Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 lipca 2018

Sałatki z chwastów

Uważni Czytelnicy mojego bloga na pewno zauważyli, że interesuje mnie zdrowy tryb życia i zdrowe odżywianie. Przyznam, że po epoce zachłystywania się jakimiś oryginalnymi produktami pochodzącymi z różnych stron świata, ostatecznie skorygowałam swoje zapędy i stwierdziłam, że należy jednak trzymać się swojej strefy klimatycznej i regionu i tu szukać zdrowego pożywienia. Skupiłam się więc na tym co daje nasza ziemia i moje otoczenie.
Bardzo inspirujący stał się dla mnie blog Małgorzaty Kaczmarczyk. Następnie kupiłam sobie jej książkę "Zioła dla smaku, zdrowia i urody", którą czytuję do poduszki. Oczywiście nie jestem tak zaawansowana,jak autorka bloga, w czynieniu różnych ziołowych przetworów. Skupiam się dopiero na zbieraniu ziół na bieżące potrzeby, suszę na herbatki, myślę, że dojrzeję do wykorzystania ich do kolejnych celów dla domu, zdrowia i urody. Mam olbrzymi ogród, w bliskim sąsiedztwie lasu i łąk, gdzie duża część leży zwyczajnie niewykorzystana użytkowo. Może więc on stanowić mój własny poligon doświadczalny. Nawet nie muszę się dużo nachodzić, bo "bogactwo" roślin leży niemal u stóp. Wiele sama sprowadziłam do ogrodu i posadziłam, inne wysiały się same, jeszcze inne rosły od zawsze. Wystarczy mieć tylko oczy otwarte i korzystać. Lato tej wiosny było cudowne i przełożyło się na niezwykły urodzaj i bogactwo wszystkiego. To w sąsiadującym lesie można pojeść sobie leśnych malin, nazrywać czereśni, pokosztować jeżyn, których będzie dużo, bo widzę mnóstwo zielonych. Przypomniałam sobie w tym roku, kiedy na skraju lasu podjadałam czereśnie ich z dzieciństwa. Tam, gdzie wówczas mieszkaliśmy w sąsiedztwie był duży (dla mnie dziecka) stary ogród -  rosło tam m.in. potężne drzewo czereśniowe. Starsi chłopcy wspinali się wysoko i nam maluchom zrzucali wyłamane gałęzie z owocami...

No ale miało być o sałatce z chwastów. Na wiosnę najczęściej robiłam sałatkę z mniszka, młodego krwawnika i podagrycznika.

Mniszek, krwawnik, podagrycznik
 
Zbierałam listki, myłam dokładnie, następnie rozkładałam na ścierce, by odsączyły się z wody. Wszystko drobno siekałam... i dodawałam co tam aktualnie miałam w lodówce np. rzodkiewkę, ogórek zielony, kiszony, zieloną cebulkę, pomidora, a nawet ugotowaną fasolę, pokrojone kiszone jabłko, ząbek czosnku, ewentualnie jakieś ziarna (np. słonecznik,), albo orzechy.


Polewałam to wszystko olejem lnianym. Tłuszcz zawarty w oleju pozwala przyswoić z sałatki wszystkie witaminy.
Jeżeli sałatka wzbogacona była fasolą, albo gotowanym jajem - stanowiła dla mnie osobne danie obiadowe.



Moja  sałatka - to takie nic - ale zdrowo. Dopiero jak sobie człowiek poczyta, to dowiaduje się ileż to bogactwa zawartego jest w takich zwykłych roślinach.

A na koniec Hirek - jest u nas na wakacjach:

sobota, 2 czerwca 2018

W ogrodzie

dynamicznie zachodzą zmiany, dopiero co pachniał kwitnący oliwnik i wiciokrzew, teraz zapachem odurza jaśmin. Na tulipanowcu pokazały się pierwsze kwiaty:



A w oczku wodnym lilie: większe różowe i mniejsze  białe. Te różowe są bardzo ekspansywne, więc co kilka lat musimy je przerzedzać. Teraz cieszą oczy swą urodą. 





