Pokazywanie postów oznaczonych etykietą south american. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą south american. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 kwietnia 2013

Po raz drugi

Farbowało się i przędło bardzo przyjemnie, a dziergało.... dwa razy..... No tak to jest jak się próbek nie robi.
Mowa oczywiście o żonkilowym kominie, który z opóźnieniem, bo z opóźnieniem, ale wreszcie jest :)


Można nosić niezakręcony....

... lub zakręcony, w zależności czy potrzebne jest ekstra grzanie czy niekoniecznie ;)


A tak wygląda na plaskacza ...


A z innych rzeczy, sporo się u mnie kręci....


Ta włóczka (niektórzy już ją widzieli) to alpaka ukręcona w navajo, słodkie kakaowo-kawowo-mleczke kolorki wyszły mi przez przypadek. Po wybraniu kęp niepomieszanego brązu, postanowiłam uprząść resztki kolorów, wyczesałam więc sobie kilka rolagów i uprzędłam 50g. Efekt kolorystyczny zaskoczył mnie pozytywnie, gorzej z balansem nici- bo jego akurat brakło. Mam nadzieję na następne takie motki, jednocześnie doszłam do wniosku, że alpaka najbardziej mi pasuje w navajo :) Białe to również alpaka- suri i owieczka, całkiem polska- eksperyment raczej nieudany, no ale czasem trzeba coś uprząść, aby sie na własnej skórze przekonać, że nie ma sensu prząść brudnych kudłów "na brudno".

sobota, 16 marca 2013

Druga Odsłona żonkila

Uprzędłam, wyprałam i wysuszyłam :)  W tej chwili żonkil prezentuje się tak...




Wyszło mi 240m/100g ....


Już zwinięta w kłębuszek,  czeka na dzierganie ;) myślę, że powstanie komin ;)

środa, 6 marca 2013

Żonkil

Na takie prawdziwe jest jeszcze za zimno, więc wyhodowałam wełnianego ;)


100g czesanki south ameircan, ufarbowane barwnikami kakadu ....



Wyszło tak jak chciałam, więc jak się łatwo domyślić, natychmiast zabrałam się za uwalnianie szpulek z brązowej alpaki....

 to już trzeci motek... 


A gdy szpulki były już puste ... zabrałam się za żonkila :)

 Na razie zdania nie zmieniam - kocham south amerikana ;)  istnieje tylko ryzyko zastopowania obecnych robótek... bo nawet jeśli szybko skończę, obawiam się, że rozsądek pójdzie precz i będę musiała bezkolejkowo wrzucić na druty.... ech ta babska logika.....

wtorek, 18 grudnia 2012

O jeden wyrzut sumienia mniej...

Pokazuję, bo jak teraz nie pokarzę to nie wiem kiedy się zbiorę. Zdjęcia nie rewelacyjne, na plaskacza, ale padam na nos i nie mam siły nawet spróbować zrobić sobie foty....
Skończyłam mleczaka- zwyklaka, nawet już w pracy byłam, nosi się świetnie, grzeje, jak nie wiem co, no i jest całkowicie mój ;)



Różnica w doprzędzionej wełnie jest, ale szczęśliwie lokalizacja taka, że nie rzuca się to specjalnie w oczy.


Guziczki  (choć "guziczki" to chyba nieodpowiednie słowo) ostatecznie poszły na ich lewą stronę, moim zdaniem ładniej kontrastują.

A teraz " Na całym połaciu śnieg"
Moja mama śnieżynkuje na potęgę, oto mała próbka  maminego talentu :)

  
A ponieważ to prawdopodobnie mój ostatni post przed Świętami....
Wszystkim zaglądającym życzę
Wspaniałych rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia
Przeżytych w pokoju i radości
Wielu Łask Bożej Dzieciny 
Smacznych łakoci 
Oraz spełnienia najskrytszych marzeń
No i oczywiście wszystkim robótkomaniaczkom wielu wspaniałych włoczek i robótek

Do przeczytania mam nadzieją jeszcze w tym roku ;) Chmurka  
      
  

sobota, 6 października 2012

Rękawki

No właśnie rękawki, przed przystąpieniem do tego etapu swetra miałam jeden jedyny moteczek...

Włoczka ma kolor identyczny ze sweterkiem- to zdjęcie kłamie

Tak jak pisałam wcześniej postanowiłam rękawy wrabiać od góry, oba na raz, tak aby jak najelepiej wykorzystać to co mam.  Skorzystałam z opisu przedstawionego przez K. sama metoda jak i opis przygotowany przez Kasię jest fantastyczny, na pewno nie ostatni raz z niego korzystałam ;)
Dziś sweterek prezentuje się tak.


Jak widać włóczki braknie, no ale co tam, dokupię i doprzędę oby tylko wyszło mi tak samo...

  

niedziela, 23 września 2012

Czas, towar wielce deficytowy

Nie mam czasu na dzierganie, nie mam czasu na prowadzenie bloga i na wiele innych rzeczy, też niestety nie mam czasu.
Ale w kwestii dziewiarskiej:
najpierw zaczęłam wiejską dziewuchę II - zmodyfikowałam wzór tak żeby nie był za duży, już byłam w połowie plecionek (czyli gdzieś w talii), kiedy stwierdziłam, że nie podoba mi się, że niestarczy mi włóczki i ogólnie ta wełenka się to tego swetra nie nadaje ( nie wiem na co liczyłam, skoro metraż włóczki przeznaczonej na ten model jest 2x większy od mojej).
Ostatecznie powstaje model III z poprzedniego posta czyli "mleczak/ zwyklak"


Jak to bywa w gładkich wzorach powstają błyskawicznie, chyba w 2 dni wydziergałam plecy...
A potem zwalił się na mnie dość niespodziewanie,  remont mieszkania i już nie było mowy o drutach.
Jednak w ten weekend wzięłam się za siebie i na tę chwilę mam przody zrobione do pach.


