Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja historia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 marca 2013

Jeżeli nic nie zmienimy - to nic się nie zmieni. Podsumowanie diety dr Dąbrowskiej

Czy ta dieta działa?
TAK!  TAK! TAK!  Dieta dr Dąbrowskiej DZIAŁA!!!! . U każdego będzie pewnie działać inaczej. Każdy z nas jest inny i inaczej reaguje. Jedna osoba ma tylko sztywność poranną, pobolewania -  z tym dieta prawdopodobnie da sobie radę w 100%. U innej osoby są już zmiany kostne, tu być może trzeba będzie zastosować nawet serię np. głodówek. U kogoś innego już samo pozbycie się bólu dzięki diecie wiele zmieni na dobre. U jednego więcej u innego mniej.
Każdy musiałby ją sam na sobie przetestować, bo naprawdę warto chociażby spróbować , na ile może ona pomóc w konkretnym przypadku.  Nic to nie kosztuje a efekty mogą być zaskakujące.

Jeżeli   n i c   nie zmienimy - to   nic się  n i e  zmieni.

Jednym słowem jeżeli oczekujemy jakichś zmian na lepsze  to - musimy  - zacząć -   coś  -  robić.

Spośród terapii, które znalazłam w internecie, ja wybrałam właśnie dietę dr Dąbrowskiej, bo wydawała mi się najmniej uciążliwa do zastosowania. Dieta leczy mnóstwo chorób, ale wymaga ciągłej pracy nad sobą, nie jest to łatwe i nie każdego stać na taką pracę.

Czytając książeczkę dr Dąbrowskiej byłam w euforii, czułam, że odkrywam lek na wszystkie choroby a zwłaszcza na RSZ, byłam pewna, że oto znalazłam cudowny lek, który za chwilę sprawdzę na sobie, wyzdrowieję i będę przykładem dla innych.
Tak do końca się nie stało, bo nadgarstek dalej nie wygląda na zdrowy, nie było spektakularnego wyleczenia, nie było cudu. Ale pomimo to wciąż dziękuję  Bogu za to, że pozwolił mi znaleźć w internecie informacje o diecie dr Dąbrowskiej i o innych tego typu terapiach np: dr Hankiewicz, terapii Gersona, dr Budwig, diecie Alleluja, dr Biernat-Kałuży, głodówce i lewatywie i wiele innych, o których z czasem będę pisać na tym blogu.

Wszystkie te terapie działają podobnie - wspomagają własne siły organizmu do walki z chorobą, nie powodują zatruwania organizmu (tak jak leki) oczyszczają organizm nie zatruwając go ponownie,     l e c z ą    a nie powodują kamuflowania objawów.

Moi znajomi widzą tylko mój pogrubiony nadgarstek. No niestety, nie stał się cud.
Ale przepraszam - jakie cuda  może mi zaoferować medycyna? Łykanie trujących tabletek, które są używane również na raka tylko w większym stężeniu? Leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, które już mi wypaliły jedną dziurę w żołądku? Sterydy rujnujące cały organizm? Operację, która wcale nie wyleczy mi nadgarstka tylko go unieruchomi , tak tak , oferowano mi operację, która unieruchomi nadgarstek. Spytałam Pana Chirurga to po jakiego grzyba mam się poddać tej operacji? On powiedział, że po to żeby nie bolało, a nadgarstek i tak by się z czasem usztywnił i bez operacji.
To, kurczę blade, skoro mnie nie boli (bo stosuję dietę) i skoro nadgarstek i tak mi się usztywni , to po co operacja? Więc na razie z operacji zrezygnowałam. Tak na 100% to nie jestem pewna czy dobrze robię , ale zobaczymy jak sytuacja się będzie rozwijać. Na razie działam z dietą.

Tylko ja wiem, ile mi ta dieta pomaga, cały czas mam świadomość tego, że gdyby nie ta kuracja może byłabym już na wózku, ale mojej rodzinie zdaje się, że przesadzam. Oni nawet nie wiedzą jak mnie bolało, jak nie mogłam z bólu spać przez całą noc, jakie miałam problemy żeby zmienić pozycję w łóżku -  a to były tylko niewielkie objawy RZS, inni mają po stokroć gorzej.
Piszę właśnie post, a mój mąż mówi:
- No i po co tak piszesz ?  komu to pomoże ?  przecież ciągle jesteś na tej diecie i nie masz na niej     ż a d n y c h  sukcesów.
A ja mu na to:
- A to, że mnie nie boli, pomimo nie brania leków przeciw bólowych,  to nie jest sukces?
- A to, że choroba nie postępuje,  gdy jestem na diecie , to nie jest sukces?
- A to, że nie dopuszczam do tego, żeby choroba zawładnęła moim ciałem na tyle, żeby rodzina musiała się mną zajmować, to nie sukces?
Właśnie to wszystko jest sukcesem.
Chciałabym czasami nie stosować diety, żeby pokazać moim znajomym i rodzinie, do czego może doprowadzić nie stosowanie diety. Ale szkoda mi samej siebie, bo wiem, że zmiany mogłyby być już nieodwracalne. Rodzina moja, oprócz siostry i córki, która jest pielęgniarką, nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką okropną chorobą jest RZS. Oni myślą, że to w jakim jestem dobrym stanie to jest normalne.