W porywach mamy w stawku rozwinięte 10-12 kwiatów. Jedne w pełni, inne już toną w wodzie. W tym roku ustawiliśmy nad oczkiem ławeczkę z granitowego krawężnika, na którym przysiadamy z kawą i patrzymy na  kwiaty obserwując też uganiające się nad taflą wody kolorowe ważki

Dużo czasu spędzamy w ogrodzie. Piekna wiosna sprzyja, odrabiamy zaległości (w ogrodzie zawsze mamy zaległości). 

Zajmują mnie rózności. Najpierw nazbierałam kwiatów mleczu i zrobiłam na zimę syrop. Tym razem na ksylitolu. Przyda się w przypadku infekcji. Pozostałości wykorzystałam, dodałam cukru i już zrobił mi się ocet. Dawne zapasy octu jabłkowego właśnie mi się kończą (na nowe jabłka jeszcze trzeba czekać), więc zrobiłam eksperyment z tym octem z kwiatów mniszka. Smakowo może bardzo minimalnie czuć goryczkę (kwiaty wyjęłam ze słoja po tygodniu). Ocet jest dość słaby i delikatny. Zastanawiam się czy nie poddać go kolejnej fermentacji, czy zostawić taki.

Kwitnie, a właściwie już kończy kwitnienie czarny bez. Na bieżąco nastawiam kolejne lemoniady z kwiatów bzu. Zrobiłam też syropy. Tym razem tylko moczyłam kwiaty w syropie cukrowym (48 godzin), potem zlałam do wyparzonych słoików i zapasteryzowałam. Kwiatów w syropie  nie gotowałam.

Upiekłam też swój pierwszy chleb na zakwasie. Tzn. ten tu prezentowany jest pierwszy. W tej chwili jemy już drugi i zapewne będą następne. Mój chleb jest żytnio-gryczany. Muszę przyznać, że nawet mój mąż w nim zasmakował. Pierwszy chlebek słabo mi wyrósł, następny był bardziej udany.



O kolejnych darach przyrody w następnym wpisie.

sobota, 22 października 2016

Pochwała jabłka

Polska jabłkami stoi. W zeszłym roku urodzaj tych owoców i embargo Rosji na zakup polskich jabłek, spowodowały straty naszych sadowników, którzy aby pozbyć się zbiorów - rozdawali je za darmo. I tak byłam świadkiem, kiedy to do podsanockiej wsi przyjeżdżały tiry z tym dobrodziejstwem. Rozdawanie odbywało się na placu przykościelnym - ludziska brali i po kilka (kilkanaście skrzynek). Ponoć jeden z rolników zajechał wozem, nabrał ile się zmieściło. Po co? "Krowy będę karmił". Oburzyło mnie to, gdyż w tym samym czasie mieszkańcy miasta musieli płacić za 1 kg jabłek w granicach 2 zł i więcej. Jednocześnie obserwowałam, że na drzewach w tej samej wsi (i nie tylko) jabłka wisiały do mrozów, aż spadły w trawę i zgniły... Ot polska rzeczywistość...


U mnie w ogrodzie jabłonie owocują co drugi rok. I tak w jednym roku obfitość tego dobra, w kolejnym malutko owoców. Staram się przerobić niemal każde jabłko, tym bardziej, że długo się nie utrzymują (nie mamy odmian zimowych). W tym roku, jabłek mało, zbierałam więc z drzewek samosiejek, które wiosną poprzycinaliśmy z nadzieją, że w przyszłości będą plony (jabłka, choć niewielkie, były twarde i nawet smaczne). Ostatnio dostałam cudne, ekologiczne owoce od sąsiada mojej mamy.


