Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remont. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 lipca 2021

Remont skończony!

    15 dni trwał remont mojej łazienki. Wszystko poszło sprawnie, remont został ukończony dwa dni przed ustalonym terminem. Wykonawca kompleksowo wykonał prace (zakup wybranych przeze mnie materiałów i urządzeń, zabezpieczenie podłóg i pomieszczeń przed pyłem, skucie starych płytek, przerobienie instalacji hydraulicznej, elektrycznej, położenie nowych kafli, montaż urządzeń, baterii, malowanie futryny drzwiowej, sprzątnięcie łazienki, wywóz gruzu). Przy okazji dokonałam liftingu kuchni ( wymieniłam zlewozmywak i baterię). Najgorsze były pierwsze cztery dni, gdy trwały głośne prace. Poza tym trzeba było się przyzwyczaić do rozgardiaszu w domu. Najtrudniej miał mój mąż, który pracuje zdalnie. Zdarzało się, że wideokonferencje odbywał w samochodzie pod domem :-) .

   Remont już poza nami, nareszcie mogę cieszyć się nową łazienką dostosowaną do moich potrzeb. Najbardziej zależało mi na kabinie prysznicowej, której w tej łazience nie miałam oraz na dużej wannie, z której łatwo będzie mi wyjść. Przy okazji sedes i bidet zostały zamontowane wyżej, by łatwiej było z nich wstać. No cóż, z wiekiem człowiek musi bardziej zadbać o swój komfort życia, a po operacji jeszcze nie wróciłam do pełnej sprawności.

Łazienka przed remontem.





Po remoncie.








   Liftingu w mojej kuchni dokonałam trzy lata temu. Część frontów była turkusowa. Po latach postanowiłam przemalować te fronty na jasny kolor. Znalazłam fachowca, który je przemalował. Poprzednie były matowe, teraz są z połyskiem. To świetny sposób, aby za niewielkie pieniądze zmienić oblicze swojej kuchni.
   Korzystając z okazji, że teraz miałam ekipę znającą się na hydraulice w domu, zakupiłam nowy zlewozmywak, w miejsce starego stalowego i już nieco sfatygowanego oraz ową baterię. Fachowcy raz, dwa uwinęli się z wymianą sprzętu. 
   I teraz cieszę się nie tylko nową łazienką.



Ukończone udziergi pokażę w następnym poście.



czwartek, 24 czerwca 2021

Szal, kocyk i nie tylko...

    Zajawkę tego szala pokazywałam już w poprzednim poście. To szal według bezpłatnego wzoru Sue Berg (klik)  To już któryś z kolei szal wykonany według tego wzoru. Użyłam 4 motki włóczki Quarzo Lana Gatto kolor 9025, dziergałam na drutach 5,0. Szal prezentuje się tak.








   Wydziergałam również kocyk dziecięcy. Wykorzystałam ten sam wzór co w tym szalu  (klik) Ten sam wzór a tak różnie się prezentuje w zależności od grubości włóczki. Kocyk powstał z włóczki Cotton Gold Batik ALIZE nr 6785, zużyłam 3 motki, dziergałam na drutach 3,0, wymiary kocyka 70cm x 95cm.  Dłuższe brzegi kocyka wykończyłam szydełkiem.





Teraz dzierga się drugi kocyk z tej samek włóczki, jednak będzie trochę większy.
   I czytam, czytam...
 

Znowu sięgnęłam po książki Joanny Jax. Tym razem to trzyczęściowa seria "Zanim nadejdzie jutro", w skład której wchodzą:

I tom - "Podróż do krainy umarłych",

II tom - "Ziemia ludzi zapomnianych",

III tom "Druga strona nocy".

   To historia ludzi, których życie zmienia się w ciągu jednej chwili. Akcja dzieje się w latach 1939 - 1952. Poznajemy losy bohaterów zesłanych przez NKWD na krańce Związku Radzieckiego. Ich heroiczna walka o przeżycie bardzo porusza. Gorąco polecam tę serię.

"W błogiej nieświadomości" J. P. Delaney'a to opowieść o dwóch małżeństwach, którym zamieniono dzieci w szpitalu po narodzinach. Opisana historia wraz z rozwojem akcji zaczyna przyprawiać o dreszcz silnych emocji. Poza tragiczną pomyłką, która niesie poważne konsekwencje w życiu obydwu rodzin, wstrząsa zachowanie jednego z ojców. Polecam, warto przeczytać.

   "Uśmiech losu" Katarzyny Michalak to kolejna książka z serii mazurskiej. Spotykamy znanych już bohaterów z poprzednich części. Czyta się jak zwykle bardzo dobrze.