Mam przykłady wokół siebie jakie spustoszenie, pomimo brania leków, czyni ta choroba. Mojej koleżanki mama po kilkudziesięciu latach choroby i bólu, modli się o śmierć. Leży w łóżku powalona przez chorobę, od kilku lat zdana całkowicie na opiekę męża. Choroba praktycznie zjadła jej stawy. W szpitalu leżała pacjentka w moim wieku zwinięta z bólu w kłębek ale podjadająca czekoladki, które na osłodę przyniosła jej rodzina. Gdyby uwierzyła, że z każdą czekoladką powoduje większy ból to pewnie wszystkie wyrzuciłaby do kosza. Nie miała większych zmian, wystarczyłoby dwa tygodnie diety i zapanowałaby nad bólem.
Ja przy tych osobach czuję się zdrowa jak ryba!.
Chociaż nie jest łatwo, nie ma czarodziejskiej różdżki, która wyeliminowałaby chorobę na stałe. Trzeba wciąż od nowa wracać na dobre tory po grzeszkach kulinarnych ;)  Wiadomo nikt święty nie jest i każdy lubi zjeść sobie coś niedozwolonego, ale zawsze wiem, że powrót na dietę spowoduje cofnięcie się niepożądanych objawów o ile nie pozwolę aby zaszły za daleko. Dlatego bardzo pilnie obserwuję swój organizm i natychmiast reaguję gdy zaczyna dziać się coś niepokojącego.
Stosuję też czasami głodówki i zamierzam spróbować diety witariańskiej, ale o tym napiszę kiedy indziej.

Czy jestem przeciwko lekom i lekarzom ?
Nie, nie jestem. Uważam, że w ostrych przypadkach chorobowych i wypadkach -  leki i lekarze ratują życie i są niezastąpieni.
Ale z chorobami przewlekłymi nie radzą sobie dobrze.
Uważam też, że pacjent powinien mieć opcję wyboru między leczeniem dłuższym, mniej wygodnym, wymagającym wysiłku ze strony pacjenta, ale nieinwazyjnym, a leczeniem wygodnym, za pomocą chemii, bez wysiłku, ale szkodliwym dla zdrowia.
To ja chcę podejmować decyzję. Lekarze nie dają takiego wyboru.

cd:
http://ulecz-sie-sam.blogspot.com/2013/07/lekarze-ktorzy-lecza.html

niedziela, 24 marca 2013

Historia mojej choroby c.d.

I tak brałam sobie Metotrexat, choroba cały czas pomalutku postępowała, a nadgarstek dalej bolał, stawał się coraz grubszy. Stan zapalny powodował, że narastała coraz grubsza warstwa zapalna błony maziowej. Po za tym cały czas był bolesny i musiałam dodatkowo smarować go maściami  przeciwzapalnymi, to samo było ze stawem dużego palca u nogi. Tabletek przeciwzapalnych (Niesterydowych Leków Przeciw Zapalnych - NLPZ) nie mogłam brać z powodu wcześniejszej operacji żołądka. Inne stawy też bolały, puchły.
Pani Doktor Reumatolog stwierdziła, że leki już nie pomogą ani nie zatrzymają degeneracji stawu i skierowała mnie na operację nadgarstka, który stawał się coraz bardziej nieruchomy.
Wiedziałam, że trzeba będzie trochę poczekać. Udałam się do szpitala ustalić termin operacji. Czekałam dwie czy trzy godziny, aż Pan Ordynator biegający od gabinetu do gabinetu przyjmie w międzyczasie pacjentów.
W końcu moja kolej...Weszłam do gabinetu, gdzie siedziały jeszcze dwie sekretarki. Podałam skierowanie.
Ordynator obejrzał mój obolały nadgarstek. Zgiął go ile się dało w jedną i drugą stronę , sssssyknęłam z bólu...
Rozmowa była krótka.
Operacja za rok. !!!! 
Po konsultacji z drugim chirurgiem - prawdopodobnie trzeba będzie usztywnić staw. :(
Zaniemówiłam...
- Jak to...  moja choroba tak szybko postępuje, że za rok to mój nadgarstek nie będzie do niczego się już nadawał, pan Doktor chyba nie wie co to za choroba ... .b a r d z o   proszę aby pan Doktor się jeszcze chwilę zastanowił....
Ale Pan Doktor Ordynator popędził już w kierunku korytarza do drugiego gabinetu , czy na jakieś konsultacje.
Poczekałam jeszcze parę minut łudząc się, że za chwilę wróci ale niestety. Pomarudziłam trochę sekretarkom próbując je przekonać, że taki termin to za długo , ale nic nie wskórałam. :((
Byłam w szoku jak traktuje się pacjenta w szpitalu. Nie poświęcono mi nawet 5 minut. Nie wytłumaczono dlaczego mam tak długo czekać ani jakie będą konsekwencje takiego długiego terminu operacji. Zostałam potraktowana jak .... nawet nie potrafię określić jak kto. Czułam się jak skazaniec w sądzie, bez możliwości wypowiedzenia swojego zdania.
Zdesperowana poszłam do innego chirurga, prywatnie. Zapłaciłam również za zdjęcie rentgenowskie obydwóch nadgarstków, którego do tej pory 9po ponad pól roku leczenia) nikt mi jeszcze nie zlecił ( na kasę chorych) :((
Niezbyt miły (nawet za pieniądze) Pan Chirurg wszystko mi pięknie wytłumaczył a nawet narysował flamastrem na nadgarstku.
- A ile Panie Doktorze to będzie kosztowało???
- 3 tys. zł. Za tydzień operacja.
Fiu, fiu , ale na tyle to mnie nie stać.
I na tym skończyło się prywatne leczenie....
Panika , łzy w  oczach... znajomi pocieszali, nawet chcieli jakieś składki robić. Ale nie chciałam się na to zgodzić.
Pomału dotarło do mnie, że muszę jakoś dotrwać do tej operacji i muszę zrobić wszystko, co mogę aby dotrwać w jak najlepszym stanie.
Miałam iść po silniejsze leki do mojej Pani Reumatolog, ból był stały i upierdliwy.
Ale najpierw....
postanowiłam wcielić w życie to co do tej pory się dowiedziałam o leczeniu niekonwencjonalnym.
Do głodówki w tym czasie jeszcze nie "dorosłam".
Postawiłam więc na dietę dr Dąbrowskiej.