Jabłka lubię i jem (chociaż z umiarem, by nie spożywać za dużo fruktozy). W naszym domu lubi się dania z jabłkami: m.in. szarlotki, jabłka z makaronem lub ryżem, racuszki i naleśniki. Z dodatkiem cynamonu, a czasem imbiru czy goździków - potrawy zyskują niepowtarzalny smak.
Przetwarzam te owoce różnorodnie. Rozgotowuję jabłka i pasteryzuję w słoikach - w zimie wykorzystuję je do owsianki, naleśników, placków.


W tym roku powstała marmolada (bez dodatku cukru), ale za to z owocami pigwowca, co nadało jej oryginalny kwaśnawy smak i wzbogaciło o witaminę C. Ciekawe, że smak marmolady zależał od gatunku owoców. Z jednych był bardziej słodki, z innych bardziej cierpki.


No i w końcu jabłka suszę. Mam potem w zimie zdrową przekąskę w postaci czipsów jabłkowych (bogatych m.in. w błonnik). Suszę je albo w suszarce elektrycznej, albo podsuszam w piekarniku (a potem dochodzą na kaloryferze w  płóciennym woreczku).


Oczywiście cukrzyk powinien pamiętać, że najzdrowsze są surowe, a przetworów jabłkowych nie jeść w nadmiarze. Chociaż i tak jabłka mieszczą się w zakresie niskiego indeksu glikemicznego: jabłko świeże, duszone, i suszone - 35, sok jabłkowy (niesłodzony) - 50. Mają też nie tak dużo kalorii: 50/100g; średnie jabłko waży około 150 g - co daje około 75 kcal na sztukę. Wartości odżywcze jabłek są niebagatelne: zawierają witaminę C, B6, A, E, K, tiaminę, ryboflawinę, niacynę, kwas foliowy, błonnik, pektyny. Wspomagają metabolizm, ponoć mają wpływ na obniżanie cholesterolu, wspomagają walkę z nowotworami, wątrobę, kości, układ krążenia i nerwowy.

Kolejne dobrodziejstwo jabłek - to ocet jabłkowy. U mnie robi się w tym dużym słoju:


Ocet jabłkowy pomaga schudnąć - szczególnie pozbyć się oponki wokół brzucha, obniża poziom cukru we krwi (ważne dla cukrzyków), pomaga obniżyć cholesterol i trójglicerydy. A chociaż jest kwaśny, ma właściwości alkalizujące, odkwasza więc organizm i przywraca właściwe pH organizmu. Przydaje się do leczenia innych licznych schorzeń i dolegliwości. Najlepszy jest zrobiony przez nas w domu - wiemy wtedy co pijemy. Domowy ocet jest nieco mętny, gdyż powstaje w wyniku naturalnej fermentacji bakterii kwasu octowego. Aby się udał należy przestrzegać pewnych zasad: przede wszystkim słoik i narzędzia (łyżka) do mieszania powinny być  wyparzone. Ja mieszam ocet specjalną drewnianą łyżką, którą każdorazowo wyparzam, a słoik przechowuję w ciemnym miejscu. Do zrobienia octu można wykorzystać ogryzki jabłek pozostałe np. po przygotowaniu krążków jabłek do suszenia.
A więc póki jabłka jeszcze wiszą na drzewach, wykorzystujmy  je w naszym gospodarstwie domowym.

