Charakterystyka Królika

Moje zdjęcie
Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alice in Wonderland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alice in Wonderland. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 września 2013

Co się komu śni?

Nie jest żadną tajemnicą, że uwielbiam spać. Nie jest też tajemnicą fakt, że spanie to jedno tych hobby, do których się oficjalnie przyznaję. Uwielbiam pierwsze uczucie po położeniu się do łóżka i przytknięciu głowy do chłodnej poduszki i uwielbiam śnić.
Właściwie pojęcie "koszmar" dla mnie nie istnieje, bo każdy nocny majak jest ciekawy. Jako dzieciak szybko nauczyłam się, że obżarcie się na noc kanapkami, wywoła arcyciekawe sny o uciekaniu przed kosmitami, a ożłopanie zimnej wody spowoduje (poza uporczywym parciem na pęcherz) wizje zwiedzania cmentarzysk i lasów.
Oczywiście do znaczenia snów przywiązuję wielką wagę, bo jak powszechnie wiadomo, sny są projekcją naszej podświadomości. Mam tę wiedzę, nie z książek, a z doświadczenia, bo nie raz okazywało się, że "rybę na rowerze widzieć we śnie" to znaczy, że niespodziewany list dostanę- i dostawałam! Najczęściej nie do mnie, a do sąsiadki, a przecież się tego nie spodziewałam! (Acha, jeśli ta ryba to pstrąg i jedzie w lewą stronę, wtedy to na 100% deszcz spadnie!)
Oczywiście w prorocze sny też wierzę, bo ile razy śniło mi się, że coś jem, to zawsze następnego dnia rzeczywiście coś jadłam! Choć nigdy nie mogłam zrozumieć, czemu po takich "gastrycznych" snach zawszę budzę się z posmakiem starego gumiaka w ustach.
Czasem, po przebudzeniu, długo zastanawiam się w jaki sposób mój umysł wytworzył tak chore wizje, albo co je sprowokowało. Zwykle pamiętam swoje sny, a kiedyś nawet je zapisywałam. Niestety notowanie powodowało, że uciekał mi "klimat" i to już nie było to samo przeżycie.
Na przykład: śniło mi się kiedyś, że wchodzę do dziwnego pokoju, w którym nie ma okien. Ściany i sufit są pomalowane na oślepiającą biel i migocą jakimś wewnętrznym światłem. Na środku pokoju stoi postać, zwrócona do mnie tyłem i odziana w biel. Mężczyzna...
Nie mogę się poruszyć, a jednak płynę ku niemu.
Tajemniczy człowiek się odwraca w moim kierunku, a ja momentalnie poznaję go- to Hannibal Lecter, w postaci Antonego Hopkinsa w "Milczeniu Owiec".

Witaj Króliku! Zastanawiam się jak smakujesz...

Ten "mój" jest trupioblady. Jego twarz nieomal zlewa się z kolorem ścian, a jednak ja wyraźnie widzę jego zwierzęce oczy i lśniące krwistą czerwienią usta.
"Lecter" podnosi dłonie i palcami zaczyna dotykać mnie po twarzy. Choć już wiem, że to sen (ja potrafię śnić świadomie), to nie potrafię uciec, choć serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Palce są rzeczywiste i bardzo, bardzo zimne- jakby mokre...
"Lecter" otwiera usta, a ja czuję, zupełnie realny smród, coś jakby padlina albo szambo wybiło.
Budzę się gwałtownie i zlana potem. Serce wali i nie mogę złapać oddechu.
Na łóżku siedzi mój pies. Trąca mnie mokrym nosem i "zieje" paszczą prosto w twarz. Przyszedł się pochwalić, że dopiero co wrócił ze spaceru, gdzie upolował pół zmumifikowanego, zdechłego zeszłej zimy, kota. To, czego nie wydarła mu mama, wyrzyga później i ze źle ukrywaną dumą, pod moje biurko.

Nigdy potem nie miałam już aż takich przebojów. Zwykle, gdy sen staje się zbyt męczący, to umiem go "przeprogramować".
Niestety mam swoje cykliczne "koszmarki", które z chęcią wydrążyłabym z mózgu, nawet za pomocą patyka, byleby przestać je w kółko przeżywać!

Zdecydowanie na pierwszym miejscu są... CHOMIKI!
Tak- Chomiki!
Słodkie i urocze maleństwa. Niewinne... Puchate...
Oczka jak paciorki, ogonki jak małe, łyse pędraki....

