Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farby kredowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farby kredowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 sierpnia 2018

Akcji - renowacji ciąg dalszy

   Druga szafka doczekała się nowej szaty. Tym razem użyłam koloru turkusowego. I tak dwie bliźniacze szafki,  które niemalże są moimi rówieśniczkami (no dobra, są trochę młodsze, ale tylko kilka lat)zmieniły swoje oblicze. Może nie każdemu podobają się serwetkowe aplikacje. jednak trochę łamią monotonię koloru. Tych mebelków nie postarzałam przecierkami. prezentują się tak.
Potrzeba jest matką wynalazków.

   





I już nie bliźniaczki...
Kilka wakacyjnych chwil...




























































niedziela, 5 sierpnia 2018

Akcja - renowacja

   Wnuk wyjechał, jakoś pusto się zrobiło i nagle mam tyle czasu do wykorzystania. Dopiero dzisiaj upał zelżał (22 stopnie i silny wiatr) i sinice odpłynęły w siną dal. Jednak poprzednie dni spędziłam pracując na swojej działce. Na plażę nie było sensu chodzić, gdy przy upale powyżej 33 stopni nie można wchodzić do wody. Dlatego zajęłam się odnowieniem kolejnej szafeczki będącej wyposażeniem letniego domku. Szafka pochodzi z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Jest solidna, pojemna, bardzo tutaj się sprawdza, jednak wyglądu to ona już nie miała, jak widać na zdjęciu obok. W związku z tym postanowiłam ją odświeżyć. Zakupiłam stosowną farbę kredową, po raz pierwszy użyłam farby firmy Colorit (nawet nieźle się sprawdziła) w kolorze himalajskiego błękitu. Szafkę oszlifowałam, oczyściłam i wzięłam się za malowanie. Nałożyłam dwie warstwy farby, a po wyschnięciu, półmatowy lakier. Drzwiczki dodatkowo ozdobiłam "aplikacjami". Tym razem jako szablonu użyłam papierowych serwetek z ażurowym wzorem i  perłowej farby w spray'u. 






Szafka zyskała nową szatę, nabrała lekkości przez pastelowe barwy a jednocześnie rozjaśniła pomieszczenie na poddaszu.





    Na przemalowanie czeka jeszcze jedna, bliźniacza szafeczka.
   Zaś na drutach dzieje się czarna, bardzo zwiewna narzutka.
Przypominam o mojej siódmej rozdawajce (klik).


środa, 23 sierpnia 2017

Bardzo długi post o dalszej przemianie szafek kuchennych i nie tylko

    Pokazywałam w jednym z ostatnich postów kuchenne szafki w moim letnim domku. Meble liczące sporo lat, pamiętające PRL "wpadły" pod mój pędzel i zmieniły swe oblicze. Wyglądały tak.


 








Jak widać, nie były z jednego kompletu. Niektóre z nich już były przemalowywane. Jednak i ten lifting już się zużył. Wzięłam się do dzieła. Zaplanowałam kolorystykę, zakupiłam potrzebne materiały i narzędzia, przywiozłam wszystko nad morze i zabrałam się do pracy. Na pierwszy rzut poszły szafki wiszące, następnie blat oraz szafki stojące. Po moich poczynaniach w ciągu pięciu dni szafki zmieniły swój wygląd.


 Jak widać na zdjęciu obok, nie wszystkim szafkom dałam radę podczas mojego tygodniowego pobytu w lipcu. Ale nic to, miałam w planach kolejny, już dłuższy - trzytygodniowy pobyt.
   Gdy znowu dotarłam na miejsce, zakasałam rękawy i wzięłam się do pracy. Najpierw zajęłam się mniejszą szafką stojącą pod schodami, a następnie tą przy drzwiach wejściowych. Postanowiłam nie przemalowywać drewnianego blatu, zeszlifowałam starą warstwę lakieru i pomalowałam na nowo. Szafeczki mają ten sam motyw, co pozostałe. Prezentują się tak.

 
  Cały aneks  pojaśniał. Kącik kuchenny jest dosyć ciemny, bez dziennego oświetlenia, więc szafki w tej szacie kolorystycznej mocno go rozjaśniają.

 Wymieniłam wszystkie uchwyty, mąż zajął się wyregulowaniem zawiasów i kuchnia jak nowa. Szafki malowałam dwoma kolorami farby kredowej Annie Sloan Old White i Paris Grey, zaś powierzchnie utwardzałam satynowym lakierem bezbarwnym do mebli i boazerii eco protect firmy V33.

    Dwie szafki na trzy tygodnie było mi za mało, wzięłam się za kolejny, bardzo wiekowy mebelek. To ława z lat 70-tych ubiegłego wieku ( rany, jak to brzmi!). Prezentowała się tak.


