Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 października 2018

Kocyk

To  już drugi kocyk w mojej dziewiarskiej karierze...

Znajoma poprosiła mnie o wydzierganie kocyka dla bobasa, a wiadomo jeśli się odmówi ciężarnej, można skończyć jak król Popiel (żart).





Wzór wybrała zamawiająca-  B31-5 Little Dreams DROPSa, fajny, ale gdybym miała go robić jeszcze raz to zmodyfikowałabym go- nie wiadomo czemu autor wymyślił, że wzór będzie przerabiany po lewej stronie, a prawa to same oczka prawe.... wolę sytuację, gdzie narzuty i spuszczanie oczek jest po prawej, bo zwyczajnie łatwiej jest się nie pomylić...
Włóczka też jest dropsowa (baby merino), także wybór zamawiającej, choć za moją sugestią, kolor bardzo mi się podoba, szczerze, wolę ten mocny radosny kolor, niż wszechobecne mdłe pastele...


Na koniec zdjęcie z pomocnikiem, choć przy tej  robótce go izolowałam jak mogłam, żeby potem dziecko jego kudłów nie musiało wąchać ;) Oczywiście kocyk prany przed oddaniem...





czwartek, 24 lipca 2014

Wspólny mianownik

Dawno na moim blogu nie było zabawek ani dziecięcych ciuszków... dziś zatem trzeba przerwać passę... i to że obie pokazywane dziś rzeczy są wykonane z myślą o dzieciach, to nie jedyna cecha wspólna,  projekty powstały głównie po to, by wykończyć pojedyncze motki, zalegające w szufladach....

Ale do rzeczy, jako pierwsza idzie spódniczka, dla mojej przyszywanej siostrzenicy, Katarzynki (tej samej od obrazka z królikami)...



Do jej wykonania posłużyły mi resztki bawełny z "szachownicy" i zużyłam ją do ostatka... Wzór własny, z rozmiarem trafiłam na styk, kilka rządków mniej i byłaby za krótka (a ja naiwna myślałam, że robię ciut na wyrost)...

No a ostatnio porwałam się na słonia i to szydełkowego...


W zasadzie nie wiem co mnie podkusiło (oprócz kilku nadprogramowych motków), bo ja przecież na szydełku nie robię, ale jakimś cudem wyszło.... wzór to Nellie the Elephant African Flower Crochet Pattern by Heidi Bear, dzierga się to dosyć przyjemnie (nawet jak się szydełkować nie lubi) i jest  uzależniający, już myślę sobie o innych zwierzątkach z serii....




Aktualnie na drutach też robótka resztkowa (o ile 250g  włóczki jednego rodzaju i w jednym kolorze, to też jest resztka)....


Nie wiem jeszcze czy i co z tego wyjdzie, ale mam już całkiem sporo.....

poniedziałek, 11 listopada 2013

Drobnostki i prezenty

Chwilę mnie tu nie było.... po prostu nie miałam się czym pochwalić. I dalej nie pokazałabym nic, bo dziewiarsko aktualnie trzymam kilka srok za ogon i nie wiadomo kiedy uda się puścić choćby jedną z nich... gdyby nie ciekawość....
Ale zanim o ciekawości to najpierw pochwalę się wspaniałą nagrodą jaką wygrałam na jubileuszowym spotkaniu robótkowym na FB


Do tego jeszcze komplet rzemyków w pasujących kolorach, czekolada (która była przepyszna) oraz przepiękna karteczka :) Reniu serdecznie Ci dziękuję :) a także dziękuję ogromnie Iwonce, która zorganizowała tę spaniałą inicjatywę, dzięki którym wiele osób zajmujących się rękodziełem się poznało, wiele też osób nauczyło się nowych technik, Iwonka też co 50 spotkań organizuje wspaniałe nagrody, dla szczęśliwców...
Musze też powiedzieć, że jest mi bardzo przyjemnie, gdyż przy okazji tego spotkania, jedna przemiła osóbka ucieszyła się z mojej włóczki :)

A teraz przechodzę do tematu zasadniczego... jako wełnoholiczka od pewnego czasu interesuje mnie filc, a odkąd Tysia pokazała, że można tak samemu z siebie spróbować i to wychodzi, to nabrałam jeszcze większej ochoty. Kilka dni temu ciekawość pokonała mnie skutecznie, kupiłam igłę, złapałam za gorszy kawałek polskiego baranka i sru....




