Charakterystyka Królika

Moje zdjęcie
Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trixie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trixie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 kwietnia 2014

Wiosenne bla bla blanie.

Bardzo, ale to bardzo dziękuję, za tak wielką chęć adopcji moich lalek!
Przyznam, że sama się nie spodziewałam aż takiego zainteresowania i ledwo ogarnęłam wysyłkę.
Gdy, obładowana jak osiołek, dotarłam w końcu na pocztę, to wzbudziłam tam niemałe zainteresowanie.
Oczywiście próbowano mnie przekonać, że wcale nie chce wysłać tych dwunastu paczek, a już na pewno nie chcę ich wysłać teraz, ale uśpiony od jakiegoś czasu potwór się obudził i paczki wyjechały bezpiecznie. A starszego pana, który opieprzał mnie, że wysyłam lalki na poczcie, serdecznie pozdrawiam! I solennie przyrzekam, że następnym razem zaniosę je do fryzjera!
Z całej partii zostały trzy lalki, które przejdą do nowego losowania.
Najbardziej zdumiało mnie to, że największym zainteresowaniem cieszyła się "Paka na ooaka"- poszła szybko i do dzisiaj dostaję o nią zapytania.
Nawet nie wiecie, jak fajnie, jest tak zrzucić kilka kilo lalek, w sam raz na wiosnę!

Jedyny cel dzisiejszego posta, jest taki, że jest. Ostatnio dowiedziałam się o sobie, że jestem przedstawicielem "starej gwardii" (cokolwiek to oznacza) i inni, z mojego gatunku już nie żyją, lub dogorywają i cud, że ja się jeszcze trzymam.
Ano się trzymam. I nie puszczam. Bo czemu miałabym?
Jedynie donoszę, że choć staram się posty wrzucać co tydzień, to teraz nie mogę. Każdą, wolną chwilę poświęcam na ubranie i "wypicowanie" pewnej, szczególnej "lalki"...

Oto Marlenka:


Marlenka jest mniszką z Ivogrodu, aktualnie ma siedemdziesiąty poziom (i czterdziesty mistrzowski) i koncertowo kopie tyłki, nawet najbardziej zajadłym demonom!
 Na tę chwilę Marlenka wygląda, jak na fotce powyżej, ale bezustannie wymaga ode mnie nowych butów, rękawiczek, karwaszy, pancerzy i broni. Aktualnie dzierży topór dwuręczny, ale Małżon nazywa go "łopatą do chleba", a to się Marlence nie podoba.
Cóż począć... lalki lalkami, ale level się sam nie wbije a Diablo non stop się odradza.

Ponieważ trzy dni byłam zupełnie odcięta od neta, to teraz z Małżonem nadrabiamy zaległości. I mówię Wam- nic tak nie scala związku, jak wspólne konto na Batllenecie! (W sumie dobrze, że nie możemy grać jednocześnie, bo jestem lepsza od niego, a to obciach dla faceta ;))
Szacuję czas powrotu na Ziemię, na jakieś siedem do dziesięciu dni, bo tyle mi zajmie zajrzenie w każdą dziurę Zachodniej Marchii i wracam.

Oczywiście, ktoś mógłby mi zrzucić, że taki bzdurny wpis jest jedynie rozpaczliwym wrzaskiem, bo nie mam nic nowego do pokazania i na siłę zapełniam przestrzeń.
Cóż, taka osoba miałaby nawet nieco racji, bo nie mam fotek nowych lalek, a same nowe lalki siedzą nie rozpakowane (serio, serio!- mam 10 pudeł z lalkową zawartością w środku!), ale mam stare fotki i to takie, które ni groma, nie pasują, do jakiegoś konceptu.

Na przykład Eibhlin ze Strefy Męskich Lalek kiedyś rozpaczała, że "męskie" motory w skali "okołobarbiowej" są drogie, lub wręcz nie istnieją.

Oto fotki obalająca ten mit:




Dzięki tak prostemu rozwiązaniu, można połączyć w jedno hobby męża i żony!

Skoro już zahaczyłam o motoryzację, to przypomniało mi się, że kiedyś obiecałam Wam, co Trysia zobaczyła pod kaskiem Stiga:


UWAGA!!! NIE DLA WRAŻLIWYCH!!

The Stig:




A pod kaskiem mamy?
(koleżanka bardzo próbuje ściągnąć)


- Oddaj po dobroci mówię, bo pójdę po topór Marlenki!

I pufff!!!

Cóż to za dziwo?


I włosy z twarzy ogarnął, a tam!


Ta dah!


Wiem, że pierwszy kwietnia był tydzień temu, ale to moje, takie tam... wiosenne bla bla blanie...

czwartek, 19 września 2013

Demon prędkości.

Ja i mój Małżon jesteśmy tak różni, jak tylko różne mogą być dwie osoby. 
Ja wstaję o brzasku i zasypiam ze słońcem, a jemu dzień zaczyna się w południe, a kończy o drugiej w nocy.
Ja najlepiej bawię się siedząc zawinięta w kocyk- Małżon ma gromadę znajomych.
Gdy piję, to piję na umór, a Małżon zniecierpliwiony ciągnie mnie na plecach do domu.
Ja jestem nerwus, on- oaza spokoju.
Ja mam rower, Małżon- motocykl.
Zwykle nasza "inność" wywołuje więcej szkody, niż pożytku. Większość naszych awantur wynika ze skrajnych różnic w poglądach. Na przykład z tego, że zwykle to Małżon siedzi za kółkiem, a ja prowadzę auto. Ślubny nie jest typowym wściekłym kierowcą drogowym, a teksty w stylu: "Na co czekasz idioto? Bardziej zielone nie będzie!", albo też: "No jedź, kurwa, jedź! Zieloną strzałkę masz!", podczas podróży wychodzą z moich ust. Nazywamy to "drogową furią".
W samochodzie czuję się jak kot zamknięty w klatce i zwłaszcza w korkach dostaję pierdolca. 
Małżon kiedyś roboczo zilustrował mój "samochodowy" stan tak:

Wersja dla nie-graczy- proszę wipisać Rayman Raving Rabbids w wyszukiwarkę. Znajdziecie nieprzebrane źródło walniętych królików.