Munch, munch madafaka!

W moich snach wysypują się na mnie z każdej szafy. Lęgną się w każdym koszu i szufladzie, a ja przez cały sen biegam bez ładu próbując zatamować chomiczą powódź.
Zwykle sen ten oznacza, że muszę szafę posprzątać, bo po jej otwarciu ciuchy lecą mi na głowę. Logiczne i jasno powiązane ;)

Drugim snem, który doprowadza mnie do szewskiej pasji jest SZKOŁA!!
Konkretnie- zaliczenie egzaminu na studiach, z ludźmi z liceum, siedzącymi ze mną w salach i ławkach ze szkoły podstawowej.
Zazwyczaj sam egzamin jest z przedmiotu ścisłego, wszyscy w skupieniu piszą, a nagle zdaję sobie sprawę z tego, że szkoła jest daleko za mną, nie muszę siedzieć w ławce, ale jakoś nie mogę tego nikomu wytłumaczyć. I tak sobie siedzę, się wiercę i czekam, aż się obudzę.
W praktyce wiem, że nażarłam się na noc ciastek choć wiem, że nie powinnam. Nie mogę nic na to poradzić, ino czekać aż się strawią...

Na trzecim miejscu są LALKI!
Zawsze, ale to zawsze śni mi się, że jestem w lumpie i wyciągam z koszy jakieś cuda. Scenariusz zawsze jest ten sam- chodzę od lumpka do lumpka i kupuję lalki. Tony lalek! Cudne i najczęściej w pudłach. 
I ten żal, że gdy się budzę, to lalek nie ma.
I nawet jak tego dnia pójdę na polowanie to i tak wrócę z pustymi rękami.
Znaczy tyle co: co ty robisz ze swoim życiem?!? Byś się do roboty wzięła, chałupę posprzątała, trochę truchła na allegro puściła!

Często też śnią mi się stare, opuszczone domy. O takie:


W moim śnie łażę sobie po takim domku, zwiedzam go od piwnicy po dach i zaglądam w każdą dziurę. 
A w życiu na jawię marzę o kawałku własnej przestrzeni, SWOIM fotelu i SWOIM kącie do życia.

Dzisiaj nie śniło mi się nic godnego uwagi, ale lalkę mam przysypiającą, więc pasuje do tematu:

Alice in Wonderland z 2007 roku


No i oczywiście rzeczywistość ze snu nijak się ma do rzeczywistości i nasza cudna heroina, na żywo wygląda tak:

Za dużo ziela... dude...


Przyznam bez bicia- historii nie znam, nie lubię, nie mam zamiaru wnikać. Mój pragmatyczny umysł widzi w Alicji jedynie dziewuchę, która usnęła w pełnym słońcu i miała zwidy.
Lalkę kupiłam, bo wpadła mi w ręce i zapewniam Was, że jeśli kiedykolwiek najdzie mnie na sprzedaż kolekcji, to Ala wylatuje jako pierwsza.

Po pierwsze- łeb jak tatarskie siodło- WIELKI!!!


Mattel chyba zapomniał, że w książce to Czerwona Królowa miała dużą głowę, a nie Alicja. A tu dziwy- Ala ma łeb jak bania, a Waldemar łepek jak orzeszek!

O tak, jestem cudna i mam małą, zgrabną główkę!

Jednakowoż, Alicja posiada kilka miłych oku drobiazgów.
Na przykład  Kota z Cheshire:



 


Który oprócz olśniewającego uśmiechu, ma też dar do zapoznawania uroczych przyjaciółek:

Z dedykacją dla Metuszki

A teraz spam zdjęciowy:








Samojebka z rąsi.



Póki co Mattel dwa razy zastosował ten mold. Drugą lalką jest Czerwony Kubełek:


Może to chodzi o grzywkę, a może o makijaż, ale "Kubełka" jest dużo, dużo bardziej fotogeniczna.

Oprócz facjat dziewczyny łączą także podobne butki:



I wiem, że ostatnio nadużywam stwierdzenia, ale Ala jest jednym z paskudniejszych okazów, jakie miałam w ręku. 
Mam nadzieję, że Następna będzie lepsza!

Zdjęcie Chomika przedstawia mojego nieodżałowanej pamięci Spidera - Racucha, a foto domu, to riuna niedaleko mojej chałupy, która niszczeje, bo władze miasta "som gupie".