Pokazywanie postów oznaczonych etykietą florystycznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą florystycznie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 czerwca 2015

Stokrotka i róża...

To nie jest tak, że ja te nazwy ostatnim serwetom wymyśliłam, to po prostu nazwy wzorów z gazetki wydanej w 92 roku o której wspominałam już nie raz... Dziś przyszła kolej na następne dwa kwiatki...

to może chronologicznie....
Stokrotka...



Wydziergana z Arii (Ariadny) bo moja ulubiona Myra już się skończyła, poszło na nią ok 30g. Połączenie drutów i szydełka w tym wzorze spodobało mi się, ale wygląda najlepiej w gazetce... jestem tak kiepską szydełkującą, że w 4 okrążeniach łańcuszka, pomyliłam się aż 2 razy.... zorientowałam się ju po zakończeniu i blokowaniu... zostało...

I ostatnia najnowsza róża...


Również wykonana z Arii i jeśli wierzyć zapiskom na ravelry, takiej samej wagi.... Wielkościowo też powinna być podobna ( użyta tu filiżanka jest sporo większa od poprzedniej), choć nie mam jak tego sprawdzić.


A tymczasem...


Kolejny mój storczyk daje czadu... w chwili obecnej  (zdjęcie robione jakiś czas temu) większość pączków ma rozwiniętych, a kwiatki miejscami tłoczą się jak głupie, cieszy mnie ta obfitość, nie powiem, zwłaszcza, że jeszcze jeden, nie kwitnący, postanowił się wegetatywnie rozmnożyć, nowo rosnąca roślina, ma już dwa korzonki, 2 listki i trzeci wyrasta... z niecierpliwością i nadzieją czekam aż wyrośnie mu więcej korzonków, żebym do mogła odciąć z pędu i przesadzić na swoje...


"Pisze się" też Archanioł, ale to temat na odrębnego posta... za jakiś czas...

wtorek, 28 kwietnia 2015

Bliźniaczki...

Właściwie to miałam problem z tytułem postu, miało być " Znajdź 5 różnic" ale stwierdziłam, że się drażnić z czytelnikiem nie będę :)

Chodź w zasadzie nie powtarzam tych samych wzorów kilka razy pod rząd (nudzi mnie to ogromnie), to podczas kończenia pierwszej serwety, mama natychmiast złożyła zamówienie na następną... a pierwszą dziergało mi się na tyle przyjemnie że nie protestowałam....

Najpierw starsza o tydzień siostra

Wzór pochodzi ze starej gazetki, sprezentowanej mi przez ledwie znaną Osóbkę. Jest to jeden z najlepszych prezentów które w życiu dostałam i bardzo lubię do tej gazetki wracać...



W gazecie, serweta została zatytułowana orchidea, dlatego też stosowny badyl na zdjęciach się przewija.
A zbaczając na chwilę w temacie badyla, obrodził mi w kwiecie aż miło, mam nawet nieustanny dylemat jak go prezentować... z której strony bym go nie obkręciła, to mi się wydaje, że po tej drugiej (odwróconej od oczu) jest więcej kwiatów...


w lipcu minie rok, jak go dostałam

Dziergając ostatnie serwety, utwierdziłam się też w przekonaniu, że moją ulubioną nicią do serwet jest Myra (Altin  basak), jest to właściwie włóczka a nie kordonek, bardzo wygodna do przerabiania na drutach 3mm i jedyną jej wadą jest dostępność, pojawia się czasem, tylko w jednej z lokalnych pasmanterii, a w tych internetowych, z których korzystam, nie spotkałam. Dlatego, tak jak ostatnio, wzięłam wszystko co mieli (nie mieli wtedy dużo), tak bez zbędnych wyrzutów sumienia, będę kupować, choćby i kilo...


Ponieważ drugą z sióstr bliźniaczek kończyłam u progu ostatniego weekendu i zapowiadało się, że zostanę z pustymi rękami, co jest stanem niedopuszczalnym... zaczęłam kolejną...


Wzór nazywa się przylaszczka, już od dawna się na nią sadziłam, choć trochę miałam tremę, bo jest w jej przebiegu do wyrobienia 27oczek z 3 narzutów (nie, nie pomyliłam się 27 oczek- dwadzieścia siedem). Jak pewnie większość dziewiarek się zorientowało, na powyższym zdjęciu są to te dziury... Teraz siedzę i dumam, czy dziergać dalej, czy wręcz przeciwnie, bo choć w gazetce wszystko jest pięknie zblokowane, ja mam wątpliwości, czy taki nadmiar oczek z okrążenia na okrążenie, może się udać...


poniedziałek, 22 września 2014

Czy nie za dużo szczęścia??

