I stało się! Pierwszy Taksówkarz Rzeczpospolitej, Mężczyzna o Zawsze Czystych Rączkach, Prawy Ryszard Lubicz z Klanu, nie żyje!
Obejrzałam wczoraj ten przełomowy odcinek i odetchnęłam z ulgą. Już wkrótce nikt nie będzie drwił z imienia mego Syna!
Gdy chodziłam z brzuszyskiem to nie raz musiałam wysłuchiwać opinii, iż imię Ryszard, choć ładne, w naszym kraju kojarzy się jedynie z bohaterem rzeczonego serialu. Koniec z okrzykami- "nie mów do niego Ryśku! Ryśku na taksówce w Klanie jeździ!"
Niestety (własciwie to "stety") wraz ze śmiercią Ryśku przestaję oglądać Klan. Wprawdzie odkąd się dowiedziałam, że twórcy zamierzają porwać się na tak radykalny krok, śledziłam perypetie bohaterów z zapartym tchem, ale z każdym kolejnym odcinkiem moja odporność na klanową głupotę i infantylizm zmalała. Pod koniec już tylko zaciskałam zęby i wybuchałam niekontrolowanym śmiechem i to w najpoważniejszych momentach. Bo jak nie śmiać się z "letko" nieświeżej już pary, która mówi do siebie "Feli" i "Moni" i to najczęściej pełnym oburzenia tonem: "Ależ, Feli, mówiłam ci, że na plebs mam uczulenie!", "Ależ, Moni, Królowo Moja ja cię będę na rękach nosił jak mnię tylko korzonki odpuszczą!"
Tutaj mały edit: moi rodzice to też para po 50tce, kochają się jak dwa gołąbki i w chwilach uniesień mówią do siebie różnymi myszkami, żabkami i robaczkami. Tatko, choć Bogdan, jest nazywany przez moją mamę nie inaczej jak... BOBO :) Nie krytykuję tu dojrzałego zauroczenia a jedynie BRAK NATURALNOŚĆI!...
Koniec małego editu...
Ja ogólnie mam niską odporność na głupotę w telewizji popołudniowej i absolutnie nie jestem w grupie docelowej odbiorców. Niestety mam dość dziwną cechę, która od lat, nieodmiennie wprawia Małżona w osłupienie, a mianowicie nałogowo oglądam rzeczy które mnie wkurzają i irytują. Nie przepuszczę żadnej okazji by obejrzeć "Moje Supersłodkie urodziny"- dla niewtajemniczonych, jest to program o rozpieszczonych do granic możliwości małolatach, którym rodzice wyprawiają imprezę urodzinową o budżecie większym niż budżet Polski. Obowiązkowe punkty imprezy to rzeczona małolata, której się nic nie podoba, impreza w modnym lokalu, gwiazda nie mniej sławna niż madonna i samochód w prezencie. I zawsze to niedowierzanie na twarzy dzieciaka gdy samochód jest biały, a miał być różowy!
Zwykle sapię i zgrzytam zębami z wściekłości gdy widzę tych gówniarzy, dla których jedynym problemem jest, że melanż się nie udał. Po programie zwykle wyobrażam sobie, że całe to towarzystwo wysyłam do Nowej Huty, gdzie lokalni mieszkańcy witają ich zgodnie ze Staropolską tradycją.
Lubię także "Ciąże z zaskoczenia". Ten program potwierdza tylko, to co kiedyś usłyszałam, że Amerykanie znają tylko trzy liczebniki- jeden, dwa i wiele!
..."Nie miałam okresu od pół roku, przytyłam 30 kilo i ciągle miałam gazy, ale przecież modliłam się przed każdym pójściem z mężem do łóżka i piłam wodę, a to przecież najlepsze sposoby antykoncepcji. Nawet przez myśla mi nie przeszło, że mogę być w ciąży" ...
Inna sprawa, że zaskoczone mamuśki lekarza widzą na oczy dopiero jak dzieciak im się między nogami majta, a wynik testu, najczęściej jednego (!) uważają za święty, nieomylny i niepodważalny.
