Charakterystyka Królika

Moje zdjęcie
Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Princess of Renaissance. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Princess of Renaissance. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lutego 2012

Wieczna Zmarzlina

W poprzednim wcieleniu byłam jaszczurką albo innym zmiennocieplnym gadem. Do dzisiaj zostało mi z tego jedynie bycie gadziną i umiłowanie ciepełka. Małż podejrzewa, że moje spanie w każdej sytuacji ma na celu powstrzymanie mojego organizmu przed wyziębieniem. Latem muszę spać pod kołdrą, a gdy upał osiąga wartość skrajną, wtedy kołderka kurczy się do cienkiego kocyka, który musi mi przykrywać tyłek. Kiedy lato przechodzi w jesień, a temperatura spada do jakiś 12 stopni, to dla mnie jest znak, aby pościel z flanelowej zamienić na polarową.
Niestety odkąd wyprowadziłam się z domu mam pecha do zamieszkiwania w zimnych grotach. Nasze pierwsze samodzielne lokum, było w najnormalniejszym bloku i centralnym ogrzewaniem i wodą z miasta, a mimo to na parapetówkę dostałam od przyjaciółek grzałkę- "farelkę", termofor i ciepłe skarpetki. W nocy zawijałam się w kołdrę i koc, i pomimo, że łóżko mieliśmy raczej wąskie to ładowałam się na Małżona w celu poszukiwania ciepełka, a nie miłości i nierzadko przykrywałam się jeszcze rozespanym kotem.
Drugie nasze mieszkanie to już w ogóle była porażka. Zła dzielnica, zadupie, kury biegały samopas po brukowanej drodze przed domem. Sam lokal byłby może w porządku, gdyby nie ogrzewanie gazowe. Przyznam, że gdy szukaliśmy mieszkania do wynajmu, to nie wiedzieliśmy jaki Szatan tkwi w tych dwóch niewinnych słowach. Oczywiście panicznie bałam się zatrucia tlenkiem węgla (pomimo zamontowanego czujnika i aktualnych, częstych przeglądów instalacji) i z tego powodu i z powodu oszczędności graniczącej ze skąpstwem, nagrzanie mieszkania graniczyło z cudem. W nocy spaliśmy pod dwoma kołdrami, dwoma kocami i, a jakże, kotem! I kiedy wstawałam do pracy to udawałam, że nie widzę, że termometr wskazuje 13 stopni- w domu!
Oczywiście duży wpływ na tą Syberię miało stare budownictwo, duże, nieszczelne okna i zła izolacja, ale to nic w porównaniu z rozgoryczaniem, jakie ogarnia człowieka, gdy mu zamarznie herbata na parapecie...
W moim aktualnym mieszkaniu tydzień temu zamarzły rury w łazience. Wygląda na to, że Mrozopotwór na dobre upodobał sobie króliczą rodzinkę.
Budowa mojej Nory jest tak specyficzna, że najtęższe budowlane umysły nad nią się głowią. Ja powiem tylko, że gdy zamarza rura z zimną wodą, to rura z ciepłą jeszcze dycha. Ledwo.
Brak zimnej wody w łazience to dramat. Nie można nic wyprać. Zmywarka nie działa i, o Vinylowi Bogowie!- kibla nie ma jak spłukać! Oj, namachaliśmy się wiaderkiem przez te kilka dni tak, że mnie jeszcze w krzyżu łupie. Nawet poczytać nie miałam gdzie, bo choć "ciepła decha" od zawsze jest moim wrogiem numer jeden, to "lodowatą dechę" milczeniem pominę i nawet wspominać nie chcę.
Kiedy temperatura za oknem spadła poniżej -15 stopni zaczęłam przygotowywać się do hibernacji. Po powrocie z pracy od razu wskakiwałam w zbroję chroniącą przed chłodem (szlafrok plus puchate skarpetki plus włochate, misiowate spodnie), podobnie odziewałam Maślaka (może poza szlafrokiem) i tak czekaliśmy roztopów i Małża wracającego z pracy. Wytchnienie przynosiły jedynie noce, gdzie całą trójką grzejemy się, pod jedną kołderką, jak foczki. Oczywiście plus dodatkowy kocyk dla mnie.
Plus koty.
Czasem ciepłe skarpetki.
I termofor.

Niestety nie mam dziś lalki stosownej do tematu, dlatego jako "doklejkę" do mojej radosnej twórczości wrzucę Princess of Renaissance z 2004 roku, której to sesję zdjęciową robiłam jakoś tak zeszłej wiosny.


Jak widać dziewczę to charakteryzuje się nader krasnym licem.

Na tej fotce pozuje w gąszczu dzikich tui, tak pospolicie rosnących w północnych regionach Polski.


Na kolejnych, nasłuchuje pogwizdywania kosa ukrytego gdzieś w grządkach Tagetes Erecta*



Następnego zdjęcia boję się publikować, bo znowu jeszcze ktoś uzna, że to jego lalka...
Zaryzykuję:

Jak widać lalka uczesana jest w siano i węzeł.

Dla spragnionych szczegółów- taki oto deseń przyozdabia suknię Księżniczki:

Na jej alabastrowym czole dumnie zaś spoczywa złoty rogal:


A oto, zupełnie dla Was, żółty kwiatek od Princessy:

Dla spragnionych szczegółów anatomicznych powiem tylko, że Księżniczka posiada ciało Teen Skipper.


Na zupełne zakończenie mam taką malutką informację i prośbę: przyznaję się bez bicia, że absolutnie nie mam pamięci do twarzy. Jeśli zobaczę kogoś raz, to tak jakbym go wcale, nigdy na oczy nie widziała. Dzieje się tak nawet jeśli z tym kimś mi się bardzo dobrze gada- raz to jakby wcale ;) Ja sama za to jestem dość charakterystyczna i łatwa do zapamiętania. Zdaję sobie sprawę, z tego że mój beret z turkusowym kwiatkiem oraz ogólny gabaryt może zdradzać moją tożsamość na mieście więc jeśli ktoś z Elbląga (albo i nie) rozpozna mnie na ulicy chce pogadać to bez krępacji- grzmotnijcie mnie śnieżką, albo pokażcie lalkę, wtedy przestanę się jeżyć i uciekać jak przed Świadkami Jehowy.

*Aksamitka wzniesiona, zboczuchy Wy jedne! Jej smrodek doskonale odstrasza komary.