Pokazywanie postów oznaczonych etykietą V-line. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą V-line. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 marca 2017

Czerwony jedwabny po przeróbce i przeczytane

       Tego sweterka (klik)  już nie ma. Powstał ten, który prezentuję poniżej. Jak wiecie, już prawie miałam gotową przeróbkę i sprułam ją, bo mi nie pasowała. Natchnieniem do zmiany formy była przeróbka jedwabnej melanżowej bluzeczki (klik).  I tak powstał sweterek/bluzeczka, która początkowo powstawał jako V-line, a później wprowadziłam swoją innowację z rzędami skróconymi po bokach. Jak zwykle sweterek robiony od góry, na okrągłych drutach bez zszywania. Nosi się świetnie, dobrze się czuję w tym udziergu i na pewno częściej będę nosiła niż poprzednią wersję.Dół rękawów i swetra wykończony inną nitką z odrobiną blasku (cekiny). Całość prezentuje się tak.

 





 W ostatnim czasie bardzo dużo czytałam (długie zwolnienie lekarskie). Proponuję Wam kilka lektur.

 "Złota godzina" Sary Donati to historia dwóch młodych kobiet, które są ze sobą spokrewnione. Jedna z nich to Mulatka. Obydwie są praktykującymi lekarkami, jedna z nich - Anna jest chirurgiem, druga - Sophie jest pediatrą i położnikiem. Mieszkają i pracują w Nowym Jorku, są bardzo oddane swojej pracy. Szczególnie bliski jest im los najuboższych oraz kobiet, które zmagają się z trudami porodów i codziennego życia. Nie byłoby nic dziwnego w tej historii, gdyby nie to, że rzecz dzieje się w roku 1883. Kobiety lekarze były jeszcze dużą rzadkością, a kolorowa kobieta z medycznym wykształceniem to był ewenement. 
Na ich drodze staje Anthony Comstock, który swoje życie poświęcił zwalczaniu zła, występku i nieprzyzwoitości, a w szczególności aborcji. Pomimo, że żyjemy w XXI wieku to problemy poruszone w książce są bardzo aktualne. Szczególnie w naszym kraju, w kontekście wydarzeń związanych z ograniczeniem antykoncepcji, próbami ograniczania praw kobiet do decydowania o sobie. Wielu współczesnych mężczyzn nie wyszło z czasów, gdy uważano, że kobieta to człowiek drugiej kategorii i nadal chcą za nas decydować. Mam taką refleksję - mężczyźni boją się kobiet, dlatego próbują wypchnąć je poza nawias życia publicznego. 
  Polecam tę książkę, wątek medyczny jest jednym z wielu, jest tam i historia miłosna,  i historia kryminalna w tle i wiele innych.  

    Hyeonseo Lee w książce "Dziewczyna o siedmiu imionach" opowiada swoją historię. Urodziła się i przez 18 lat mieszkała w Korei Północnej. Opisuje swoje życie w tym kraju, które w porównaniu do innych mieszkańców tego kraju nie było takie złe. Jej rodzice byli dosyć wysoko postawionymi urzędnikami państwowymi oraz w hierarchii koreańskiego społeczeństwa. Na dodatek rodzina mieszkała nad rzeką, przez którą przebiegała granica z Chinami, skąd szmuglowano wiele, luksusowych w Korei, towarów. 
Młodszy brat bohaterki często przekraczał rzekę, by bawić się z chińskimi kolegami na drugim brzegu. Tuż przed 18-tymi urodzinami bohaterka postanawia udać się do Chin, bo jako niepełnoletniej osobie nie groziły takie sankcje za złamanie prawa, jak osobie dorosłej. Chciała zobaczyć jak tam jest i wrócić do domu. W wyniku różnych nieprzewidzianych wydarzeń bohaterka musiała zostać w Chinach. Trafia do swojego wuja. Jednak nie ma dokumentów, gdyby została złapana, odesłanoby ją z powrotem do Korei Północnej. Bohaterka przebyła długą drogę zanim ponownie spotkała swoich najbliższych.
To opowieść również o tym, jak  indoktrynacja prowadzona od najmłodszych lat wpływa na widzenie świata młodego człowieka. Polecam.


