdy zobaczyłam tego żarówa zaświeciła mi od razu w głowie.Jaka była cena nie będę pisać by nie denerwować was.Groszowa niemal.
Ten był bez ucha ,ogona i jednej nogi.He he -więc niemal idealny.Nie był śliczniusi ,cukierkowy tylko z pewną przeszłością-więc tak jak lubię.Trochę kleju ,chęci i jest...Nie wykluczone że rozjaśnię i przetrę go trochę.
Kolejny traf to kinkiety francuskie.Na nich widać już ząb czasu.
najlepsze jest to że nie miałam nigdzie w domu podprowadzenia pod kinkiety .Stwierdziłam że dam je do łazienki ,której jeszcze nawet nie zaczęłam a mam wobec niej pewne plany płytkowo -kamienne.

Przymierzyłam jednak do lustra(prezentu) które już od lat czeka w pudełku by móc zachwycać swym przepychem.niech się jednak nie pyszni zanadto gdyż mam wobec niego zamiar zmiany koloru.W przedpokoju trzeba będzie rozkuć troche ścianę i wprowadzić kable.Czeka mnie znów kucie i malowanie więc ...dobrze że trafiłam na nie przed zawieszeniem lustra.
No i ona.Już dotarła do mojej jadalni.Moja królowa .
Zakup spontonowy jak zwykle.Królowa prosto z Paryża.
Zamiast pieca ,wanny ,podłogi i wiele by tak wymieniać potrzebniejszych rzeczy ja kupuję sobie komodę.Zawsze nie po kolei.Tak już mam.Nie mogłam sie jej oprzeć.
Zakochałam sie od pierwszego wrażenia.Moje obrusiki ,serwetki , serweteczki będą mogły się panoszyć w tej komodzie bez ścisku wreszcie..Zalegają w pudłach już zbyt długo zbeszczeszczone wręcz.
Rozjaśniona tez wyglądała by dobrze.
Zaglądających do mnie pozdrawiam ,chętnym przypominam o
Candy.
Zapewniam że bywam u wielu z Was choć nie pozostawiam komentów.
Lato jest czasem szalonym dla mnie.
Do miłego spotkania znów-aga