środa, 12 października 2016

Kiszone warzywa

Nieustannie poszukuję sposobów urozmaicenia mojej diety, która (nie ukrywam) w okresie redukcji była bardzo monotonna, jadłam głównie warzywa gotowane na parze (brokuł, kalafior, fasolka szparagowa), mięso (indyk, kurczak) z grilla elektrycznego bez tłuszczu, kasza z wody, strączkowe z wody, czasem jajo, biały ser lub jogurt naturalny, rzadko owoce - to tak ogólnie. Okres redukcji mam za sobą i teraz dbam o utrzymanie wagi oraz kondycji. Mogę już też zdecydowanie urozmaicić sobie dietę (waga się trzyma, nie mam efektu jojo, hemoglobina glikowana modelowa). Jednak nadal przestrzegam zasad zdrowego odżywiania
Naczelnym przykazaniem dla cukrzyka jest: jeść jak najmniej produktów przetworzonych. Odpadają więc wszystkie dania mączne typu: pierogi, pyzy, paluszki itp. - są dwukrotnie przetworzone, bo najpierw powstaje mąka ze zbóż, a potem ww. danie... Odpadają produkty przetworzone ze sklepu. Szukam więc urozmaicenia.
Moje ostatnie odkrycie to kiszonki. Warzywa dzięki kiszeniu zostają pozbawione cukrów prostych, niewskazanych dla cukrzyka. Proces kiszenia (kwaszenia) polega na przetworzeniu tych cukrów w na kwas mlekowy, co hamuje proces gnilny dzięki podniesieniu pH. Zawarte w kiszonkach sole mineralne oraz kwas mlekowy wpływają korzystnie na trawienie.
Ponieważ ten sposób konserwowania przeprowadzony jest w niskich temperaturach, zachowane zostają zawarte w żywności witaminy, gdyż wpływa na to zakwaszone środowisko. Jest to prosty i tani sposób konserwowania żywności, niewymagający skomplikowanych urządzeń i technologii.
Kiszę właściwie wszystko co możliwe: buraki, cukinię, kalafior, pomidory, paprykę, marchewkę, jabłka, kapustę.

Kiszona cukinia i marchewka;
brokuł niestety nie ukisł - nie nadaje się na kiszonki

Taki garnek sobie sprawiłam
 
Kiszonki warzywne jem na bieżąco - kiszę w kamiennym garnku, a po ukiszeniu przekładam do słoika i przechowuję w lodówce.

Dzisiaj napiszę więcej o wartości buraka czerwonego. Kiszę buraki już drugi miesiąc;
pijemy kiszony sok, a buraczki wykorzystuję czasem do sałatek. Przepisów, jak kisić można znaleźć w necie sporo. Nie używam żadnych skórek chlebowych, kolejny wsad "zaszczepiam" kubkiem kiszonego barszczu z poprzedniej kiszonki. Buraki kiszę w dużym szklanym słoju zakręcanym pokrywką. Przestrzegam też tego, by był wyparzony i każdorazowo wyparzam drewnianą łyżkę, którą sok w słoju mieszam.



Buraki zawierają: witaminy A, B1, B2, B3, B4, B5, B6, B12, C; pierwiastki: żelazo, potas, magnez, wapń, fosfor, miedź, chlor, fluor, cynk, bor, lit, molibden, sód, mangan, kobalt oraz bardzo rzadkie rubid i cez; cukry, białka, bioflawonidy, karoten, betaninę, kwas foliowy, jabłkowy, cytrynowy, szczawiowy, nikotynowy, antocyjany, błonnik. Są niskokaloryczne 100g to tylko 38 kcal. I co ważne dla cukrzyków - można pić sok, jeść surowe (kiszone) buraki, gdyż ich indeks glikemiczny wynosi 30, a gotowane są raczej niewskazane - indeks glikemiczny - 60.

Buraki można wykorzystać do walki z rakiem, anemią, nadciśnieniem, wspomagają pracę wątroby, pomagają walczyć z wrzodami żołądka, zgagą, nadkwasotą, osteoporozą, obniżają cholesterol, oczyszczają organizm. Można by mnożyć jeszcze ich dobroczynne działanie na organizm człowieka. Działają też jako naturalny środek dopingujący: sok z buraków wypity przed treningiem dostarcza energii,  powoduje mniejsze zmęczenie, a na następny dzień przyczynia się do szybszego usuwania zakwasów raz do budowy mięśni i poprawy kondycji.  Sprawdziłam sama - wypiłam przed treningiem dwa kubki soku buraczanego i podczas intensywnych zajęć cardio byłam pełna energii, bardziej wydolna i mniej zmęczona.
Dostałam od koleżanki worek buraków ekologicznych - sok z nich jest wspaniały w smaku. Mojej mamie także zawożę sok z buraków - ma słabe wyniki krwi, mam nadzieję, że buraki przyczynia się do poprawy morfologii.
Dodam jeszcze, że osoby zmagające się z chorobami tarczycy powinny korzystać z dobrodziejstwa kiszonek.