O produkcjach w stylu "Trudne sprawy", "Dlaczego Ja?" to już ledwo jedynie wspomnę, bo nawet ja nie jestem w stanie przetrwać całego odcinka. Poziom żenady jest w nich tak wysoki, że w nim tonę. Np: Młoda żona ucieka od młodego męża, zupełnie bez słowa. Po długich i burzliwych perypetiach okazuje się, że jest ona w ciąży z 40letnim ojczymem męża, bo tylko on ją rozumiał. Ludzie nie mówią do siebie tylko krzyczą. Na koniec wszyscy są szczęśliwi- Żona u boku ojczyma męża, matka byłego męża, która realizuje się jako singielka, Mąż z żoną numer dwa wyglądającą jak żona numer jeden i brat byłego męża, który zdaje maturę i to jego jedyny epizod w serialu.
No, to jak już mówiłam- Nie ma Ryśku, nie ma telewizji. Skończyła się jakaś epoka i już nikogo nie obchodzi czy ma czyste rączki.
Co mają wspólnego moje dzisiejsze lalki z Ryśku? Ano są martwe...
Psze państwa, oto moje Ghoulie!
Zabawne w nich (a właściwie we mnie) jest to, że uważam Ghoulie za najbardziej niedopracowane i nijakie w całym Monster High. Niestety.
Weszłam w posiadanie pierwszej z pazerności, bo wtedy gdy ją kupowałam Ghoulia była najnowsza i najrzadsza z Monsterzyc i nic nie zapowiadało inwazji tych lalek na polski rynek.
Na początku chciałam pozbyć się potworka, ale jakoś nie mogłam się zebrać. Potem tak jakoś zakupiłam piżamkową, bo była z przeceny. Potem jakoś zjawiła się następna... Teraz mam jak widać pięć i czekam na następne. I nadal wolałabym np Frankie, albo Lagoonę. Skoro jednak mam Ghoulię to chcę je mieć wszystkie!
Jako pierwsza Ghoulia Yelps z serii Po prostu Monster High
Najbardziej podobają mi się we wszystkich Ghouliach ich włosy; ich kolor i to jakiej są wysokiej jakości. Każda z lalek ma także jakiś szczegół ubioru, maleńki lecz cieszący oko.
U tej lalki jest to pasek wyglądający jak klawisze od pianina:
;
I te butki, które są tak boskie, że aż żałuję, że nie pasują na klasyczną "Bachę":
Kolejną przybyłą do mnie była Ghoulia Yelps z serii Dead Tired zwana potocznie "piżamkową".
Plamki na jej piżamce to nie są jakieś tam, zwykłe ciapki! To są rozbryzgi KRWI!!! {muachachacha!}
I mordziaste ciapcie:
Następna w kolejce to Ghoulia Yelps z seri Classroom. Najbardziej badziewna pod względem dodatków i najdroższa- również według tego kryterium, a o dziwo, moja ulubiona ;)
Od biedy mogą się podobać kolczyki w kształcie mózgów:
Lub też butki sportowe na niebotycznym obcasie:
Powitajmy Ghoulie Yelps przybyłą do nas prosto z Skull Shores!!!
Ta już jest dużo bardziej "fikuśna" pod względem dodatków. Oto ociekające krwią buty:
Zwróćcie uwagę jak fajnie są przedzielone paluszki w tych buciorkach :)
Mięsne móżdżki na pareo:
Dwa różne kolczyki i spinka do włosów:
I na końcu listy moja najmłodsza Ghoulia Yelps z serii Dawn of the Dance, która przybyła do mnie wraz z płytą na której był jeden odcinek serialu. Dzięki temu dowiedziałam się jak nijaką i bez wyrazu postacią jest Ghoulia.
Ghoulia ma nieco zmodyfikowaną grzywkę, gdyż jej oryginalna koafiura nie mieściła się w ramach mojej akceptacji.
(To najmądrzejsze napisane przeze mnie zdanie- doceńcie to!)