"Listy pisane atramentem" Małgorzaty Kalicińskiej to świetna książka ( jak wszystkie zresztą tej autorki). To listy mężczyzny - wdowca- który pisze listy do swojej nieżyjącej już żony. Opisuje w nich swoje codzienne sprawy, przemyślenia, są jednocześnie pełne tęsknoty i miłości do żony. Polecam.

   A poza tym wszystkim co powyżej i nieustanną rehabilitacją, w moim domu panuje duży rozgardiasz.


Zaczął się remont łazienki, którą muszę dostosować do moich obecnych potrzeb. 


   Bywa trudno, szczególnie, że mąż nadal pracuje zdalnie, a mieszkanie w takim bałaganie jest uciążliwe. I jeszcze te upały...

   Dobrze, że mogę podelektować się takimi widokami. Co prawda w tym roku ogród jest z lekka zaniedbany w związku z moją niepełną sprawnością. Ale trochę kwiatów w skrzynkach dałam radę posadzić, by cieszyły oczy i by było bardziej kolorowo.











I to tyle na dzisiaj...

środa, 23 sierpnia 2017

Bardzo długi post o dalszej przemianie szafek kuchennych i nie tylko

    Pokazywałam w jednym z ostatnich postów kuchenne szafki w moim letnim domku. Meble liczące sporo lat, pamiętające PRL "wpadły" pod mój pędzel i zmieniły swe oblicze. Wyglądały tak.


 








Jak widać, nie były z jednego kompletu. Niektóre z nich już były przemalowywane. Jednak i ten lifting już się zużył. Wzięłam się do dzieła. Zaplanowałam kolorystykę, zakupiłam potrzebne materiały i narzędzia, przywiozłam wszystko nad morze i zabrałam się do pracy. Na pierwszy rzut poszły szafki wiszące, następnie blat oraz szafki stojące. Po moich poczynaniach w ciągu pięciu dni szafki zmieniły swój wygląd.


 Jak widać na zdjęciu obok, nie wszystkim szafkom dałam radę podczas mojego tygodniowego pobytu w lipcu. Ale nic to, miałam w planach kolejny, już dłuższy - trzytygodniowy pobyt.
   Gdy znowu dotarłam na miejsce, zakasałam rękawy i wzięłam się do pracy. Najpierw zajęłam się mniejszą szafką stojącą pod schodami, a następnie tą przy drzwiach wejściowych. Postanowiłam nie przemalowywać drewnianego blatu, zeszlifowałam starą warstwę lakieru i pomalowałam na nowo. Szafeczki mają ten sam motyw, co pozostałe. Prezentują się tak.

 
  Cały aneks  pojaśniał. Kącik kuchenny jest dosyć ciemny, bez dziennego oświetlenia, więc szafki w tej szacie kolorystycznej mocno go rozjaśniają.

 Wymieniłam wszystkie uchwyty, mąż zajął się wyregulowaniem zawiasów i kuchnia jak nowa. Szafki malowałam dwoma kolorami farby kredowej Annie Sloan Old White i Paris Grey, zaś powierzchnie utwardzałam satynowym lakierem bezbarwnym do mebli i boazerii eco protect firmy V33.

    Dwie szafki na trzy tygodnie było mi za mało, wzięłam się za kolejny, bardzo wiekowy mebelek. To ława z lat 70-tych ubiegłego wieku ( rany, jak to brzmi!). Prezentowała się tak.


   Powierzchnia ławy pokryta była politurą na wysoki połysk, niestety dosyć mocno sfatygowaną. Postanowiłam ją zeszlifować, choć wiedziałam, że nie będzie to łatwe zadanie. I nie było. Politurę ściąga się specjalnymi preparatami, moja mała szlifiereczka nie dała jaj rady. Podczas pracy powierzchnia popękała jak potłuczone na drobno szkło. Stwierdziłam, że tak to zostawię. 
Pomalowałam blat na szaro trzema warstwami. Powstała ciekawa faktura. Następnie nałożyłam motyw kwiatów za pomocą szarosrebrnej farby w spray. Ponieważ farba ma metaliczny połysk, spękania politury wyglądają jak potłuczone szkło. Brzegi ławy również wysprayowałam, przez co na nóżkach powstał niezamierzony, ale dosyć ciekawy efekt ombre.
Oto ława w nowej odsłonie.



No cóż, taką ławę w jeden dzień się przemalowywuje. Co więc robić dalej?

   Mój mąż nie mógł znieść dłużej mojej nadaktywności malarskiej i pod pretekstem postawienia nowego domku narzędziowego namówił mnie do pomocy. 