Dietę rozpoczęłam 1.02.2011 roku.

Dr Dąbrowska zaleca zrezygnowanie z tabletek pod kontrolą lekarza. Ja niestety byłam zdana sama na siebie i tabletki łykałam dalej.
Moja waga wtedy wynosiła 69,8 kg przy wzroście 170 cm. Hm... trochę przytyłam. Normalna moja waga zawsze wahała się ok. 58 kg.
Pierwszy i drugi dzień upłynął pod kątem bólu głowy.
Po tygodniu schudłam ok 2 kg. po dwóch 3 kg. Cały czas obserwowałam swój organizm. Chciałam, żeby    c o ś  zaczęło się dziać. Ale nauczyłam się cierpliwości, ta choroba uczy cierpliwości - na działanie Metotrexatu też trzeba było poczekać dwa miesiące.

Po drugim tygodniu zdałam sobie sprawę, że  j e s t    l e p i e j :) - tak ogólnie.

Z dnia na dzień tych zmian nie dawało się zauważyć -  były tak niewielkie, ale po 2-ch tygodniach już dało się odczuć zauważalną zmianę.

Zmniejszyła się sztywność poranna, pomału przestawałam "chodzić po ścianach" zwłaszcza rano do WC.
Szybciej zwlekałam się z łóżka, mniej bolały kolana, lepiej było z kręgosłupem, szybciej wchodziłam po schodach. Moja rodzina nawet nie wiedziała, że mam takie problemy. Tego na zewnątrz tak nie widać. Dla nich moja choroba to był mój chory nadgarstek i to wszystko.
Na diecie wytrwałam całe 6 tygodni. Pod koniec było trudno, czułam się słaba, głodu nie czułam ale ciągle coś podjadałam.
Schudłam do 61,1 kg,  razem spadło 8,7 kg.

Efekty diety po 6 tygodniach:

  1. Nadgarstek - przestałam smarować maściami przeciwzapalnymi - przestał mnie boleć w stanie spoczynku, podczas zginania też mniej boli, przedtem miałam uczucie jakbym założyła strasznie ciasną rękawiczkę teraz czuję większy luz w stawie, jest mniej spuchnięty
  2. Sztywność poranna ustąpiła prawie całkowicie - kilkanaście minut utrzymuje się tylko w prawej dłoni,
  3. Prawie całkiem zmniejszył się ból szyi i prawie całkiem zmniejszyło się chrzęszczenie ścięgien podczas obracania  i schylania głowy,
  4. Przestało całkowicie boleć prawe kolano, nie jest już gorące, zmniejszył się mały obrzęk, mogę normalnie chodzić , pozostała mała torbiel Bakera, praktycznie z tyłu kolano jest trochę wybrzuszone, ale nie boli,
  5. Zmniejszyła się o 80% narośl (chrzęstna?) w wewnętrznej części lewego nadgarstka,
  6. Ustąpiła słabość podczas wchodzenia po schodach - przedtem nogi uginały się pode  mną, nie miałam siły,
  7. Całkowicie ustąpiła sztywność i bolesność karku i ramion,
  8. Przestało boleć biodro.
  9. Przestał mnie boleć kręgosłup. Przedtem kładłam się z bólem kręgosłupa i z bólem wstawałam. Podczas zamiatania podłogi i mycia głowy drętwiała mi część lędźwiowa i musiałam co chwila odpoczywać,
  10. Ustąpiły całkowicie fale gorąca związane z menopauzą
  11. Zmniejszyło się swędzenie głowy i czoła.
Oprócz wymienionych wyżej  korzyści pojawiły się dodatkowe bonusy takie jak: 
- znowu mogłam umyć zęby prawą ręką, 
- mogłam nacisnąć klamkę prawą ręką, 
- mogłam przykryć się kołdrą prawą ręką, 
- łatwiej mi było ubrać czy rozebrać sweter
- mogłam obrać ziemniaki,
- pokroić chleb
- zamiatać podłogę,
- kosić trawę,
-  i mnóstwo takich małych codziennych czynności , które przedtem były niemożliwe do zrobienia ze względu na ból nadgarstka, i które wymagały pomocy rodziny. Na co dzień nawet nie zwracasz uwagi, że takie czynności istnieją.
Bardzo się bałam, że choroba zaatakuje mi drugą rękę i tym samym pozbawi mnie całkowicie samodzielności i tak już częściowo odebranej przez niesprawność prawego nadgarstka.

Byłam zachwycona wynikami :) Nie stosowałam żadnych leków przeciw bólowych przestałam stosować maści przeciw zapalne na nadgarstek.
Ustąpiły prawie wszystkie objawy. Przestały pojawiać się nowe. Piszę prawie, bo nie zniknęło całkowicie zgrubienie nadgarstka. No i trochę bolało przy zginaniu, ale o wiele mniej.
Niestety spodziewałam się cudu, czyli całkowitego ozdrowienia. Myślałam, że po diecie wszystko wróci do stanu sprzed choroby. Że będę normalnie zginać nadgarstek. A tu lekkie rozczarowanie.
.
Ale teraz już wiem, że zmiany poszły już za daleko, żeby liczyć na to, że jedna 6 tygodniowa dieta poradzi sobie z tak mocno zmienioną już tkanką.
Dr Dąbrowska pisze, że w ciężkich chorobach a do takich zalicza się RZS dietę należy powtarzać dwa razy do roku a w historii choroby jednej z pacjentek przeczytałam tu , że  " w czasie pół roku przeprowadziła 4 sześciotygodniowe kuracje dietą z przerwą 3 tygodniową po każdej kuracji."
Tombak w swoich książkach też pisze o tym, że oczyszczania trzeba powtarzać aż do pełnego wyzdrowienia, a później systematycznie je stosować.