   Powierzchnia ławy pokryta była politurą na wysoki połysk, niestety dosyć mocno sfatygowaną. Postanowiłam ją zeszlifować, choć wiedziałam, że nie będzie to łatwe zadanie. I nie było. Politurę ściąga się specjalnymi preparatami, moja mała szlifiereczka nie dała jaj rady. Podczas pracy powierzchnia popękała jak potłuczone na drobno szkło. Stwierdziłam, że tak to zostawię. 
Pomalowałam blat na szaro trzema warstwami. Powstała ciekawa faktura. Następnie nałożyłam motyw kwiatów za pomocą szarosrebrnej farby w spray. Ponieważ farba ma metaliczny połysk, spękania politury wyglądają jak potłuczone szkło. Brzegi ławy również wysprayowałam, przez co na nóżkach powstał niezamierzony, ale dosyć ciekawy efekt ombre.
Oto ława w nowej odsłonie.



No cóż, taką ławę w jeden dzień się przemalowywuje. Co więc robić dalej?

   Mój mąż nie mógł znieść dłużej mojej nadaktywności malarskiej i pod pretekstem postawienia nowego domku narzędziowego namówił mnie do pomocy. 


  Oj, nie skończyło się to dla mnie dobrze. Nawet dachu nie zmontowaliśmy, a już mnie zamknął, by mieć trochę spokoju!


Po jakimś czasie jednak stwierdził, że bez mojej pomocy nie da sobie rady, więc mnie uwolnił. Domek po zmontowaniu oczywiście trzeba było pomalować (zgadnijcie, kto to zrobił). Wyszedł śliczny, zgrabny, a przede wszystkim jest bardzo przydatny. Wnętrza urządziłam elegancko. Są półeczki na różne narzędzia, uchwyty do wieszania grabi,łopat itp., znalazło się miejsce na rower i kosiarkę oraz wiele innych rzeczy potrzebnych do pracy w ogrodzie. Nawet firaneczki są w oknach! Oczywiście malowane.
Brakuje mi tylko pod oknem małej skrzyneczki z kwiatami.
Jeden z wujków, gdy zobaczył moje dokonania malarskie, a szczególnie wzory na szafkach, stwierdził, że jestem prawdziwą artystką. Jest chyba święcie przekonany, że malowałam to pędzelkiem.
Prawda jest taka, że jako szablonu użyłam starej firanki i farby w sprayu. Ot, i cała tajemnica  mojego "artyzmu".
   

   Ufff, po tylu dokonaniach nareszcie można było poplażować i korzystać z pięknej pogody. Na szczęście ominęły mnie upały, które w czasie mojego pobytu nad morzem panowały w Warszawie. Delektowałam się słońcem, temperaturą ok. 24 stopni i delikatną (czasem mocniejszą) bryzą morską. Tylko noc z piątku  na sobotę 12/13 sierpnia była trudna. Tak jak w wielu regionach Polski.
   Na plaży powstawała zwiewna chusta, dokończyłam sweter, zaczęłam i prawie skończyłam kolejny.
Ale o tym w następnym, już pewnie  nie tak długim, poście.
 A na koniec nowa wersja przeboju Despacito. Mnie bardzo się podoba, a Wam?



niedziela, 23 lipca 2017

Trzecie życie kuchennych szafek

    Ostatni tydzień spędziłam w moim, od 16 lat, wakacyjnym miejscu. To tam ładuję akumulatory na zimowe miesiące. W tym roku, tak się złożyło, byłam tam już dwa razy, zaś tradycyjnie w sierpniu, spędzę w nim więcej czasu. Tydzień minął szybko, pogoda dopisała, chociaż plażowałam niewiele. Celem tego wyjazdu było odnowienie szafek kuchennych, które otrzymały swoje trzecie życie. Pierwsze, prawie 40 lat temu - w moim rodzinnym domu, drugie, gdy powstał wakacyjny domek nad morzem, trzecie życie i nowy wygląd otrzymały w ubiegłym tygodniu. Pracy było sporo. Szafki mocno sfatygowane, tu i ówdzie poobijane i przemalowywane kilkakrotnie na różne kolory musiałam mocno przeszlifować (dobrze, że mam właściwy sprzęt i nie musiałam tego robić ręcznie). Następnie pomalowałam farbą kredową Old White i Paris Grey oczywiście Annie Sloan. W sumie zużyłam niewiele ponad litr. Kładłam trzy warstwy. Część szafek zawoskowałam, część polakierowałam (miejsca intensywnie użytkowane np. blaty, czy narażone na kontakt z wodą). Część ozdobiłam za pomocą farby w sprayu i starej firanki, wymieniłam uchwyty. Mąż zajął się wyregulowaniem i konserwacją wiekowych już zawiasów.  
Tak było przed......
A tak jest po...