  Oj, nie skończyło się to dla mnie dobrze. Nawet dachu nie zmontowaliśmy, a już mnie zamknął, by mieć trochę spokoju!


Po jakimś czasie jednak stwierdził, że bez mojej pomocy nie da sobie rady, więc mnie uwolnił. Domek po zmontowaniu oczywiście trzeba było pomalować (zgadnijcie, kto to zrobił). Wyszedł śliczny, zgrabny, a przede wszystkim jest bardzo przydatny. Wnętrza urządziłam elegancko. Są półeczki na różne narzędzia, uchwyty do wieszania grabi,łopat itp., znalazło się miejsce na rower i kosiarkę oraz wiele innych rzeczy potrzebnych do pracy w ogrodzie. Nawet firaneczki są w oknach! Oczywiście malowane.
Brakuje mi tylko pod oknem małej skrzyneczki z kwiatami.
Jeden z wujków, gdy zobaczył moje dokonania malarskie, a szczególnie wzory na szafkach, stwierdził, że jestem prawdziwą artystką. Jest chyba święcie przekonany, że malowałam to pędzelkiem.
Prawda jest taka, że jako szablonu użyłam starej firanki i farby w sprayu. Ot, i cała tajemnica  mojego "artyzmu".
   

   Ufff, po tylu dokonaniach nareszcie można było poplażować i korzystać z pięknej pogody. Na szczęście ominęły mnie upały, które w czasie mojego pobytu nad morzem panowały w Warszawie. Delektowałam się słońcem, temperaturą ok. 24 stopni i delikatną (czasem mocniejszą) bryzą morską. Tylko noc z piątku  na sobotę 12/13 sierpnia była trudna. Tak jak w wielu regionach Polski.
   Na plaży powstawała zwiewna chusta, dokończyłam sweter, zaczęłam i prawie skończyłam kolejny.
Ale o tym w następnym, już pewnie  nie tak długim, poście.
 A na koniec nowa wersja przeboju Despacito. Mnie bardzo się podoba, a Wam?



poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Letnia bluzeczka i co jeszcze zmalowałam...

   Projekt powstawał podczas urlopu nad morzem. mało czasu miałam na dzierganie, pomimo nie najlepszej pogody. Niewiele plażowaliśmy, jednak czas był wypełniony po brzegi.
   Wieczorami powstawała taka oto bluzeczka wydziergana z niecałych czterech motków włóczki Ella (nr 022) firmy LANG na drutach nr 5.0. Włóczka ma ciekawą strukturę, dzianina jest lejąca i przewiewna. 
Bluzeczka ma tzw. dekolt wodę, robiona jest od góry, rękawki modelowane metodą na C. Gdy osiągnęłam oczekiwaną szerokość rozdzieliłam przód i tył, aby potem je połączyć w momencie, gdy uzyskałam właściwą wielkość otworu na ręce i dalej dziergałam na okrągło. Włóczka jest bardzo dekoracyjna, uznałam więc, że żadne wzory nie są potrzebne. Jedynie na ramionach oraz bokach dzianiny wplotłam pojedynczy ściągacz.
 







  

   Tegoroczne wakacje mijają mi pod znakiem remontów. Najpierw malowanie domu (cały czas jeszcze przemalowuję szafy i różne drewniane przedmioty), nad morzem odnowiliśmy drewnianą elewację domku, w którym co roku spędzamy urlop. Szykuje się jeszcze jeden poważny remoncik już niedługo, ale o tym kiedy indziej.
Ostatnio na mój pędzel wzięłam szafę w przedpokoju.
Korytarz jest długi i wąski, duża drewniana szafa trochę go przytłaczała, w związku z tym postanowiłam ją rozjaśnić.


Kiedyś wyglądała tak.                                            Teraz prezentuje się tak.                                     


    Korytarz o wiele lepiej się prezentuje, optyczne wrażenie jest takie, że korytarz wydaje się szerszy. Dużo wysiłku kosztowało mnie oszlifowanie półek, zwłaszcza tej dolnej, która była już dosyć mocno sfatygowana. Po polakierowaniu wyglądają jak nowe. Wieszak i dolną szafeczkę pomalowałam farbą kredową i "postarzyłam" lekko robiąc przecierki. Wyszedł taki trochę styl rustykalny. Zastanawiam się nad pomalowaniem dużych drzwiczek szafy. Na pewno wymagają odświeżenia, waham się pomiędzy polakierowaniem a przemalowaniem na biało. Co wybrać?

Wesołych Świąt