Z tyłu lalka prezentuje się równie pokudłanie:
Dla tych butów sama mogłabym zostać zombie:
Oto reszta stroju: kiecka, dodatki i takie tam...
Ponieważ lalki noszą okulary, to jako podsumowanie zgromadzenia, daję wam zupełnie nagie fotki Ghouli:
No! A skoro już jestesmy przy trupach, to czy poznajecie tę Panią?
Podpowiedź macie tutaj ;)
Wiem, wiem... popisuję się!
To jest blog o lalkach.
O Barbie, które zna każdy i o takich, o których słyszało niewielu. O takich, co wyglądają zwyczajnie i takich, co zatykają dech w piersi. Jedne kosztowały pięć złotych, a inne małą fortunę, ale wszystkie są tak samo cenne i niezwykłe...
To też blog o leniwym Kocie, cudownym Dziecku, sprytnym Mężczyźnie i o Kobiecie, która jest Królikiem.
Ten blog to moje miejsce, moja Nora, do której Cię zapraszam.
Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.
Charakterystyka Królika
- RudyKrólik
- Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
- Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ghoulia Yelps. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ghoulia Yelps. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 lutego 2012
piątek, 6 maja 2011
I śmiesznie i straszno
Wróciłam do pracy Mili moi :)
Dziecię pozostało ze swoją Wróżką Chrzestną Matką, która Je bezgranicznie uwielbia i z wzajemnością.
Pierwszy dzień- spoko. Maślak wstał o szóstej, ślepia przetarł, uśmiechnął się dwuzębnie i zaczął dzień. Byłam dla Niego internująca tak samo jak obrady sejmu, bo ciocia akurat znalazła się w zasięgu wzroku.
Drugi dzień- powtórka. Ciocia jest i jest impreza! I odświętne "a gu!" i "na rączki mnie weź" i rozkoszne kichnięcie kaszką w kolorze smerfa...
Trzeci dzień... Młode pokapowało się, że kółko Ryśkowej adoracji zmniejszyło się o jedną Mamę i dawaj w ryk! I nie pomogło "na rączki" i "kotek, Rysiu, kotek... o zobacz skurczybyka!" i nawet ciężka artyleria w postaci obudzenia Małżona nie pomogła. Młode się zaparło i choć morda mu się błyszczy do ciotki, to puścić się moich rąk nie chce.
Może i jestem złą mamą, ale pracę swoją lubię i nie chcę gnuśnieć w domu. A Młode jeszcze cementu nie udźwignie i palety cegieł nie przewali.
Kombinujemy, jakby tu cichaczem Młodego zagadać, zająć czymś a mi pozwolić chyłkiem czmychnąć.
Młode żarte, jak to młode. Zaraz kaszy mu naszykowałyśmy. Oczu Maślak nie spuszcza z linii ręka- micha- łycha i pałaszuje. Ja szybko wybiegłam i tylko drzwi cicho zamknęłam żeby alarmu nie wszcząć.
Do pracy jeżdżę na rowerze, który stacjonuje w piwnicy. W piwnicy ciemno, zimno i brudno- jak to w piwnicy. Wpadam tam pędem, bo już prawie jestem spóźniona, a i mam wyrzuty sumienia, że dzieciaka oszukałam. W dłoni mam klucze, w drugiej komórkę. Otwieram drzwi i.... jak nie trzasnę glacą w rurę!!!!
Nad drzwiami jest rura ciepłownicza, a ja mam 181 cm wzrostu i jestem gapowata. No cóż, przynajmniej zobaczyłam gwiazdy w biały dzień. Szkoda tylko, że przy tym ugryzłam się w język, który mi zaraz spuchł, bo przecież jadowita ze mnie żmija.
Otworzyłam drzwi, chciałam wyjąć rower, zahaczyłam plecakiem o klamkę.
Wydarłam dziurę.
Wyciągnęłam rower.
Nadziałam się na kierownicę.
Wytachałam rower na dwór.
Przestraszyłam kota sąsiadów.
Wróciłam do piwnicy.