Na pierwszy rzut poszedł śpiący foksterierek, korzystałam z tego foto-kursu. Muszę powiedzieć, że filcowanie na sucho jest prostsze niż myślałam... a foksterierek będzie służył, jako "strażnik lodówki", niech no tylko dokupię magnes ;)

Jako kolejną wprawkę ufilcowałam królika, również według analogicznego przewodnika



Z braku różowego runa podkolorowałam go różowym cieniem do powiek (kto by pomyślał że posiadam taką rzecz w takim odcieniu ;) ). Królik akurat wstrzeli się jako część prezentu urodzinowego dla pewnej królewny ;)

Teraz mam ochotę popróbować filcowania na mokro, mam ochotę na ciepłe kapcie (te zakopiańskie są rewelacyjne, ale potrzebuję jeszcze jednych) , pomoc dydaktyczną już znalazłam :)

Życzę wszystkim miłego przeżywania tego wspaniałego święta :)

wtorek, 17 września 2013

Były sobie śpioszki trzy

Poprzednie "króliki do kochania" spodobały się pewnej Mamie i zapragnęła podobnych dla swojej córuni... a że z Ową Mamą zjadłyśmy razem beczkę soli i nie tylko, do pracy przystąpiłam z wielką radością...
Oto kolejna odsłona serii "Somebunny to love" w moim wykonaniu,



Przyznam szczerze, że gdy przystępowałam do pracy, miałam ogromne wątpliwości co do wyboru królików, wydawało mi się, takie smutne i jakieś nie koniecznie dla dziecka. Jednak gdy skończyłam, a właściwie, gdy do końca było blisko, zobaczyłam, że mają w sobie TO COŚ...
Tradycyjnie oprawa należała to tego samego Fachowca i jak zwykle oko mistrza od razu  samo dobrało ramę i passepartou, tak że nie wymyśliłabym lepiej ;)

A ponieważ kolory na poprzednich zdjęciach wyszły troszkę nieadekwatne, pokażę jeszcze jedno, na którym i ja się nieco materializuję ;)




sobota, 11 maja 2013

"Jakiś królik do kochania"

"Ja nie mam obłazka od ciebie!!" - powiedziała kiedyś do mnie mała Kasia... faktycznie, większość dzieci z mojej rodziny (ze starszym bratem Kasi na czele), dostała ode mnie haftowane metryczki, wyrzut w głosie uzasadniony....
Od razu zabrałam się do wybierania odpowiedniego wzoru i muszę przyznać, że seria "Somebunny to love" urzekła mnie przeogromnie...
Ostatecznie zdecydowałam się na obrazek "Eskimo kisses" myślę, że wybór trafny, bo Katarzynka uwielbia króliki ;)


Obrazek oprawił znajomy specjalista, jak widać mistrz w swoim fachu (wszystkie swoje oprawy zlecam właśnie Jemu)
 
 


Początkowo miał być to prezent na dzień dziecka, ale skoro "króliczki" są już gotowe, nie wiem czy jest sens czekać tak długo ;)


Życzę udanego weekendu ;)

czwartek, 21 lutego 2013

Gwiazdeczki dla Gwiazdeczki...

Jakoś tak na świecie jest, że szczęście przyjaciół jest również naszym szczęściem.... więc jak się dowiedziałam, że moja przyjaciółka spodziewa się dziecka, postanowiłam maleństwo obdarować kocykiem....
Dobrze, że ciąża trwa 9 m-cy, bo robiłam robiłam i robiłam... i o dziwo lwią część czasu pochłonął mi border a nie środek.... 

Proszę nie patrzeć na kolor- na tym zdjęciu zupełnie nie poglądowy- na następnych jest taki jak należy

....a że border robiłam osobno to potem robótka czekała na zszywanie i czekała i czekała.....