Po przemyśleniu całej sytuacji stwierdziłam, że:
-  jestem całkiem zadowolona z wyniku zastosowania diety
-  będę znowu przeprowadzać kurację, żeby poprawić kondycję nadgarstka i nie dopuścić do dalszych   zmian.

Po diecie przeszłam na zdrowe odżywianie. Pomału zaczęłam wprowadzać inne produkty: kasze, chleb, ziemniaki, tłuszcze. W końcu zaczęłam jeść normalnie.

Po ok. 1,5 miesiąca zaczęły pojawiać się znowu objawy choroby. Po 2-ch miesiącach zaczęłam  znowu dietę. Tym razem tylko 6 dni. Starczyło na 40 dni bez diety.
Potem znowu dieta 5,5 tygodnia. Starczyło na 60 dni bez diety.
Zaznaczam , że nie stosowałam tzw. "przypominajek" tzn. raz w tygodniu jeden dzień diety lub tydzień diety raz w miesiącu dla podtrzymania efektów. Gdybym stosowała "przypominajki" prawdopodobnie mogłabym wytrzymać dłużej bez dłuższej diety.

Summa summarum:
- gdybym mogła cofnąć czas i znalazłabym się na początku mojej choroby jeszcze zanim spowodowała zmiany w nadgarstku, zastosowałabym natychmiast dietę dr Dąbrowskiej lub głodówkę i zmianę odżywiania.
- radzę każdemu, u kogo dopiero zaczęły się jakiekolwiek zmiany czy ból, przejście na dietę dr Dąbrowskiej.

Dieta działa przeciwbólowo i przeciw zapalnie.
Mama kolegi mojej córki też choruje na RZS i nie funkcjonuje bez  plastrów przeciw bólowych, takich co się stosuje przy bólach rakowych. Ostatnio okazało się , że miała napad takich bóli - pomimo plastrów, że zabrało ją z domu pogotowie zwiniętą w kłębek.
Gdy wróciła do domu pożyczyłyśmy jej do przeczytania książeczkę dr Dąbrowskskiej. Zastosowała dietę. I była szczęśliwa, przestała używać plastry przeciw bólowe.!


W międzyczasie dowiedziałam się,  że na RZS może wpływać również mleko i nabiał a także jajka. Dlatego od 25.082011roku przeszłam na dietę WEGAŃSKĄ.

Często grzeszę ;) - jedzeniowo. A te grzeszki powodują nasilenie objawów. Jakieś bóle, kłucia, opuchlizna zawsze ratuje mnie dieta - dieta dr. Dąbrowskiej  jest dla mnie ratunkiem


cd: http://ulecz-sie-sam.blogspot.com/2013/03/jezeli-nic-nie-zmienimy-to-nic-sie-nie.html





czwartek, 14 marca 2013

Dieta Dr.Dąbrowskiej a RZS - historii mojej choroby c.d.

Choroba moja sobie pomalutku postępowała pomimo brania Metotrexatu. Pani Doktor Reumatolog zmieniła mi lek na zastrzyki w zawiesinie Diprophos 1 ml raz w tygodniu. Powinnam na nie lepiej zareagować ale niestety po trzech miesiącach stosowania tego leku nic się nie zmieniło.

Jak wspomniałam w poprzednich postach, cały czas  usilnie grzebałam w internecie w poszukiwaniu innych metod leczenia RZS . Zadałam Googlom pytanie czy RZS można leczyć dietą, ale Google kategorycznie odpowiadały mi za każdym razem, że dieta nie ma wpływu na tą chorobę.  
I tak jakimś cudem natrafiłam na stronę  Dr. Ewy Dąbrowskiej i jej leczenie dietą owocowo-warzywną. To co tam przeczytałam natchnęło mnie olbrzymim optymizmem i nadzieją. To było coś dla mnie. Prostym, zwięzłym językiem wyjaśniona została zasada działania diety. 
Serce zabiło mi szybciej na myśl, że oto znalazłam lek na swoje bolączki i nie tylko swoje, bo jak pisała pani doktor, dieta działając na organizm  oczyszczająco, usuwając toksyny z tkanek , przywraca do normy układ immunologiczny, hormonalny i nerwowy. A tym samym działa leczniczo na większość chorób autoimmunologicznych oraz na prawie wszystkie choroby cywilizacyjne między innymi na osoby z :

Kto może stosować dietę owocowo-warzywną


  1. osłabioną odpornością: częste infekcje bakteryjne, wirusowe, grzybicze, alergie jak katar sienny, czy astma, także nietolerancje pokarmowe jak migrena, mięśniobóle, choroby z autoagresji jak gościec reumatoidalny!!, zapalenie tarczycy Hashimoto, zapalenie wątroby, toczeń trzewny, zespół „suchego oka”, a także choroby skóry takie jak łuszczyca, trądzik, skórna porfiria, sucha skóra, egzema itp.,
  2. schorzeniami neurologicznymi: padaczka, udary niedokrwienne mózgu, zaburzenia pamięci, nerwica, pobudzenie, choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane,
  3. chorobami endokrynologicznymi takimi jak: zaburzenia miesiączkowania, klimakteryczne, niedoczynność tarczycy, guzki tarczycy, wysoka prolaktyna, czy nadmiar estrogenów, torbiele jajników.
  4. zespołem metabolicznym X, który dotyczy osób z otyłością, nadciśnieniem, cukrzycą typu II, chorobą wieńcową, zarośniętymi by-passami, zakrzepicą, obrzękami. Cukrzyca typu I, która wiąże się z insuliną, wymaga warunków szpitala.
  5. choroby zwyrodnieniowej stawów, paradontozy, także zaćmy, żylaków, wrzodów żołądka, polipów itp
  6. Dieta może w niektórych przypadkach leczyć także bezpłodność.

