Post ten dedykuję Kasi- mojej forumowej koleżance, która podobny problem poruszyła na forum jakiś czas temu ;))
Ponad trzydzieści lat temu przyszłam na świat.
Urodziłam się jak prawie każdy dzieciak- z wrzaskiem. Jestem jednak przekonana (nieomal na 100%), że inne dzieci drą się, bo im zimno, chcą z powrotem lub też lekarz ma twarde i sztywne palce. Ja krzyczałam, bo pierwszą rzeczą jaką usłyszałam, było to że odtąd będę się nazywać "Paulina".
Ale serio, no...- "Paulina"? Droga Mamo, a bardziej ponuro, poważnie i niezdrobniale się nie dało?
No i mało kto wie, ale imię to wywodzi się od łacińskiego słowa "pauluus", co na nasze oznacza: drobny, mały. Nosz kurde, każdy kto mnie choć raz na oczy widział wie, że każdy inny przymiotnik opisuje mnie bardziej niż te dwa!
Tak jakby od pierwszych chwil życia los narzucił mi społeczną rolę "starej-malutkiej". Najpierw, przez kilka pierwszych lat, myślałam że mam na imię "Niunia", bo tak wołały na mnie liczni Krewni i Znajomi, moich rodziców.
Potem poszłam do przedszkola.
Tam nie było drugiej Pauliny. Ba!- niektóre dzieci słyszały to imię po raz pierwszy i nawet pytały mnie czy sobie tego nie zmyśliłam.
Dziś to takie normalne, zwyczajne imię. Wtedy?- idealnie pasowało do dziewczynki o okrągłej buzi i dorosłej twarzy, która nigdy nie broiła, nie brudziła i znała na pamięć całą "Brzechwę Dzieciom".
Moją zmorą (poza imieniem) była fryzura. Śmieliście się kiedyś z fryzury Lei z "Gwiezdnych Wojen"? Ja nie!
Miałam na łbie coś podobnego.
Precla ktoś chce?
Każdy ranek zaczynał się tak samo: zaraz po przebudzeniu brałam zgrzebło i szłam do babci. Ta rozplątywała konstrukcję z dnia po przedniego. Gęstym i ostrym grzebieniem wyznaczała przedziałek, równiutki bez linijki ("Wiesz Pauliś, to taka dróżka dla wszów, żeby miały gdzie na spacer iść. Hie! Hie!"). Potem Babcia zaplatała gładki warkocz (tak ścisły, że pancerny) i wplatała w niego wstążkę (najczęściej szeroką na 10 cm i różową). A potem następowało coś "magicznego", coś, co dwa mysie ogonki zamieniało w traumę mojego dzieciństwa- Babcia robiła takie "hop" i oba warkocze podwiązywała mi do góry. Z włosów robiły się dwie pętle, a wielgachne kokardy lądowały po obu stronach mojej pyzatej i odkarmionej gęby!
Grzywki oczywiście nie miałam, bo grzywki "przystoiły" krowom!
Jesuuuu... do dziś mam zachomikowany zeszyt z "nauczania początkowego" gdzie na pierwszej stronie stoi zdanie: "Pauliny kokardy są różowe".
Przez to doświadczenie, uprosiłam mamę by obcięła mi włosy gdy miałam 10 lat i dopiero gdy skończyłam 18, to postanowiłam włosy ponownie zapuścić.
No właśnie... 18 lat...
Nadal miałam na imię Paulina- nikomu nie udało się wymyślić nic innego. Zawsze "Paulina".
"Paulinka" brzmi "niebardzo". A co to za zdrobnienie, co jest dłuższe od imienia?
"Pola" to jest zupełnie inne imię.
"Paulińcią" nazywał mnie mój dawny prześladowca, któremu ubzdurało sobie, że jestem biedną, zagubioną dziewczynką, a on moim rycerzem- wybawcą, z małyszowskim wąsem. Chyba nie muszę wspominać, iż tego "zdrobnienia" też nie darzę sympatią.
Na "Paulę" i "Paolę" do dziś reaguję chęcią mordu na osobie, która mnie tak nazywa.
No więc- mam sobie (wtedy) 18 lat. 180 cm wzrostu i nadal cierpię, bo mam teraz krótkie włosy i ludzie biorą mnie za faceta!
