No i nastała wiosna, Mili Państwo.
Uwierzcie mi na słowo, Zielona Pani zagości u nas na dłużej, a powiedział mi to Niezawodny Koci Barometr, który mam w domu. Urządzenie to jest sprytne i nigdy się nie myli, a zmianę pogody na lepsze sygnalizuje wzmożonym linieniem, upierdliwością i "znienackowym" gryzieniem w nogę. Niestety ma też skutki uboczne w postaci nadużywania w domu stwierdzeń (z góry bardzo przepraszam za wulgaryzmy): "Bubel, bo Ci jebnę" lub też: "ten kot ma piredolca".
Śnieg stopniał, psie kupy ładnie wkomponowały się w brunatność trawników, a w parkach zaroiło się się od lunatyków oszołomionych ciepełkiem.
Wyszłam sobie dziś z Ryszardem na spacer. Za pierwszy punkt wyprawy obrałam pobliski cmentarz. Nie żebym miała jakieś ciągoty, po prostu, jest tam spokojnie, cicho, ładnie i zawsze można na ławeczce przycupnąć.
Przy bramie spotkałam sąsiadkę. Tak przynajmniej wydaje mi się, że to sąsiadka, bo jak mam fatalną pamięć do twarzy. W każdym razie kobita wiedziała, że to co w wózku leży to Ryszard, więc niech jej będzie.
Po wymianie standardowego "Dzień Dobry", rozpoczyna się seria pytań: czy się dobrze chowa, czy śpi, cyc czy butelka... czyli wchodzimy na teren grząski, bo osobisty. Próbuje zbyć kobiecinę, ale ta brnie dalej w zachwytach nad Maślakiem. Kobitka skończyła z Ryśkiem i zaczyna mi opowiadać swoje życie, mówi o swoich dzieciach, w końcu zapodaje temat uświadamiania małoletnich...
Uwierzcie mi, zasadniczo obca, wąsata babcia (zapomniałam napomknąć o wąsach) mówi mi jak dzieciom o ptaszkach i pszczółkach opowiadać! To już było za wiele. Odpaliłam wózek, szybciutko pożegnałam się z sąsiadką- wykorzystując lukę w monologu i śmignęłam przez alejki.
Zaraz za cmentarzem jest park i właśnie tam zmierzałam. Zdążyłam wyjść za ogrodzenie i widzę jak toczy się ku mnie kolejna babciunia, kompletnie mi tym razem nie znana- bez wąsów, za to w berecie wielkości sporego półmiska. Widzę jej nieśmiały uśmiech i wiem, że zaraz zostanę zaczepiona.
Widać taki już mój los- ulubienica pijaczków, bezdomnych psów i moherowych babć.
"Czy pani była na cmentarzu?"- pyta.
No byłam, nie da się ukryć... Żeby jej za bardzo nie zachęcać do wynurzeń jedynie skinęłam głową.
"Bo wie Pani, ja tam się boję chodzić. Tam są zboczeńcy!"- mówi starsza Pani wymachując laską
Prawie parsknęłam.
" W dzień to chyba zboczeńcy nie atakują" - próbuję uspokoić kobietę, ale jednocześnie zastanawiam się, dlaczego to zawsze mnie spotyka Przecież takie rzeczy to się u Barei w filmach działy.
"Oczywiście, że w dzień"- babcia idzie w zaparte- "w zeszłym tygodniu byłam u moich rodziców, schyliłam się żeby świeczkę zapalić i jak podniosłam głowę, to stał. Od połowy cały goły! Mówię Pani, całego "tego" miał na wierzchu! Za krzakiem się schował. Strasznie się przestraszyłam ale go pogoniłam laską i uciekł!"- to już było za dużo dla mojej wyobraźni. Zapewniłam kobitkę, że żadnych zboczeńców nie widziałam, same kobiety i raczej ubrane. I cały czas starałam się nie roześmiać, bo moja chora wyobraźnia co rusz podsuwała mi obraz dziarskiej starszej Pani, która lachą wygraża najpewniej pijaczkowi, który postanowił ulżyć sobie za krzaczkiem na cmentarzu.
Babcia podziękowała za słowa otuchy i potoczyła się w stronę grobów.
Swoją drogą, ciekawe czy przestraszyła się "tego", czy po prostu zapomniała jak "to" wygląda?
Ja ze strachem pojechałam do parku, ale poza tłumami pijanej wolnością młodzieży, nie napotkałam więcej lunatyków.
I tak podczas tej wędrówki parkiem, uświadomiłam sobie, że gdzieś tam po drodze zgubiłam świętowanie pierwszych urodzin bloga.
Z tej okazji mam pomysł na konkurs, a raczej wielką zabawę z nagrodą, tyle że potrzebuję Waszej pomocy.
Pamiętacie poprzedni konkurs?- pewnie tak... najpierw o nim zapomniałam, potem zapomniałam o losowaniu, a potem zapominałam wysłać nagrody. Oczywiście wszystko już skończyłam, ale sama do siebie jakiś niesmak czuję. teraz planuję coś dużo większego, dopracowanego i z lepszą nagrodą, ale nie wiem, czy chcecie się pobawić. Czy zaufacie, że dam radę z moją fatalną organizacją czasu. Proszę o danie mi znać, choćby w komentarzach.
I jeszcze się pochwalę paczusią, którą spocony listonosz przyniósł mi dzisiaj. W paczce nie było lalki, a jednocześnie jej zawartość nie mogła już być bardziej lalkowa.
Oto książka o lalkach:
W mojej kolekcji są już dwie:
W książkach są obrazki:
Treści jest tam tyle co: nazwa lalki, rok wydania i katalogowa cena egzemplarza NRFB. Mnie służą głównie do ślinienia się do co poniektórych modeli :)
I na koniec szybka zabawa w "Znajdź kotka na obrazku":
I oczywiście tego posta pisałam wczoraj, ale z lenistwa wrzucam dzisiaj ;)
To jest blog o lalkach.
O Barbie, które zna każdy i o takich, o których słyszało niewielu. O takich, co wyglądają zwyczajnie i takich, co zatykają dech w piersi. Jedne kosztowały pięć złotych, a inne małą fortunę, ale wszystkie są tak samo cenne i niezwykłe...
To też blog o leniwym Kocie, cudownym Dziecku, sprytnym Mężczyźnie i o Kobiecie, która jest Królikiem.
Ten blog to moje miejsce, moja Nora, do której Cię zapraszam.
Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.
Charakterystyka Królika
- RudyKrólik
- Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
- Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 marca 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)