Taki sobie znalazłam sposób na zszywanie - aby mi się ni nie zwijało- przypięłam szpilkami do łóżka, jakość zdjęcia ohydna, no ale w sypialni jak to w sypialni - nastrojowo ;)

 Tutaj kolorek jest OK 



Wzór Star Light Star Bright by Anna Dillenberg Rachap - bardzo przyjemny w robocie, polecam. Mój kocyk jest mniejszy od oryginału, chyba rozmiarowo wyszedł taki w sam raz ;)
Mam nadzieję, że jak maleńka się pojawi to pod kocykiem od cioci Ani będą się śniły gwiazdki z nieba ;)

sobota, 1 grudnia 2012

Ciut inny rodzaj wypieków

Etat cioci bywa wymagający ;) moja Katarzyna na drugie urodziny, które odbyły się tuż przed imieninami, dostała kuchenkę, no to żeby mała kuchareczka miała coś do tego piekarnika, wydziergałam jej to... 

To takie moje małe antidotum na wszystkie ostatnie porażki, bo dalej 90% moich aktualnych robótek jest do poprawy lub do prucia.
Korzystałam z wzoru Cupcake autorstwa  Evy Wu, zrobiłam je ciut mniejsze, jak czas pozwoli powstaną następne.

Teraz będzie dalej o porażkach, choć będą też pozytywy.
Mój wewnętrzny chaos... zamiast pruć i poprawiać to, co jest do poprawy, zapędził mnie do jeszcze jednej robótki. Zaplanowała ją już dawno, mam fioletową kurtkę zimową i wymyśliłam sobie cyklamenowo, turkusowy komplet...
Cyklamen to resztki ze swetra - o te
zdjęcie oczywiście już było i przedstawia wełnę przed zrobieniem swetra

No a turkus był dwa posty temu. Czapka miała być wrabiana, ale do szalika wymyśliłam sobie dzierganie dwustronne. Dumałam sobie jak się za to zabrać (układałam sobie w głowie jak to się powinno robić), aż tu e-wełenka telepatycznie przyszła mi z pomocą i na swoim blogu zamieściła stosowny link.
No i któregoś dnia zamiast kończyć to co mam do pokończenia, siadłam, na kartce w kratkę rozrysowałam sobie wzór i zaczełąm dziergać.
Zaczynałam dwa razy (bo za pierwszy razem nie załapałam jak mam prowadzić nitki ) i przyznam szczerze,  łatwe to nie jest. Pomijając wszystkie techniczne szczegóły, dzierga się z prędkością dzieci uczących się robótek.

Awers

i rewers, czy odwrotnie ;)

Po wydzierganiu tego co na zdjęciu, byłam nawet zadowolona. Najbardziej ucieszył mnie wygląd turkusu w dzianinie- pomimo wyraźnych przejść kolorystycznych bardzo mi się spodobał ( bo ja do niebieskości to jak do jeża). Po drugie- wygląd robótki robi wrażenie- fajnie mieć dwie prawe strony. ALE stwierdziłam, że szerokość szala będzie za duża, a w połączeniu z jej dwoma warstwami szal będzie sztywny i ciężki, po prostu nie ta włóczka do tego projektu. Do tego tak jak już pisałam, dzierganie dwustronne łatwe dla mnie nie jest (trzeba z ogromną pilnością śledzić wzór) i to nie jest coś czym mogłabym się w tej dziurze czasowej zająć. Sprułam więc urobek bez żalu i zaplanowałam, że do zimowej kurtki wydziergam prostym ściegiem  turkusowy szalik i czapę - na razie planuję szachownicę kwadratów z prawych i lewych oczek.
No to tyle eksperymentów...

wtorek, 13 listopada 2012

Znowu Miś- tym razem polarny

Niestety nie chronologicznie.... ten dla Kacperka, niestety  dalej czeka ubranko.
Dziś Miś polarny ( polarowy),  będzie prezentem powitalnym dla bardzo małego chłopca, jutro wyrusza w swoją podróż ;)