Staram się uniakać przesady, nie lubię za dużo biżuterii, zbyt dużo perfum itp... w dzierganiu trzymam się zasady- "gdy dużo koloru, mało wzoru", ale....

Jak już pisałam kolorowy falkland, farbowany i przędziony był na pstrokate ponczo...

dla przypomnienia czesanka

Oba moteczki w komplecie

Na samym początku miało być bardzo pstrokate, potem miały być pasy... ostatecznie udzierg przestał być nawet ponczem... Po prostu zakochałam się z szalu e-wełenki, a do tego stwierdziłam, że taki szal ma o wiele więcej zastosowań, no bo można go nosić jako ponczo, ale można też jako szalik, a i Maksiu się na pewno nie obrazi jakby go przykryć gdy zimno ;)
Przed przystąpieniem do pracy głos rozsądku wmawiał mi że wzór musi być jak najprostszy, prawe i lewe w jakiejś kombinacji, aby dzianina się nie zwijała, nawet próbowałam coś rozpisać.... zaczynałam i prułam na zmianę i nie szło, a szal Kariny dalej siedział mi w głowie i któregoś dnia poddałam się tej myśli, wyciągnęłam z szafy Sandrę, wcale nie "pierwszej świeżości", ciut pozmieniałam (przede wszystkim zastosowanie) i dziergam....

mniej więcej to - było w Sandrze dołem swetra, dzierganym w poprzek
Dziergam i zastanawiam się, czy aby nie zbyt wiele wszystkiego w tej dzianinie, czy nie jest kiczowato, czy nie lepsze byłyby prawe i lewe...
Nie wiem czy skończę, muszę to dalej przegryźć....

Z innych robótek, nie dziewiarskich, uplotłam sobie segregator...

Choć on trochę dziewiarski, bo widać co się w nim mieści
No a storczyk- imieninowy prezent, w tym roku, goście mnie zastorczykowali, dostałam jeszcze różowego... biorąc pod uwagę że mam jeszcze jednego od paru lat, to chyba orchidarium co?

niedziela, 9 czerwca 2013

Kurica niby nie ptica, ale na skarpetkach ładnie wygląda

Wiem, że aura nie sprzyja noszeniu tej części garderoby, ale Rok Skarpety rządzi się swoimi prawami :P



To moje  drugie podejście do tego wzoru ( Pisqu autorstwa  Leslie Comstock) tym razem udane :) choć gdybym miała je robić jeszcze raz, zrobiłabym kilka modyfikacji- po pierwsze źle wyliczyłam długość stopy i w efekcie nie zmieściłam całego wzoru (w opisie zamieszczona jest tabela z instrukcją ile powtórzeń wzoru wychodzi na stopę o danej długości). Poza tym klin na stopie ( bo zamiast dwóch klinów po bokach jest jeden na podeszwie) przy moich malutkich stopach przydałoby się go zbierać w co drugim, a nie jak w oryginale w co trzecim rzędzie, ostatecznie wyszło nieźle i świetnie się noszą.



Życzę wszystkim dobrej niedzieli, takiej słonecznej jak u mnie...



niedziela, 26 czerwca 2011

Ogrodowo

Zdjęcia, które dzisiaj pokażę czekają już dobre dwa tygodnie- jakoś nie było kiedy, zrzucić je na komputer. Dziś kwiaty przekwitły, a na blogu będą jeszcze cieszyć oko.
Dziś migawka z ogrodu mojej mamy- ogród w tym roku przechodzi główny etap transformacji, więc może i nie ma czym się chwalić, ale nie zawiodły moje ulubione irysy i naparstnice:




Moja mama posiada wiele kolorów irysów, nowe tworzą się same przy pomocy trzmieli :) w dniu, w którym robiłam zdjęcia w pełnej krasie prezentowały się akurat te dwa kolory. Biało granatowe- to moje ulubione :)


Naparstnice bardzo lubię, trujące i lecznicze zarazem- zawierają digoskynę- substancją nasercową. Wolę fioletowe, moja mama jest miłośnikiem białych. Tak jak przy irysach,  w ogrodzie jest mnóstwo kolorów powstałych ze zmieszania kolorów.
I jeszcze królowa kwiatów:

Nie jestem wielkim miłośnikiem róż. Ta akurat to starodawna odmiana róży pnącej- moja babcia nazywa ja lalka. W pełnej krasie jest potokiem  czerwieni. Jej piękno jest ulotne, bo bardzo szybko przekwita.

sobota, 2 kwietnia 2011

Wiosną rodzi się nowe...