niedziela, 11 września 2016

Schyłek lata

Wrześniowe lato rozpieszcza słońcem. Końcem sierpnia poprałam i spakowałam letnie ubrania - teraz jednak jeszcze je wyciągam. Upały. Nawet wieczory bywają ciepłe. Jedyny dyskomfort to rosa, która leży długo na trawie, w niektórych miejscach w ogrodzie (pod lasem) - nie znika przez cały dzień.
Oczywiście zbieram plony lata: zrobiłam kolejne słoiki soku malinowego, podjadam jeżyny prosto z krzaka, smażę jabłka (jabłek w tym roku mało) i powidła śliwkowe bez cukru (niestety nie mamy swoich śliwek) - są niesamowicie słodkie, nawet takie bez grama cukru.


 
 
Czyszczę orzechy laskowe - okazuje się jednak, że dużo jest uszkodzonych: są sczerniałe lub z dziurką (tzn. do wyrzucenia).


No i delektujemy się kurkami wyrosłymi u nas pod lasem (dziś zebraliśmy też kilka rydzy). A w prezencie od sąsiada dostałam prawdziwki.


 
Takie mi rosną pomidory (zdjęcie chyba sprzed 3 tygodni) - do dzisiaj już sporo się zaczerwieniło i je zjedliśmy:
 
 
Dziś też wyprawiliśmy się do lasu po owoce czarnego bzu. Chwilowo nie mamy za wiele w ogrodzie, bo w celu odnowienia krzewów, wyraźnie je poprzecinałam. Chcę spróbować soku z owoców czarnego bzu i trochę ususzyć (do tej pory zawsze robiłam sok z kwiatów). Ponoć wartości soku z owoców są nieocenione. Sok działa skutecznie na przeziębienie, przeczyszczająco, przeciwbólowo, jako lek odtruwający i pomagający usuwać z organizmu szkodliwe produkty przemiany materii i toksyny w chorobach reumatycznych oraz skórnych. Owoce zawierają glikozydy antocyjanowe, pektyny, garbniki, kwasy owocowe, witaminy (szczególnie dużo C i prowitaminę A), sole mineralne (wapnia, potasu, sodu, glinu i żelaza). Tylko trzeba uważać i nie jeść surowych, bo zawierają toksyczny składnik zwany sambunigryną. Po spożyciu jest on rozkładany do cyjanowodoru, co powoduje poczucie słabości, niekiedy wymioty. Jednak podczas przetwarzania (suszenie, gotowanie itp.) sambunigryna ulega rozkładowi i staje się zupełnie nieszkodliwa.




A w ogrodzie cały czas kwitną cynie - w tym roku wyjątkowo mi się udały:




No i jeszcze zieleń w otoczeniu chałupy:
 
 



 
 

piątek, 13 maja 2016

Szynkowar

sobie kupiłam, żeby robić swojskie, zdrowe, parzone szyneczki.


Ogólnie jestem bardzo zadowolona - pierwsze próby dość udane: powstały szynka z indyka, przemieszana z odrobiną wołowiny i szynka z piersi kurczaka i indyka. Może jedynie za mało mięso doprawiłam. Dało się zjeść, a ponadto ofiarowałam zdrową wędlinkę mojej mamie.



Przyznać się muszę, że pierwsza próba  mi się nie udała. W swym zadufaniu i pewności siebie nie doczytałam o zasadach produkcji i szynka rozpadała mi się na kawałki - jednak te prezentowane dzisiaj na fotkach, to już całkiem udany produkt finalny.