Miś uszyty jest z polaru... po dwóch misiach ze sztucznego futra, myślałam, że szycie z polaru to będzie bułka z masłem. Nic bardziej mylnego, o ile przy futro gorzej się kroi (trzeba uważać żeby nie wyciąć łysych plam), wszystkie fragmenty muszą być dokładnie przyfastrygowane i trzeba wycinać nadmiar włosów z zapasów na szwy, to potem nie ma żadnych problemów. Polar odwrotnie, niby miękki przyjemny, ale naciągliwy. Do tego nie ma włosków, bezlitośnie ukazuje wszystkie zmarszczki i krawieckie niedociągnięcia. 
Za  to udało mi się, mniej więcej osiągnąć ruchome stawy, za radą Finextry dałam w każdym stawie po 2 guziki, mocno związałam... i nic a nic nóżki si nie rozjeżdżają. No to jeszcze dwie foty pożegnalne z "Kacperkowym"

Różnica we wzroście mnie bardzo zaskoczyła- wykrój na małego misia nie wydaje się aż tak bardzo różnić od dużego.

Na koniec pochwalę się jeszcze moim ostatnim uśmiechem losu.
Od dawna biorę udział w "fejsbukowych" spotkaniach robótkowych on-line. Jest to wspaniała inicjatywa, jej autorką jest Iwonka, świetna  kobietka, która trzyma to wszystko w ryzach. Ostatnio miałyśmy okrągły jubileusz, a Iwonka zatroszczyła się o wspaniałe nagrody, no i jedna z nich dostała się mnie!!!


Właśnie takie cudeńko- nawiasem mówiąc bardzo dziękuję szanownemu sponsorowi- Zamotane.pl 
Oj projektom Margaret Stove się nie upiecze :D

piątek, 19 października 2012

Grizzly? - nie , strielali*

Właściwie "temu misiu" to bliżej do baribala niż do grizzly, bo sierść czarna jak smoła, no ale taki materiał na składzie.
Skąd pomysł na misia? Anno stąd  jak zobaczyłam niedźwiedzie Pana Deana Kelly, to po prostu nie mogłam przejść obojętnie obok tematu.
Futro się znalazło, wykroje też mam (z "Kolekcji dobrego szycia"), więc tylko zostało się dogadać z Panem Łucznikiem, ale i z tym nie było większego problemu, o dziwo....

Uwaga będzie koszmarnie dużo zdjęć...



Miś ma ruchome kończyny, niby, bo niestety rozjeżdżają mu się - nie opracowałam jeszcze odpowiedniego patentu.
Ponieważ kolor futerka dosyć poważny trzeba mu było zmontować jakieś ubranko...


I tak powstała BaletMisia ;)

BaletMisia, zanim jeszcze dorobiła się spódniczki i nosa, prawie została zaadoptowana przez 2letnią Katarzynę, wynegocjowałam, że po zakończeniu wszystkich niezbędnych spraw niezwłocznie BaletMisię dowiozę, ale żeby starszy brat Katarzynki - Kacper nie czuł się pominięty jutro zamierzam uszyć misiowego braciszka ;)



* słówko na temat tytułu-  niedźwiedź grizzly kojarzy mi się ze starym jak świat dowcipem, pewnie wszyscy znają, ale gdyby ktoś nie mógł skojarzyć przytoczę:
dwóch Rosjan upolowało niedźwiedzia, podchodzi do nich Amerykanin i mówi:
- o Grizzly!!- na co Rosjanie
- niet strielali...

sobota, 25 sierpnia 2012

F3

Felix Farmer Fox - tak nazwałam liska na ravelry. Z zasadzie nie wiem co mogę o nim napisać, jest to trochę projekt zainspirowany Mr Todem autorstwa Alan Dart, mój lis jest troszkę uboższy w formie, ale może jeszcze kiedyś wydziergam Toda ;)


Lis jest farmerem i bardzo długo myślałam co mu włożyć do łapki, na razie jest to najprawdziwszy kłos pszenicy.


 No to chyba tyle o Felixie ;)