TAK! TAK! TAK! Dieta dr Dąbrowskiej DZIAŁA!!!! . U każdego będzie pewnie działać inaczej. Każdy z nas jest inny i inaczej reaguje. Jedna osoba ma tylko sztywność poranną, pobolewania - z tym dieta prawdopodobnie da sobie radę w 100%. U innej osoby są już zmiany kostne, tu być może trzeba będzie zastosować nawet serię np. głodówek. U kogoś innego już samo pozbycie się bólu dzięki diecie wiele zmieni na dobre. U jednego więcej u innego mniej.
Każdy musiałby ją sam na sobie przetestować, bo naprawdę warto chociażby spróbować , na ile może ona pomóc w konkretnym przypadku. Nic to nie kosztuje a efekty mogą być zaskakujące.
Jeżeli n i c nie zmienimy - to nic się n i e zmieni.
Jednym słowem jeżeli oczekujemy jakichś zmian na lepsze to - musimy - zacząć - coś - robić.
Spośród terapii, które znalazłam w internecie, ja wybrałam właśnie dietę dr Dąbrowskiej, bo wydawała mi się najmniej uciążliwa do zastosowania. Dieta leczy mnóstwo chorób, ale wymaga ciągłej pracy nad sobą, nie jest to łatwe i nie każdego stać na taką pracę.
Tak do końca się nie stało, bo nadgarstek dalej nie wygląda na zdrowy, nie było spektakularnego wyleczenia, nie było cudu. Ale pomimo to wciąż dziękuję Bogu za to, że pozwolił mi znaleźć w internecie informacje o diecie dr Dąbrowskiej i o innych tego typu terapiach np: dr Hankiewicz, terapii Gersona, dr Budwig, diecie Alleluja, dr Biernat-Kałuży, głodówce i lewatywie i wiele innych, o których z czasem będę pisać na tym blogu.
Wszystkie te terapie działają podobnie - wspomagają własne siły organizmu do walki z chorobą, nie powodują zatruwania organizmu (tak jak leki) oczyszczają organizm nie zatruwając go ponownie, l e c z ą a nie powodują kamuflowania objawów.
Moi znajomi widzą tylko mój pogrubiony nadgarstek. No niestety, nie stał się cud.
Ale przepraszam - jakie cuda może mi zaoferować medycyna? Łykanie trujących tabletek, które są używane również na raka tylko w większym stężeniu? Leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, które już mi wypaliły jedną dziurę w żołądku? Sterydy rujnujące cały organizm? Operację, która wcale nie wyleczy mi nadgarstka tylko go unieruchomi , tak tak , oferowano mi operację, która unieruchomi nadgarstek. Spytałam Pana Chirurga to po jakiego grzyba mam się poddać tej operacji? On powiedział, że po to żeby nie bolało, a nadgarstek i tak by się z czasem usztywnił i bez operacji.
To, kurczę blade, skoro mnie nie boli (bo stosuję dietę) i skoro nadgarstek i tak mi się usztywni , to po co operacja? Więc na razie z operacji zrezygnowałam. Tak na 100% to nie jestem pewna czy dobrze robię , ale zobaczymy jak sytuacja się będzie rozwijać. Na razie działam z dietą.
Tylko ja wiem, ile mi ta dieta pomaga, cały czas mam świadomość tego, że gdyby nie ta kuracja może byłabym już na wózku, ale mojej rodzinie zdaje się, że przesadzam. Oni nawet nie wiedzą jak mnie bolało, jak nie mogłam z bólu spać przez całą noc, jakie miałam problemy żeby zmienić pozycję w łóżku - a to były tylko niewielkie objawy RZS, inni mają po stokroć gorzej.
Piszę właśnie post, a mój mąż mówi:
- No i po co tak piszesz ? komu to pomoże ? przecież ciągle jesteś na tej diecie i nie masz na niej ż a d n y c h sukcesów.
A ja mu na to:
- A to, że mnie nie boli, pomimo nie brania leków przeciw bólowych, to nie jest sukces?
- A to, że choroba nie postępuje, gdy jestem na diecie , to nie jest sukces?
- A to, że nie dopuszczam do tego, żeby choroba zawładnęła moim ciałem na tyle, żeby rodzina musiała się mną zajmować, to nie sukces?
Właśnie to wszystko jest sukcesem.
Chciałabym czasami nie stosować diety, żeby pokazać moim znajomym i rodzinie, do czego może doprowadzić nie stosowanie diety. Ale szkoda mi samej siebie, bo wiem, że zmiany mogłyby być już nieodwracalne. Rodzina moja, oprócz siostry i córki, która jest pielęgniarką, nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką okropną chorobą jest RZS. Oni myślą, że to w jakim jestem dobrym stanie to jest normalne.
Mam przykłady wokół siebie jakie spustoszenie, pomimo brania leków, czyni ta choroba. Mojej koleżanki mama po kilkudziesięciu latach choroby i bólu, modli się o śmierć. Leży w łóżku powalona przez chorobę, od kilku lat zdana całkowicie na opiekę męża. Choroba praktycznie zjadła jej stawy. W szpitalu leżała pacjentka w moim wieku zwinięta z bólu w kłębek ale podjadająca czekoladki, które na osłodę przyniosła jej rodzina. Gdyby uwierzyła, że z każdą czekoladką powoduje większy ból to pewnie wszystkie wyrzuciłaby do kosza. Nie miała większych zmian, wystarczyłoby dwa tygodnie diety i zapanowałaby nad bólem.
Ja przy tych osobach czuję się zdrowa jak ryba!.
Chociaż nie jest łatwo, nie ma czarodziejskiej różdżki, która wyeliminowałaby chorobę na stałe. Trzeba wciąż od nowa wracać na dobre tory po grzeszkach kulinarnych ;) Wiadomo nikt święty nie jest i każdy lubi zjeść sobie coś niedozwolonego, ale zawsze wiem, że powrót na dietę spowoduje cofnięcie się niepożądanych objawów o ile nie pozwolę aby zaszły za daleko. Dlatego bardzo pilnie obserwuję swój organizm i natychmiast reaguję gdy zaczyna dziać się coś niepokojącego.
Stosuję też czasami głodówki i zamierzam spróbować diety witariańskiej, ale o tym napiszę kiedy indziej.
Czy jestem przeciwko lekom i lekarzom ?
Nie, nie jestem. Uważam, że w ostrych przypadkach chorobowych i wypadkach - leki i lekarze ratują życie i są niezastąpieni.
Ale z chorobami przewlekłymi nie radzą sobie dobrze.
Uważam też, że pacjent powinien mieć opcję wyboru między leczeniem dłuższym, mniej wygodnym, wymagającym wysiłku ze strony pacjenta, ale nieinwazyjnym, a leczeniem wygodnym, za pomocą chemii, bez wysiłku, ale szkodliwym dla zdrowia.
To ja chcę podejmować decyzję. Lekarze nie dają takiego wyboru.
cd:
http://ulecz-sie-sam.blogspot.com/2013/07/lekarze-ktorzy-lecza.html