Cycki, że klękajcie narody i tyłek jak u murzynki, a ludzie patrzą mi na głowę i pytają: "Przepraszam PANA, czy 13stka już jechała?", albo "Kup koleżance loda, co z ciebie za facet?"
Ekstremalna wersja: "Paulina, ty to jesteś świetny kumpel, można z tobą wódkę pić i po mordach się naparzać, ale ty jak dziewczyna nie wyglądasz, ty weź włosy zapuść!"
Były włosy źle, nie ma włosów- gorzej!
Do tego w liceum, mój "najlepsiejszy" kumpel zmienił "Paulinę" na "Padlinkę"... Przyjęło się...
4 lata byłam "Padlinką".
Spotkałam się ostatnio z tym samym kumplem. Pamięta zaraza!
Małżon mówi na mnie "Ruda" lub "Ruda Wiedźma". Gdy zwróci się do mnie po imieniu, ja zaraz myślę, że coś zmalowałam.
Do dziś pamiętam, że gdy mama zwracała się do mnie "Paulino", to ja już wiedziałam, że czas torbę pakować i z domu się wyprowadzać, bo własnie popełniłam jakiś czym "niewybaczalny", na przykład znalazła się kanapka sprzed tygodnia lub spodenki na wf z pierwszej klasy.
Oczywiście jako osoba dorosła pogodziłam się z "Pauliną".
Mogłam przecież nazywać się "Izaura", "Wanessa" albo "Anżelika".
Gdybym urodziła się kilka lat później, to nazywałabym się "Zuzanna" albo "Honorata", bo na punkcie tych imion potem zwariowała mama.
Cóż, mamie urodził się po mnie "Karol", a "Zuzia" i "Honoratka" to kolejne auta mamuśki. Czuję się z tym dziwnie, bo nie wiem czy aktualny wehikuł to moja "siostrzyczka" czy nie? ;)
No i dobra, ja tu gadu gadu, a lalka czeka.
Proszę Państwa- nie Mattel, choć 12 cali.
I też nie Paula :)
Pierwszy facet w mojej kolekcji!!!
I do tego Mudżyn! (to znaczy lalka AA).
O taki Pan:
Ta dah!!
...
...
...
...
...
Nic nie mówi?
...
No to podpowiedź: temu panu też nie pasowało imię, więc "se" je zmienił.
...
...
Nadal nic?
OK, to lalka:
Oto Pan RuPaul jeden z najsłynniejszych drag queen na świecie!!!
Ponieważ RuPaul nie obciął sobie operacyjnie tego i owego, a inne jego atrybuty są, że tak powiem, prawdziwe jak obietnice wyborcze polityka, tak więc dla bezzasadnej satysfakcji będzie przeze mnie nazywany uparcie "łonym" czyli facetem.
Potraktuję go też jak każdą inną Barbię i podaruję sobie nieistotne różnice w budowie anatomicznej lalek tych dwóch firm.
Uznajmy że RuPaul jest na model muse, bo ma tak samo sztywne nogi.
To co mnie najbardziej cieszy:
- śliczne buty i pięknie wymodelowane stopy:
- haftki, a nie rzep, który się wszystkiego czepia, ani też zatrzaski, które wyrywają się wraz z "mięsem":
- duża głowa ze skomplikowaną fryzurą w obowiązkowym kolorze blond:
Fajny lalek :)
Z RuPaula, podobnie jak ze mnie, jest kawał baby. Ponoć mierzy on 213 cm wzrostu. I to bez szpilek!
A jakby ktoś chciał wiedzieć, to zawsze chciałam nazywać się Kasia albo Ania ;)
To jest blog o lalkach.
O Barbie, które zna każdy i o takich, o których słyszało niewielu. O takich, co wyglądają zwyczajnie i takich, co zatykają dech w piersi. Jedne kosztowały pięć złotych, a inne małą fortunę, ale wszystkie są tak samo cenne i niezwykłe...
To też blog o leniwym Kocie, cudownym Dziecku, sprytnym Mężczyźnie i o Kobiecie, która jest Królikiem.
Ten blog to moje miejsce, moja Nora, do której Cię zapraszam.
Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.
Charakterystyka Królika
- RudyKrólik
- Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
- Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą integrity toys. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą integrity toys. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 8 stycznia 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)