Zamknęłam drzwi.
I SRU! Drugi raz w tą samą rurę... i w język...
Dzień jak co dzień...
A lalką na dziś jest Ghoulia Yelps z nowej Mattelowskiej serii Monster High, która jest i śmieszna i straszna :)
Tak... to jest Zombie Emo Laska... wiem, odbija mi na starość :)
Oczywiście zbezcześciłam pobliski cmentarz żeby zrobić te zdjęcia
Z ptaszorem
Taaakie tam... Z zaskoczenia ;)
I byłoby więcej, ale mnie łeb naparza. Pewnie walnęłam się w rurę o dwa razy za dużo.
Dziecię pozostało ze swoją Wróżką Chrzestną Matką, która Je bezgranicznie uwielbia i z wzajemnością.
Pierwszy dzień- spoko. Maślak wstał o szóstej, ślepia przetarł, uśmiechnął się dwuzębnie i zaczął dzień. Byłam dla Niego internująca tak samo jak obrady sejmu, bo ciocia akurat znalazła się w zasięgu wzroku.
Drugi dzień- powtórka. Ciocia jest i jest impreza! I odświętne "a gu!" i "na rączki mnie weź" i rozkoszne kichnięcie kaszką w kolorze smerfa...
Trzeci dzień... Młode pokapowało się, że kółko Ryśkowej adoracji zmniejszyło się o jedną Mamę i dawaj w ryk! I nie pomogło "na rączki" i "kotek, Rysiu, kotek... o zobacz skurczybyka!" i nawet ciężka artyleria w postaci obudzenia Małżona nie pomogła. Młode się zaparło i choć morda mu się błyszczy do ciotki, to puścić się moich rąk nie chce.
Może i jestem złą mamą, ale pracę swoją lubię i nie chcę gnuśnieć w domu. A Młode jeszcze cementu nie udźwignie i palety cegieł nie przewali.
Kombinujemy, jakby tu cichaczem Młodego zagadać, zająć czymś a mi pozwolić chyłkiem czmychnąć.
Młode żarte, jak to młode. Zaraz kaszy mu naszykowałyśmy. Oczu Maślak nie spuszcza z linii ręka- micha- łycha i pałaszuje. Ja szybko wybiegłam i tylko drzwi cicho zamknęłam żeby alarmu nie wszcząć.
Do pracy jeżdżę na rowerze, który stacjonuje w piwnicy. W piwnicy ciemno, zimno i brudno- jak to w piwnicy. Wpadam tam pędem, bo już prawie jestem spóźniona, a i mam wyrzuty sumienia, że dzieciaka oszukałam. W dłoni mam klucze, w drugiej komórkę. Otwieram drzwi i.... jak nie trzasnę glacą w rurę!!!!
Nad drzwiami jest rura ciepłownicza, a ja mam 181 cm wzrostu i jestem gapowata. No cóż, przynajmniej zobaczyłam gwiazdy w biały dzień. Szkoda tylko, że przy tym ugryzłam się w język, który mi zaraz spuchł, bo przecież jadowita ze mnie żmija.
Otworzyłam drzwi, chciałam wyjąć rower, zahaczyłam plecakiem o klamkę.
Wydarłam dziurę.
Wyciągnęłam rower.
Nadziałam się na kierownicę.
Wytachałam rower na dwór.
Przestraszyłam kota sąsiadów.
Wróciłam do piwnicy.
Zamknęłam drzwi.
I SRU! Drugi raz w tą samą rurę... i w język...
Dzień jak co dzień...
A lalką na dziś jest Ghoulia Yelps z nowej Mattelowskiej serii Monster High, która jest i śmieszna i straszna :)
Tak... to jest Zombie Emo Laska... wiem, odbija mi na starość :)
Oczywiście zbezcześciłam pobliski cmentarz żeby zrobić te zdjęcia
Z ptaszorem
Taaakie tam... Z zaskoczenia ;)
I byłoby więcej, ale mnie łeb naparza. Pewnie walnęłam się w rurę o dwa razy za dużo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)