Zakupiłam też odpowiednie guziki.


Jeszcze zastanawiam się którą stronę guzików wybrać, na razie wolę lewą stronę guzików ( lewa strona zdjęcia).
Niestety przewiduję, że włóczki i tak mi nie starczy, ten szalowy kołnierz trochę jej pewnie pochłonie, trzeba będzie jej dokupić i doprząść, oby mi tylko podobnie wyszło.

W kwestii nie-dziewiarskiej kurz, brud, dziury w ścianach i nowe rury w łazience no i wybieranie płytek i terakoty. Ale pocieszam się, że kiedyś będzie ładnie.
Dodatkowo dowiedziałam się wreszcie, co za cholera żre mi stawy, na imię jej Yersinia (łykam więc stosowne piguły i czekam na poprawę).
Życzę miłego tygodnia w tej naszej złotej polskiej jesieni :D Pozdrawiam.

sobota, 23 czerwca 2012

Big milk

Ukręciłam south americana :) niteczka wyszła mi cieniutka (jak na mnie) ale puchata.
Mam 190m/100g wełny uprzędzionej 2ply.
Tak jak pisałam wcześniej przędło się tę wełnę bardzo przyjemnie, okrutnie jestem ciekawa jak będzie się dziergało, mam przeczucie, że równie miło.


na dole suszy się wyprany brąz który niebawem stanie się skrzydłami sówki o której pisałam ostatnio

Tak kitki wyglądały podczas suszenia, łącznie mam 300g wełenki.
Tak wełna wygląda w zbliżeniu.



I jeszcze jedno zdjęcie wszystkich czterech kitek.


Marzy mi się mały kobiecy kardiganik, taki trochę "komunijny" bo już postanowiłam, że nie będę jej farbować.
A teraz przede mną kolejne wyzwanie :)
Od przemiłego Pana Romka dostałam wór owczego runa, tak wyglądało po wysypaniu z wora:


Rasa nieznana, ale według domowych ekspertów całkiem niezłej jakości. Było brudne, co z resztą widać, prałam według instrukcji Jagienki . Przyznam, że trochę się bałam wrzucić wełnę do gorącej wody, ale moja mama potwierdziła, jeśli nie będzie gorącej wody, tłuszcz się nie rozpuści, na szczęście wszystko dobrze się skończyło i w 2kg wełny filcu nie uświadczyłam.
Do tematu podeszłam z ułańską fantazją. Chciałam wszystko wyczesać ręcznie i to za pomocą psich szczotek. Czesałam w miarę podobnie do tego co później przeczytałam na blogu Finextry.


To efekty, po wyczesaniu kilku takich kępek rozbolały mnie ręce. W tym momencie 3/4 rodziny włączyło się w szukanie czynnego grępla w pobliżu. Na trop ostatecznie wpadła moja mama i jakiś tydzień później moje 2kg wełny było w drodze do Skrzyszowa. Zakład produkuje kołdry i grępel jest używany w tym celu, muszę przyznać, że nie jestem mega zadowolona z efektów i teraz nie do końca wiem co zrobić. W ostateczności pozostanie mi przeczesanie wszystkiego szczotkami, mam ochotę unudzić tatę żeby wyprodukował mi grzebień do czesania wełny, może wystarczyłby, bo ostatecznie ta wełna nie jest taka zła.
Na razie siedzę i się zastanawiam :)

sobota, 2 czerwca 2012

I love American- South American

Pamiętacie, moją wygraną w candy u e- wełenki? dostałam 100g cudnej alpaki z jedwabiem- jest już dawno przerobiona- wydziergałam z niej czapkę ( nie pokazuję na razie, no bo jak o tej porze roku czapki pokazywać?). Wiadomo do czapki najlepiej mieć pasujący szaliczek, zamówiłam więc w sklepie u Kariny drugie 100g tej cudnej czesanki ( już nawet ją uprzędłam), ale żeby listonosz nie nosił tak lichej paczuszki zamówiłam jeszcze 300g czesanki owczej. Mój wybór padł na na South American i to był strzał w dziesiątkę. O ile alpaka  w dotyku jest baaaaardzo przyjemna, pięknie się błyszczy i jest super, to muszę przyznać, że przędąc miałam większego stresa. American po prostu przędzie się sam :)
Przędzie mi się dość cienko, czy równo i dobrze - to powiem dopiero jak będę kręcić 2ply, ale zabawa jest przednia.
Oto tymczasowe efekty:



Mam jeszcze tylko dylemat, chętnie bym je pofarbowała, ale szkoda mi tak pięknej bieli.

Na koniec jeszcze migawka ze  domowego zwierzyńca, rok temu pokazywałam Wam małe króliki, w tym roku sezon wykotów już dawno temu się zaczął.


Maluchy wcale już nie takie małe, a jakieś dwa tygodnie temu, wykociła się trzecia samiczka, maluchy dopiero otwierają oczka, ale widać, że jest ich w gnieździe bardzo dużo, jak zaczną kicać po klatce to może strzelę im jakąś fotę ;)