   "Perska zazdrość" to druga książka Laili Shukri, którą przeczytałam. Bohaterką jest Joanna, Polka, która od 20-tu lat jest żoną Alego, bogatego Kuwejtczyka, mają troje dzieci. Do tej pory życie kobiety upływało na spełnianiu swoich zachcianek, wychowywaniu dzieci, zakupach w Londynie, Paryżu itp. Jednak w pewnym momencie życie kobiety i całej rodziny się zmienia. Ali bierze sobie drugą żonę Larę. To bezwzględna osoba, która robi wszystko, aby zniszczyć pierwszą żonę i jej dzieci.

   "Szczęści pachnące wanilią"  Magdaleny Witkiewicz to ciepła opowieść o kobietach, które borykają się z różnymi problemami. Koleje losu powodują, że spotykają się w cukierni prowadzonej przez młodą samotną matkę Adę. Cukierenka przyciąga zagubione dusze i staje się miejscem ich spotkań. Tu znajdują ukojenie, pomysły na biznes, rozwiązanie swoich problemów życiowych, a niektóre z nich miłość. 
   To opowieść, z cyklu tych, w których jest tęsknota za spokojnym życiem, w któym robimy to co kochamy.


   
   "Tymczasam" Izabeli Sowy to ksiażka, którą przeczytałam, ale bez większego entuzjazmu. Nie poruszyła mnie historia głównej bohaterki. Czytając powieść, nie wiedziałam, czy czytam o dorosłekj kobiecie, czy nastolatce. Monique, do niedawna wzięta stylistka, wpada w kłopoty, ma niespłacony kredyt we frankach, jej całe życie jest całe na kredyt, tymczasowe. Nie w nim nic stałego. Pewnego dnia wyjeżdża z Warszawy do Krakowa, gdzie próbuje odnaleźć swojego wuja, któremu wiele zawdzięczała jako młoda dziewczyna. Wcześniejsze książki tej autorki, które czytałam podobały mi się. Ta nie i to nie dlatego, że porusza trudne problemy. Po prostu nie przemówiła do mnie.

środa, 1 marca 2017

Trzecia odsłona jedwabnego melanżu

   Z czerwonego nici... Czy macie tak czasami, że jesteście na finiszu robótki i nagle stwierdzacie, że to nie jest to, o co Wam chodziło? Mnie tak się właśnie ( nie po raz pierwszy zresztą) zdarzyło. Już kończyłam przeróbkę czerwonego swetra, gdy nagle straciłam do niego serce, bo nagle przestała mi się ta koncepcja podobać. W zasadzie sweter powstawał bez koncepcji, ot tak sobie wrzuciłam na druty sprutą włóczkę. I czasami, takie bez koncepcji, okazywały się świetną dzianiną. Ta nie.
   Rzuciłam w kąt, i otworzyłam szafę, w której kolejne rzeczy czekają na swoją kolej, by zmienić formę. I chwyciłam jedwabny melanż, który prezentowałam już w dwóch wersjach.

wersja pierwsza                                                                                                       wersja druga
  
   Przestały mi się podobać "ogony" w tej bluzeczce, takie jakieś za długie się zrobiły. Nie sprułam całości, tylko do momentu, gdy wzór zaczął rozchodzić się w V na dole. Rzędami skróconymi wyrównałam linię bluzeczki i dalej, do końca, dziergałam na okrągło.
   Teraz bluzeczka lepiej na mnie leży, jest bardziej praktyczna "ogony" nie wystają spoza marynarki.  I można powiedzieć, że mam nową bluzeczkę wiosenno - letnią.