W gospodarstwie taty, na przykład, urodziły się malutkie długouche puchate kule.
Te króliczki mają jakieś 3 tygodnie, niedawno wyszły z gniazda przykrytego pierzynką z puchu mamusi, więc są jeszcze onieśmielone światem i moim aparatem.
Nie to co te (starsze o tydzień) zaciekawione same podchodziły do obiektywu.
 
Nie są to króliki domowe, lecz hodowlane z domieszką rasy nowozelandzkiej.

A teraz zaprezentuję niekonwencjonalny a zarazem genialny pomysł mojej mamy. Posadziła bratki, ale zamiast doniczek użyła kawałków spróchniałego pnia, efekt- moim zdaniem rewelacyjny.

I jeszcze fiołki, kocham fiołki- małe, wdzięczne, urokliwe, przepiękne..... a fiołki już kwitną, nie odmówiłam sobie foty:


Podczas robienia  zdjęć moje szalone psiaki urządzały sobie gonitwę po podwórku, w jednym momencie Maks wpadł mi przed obiektyw, przystanął i wsadził niucha do fiołków.  Zdjęcie nieostre, ale wszystko działo się za szybko.

A teraz  sprawa ogromnie miła  Dostałam wyróżnienie os alexls. Bardzo jest mi miło, czuję się ogromnie wzruszona. Dziękuję Ci kochana !!!

 Ja sama chciałabym przekazać wyróżnienie wszystkim blogującym z listy blogów zamieszczonej na bocznym pasku, nominalnie wymienię jednak trzy osoby: Florę, Eve-jank i Antosię. Gratuluję!!

Na sam koniec wieści dla zainteresowanych losem sweterka (bardzo się cieszę że Was to interesuje)- wykończyłam brzegi (kilka rzędów ściegu francuskiego), zrobiłam też maleńką stójkę, zaczęłam robić rękawy. Sweterek prawdopodobnie będzie kurteczką- kupiłam ocieplinę i mama zadeklarowała uszycie podszewki.

wtorek, 21 grudnia 2010

Przedświąteczne zakupy i.... przedświąteczny prezent :)

Dziś sporo czasu spędziłam z sklepach kupując świąteczne prezenty dla bliskich i nie tylko, także inne, równie potrzebne rzeczy. Jednym z zakupów była poisencja- obowiązkowy element świątecznych dekoracji- niestety zeszłoroczna, mimo usilnych starań, nie dożyła.

Oczywiście mój aparat przekłamał, kolor górnych liści (tak, tak liści, kwiaty poisencji to te maleńkie środeczki) nie jest wcale różowawy, tylko głęboka czerwień. Mam nadzieję, że tego roku kupiłam zdrowszy okaz- i że dożyje następnych świąt- choć nie liczę na wybarwienie liści, co jest podobno bardzo trudne do osiągnięcia domowymi sposobami.


TERAZ O NIESPODZIEWANYM PREZENCIE
Otóż, Lewkonia wystąpiła w roli Świętego Mikołaja. Historia zaczyna się od tego, że Lewkonia ma psa, Czesia, jest bardzo uroczy i jak wszystkie urocze psiaki bardzo psotny, i z jedną z jego psot związany jest prezent, który dziś właśnie do mnie dotarł, jednak żeby nie psuć bardzo ciekawie opowiedzianej historii nie będę jej streszczać a jedynie zachęcę do przeczytania jej na blogu bez tytułu . W każdym bądź razie zupełnie niespodziewanie zostałam zaliczona do grona osób obdarowanych przez Lewkonię, bardzo serdecznie Ci dziękuję. Odkąd dowiedziałam się że coś do mnie zostanie wysłane nie mogłam się doczekać i ciekawość mnie zżerała. A dziś po odebraniu przesyłki radości nie było końca.
Ale nie będę o tym opowiadać niech przepiękny dzwoneczek, przemówi sam za siebie.

 
Jestem zachwycona, Lewkoniu bardzo bardzo Ci dziękuję, bardzo się cieszę.

I na koniec króciutko o rękawiczkach. Zgubiłam rękawiczki- takie zwykłe ze sklepu, i powiedziałam sobie dość tego, nie kupię nowych, w niedzielę wydziergałam sobie, są to pierwsze  zrobione przeze mnie rękawiczki, nic specjalnego.

Zastanawiam się teraz, czy czegoś na nich nie wyhaftować, bo takie czarne????