Oprócz korków nie znoszę też szybkiej jazdy. Gdy tylko wskaźnik na liczniku niebezpiecznie zbliża się do setki, to ja zaczynam pod nosem mamrotać mantry, że gdyby Bogowie chcieli byśmy latali, to dali by nam skrzydła.

Małżon natomiast nie uznaje ograniczenia prędkości w obszarze zamkniętym. Od dawna uważa, że ograniczenie do pięćdziesięciu to zamach na jego wolność osobistą, a od zwolnienia przed znakiem nakazującym zmniejszenie prędkości, zmniejszają się jaja. Jednak nie jest piratem drogowym, jest po prostu MĘŻCZYZNĄ! Wyznaje niepisaną zasadę, że tam, gdzie jest znak, można jechać tak z 10km szybciej...
Cóż... z wakacyjnych wojaży oprócz miłych wspomnień, przywiózł też trzy fotki warte jakąś fajną lalkę Barbie... Taką w pudełku...
Gdy Małżon otrzymał pierwszy prezent od ministra Rostowskiego, to zadzwonił do mnie żeby się pochwalić. Ja niezwłocznie postanowiłam się pożalić moim kolegom z pracy.
Wyglądało to mniej więcej tak:

(Ja) Nosz, motyla noga mu w oko! Y. Właśnie dostał fotkę pamiątkową z wakacji!
(Kolega) Ale jak?
(Ja) No normalnie... zapierdzielał 60 na godzinę w obszarze zabudowanym!
(K) Ale jak?
(Ja) Kurza twarz, no chyba wyraźnie mówię! Radar go chwycił! No w końcu się doigrał!
(K) Ale jak?... Astrą... To się da?!

Ano się da... 
Małżon nauczkę dostał. Ja mam powód do ględzenia i dobrze, bo ględzić i jęczeć, jak każda, rasowa babka lubię.
Pomimo niechęci do szybkiej jazdy, sprawiłam Małżonowi prezent w postaci przejażdżki Ferrari, na prawdziwym torze, z czego Ślubny ochoczo skorzystał, a ja w kręgach jego znajomych, zostałam okrzyknięta najlepszą z Żon!
Kiedy oglądałam go, gdy przeszczęśliwy wysiadł z morderczej maszyny, to nawet zapragnęłam trochę dzielić to szczęście. 

Więc kupiłam sobie lalkę.
Nawet ma szybkość w nazwie.

Trixie from Speedracer Barbie & Ken set z 2008 roku:



Jak widać na promo (a co uważniejsi doczytali w nazwie), niestety do lalki, której od dawna rozpaczliwie pragnęłam, było przyczepione coś, czego bardzo, ale to bardzo nie chciałam.

O to:


O tak, bejbe! Taki pienkny! WOW! Taki pienkny!

Cóż... nie ma zmiłuj!
Trysia, po wyskoczeniu z pudła, szybko pojęła jak wielkim błędem byłoby zatrzymanie takiego kudłacza i czym prędzej kazała mu spadać na cztery wiatry. 
Z nieoficjalnych źródeł wiem, że oślepiony łzami gnał tak długo przed siebie, aż zatrzymał się w Tarnowie.

Filmu Speed Racer nie oglądałam i nie zamierzam. Spodobała mi się sama lalka, która przedstawia bohaterkę.

W Anime, na podstawie którego powstał film, wygląda ona tak:


W filmie, tę postać gra Christina Ricci (na niej też jest wzorowana lalka):


Lalka może nie ma twarzy aktorki, ale firma zadbała o oddanie ducha postaci. Dzięki temu plastikowa Trixie ma na wyposażeniu wszystkie elementy charakterystyczne dla tej filmowej.

Lornetka i rękawiczki

Zacementowana na amen fryzura plus sweetaśne spineczki.

Co ja widzę?

Nic nie widzę!

Lornetką nie dotykam do oczu!

Jestem dorosłą kobietą, a wyglądam jak pierwszoklasistka!

Zrobiłam dziewczynie przysługę, zmyłam klej z włosów, zabrałam różowe szmatki i ubrałam stosownie do wieku.
Chyba zrobiłam dobrą robotę.
Oceńcie sami:


















Odświeżona Trysia szybko odnalazła się w moim babińcu, i o dziwo, nawet znalazła dla siebie godne towarzystwo:
Nie jesteś aby za niski, jak na kierowcę rajdowego?

I w ten sposób znalazłam coś, co łączy mnie i Małżona!- jest to uwielbienie dla programu Top Gear!

Zdradzę Wam w sekrecie sekret, że Trysia owinęła sobie Stiga dookoła palca i nawet namówiła go na zdjęcie kasku:

Kto chowa się pod kaskiem, to już materiał na zupełnie inną historię...

Z ostatniej chwili:

Speed Racer Ken nie umie sobie poradzić ze stratą Trixie. Źródła zbliżone do oficjalnych mówią, że się chłopak stacza (lub zatacza):

Nie, nie, nie... Trixie! Dlaczego wolałaś tego sztywniaka?!?

Z tego miejsca chciałabym podziękować mojej mamie, za użyczenie mi balkonu na czas sesji.

Zapewniam Was, że podczas pisania posta nie ucierpiał żaden Speed Racer.