   Górne szafki malowałam białą farbą, motyw farbą szarosrebrną. Zaś dolne szafki (poza jedną) pomalowałam na szaro. Motyw jest na tych drzwiczkach, które były najbardziej zniszczone (funkcja maskująca).
   Aneks kuchenny zyskał nowy wygląd i mam nadzieję, że szafki jeszcze nam długo posłużą.


 

 Na następny wyjazd już mam kolejne plany na malowanie, zostały dwie szafki należące do kuchennego kompletu oraz równie wiekowe szafeczki na ubrania w pokojach.
Będę miała co robić...
   Nie ukrywam, że nie mogę się doczekać i nie sądziłam, że te "malowanki" będę sprawiały mi taką radość.

   Nad morzem powstawał też szal "Bałtycka bryza" z szarej bawełny z czymś. Zdjęcia będą, gdy szal zblokuję.



Przypominam o rozdawajce (klik).

poniedziałek, 1 maja 2017

Sezon czas zacząć!

   Większość o tej porze rozpoczyna sezon grillowy. Tym razem pogoda nie rozpieszcza, wiosna gdzieś czmychnęła i nie chce wrócić. Ponieważ tegoroczny weekend majowy rozpoczął się już 29 kwietnia zaplanowałam sobie szeroki front robót. I wcale nie są to prace ogrodnicze, kwiatami zajmę się w następną wolną sobotę. Nabyłam farby, uporządkowałam po zimie mój warsztacik w blaszanym garażu i wzięłam się za przemalowywanie szafy, na którą nie starczyło mi czasu w wakacje. 
  Szafa wymagała odświeżenia po 17 latach użytkowania. Trzy dni intensywnej pracy zaowocowało szafą w nowym wydaniu. Do przemalowania wykorzystałam farbę kredową Annie Sloan o nazwie Old White.
   Najpierw przemyłam powierzchnie wodą z delikatnym detergentem, potem zmatowiłam powierzchnie, odkurzyłam i nałożyłam dwie warstwy farby. Później papierem ściernym "postarzyłam" drzwiczki, zawoskowałam białym woskiem i gotowe! 
Szafa przed metamorfozą ...
                                                                                                                                                                         

                                                           ... i po..
                                                                                                                                                                               
 













   Białe drzwiczki ożywiły wnętrze i pasują do jasnych ścian.













   Pewnie nie każdemu podobają się "przecierki" na meblach. Moim zdaniem dodają charakteru. Być może, gdybym kupowała nowe meble zależałoby mi na lśniących i gładkich powierzchniach. 
 W tak zwanym międzyczasie, gdy schły mi kolejne elementy szafy przemalowałam także lampkę, która liczy sobie ponad dwadzieścia lat. Kiedyś ją pokazywałam na blogu prezentując abażur, który sama uszyłam, bo stary się zniszczył. 


 Kiedyś takie czarne zestawy były w modzie, miałam cały serwis kawowy. Ta lampka wtedy mi pasowała. Ponieważ ją lubię i jest bardzo użyteczna, postanowiłam nadać jej nowy look.

 







  

   Pierwsze przemalowanie mi się nie spodobało, więc od razu przemalowałam lampkę po raz drugi. I to jest fajne w farbach kredowych. 
Ta druga wersja mnie olśniła! Podkład z farby kredowej, na wierzchu srebrna farba w spray'u, całość po wyschnięciu zawoskowałam bezbarwnym woskiem.

I tak lampka świeci nowym blaskiem.

A co na drutach? 
Na razie nic, nie mam weny, a przeróbki trochę mnie znudziły. Czasem poszperam w moich resztkach włóczkowych (pamiętacie, że nic nie kupuję nowego, już prawie półtora roku) i nic z tego nie wynika. Mam ochotę na mniejszą formę, szal lub chustę. Może coś spruję, ale naprawdę jeszcze nie wiem co... 
   Może , gdy wiosna przyjdzie - tak naprawdę, gdy zaświeci słońce - tak naprawdę i zrobi się ciepło, może i wena twórcza wróci.



poniedziałek, 18 lipca 2016

Drugie życie szafek nocnych

Dwie sosnowe szafki nocne z mojej sypialni przeszły metamorfozę.
 Tak było przed zmianą.
A tak po moich poczynaniach.

 





Szafki mają lustrzane odbicie wzoru.


 Wnętrza szuflad okleiłam papierem, który pasuje kolorystycznie do wzoru na frontach szuflad.
 Z tej przeróbki jestem wyjątkowo zadowolona. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.
I okazało się, że ta metamorfoza wcale nie była taka trudna do wykonania. Internet to olbrzymie źródło wiedzy i inspiracji. Tak było w tym przypadku. 
    Sweterek się dzieje, już powstają rękawy.

Wesołych Świąt