                                                                wersja trzecia

 


        

    Czerwona linia pokazuje, jak modelowałam bok bluzeczki.
   Ciekawy efekt można osiągnąć przerabiając rzędy skrócone np. lewymi oczkami. Wtedy lepiej byłoby widać konstrukcję swetra. I może to właśnie będzie nowa koncepcja na czerwony?

poniedziałek, 21 marca 2016

Tunika Riva i "Sklep na Blossom Street"

   Dzisiaj swoją premierę miała tunika z włóczki Riva LANG, którą zakupiłam podczas mojej podróży do Wrocławia. Dziergałam do północy, aby skończyć robótkę, chciałam wiosnę przywitać w wiosennych barwach. Tunika nosi się świetnie, włóczka fajna, zużyłam 8,5 motka na rozmiar 48. Dziergałam na drutach 4,5 zrobionych z drewna oliwnego. Super druty!!! Przyjemne w dotyku, włóczka dobrze się po nich przesuwa, żyłka nie skręca się. Pomimo, że druty są dosyć grube czubki są ostre. Warte swojej ceny, nie żałuję, że je kupiłam.
  A tunika prezentuje się tak. Wzór wymyślony, chociaż jej konstrukcja inspirowana była swetrem 
V-line. Sweter ma linię A, aby tuszować nadmiar tego co mam w nadmiarze.















Sklep na Blossom Street

    Dekolt, rękawy oraz dół swetra wykończone kombinacją oczek lewych, ściągacza i ściegu francuskiego, zamkniętych i-cordem. 

     A dzierganiu towarzyszyła mi książka Debbie Macomber "Sklep na Blossom Street". Już sama okładka mocno wpłynęła na to, ze sięgnęłam po tę pozycję.  Pierwsze strony książki poruszyły moje dosyć traumatyczne wspomnienia. Bohaterka Lydia na swój sposób walczyła z guzem mózgu, siłę odnajdowała w dzierganiu. Mnie właśnie dzierganie pozwoliło przetrwać w szpitalu przez pół roku, gdzie mój syn walczył z guzem mózgu, identycznie zdiagnozowanym, jak u głównej bohaterki.
   Tytułowy sklep to "Świat włóczek", który powstał jako realizacja marzenia jednej z bohaterek. Książka opowiada historię czterech kobiet, które spotykają się na kursie robienia na drutach w tym właśnie sklepiku.  Historia banalna, łatwa w czytaniu, kończy się dobrze dla wszystkich bohaterek. Mnie najbardziej spodobało się w niej to, że  każdy rozdział poświęcony Lydii zaczyna się cytatem  dzierganiu np.: 
     "Robienie na drutach to przynoszący ukojenie sposób twwórczego wyrażania siebie, którego efektem może być ciepła, ładna i przydatna część garderoby. Co za bonus!" 
                                                              Meg Swansen "Schoolhouse Press", 
albo:

"Przędza tworzy sploty, a sztuka robienia na drutach umacnia przyjaźnie i łączy pokolenia".
                                 Karen Alfke, projektantka i nauczycielka robótek ręcznych

I coś,co bardzo mi się podoba:
"Z robieniem na drutach jest jak ze wszystkim w życiu - tyle samo zawdzięcza się porażkom, co sukcesom".
                                       Pam Allen, redaktor "Interweave Press"


środa, 7 października 2015

V-line z jedwabnego melanżu

   Pamiętacię tę bluzeczkę? Co nieco znudziła mi sie jej forma, poza tym trafiłam na taki sweterek. Spodobała mi się ta konstrukcja i postanowiłam się nią zająć. Sprułam poprzednią wersję jedwabnego malanżu i powstała moja wersja V-line. Jak Wam się podoba?

                                          




















   Ufff, jeden z UFO-ków zszedł z drutów, chociaż ten specjalnie długo nie leżał w kącie. Zabrałam się do dwóch kolejnych ( robię je równolegle w dwóch różnych miejscach - gdzie się nie ruszę w domu tam gdzieś w kącie robótka i...książka). Jeden to sweter dla syna zaczęty ponad rok temu, drugi to oversize dla córki ze stażem 3-miesięcznym. A o tym ostatnim to aż wstydzę się wspominać, prawie dwa lata leży w koszyczku i czeka. A po głowie chodzi mi chęć wykonania pewnej chusty i najpewniej to właśnie za nią się chwycę. 
   Jedyne, co postanowiłam i póki co udaje mi się realizować, to wyrobić zapasy nie kupować nowych włóczek (ciekawe jak długo...). 

Wesołych Świąt