Kto nie powinien stosować diety:


Przeciwwskazaniem są choroby wyniszczające jak krańcowa niewydolność narządów, choroba nowotworowa w stadium zaawansowanym, stany związane ze wzmożonym metabolizmem jak nadczynność tarczycy, okres ciąży, karmienia, u małych dzieci, u dziewcząt w okresie dojrzewania. Dieta jest przeciwwskazana w przypadku transplantacji narządów np. nerek i w ciężkich depresjach. 


Dieta zainteresowała mnie ogromnie i natychmiast sprawdziłam gdzie można zamówić książeczkę dr. Dąbrowskiej pod tytułem "Ciało i Ducha Ratować Żywieniem" . Książeczka jest krótka , czyta się ją w ciągu jednego dnia. Jest ułożona w cykl wykładów, które dr.Dąbrowska wygłosiła w Radiu Maryja. Dlatego dla niektórych fragmenty będą nie do strawienia, ale odrzucając otoczkę religijną i skupiając się na meritum , zawartość jest nieocenioną wskazówką jak powrócić do zdrowia nawet w ciężkich chorobach.









Na czym polega leczenie dietą owocowo-warzywną


Dieta może trwać od kilku dni do kilku tygodni. Jest stosowana jako okresowa kuracja i ma charakter głodówki. Oparta jest na spożywaniu warzyw nisko skrobiowych, takich jak : 
  1. korzeniowe (marchew, buraki, seler, pietruszka, rzodkiew),
  2. kapustne (kapusta, kalafior, brokuł), 
  3. cebulowe (cebula, por, czosnek), 
  4. dyniowate (dynia, kabaczek, ogórki), 
  5. psiankowate (pomidor, papryka), 
  6. liściaste (sałata, natka pietruszki, zioła).
Można jeść także owoce nisko cukrowe : jabłka, grapefruity,cytryny i niewielkie ilości jagód. 
Powinno się również pić soki z zielonych części roślin np z natki pietruszki, selera naciowego, botwiny, mniszka, pokrzywy, szczawiu, szpinaku, brokuła, kapusty, sałaty, kiełków lucerny, trawy z pszenicy -  posiadają chlorofil, którego budowa chemiczna jest podobna do hemoglobiny, mają aktywne enzymy, które oczyszczają, odtruwają, odnawiają krew, ułatwiają trawienie, alkalizują, dostarczają tlenu, energii, witamin i minerałów w najlepiej przyswajalnej postaci.
Produkty można spożywać w postaci surówek, zup, warzyw pieczonych i duszonych.
Zabronione jest jedzenie : chleba, kasz, mąki, makaronów, ziemniaków, tłuszczy , masła, olejów. 
Nie można pić: kawy, mocnej herbaty, alkoholu ani palić papierosów.
Pić można : wodę, soki owocowe i warzywne, kompoty bez cukru, wywary z warzyw, herbatki owocowe
Stosowane leki należy pomału odstawiać pod kontrolą lekarza.
Świetnie  wspomagać dietę będzie uprawianie sportu np. chodzenia, pływania, a także masaży, lewatywy, sauny.


Jak działa dieta owocowo-warzywna


Dieta jest rodzajem postu leczniczego, na którym spożywa się ok 800 kcal dziennie. Przestrzeganie diety powoduje ustanie poczucia głodu. Gdy naruszymy zasady diety czyli zjemy zbyt dużo kalorii, zostanie przerwane odżywianie wewnętrzne i tym samym samoleczenie i pojawi się uczucie głodu. 
W czasie diety organizm bowiem  przestawia się na odżywianie wewnętrzne, podczas którego zostają usuwane złogi i  toksyny z organizmu a także martwe, uszkodzone zwyrodniałe  i chore komórki, tkanki, zakrzepy i ropnie. Można zauważyć jak znikają guzki, cofają się przykurcze i sztywność stawów, pojawia się sprawność ruchowa. Takie oznaki można zaobserwować już po dwóch tygodniach diety. Organizm oczyszczając się wydziela śluz, może pojawić się katar, śluz w zatokach. Jest to objaw przejściowy. Wszystkie te chore i niepotrzebne rzeczy zostają spalone i wydalone z organizmu poprzez jelito, skórę, pęcherz moczowy.


Przebieg diety i kryzysy ozdrowieńcze


Na początku diety mogą pojawiać się kryzysy ozdrowieńcze przejawiające się bólem głowy, nudnościami, stanami podgorączkowymi, osłabieniem biegunką. Spowodowane jest to uwalnianiem do krwi toksyn z tkanek. W razie tych dolegliwości należy wykonać oczyszczanie jelit lewatywą . Organizm pozbywa się wtedy szybko toksyn  Lewatywę należy wykonać również wtedy gdy dokuczają zaparcia. Zalecana jest aktywność ruchowa i picie dużej ilości wody.
Gdy w ciele znajdują się utajone ogniska zapalne mogą się nasilić objawy; dreszcze, gorączka, ból, obrzęk, zaczerwienienie, wzrasta OB, przeciwciała . Są to zmiany korzystne tzn., że organizm rozpoznał ognisko zapalne i zadziałał układ immunologiczny powodując walkę organizmu. Po kilku dniach kryzysy mijają i następuje poprawa samopoczucie i ustępowanie chorób.

Po zakończeniu diety trzeba przejść na zdrowe odżywianie i nie popełniać tych samych błędów żywieniowych. Powrót do starych nawyków żywieniowych spowoduje nawrót choroby.

Po zakończeniu diety warzywno - owocowej należałoby wyeliminować pokarmy rafinowane i wprowadzić na stałe żywienie oparte na naturalnych pokarmach o niskich indeksach glikemicznych takich jak warzywa, owoce, ziarna, rośliny strączkowe, dwa razy w tygodniu ryba, jeden raz w tygodniu drób. Dzięki radykalnej zmianie diety zwykle udaje się utrwalić wyniki leczenia dietą warzywno – owocową.

Dokładniej dieta jest opisana na stronie dr.Dąbrowskiej TU , a najlepiej zakupić książeczkę, bo taką dietę stosuje się regularnie raz w roku i dobrze jest mieć ją pod ręką. Nawet jak ktoś jest zdrowy i chce tylko oczyścić organizm to też nie zaszkodzi. Osoby chore powinny dietę powtarzać częściej.
W książeczce zawarte są również przykładowe smaczne przepisy na dwa tygodnie.

Kim jest Autorka diety?


Dr med. Ewa Dąbrowska – wieloletni pracownik Akademii Medycznej w Gdańsku, gdzie pracowała do roku 1999 na stanowisku adiunkta w Klinice Chorób Wewnętrznych. Przeprowadziła badania naukowe z zakresu immunologii uzyskując w roku 1978 tytuł doktora nauk medycznych.


Jak dieta Dr.Dąbrowskiej podziałała na moje RZS - w następnym poście.


cd: http://ulecz-sie-sam.blogspot.com/2013/03/historia-mojej-choroby-cd.html








wtorek, 12 marca 2013

Historia mojej choroby

"Medycyna przynosi często pociechę, czasami łagodzi, rzadko uzdrawia"
- Hipokrates




Nie wiem czy komuś będzie się chciało to czytać, bo będzie długie ale chcę zapisać to dla siebie samej.

Pierwszymi symptomami mojej choroby były wczesnowiosenne 3-tygodniowe stany podgorączkowe, które jakoś dzielnie znosiłam, bo chociaż temperatura sięgała tylko ok.37,0 - 37,5 stopnia C, to po trzech tygodniach walki z niewiadomym przeciwnikiem mój organizm był dość wyczerpany. Nawet nie chodziłam z tym do lekarzy, bo dla nich taka temperatura to nie gorączka, szkoda było moich nerwów na użeranie się z lekarzami. Powtórzyło to się kilkakrotnie i zaniepokojona tym faktem poszłam dobrowolnie na prześwietlenie płuc. A wtedy prześwietlenia owe nie były już obowiązkowe ( niektórzy pewnie nie pamiętają nawet, że kiedyś prześwietlenia klatki piersiowej były obowiązkowe i coroczne :). Podejrzewałam u siebie "pewną" gruźlicę, jednak po odebraniu zdjęć rentgenowskich okazało się, na moje szczęście, że moje płuca są nieskazitelnie czyściutkie pomimo wieeeeloletniego palenia papierosów w ilości 20 sztuk dziennie. Mój mąż był zadziwiony tym faktem , bo według jego podejrzeń powinnam mieć już  dziury w płucach lub ewentualnie powinnam tych płuc już nie mieć wcale. Uznałam, że jestem zdrowa jak koń i przestałam sobie zawracać tym głowę. Dopiero po wielu latach i przeoraniu hektarów internetu dowiedziałam się, że to był pierwszy objaw RZS. No ale wtedy nawet najlepszy lekarz nie powiedziałby, że za kilka lat zachoruję na tą podstępną chorobę.

Był jeszcze incydent z lewym stawem barkowym. Ból, ograniczona ruchomość (nie mogłam sama zapiąć stanika), stan zapalny leczony już nie pamiętam czym. Trwało to pół roku, później staw powrócił do prawie normalnego stanu, nawet zapomniałam, że mnie bolał dopiero jak zachorowałam na RZS to sobie o tym przypomniałam.

Zdarzały mi się jeszcze powtarzające się kilka razy do roku grypy, 2-3 dniowe ale takie kładące mnie do łózka, bezsilną jak betka, przynajmniej na jeden dzień.

Przed Świętami Bożego Narodzenia w grudniu 2009 roku nad moim lewym obojczykiem (w dołku obojczykowym) pojawiła się mała opuchlizna. Nie bolało zupełnie ani nie było zaczerwienione tylko rosło z dnia na dzień coraz bardziej a razem z tym rósł mój strach. Jeszcze miałam cichą nadzieję, że samo się wchłonie, nie lubię łazić po lekarzach. Niestety kilka dni później moja siostra zwróciła uwagę na tą opuchliznę i pogoniła mnie do lekarza. Mąż miał znajomego świetnego diagnostę , do którego pojechaliśmy zrobić USG. Obejrzał sobie dokładnie moje wszystkie flaki, wykrył nawet jakiś piasek w nerce, ale w obojczyku nic ciekawego nie zobaczył. Stwierdził, że być może jakieś naczynie krwionośne przesiąka i daje objaw opuchlizny. Zalecił obserwację owego dziwnego zjawiska i nic więcej.  Jak już zaczęłam latać po lekarzach to już z rozpędu poleciałam do mojej pani doktor w przychodni domowej. To też na  szczęście nasza znajoma, potraktowała mnie więc dość wyjątkowo i poza kolejnością obadała razem z koleżanką doktorką w gabinecie obok aparatem USG. Panie badały mnie bardzo dokładnie bo owa koleżanka doktorka okazała się jakąś specjalistką od USG. Badanie nie wniosło nic ponad to, co już powiedział mi poprzedni lekarz. Czyli nic się nie zmieniło, opuchlizna pomalutku się powiększała, druga zaczęła pojawiać się w drugim zagłębieniu obojczyka a ja miałam spokojnie obserwować sobie te zmiany. Czułam się zaopiekowana , ale nie ustatysfakcjonowana, bo  wierzyłam w lekarzy i sądziłam naiwnie, że od razu powiedzą mi co mi dolega, zapiszą tabletki, dadzą zastrzyki jednym słowem zaczną leczyć. Niestety diagnozy nikt mi nie porafił podać. Byłoby nieźle , gdyby potrafili mi zagwarantować , że to co dzieje się z moim organizmem nie doprowadzi do czegoś nad czym za chwilę nikt nie zapanuje. Mam na myśli to, że obawiałam się, że konsumuje mnie już jakieś ukryte raczysko. Gdyby nie to, to nie martwiłabym się zanadto, chociaż nie podobało mi się, że znikły moje chude dołeczki w obojczykach, które całkiem mi się podobały.