*   *   *
A na koniec dnia ubranko dla lali. Lalka należała jeszcze do mojej córki. Prababcia Wandy przechowała ją w swym przepastnym domu. I teraz kiedy nasza mała wnuczka do nas przyjeżdża, bawi się Jasiem, którego oryginalne ubranko było już mocno sfatygowane. Więc z konieczności lalę należało przyodziać ponownie. Szybko zrobiłam sweterek, spodenki i czapeczkę.  Może w niezbyt porywających kolorach, ale na chybcika poszukanych w zapasach.
Oto Jaś w nowym ubraniu czeka na przyjazd Wandzi:

sobota, 6 lutego 2016

Słodycze bez cukru

Co jakiś czas dzielę się z moimi czytelnikami moimi pomysłami na słodycze bez cukru. Nie ukrywam, że jeżeli jakiś przepis mi się spodoba, a produkt posmakuje, to takie "słodycze" robię dość często. Ostatnio posmakowały mi fasolowe babeczki  i kokosowe kartofelki.
Pierwsze są źródłem białka i głównie służą mi jako "przegryzki" potreningowe. Drugie są już wybitnie "słodką" przekąską np. do kawy.


Fasolowe babeczki

Składniki:
puszka czerwonej fasoli,
2 banany lub ksylitol, albo stewia (2 łyżki),
2 jajka,
4 łyżki kakao,
cynamon, kardamon, imbir, gałka muszkatołowa (po 1/2 łyżeczki,
bakalie: rodzynki, orzechy, żurawina, migdały itp. (co się tam aktualnie ma w domu).

Fasolę opłukać na sicie; wszystkie składniki zblendować, dodać przyprawy i bakalie, wymieszać, nałożyć do silikonowych foremek lub papierowych papilotek (niestety ciasto do nich przywiera); piec w 190 st. C 25 minut.

 
Najczęściej staram się unikać dodawania bananów, które doskonale dosładzają, ale też podnoszą indeks glikemiczny babeczek. Jeżeli ciasto wydaje się za gęste, można dodać wody. A do środka daję takie bakalie, jakie aktualnie mam w domu. Babeczki można też spożywać np. na podwieczorek czy do kawy.
 
Kokosowe kartofelki powstają jako produkt uboczny wytwarzania mleka owsianego lub kokosowego. Po przecedzeniu mleka zostaje mi na sicie pulpa owsiana, albo kokosowa. początkowo ją wyrzucałam, potem jednak wpadłam na pomysł, że może posłużyć jako półprodukt do wykonania kartofelków.
 
Kokosowe kartofelki
I wersja
Składniki:
pulpa pozostała po produkcji mleka owsianego lub kokosowego,
wiórki kokosowe,
1- 1,5 łyżki masła orzechowego.
Do pulpy owsianej dodajemy masło orzechowe, wiórki kokosowe (ile zabierze aby uzyskać konsystencję pasty), mieszamy łyżką. Następnie toczymy kulki w rękach, obtaczamy w wiórkach kokosowych lub zmielonych orzechach. Wkładamy do pojemnika, przechowujemy w lodówce.
Jeżeli mamy bezcukrowe masło orzechowe, możemy pastę dosłodzić ksylitolem lub stewią.
Jeżeli robimy kokoski z pulpy kokosowej, dodajemy mniej suchych wiórków.
 
 
II wersja
Składniki:
pulpa pozostała po produkcji mleka owsianego lub kokosowego,
wiórki kokosowe,
1/2 opakowania serka mascarpone,
stewia lub ksylitol,
gorzka czekolada (90%), 1 płaska łyżka oleju kokosowego. 
 
Składniki jw. mieszamy w misce do uzyskania konsystencji pasty. Formujemy kulki.
W mikrofali topimy czekoladę z olejem kokosowym, polewamy kartofelki. Przechowujemy w lodówce.
Słodziki możemy zastąpić naturalnym miodem.
 

Nie ukrywam, że "kartofelki" są dosyć kaloryczne, zakładam jednak, że nikt się nimi nie będzie objadał (góra 1 - 2) do kawy.
 


poniedziałek, 21 września 2015

Moje desery

Normalnych słodyczy nie jadam ze względu na zawartość cukru. Szukam więc dla siebie alternatywnych deserów. Dziś podzielę się dwoma przepisami na "ciasta", które sobie przyrządzam od czasu do czasu. Jako, że cukru zupełnie nie używam, słodzików też (nie muszę wzbogacać potraw słodzikami, bo przyzwyczaiłam się do naturalnych smaków, nie odczuwam dyskomfortu, że coś tam nie jest słodkie).
Pierwszy deser to tradycyjny sernik na zimno. Przepis bajecznie prosty, a zrobić go można dosłownie z tego, co ma się pod ręką.

Sernik na zimno
Składniki:
3 łyżeczki żelatyny,
2 jogurty 400/500 ml (1,5% lub 2% tłuszczu) np. "Tola" z Biedronki; zamiennie mogą być  sereki homogenizowanym (naturalne), albo twaróg sernikowy (czasem mieszam serek homo z jogurtem),
owoce sezonowe: borówki amerykańskie ( 250 g), albo jedna brzoskwinia itp.
2 łyżki kakao.
Rozpuszczam żelatynę w 1/2 l wody (czekam, aż ostygnie). Do miski przekładam jogurty (lub jogurt z serkiem, lub twaróg sernikowy), dodaję ostudzoną żelatynę, mieszam składniki. 2/3 wylewam do pojemnika plastikowego, do 1/3 dodaję 2 łyżki kakao - mieszam i wylewam do pojemnika w esy-floresy. Wrzucam opakowanie borówek amerykańskich lub pokrojoną drobno brzoskwinię.
Wkładam do lodówki. Jem, kiedy sernik stężeje. Kto lubi bardziej słodkie może dodać ksylitol, lub inulinę - ja nie odczuwam potrzeby, gdyż wystarcza mi słodkość owoców.



Drugie "ciasto": szarlotka sypana ciągle jest w fazie eksperymentów. Bezpośrednią inspiracją była szarlotka sypana Teni. Pierwszą zgodnie z oryginalnym przepisem zrobiłam dla rodziny - była wyśmienita. Potem zaczęłam fazę eksperymentów, by dostosować przepis do moich potrzeb, a więc bez cukru, mąki pszennej, grysiku, no i masła (niestety bez masła nie udaje się uzyskać dobrego efektu smakowego).

Mój wariant szarlotki sypanej:
Składniki:
1 kg jabłek
1 łyżeczka cynamonu 
1 szklanka mąki kokosowej
1 szklanka mąki orzechowej
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
 3-4 łyżki oliwy z oliwek.


Starte  jabłka prażę w rondlu. Suche składniki mieszam w misce i wykładam warstwami na blaszkę (na papier do pieczenia); 1/3 na spód, na to warstwa jabłek, znów 1/3 suchych składników, pozostałe jabłka, ostatnia warstwa suchych składników. Polewam to oliwą z oliwek. Piekę ok. 45 minut w piekarniku (180 stopni).