W marcu 2010 roku zawiało mi szyję, każdy pewnie wie jakie są objawy. Nie można kręcić głową, bolą ścięgna, boli kark jakby ktoś noże wbijał. Wybierałam się na imprezę więc zawinęłam sobie szyję szalikiem. Po kilku dniach przeszło, ale za dwa tygodnie niespodzianka - powtórka z rozrywki  - zawianie szyi i następna impreza w szaliku. Pomału podkurowałam się Ketonalem.

Dzień przed Świętami Wielkanocnymi 2010 roku w trakcie najbardziej gorączkowych przygotowań świątecznych rozbolał mnie duży palec u lewej nogi (największy staw). Przez święta jakoś przebrnęłam , ale po świętach coraz bardziej mnie bolało i puchło. Staw stał się czerwony, zaogniony, spuchnięty a skóra napięta i błyszcząca. Poszłam do lekarki, która zaleciła środki przeciw zapalne. Niestety nic nie pomagały stan nogi pogarszał się powoli ale uporczywie. Ból był nie do zniesienia a w nocy był jeszcze gorszy. Noga stała się niezwykle tkliwa tak bardzo, że nawet kołdra położona z największą delikatnością drażniła mnie niemiłosiernie. Pani doktor zmieniała leki p.zapalne, zwiększała dawki niestety nic nie pomagało. Nie mogłam już chodzić na tą nogę, nawet nastąpić piętą. Nie mogłam spać w nocy z bólu, byłam chora i niewyspana co bardzo źle wpływało na moją psychikę. Pani doktor podejrzewając DNĘ moczanową skierowała mnie na badanie mocznika we krwi. Jakie było zdziwienie, kiedy się okazało, że mocznik w normie a to wykluczało DNĘ.  W międzyczasie poczułam jakieś mrowienie w dwóch stawach paliczkowych i w nadgarstku. Dwa stawy jeden we wskazującym palcu jednej ręki i drugi staw środkowego palca u drugiej zaczęły się dziwnie wyginać. Spytałam, czy mi się to wyprostuje.- Niestety nie,  Pani Doktor Domowa rozłożyła ręce i dała skierowanie do reumatologa.

Do Pani Doktor Reumatolog nie zdążyłam dotrzeć, ponieważ wcześniej tzn dokładnie dnia 05.05.2010 r o godz 6 nad ranem, leki p.zapalne wyrąbały mi dziurę na wylot w moim żołądku (perforacja żołądka)  a kwasy żołądkowe zaczęły wylewać się do otrzewnej powodując jej zapalenie i ból jakiego nie zapomnę do końca życia. Później któryś z lekarzy powiedział, że to jest jeden z najgorszych bóli jakie może przeżyć człowiek.  Moje własne kwasy żołądkowe trawiły mnie osobiście od środka. Czyli sama  się zjadałam. Przypominało mi to wkręcanie żywcem moich trzewi w maszynkę do mięsa, jeżeli można sobie coś takiego w ogóle wyobrazić. Ból był stały, ciągły, upierdliwy nie ustępujący ani na sekundę. Chciałam umrzeć, żeby przestało mnie boleć i całkiem niewiele brakowało a znalazłabym się na lepszym, wymarzonym przeze mnie w tym momencie, świecie.
Dziurę dobry (i przystojny) Pan Doktor Chirurg  załatał bardzo ładnie, drugi Pan Doktor bardzo go chwalił, a ja cieszyłam się, że nie dokonano na mnie żadnego partactwa krawieckiego. Leżałam tydzień w szpitalu z dziurą w żołądku co prawda zgrabnie załataną, bolącym stawem u nogi, skrzywionymi palcami u rąk, puchnącym i rozgorączkowanym już nadgarstkiem prawym i dalszym brakiem diagnozy co mi jest w te moje stawy.
Co najciekawsze to, to że nie mogłam już łykać leków przeciwzapalnych przez najbliższe pół roku dopóki rana w żołądku się nie zagoi. Tak powiedział Pan Doktor Chirurg i wyraził tylko ciekawość jak sobie poradzi z tym  niewątpliwie ciekawym problemem Pani Doktor Reumatolog. Ja też byłam bardzo ciekawa.
Pani Doktor Reumatolog poradziła sobie w ten sposób, że najpierw postawiła diagnozę (uff a to już czerwiec był) - Reumatoidalne Zapalenie Stawów czyli RZS czyli Gościec Stawowy Postępujący czyli choroba, której zawsze się obawiałam, bo widziałam u koleżanki mojej mamy co robi z palcami u rąk i widziałam u mamy mojej koleżanki jak ją położyła do łóżka i unieruchomiła, całkowicie zdając na opiekę jej męża. Pani Doktor Reumatolog chytrze nie dała mi do łykania żadnych leków a zaleciła natomiast maści ze środkami przeciwzapalnymi, które miałam wsmarowywać sobie w bolące stawy a zwłaszcza w staw nadgarstkowy, który w tym momencie moich zmagań z rozpoznaną w końcu chorobą był najbardziej poszkodowany. Staw dużego palca u nogi miał się coraz lepiej w przeciwieństwie do nadgarstka, który był spuchnięty, czerwony, błyszczący i tkliwy jak poprzednio staw u nogi. Znowu w nocy nie mogłam spać z bólu. Przed snem układałam tą moją dłoń z największym pietyzmem na poduszce i delikatnie przykrywałam kołdrą jak dziecko, którego nie chce się obudzić. Najgorzej było jak chciałam odwrócić się na drugi bok . Echhh.... katorga to była.
I tak do listopada 2010 r walczyłam z moją chorobą maściami i okładami z kapusty a Pani Doktor uspokajała czasami mój staw nadgarstkowy zastrzykami sterydowymi, które powodowały blokadę stawu i prawie brak bólu co mnie bardzo cieszyło i dawało krótkie wytchnienie. Jednak sterydy nie leczą choroby a mają bardzo poważne skutki uboczne, na tyle poważne, że takich zastrzyków dostałam tylko trzy czy cztery i koniec. Staw jednak coraz bardziej oblewał się tkanką zapalną i stawał się coraz mniej ruchomy.
W końcu minęło pół roku i rozpoczęłam leczenie Metotrexatem  w dawce 15 mg jeden raz w tygodniu. Po tygodniu stwierdziłam, że nic się nie dzieje, Pani Doktor uświadomiła mnie uprzejmie, że to tak nie działa, leki te działają z opóźnieniem i efekty zaczną być widoczne najwcześniej po miesiącu a nawet dwóch i więcej. Byłam bardzo niepocieszona wręcz zasmucona, zła i rozczarowana ofertą medycyny alopatycznej. Postanowiłam więc wspomóc się medycyną niekonwencjonalną  i wypróbować w końcu po raz pierwszy na mojej skórze czy ona działa czy nie działa. Dlatego też udałam się z wizytą do Homeopatki poleconej mi przez koleżankę, której córka została wyleczona z poważnej choroby i teraz cała jej rodzina leczy się u tej pani. Wizyta w gabinecie homeopatycznym była ogromnie miła i dosyć długa. Trwała ok 1,5 godziny. Doktor Homeopatka, nota bene lekarka chorób dziecięcych, wypytała mnie o tysiąc dziwnych rzeczy, drugi tysiąc dziwnych rzeczy ja opowiedziałam jej sama, zachęcona przychylnym słuchaniem (zupełnie jak nie u lekarza, który normalnie poświęca pacjentowi raptem 10 minut razem z wypisaniem recepty). Wszystko zostało skrupulatnie zanotowane. Potem pani się zastanawiała dosyć długo. Na koniec pokazała mi lek , który u niej kupiłam a drugi zleciła kupić w aptece. Oczywista były to leki homeopatyczne. Dosyć drogie, no ale skoro miały mnie uleczyć...
Zjadłam wszystkie tableteczki-kuleczki w ciągu 2-3 miesięcy, ale nie zadziałały  (: .Drugi raz już nie poszłam, w sumie nie dlatego, że się zawiodłam, ale bardziej ze względów finansowych. Koleżanka wyjaśniła mi, że leki nie podziałały, bo nie zawsze uda się za pierwszym razem dobrać odpowiedni lek. Ja doskonale to rozumiem, w końcu zwykli lekarze też  się mylą, zmieniają sposób leczenia w trakcie choroby pacjenta, tylko dlaczego ja mam za to płacić. Hmmm.... chociaż nawet mój ulubiony dr.House też się co chwila myli... Kurczę nikomu nie można ufać...
W końcu  Metotrexat podziałał, ale nie do końca. Nadgarstek był dalej zgrubiały, zablokowany ale trochę mniej bolesny. Stan zapalny dalej się utrzymywał i w dalszym ciągu smarowałam staw maściami przeciwzapalnymi. Dodatkowo choroba pomimo przyjmowania Metotrexatu postępowała dalej. Zaczęły pojawiać się nowe objawy - ból kolan (utworzyły się torbiele Bakera pod kolanami) i biodra, sztywność poranna, chodzenie po ścianach. Dalej bolały mnie ścięgna na szyi, chrupało jak obracałam głowę, miałam obolałe i zesztywniałe barki i cały kark. A w nocy bolał cały kręgosłup, miałam trudności z obracaniem się na drugą stronę. Pani doktor powiedziała, że choroba postępuje agresywnie. Zmieniła mi lek.
Chodziłam jeszcze na krioterapię i prądy, efekt był mierny.

W całym tym czasie orałam internet w poszukiwaniu innych metod leczenia. Siedziałam przy komputerze całymi dniami i nocami. Zaczęłam znajdować pojedyncze informacje, które złożone do kupy razem z tym co już wiedziałam wcześniej, zaczęły składać się w jeden obrazek. Jak puzzle. Jak niteczki jednej przędzy. Dowiedziałam się, że choroby można leczyć dietą a właściwie prawidłowym odżywianiem, że jest mnóstwo lekarzy leczących żywieniem, że diety te różnią się trochę między sobą ale główna zasada jest jedna - powrót do natury w odżywianiu, odrzucenie pokarmów przetworzonych, jak najwięcej żywej żywności. A ja oprócz tego, że nie jadłam mięsa, odżywiałam się katastroficznie.

Tak trafiłam na dr.Ewę Dąbrowską i jej dietę owocowo-warzywną, dr.Gersona, dr.Bircher-Bennera, dr.Budwig, dr.Hankiewicz, dr.Biernat-Kalużę a także głodówkę, lewatywę, dietę bez glutenu i inne . Oni wszyscy mówią jednym językiem i to jest spójne, logiczne zrozumiałe na chłopski rozum. 

A skąd wiem, czy mówią prawdę ? 
Jeżeli nie masz pewności, kto mówi prawdę a kto kłamie, zadaj pytanie sławnego rzymskiego sędziego Luciusa Cassiusa Longinusa Ravilla (II w. p.n.e.) - "Cui bono" czyli "Komu to miało przynieść korzyść ?"

O tym, czy i jak pomogły mi w mojej chorobie będę pisać w następnych postach.


cd : http://ulecz-sie-sam.blogspot.com/2013/03/dieta-drdabrowskiej-rzs-historii-mojej.html