Próbowałam jedną mąkę zastąpić mąką sojową (nie  wyszło zbyt dobre - smak mąki sojowej przebijał). Próbowałam masło (w oryginale) zastąpić mleczkiem kokosowym - szarlotka nie wchłonęła za bardzo tego mleka. Wersja z oliwą (może być poddawana obróbce termicznej) jest niezła, tylko oliwa jest dosyć kaloryczna. Kolejną wersję spróbuję z płatkami owsianymi zamiast np. mąki orzechowej. Jabłka są dosyć soczyste, puszczają sok, który przesącza ciasto, trzeba ten efekt jeszcze wzmocnić, W oryginale stopione masełko łączy się z jabłkami i cukrem  - daje znakomity smak. W mojej wersji smak jest nieco inny - ja jem z zadowoleniem - mnie taka dietetyczna szarlotka smakuje.
Oczywiście dla rodziny robię normalne szarlotki, np. taką:

niedziela, 30 sierpnia 2015

"Fabryka" aronii

Długo nie pisałam. Materiału zaległego do opracowania mam mnóstwo: mi.in. relacja z wyprawy w Tatry, ciekawostki lokalne itp., tylko o robótkach nic prawie, bo poza kapciami "kolejkowymi" nic nie zrobiłam. Czasu drastycznie mi brak. Dzień staje się wyborem, bo albo napiszę posta, albo stanę do przetworów, albo zaliczę trening. Z konieczności więc wybieram trening (o ciało trzeba dbać), przetwory - bo się owoce skończą, więc blog czeka...
Dziś szybki post o nieocenionych wartościach  aronii. Dojrzewa - suche lato może nie daje owoców zbyt soczystych, za to są bardziej słodkie i chyba mniej cierpkie. U nas w tym roku ptaki odpuściły i aronii nie żreją. Zbieramy więc na potęgę - wiadrami. Nie wiem ile wiader obróciłam już w przeróbce na soki, marmoladki i takie tam inne dziwne przetwory.


Dla rodziny robię sok i konfituro-galaretki. Są to przetwory z cukrem. Smak cudowny (no czasem sobie dziabnę odrobinę).


O wartościach aronii rozpisywać się nie będę - wszystko można poczytać w necie, mi.in. obniża ciśnienie i cukier. I ta druga informacja jest bardzo ważna dla cukrzyków - sprawdzona na mnie.  Jem ją pod różnymi postaciami (bez cukru), np. dodaję do owsianki, albo zblendowane owoce, albo suszone i poziom glukozy po takiej owsiance mam modelowy. A normalnie po owsiance zawsze jest nieco wyższy. A więc cukrzycy do roboty - róbcie przetwory z aronii!


Co robię dla siebie bez cukru?
1.Owoce myję, miksuję dodaję odrobinę kwasku cytrynowego; przekładam do słoików i pasteryzuję. Taką pastę aroniową używam do owsianki lub tzw. zielonych koktajli. Można oczywiście dodać sobie jeszcze inne owoce i wtedy ten smak aronii nie jest taki agresywny.
2.Jw. - zmiksowane owoce daję do gara (wcześniej zalewam je wrzątkiem na dwie godziny), w którym wcześniej podsmażyły się jabłka i gruszki - smażę to wszystko razem uzyskując coś w rodzaju konfitury (do mięs, na chleb, koktajli, owsianki); wzbogacam smak rozdrobnionymi goździkami i cynamonem. Mnie brak cukru nie przeszkadza i doszukuję się w takiej konfiguracji ciekawych smaczków. Muszę jeszcze popróbować zrobić coś takiego z imbirem.
3.Suszę owoce aronii - kupiłam suszarkę do grzybów i owoców i leci na okrągło. Takie owocki znakomite są m.in. do owsianki i mogą zastąpić bardziej kaloryczną żurawinę.


Są osoby, które nie tolerują cierpkiego smaku tego owocu (mnie nie przeszkadza) i przetworów z aronii nie robią. Jak go zniwelować - znalazłam różne rady:
a)zalać owoce wrzątkiem na dwie godziny - potem poddać obróbce np. smażyć konfitury,
b)gotować owoce  na sok z dodatkiem liści wiśni,
c)przemrozić owoce w zamrażarce ok. 24 godz.

To taki szybki post, by zachęcić Czytelników, aby (póki aronia jeszcze jest dostępna) sięgnęli po ten owoc i przygotowali zdrowe przetwory.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails