takie powłoczki na poduszki na krzesła pod altanką (jeszcze przed wyjazdem z Krakowa).
Jako że materiał zawiera dużo niebieskości, a właściwie nawet błękitu nieba, kwalifikuje się do zabawy blogowej Małe Dekoracje u Splocika na maj.
takie powłoczki na poduszki na krzesła pod altanką (jeszcze przed wyjazdem z Krakowa).
Jako że materiał zawiera dużo niebieskości, a właściwie nawet błękitu nieba, kwalifikuje się do zabawy blogowej Małe Dekoracje u Splocika na maj.
Przed wyjazdem z Krakowa zdążyłam jeszcze skończyć haftowanie poduszki Zosi, aczkolwiek nie uszyłam samej poduszki. Pragnę pokazać tylko ukończone jej "lico". Widzę, że nie jest to ładna praca, ale w hafcie krzyżykowym nie jestem dobra, a teraz jak mam już stare i niedowidzące oczy, to jakość pracy zdecydowanie spada.
Poduszkę uszyję zapewne dopiero pod koniec tego roku, kiedy ponownie jesienią zjedziemy do Krakowa. I tak uważam, że ukończenie tego haftu, to mój osobisty sukces, gdyż na co dzień po prostu się tym nie zajmuję.
Zamówiłam materiał w kratkę czerwoną, żeby uszyć bożonarodzeniowy komplet na kanapę do salonu. I tak powstały poszewki na poduszki i pled:
Uszyłam trzy poszewki w kratkę na poduszki, 45/45 cm.
Następnie zajęłam się pledem: 1,5 m szerokości na 2 m długości miał materiał w kratkę i takiej wielkości kupiłam popielaty polar. Wszystko sfastrygowałam i uszyłam na maszynie.
Moje poduszkowe i pledowe dokonania pragnę dedykować zabawie blogowej u Splocika "Małe dekoracje" na grudzień bieżącego roku.
To dopiero druga odsłona mojego wyszywania poduszki Zosi.
Najwięcej trudności sprawiło mi wypełnienie czarnym konturem środków czworokątów. Ileż to ja się naprułam, tego co wyhaftowałam, to moje. Jakoś mi to nie szło. Potem wypełnianie zarysowanych konturów to już sama przyjemność. Prace przyspieszyły z powodu deszczowej aury w maju. Były dni, że lało całymi dniami, co w efekcie przełożyło się na fakt, że w ogrodzie nie dało się pracować. Po prostu tonęło się w rozmoczonej glinie. A, że haftowanie to nie do końca moja bajka, to na poduszce widać drobne błędy i niedociągnięcia. Dla mnie sukcesem jest, że porwawszy się na to co jest dla mnie trudne, udaje mi się to jako, tako realizować:
Nie tak dużo zostało do końca, może uda się nie za długo ukończyć pracę.
Na koniec przyszła poduszka, jako tło dla czerwonych korali. Niosą one jednoznaczne przesłanie dla wszystkich moich czytelników.
a raczej poszewka na poduszkę jest bohaterką dzisiejszego postu. Już kilka lat zamierzałam uszyć tę poszewkę. Tzn. wykorzystać haft krzyżykowy kupiony w lumpeksie, na którym brakowało nieco krzyżyków. I te brakujące krzyżyki stały na przeszkodzie, by użyć do czegoś tego haftu. No i natchnęła mnie trochę wiosna i ciepło, a obrazek wyglądał obiecująco.
Doszyłam krzyżyki i uszyłam poduszkę, z której w ostateczności nie jestem zadowolona. Miała być dżinsowa poszewka, ale zaczęłam eksperymentować i wyszło ni to, ni owo.
Tę poduszkę chciałabym poświęcić zabawie blogowej u Splocika Rękodzieło i przysłowia, albo...3. Pasuje tu, jak najbardziej, cytat: "Humor jest najwspanialszą przyprawą w czasie uczty życia. Śmiej się ze swoich błędów, ale czerp z nich naukę, kpij ze swoich trosk, ale zdobywaj z nich siłę. Obracaj swoje trudności w żart, ale przemagaj je" (Lucy Maud Montgomery).
Jak ulał sprawdzają się słowa: "Śmiej się ze swoich błędów, ale czerp z nich naukę... Obracaj swoje trudności w żart, ale przemagaj je."
Nie pozostaje mi nic innego jak starać się nie popełnić opisanych błędów.
Jako, że marzec dobiega końca czas pokazać moje zmagania z haftowaniem poduszki. Idzie mi kiepsko, wszak nie haftowałam krzyżykami ze 35 lat, albo więcej. Jednak staram się jak potrafię.
A oto moja dotychczasowa praca:
czyli z języka angielskiego Bean Bag zrobiłam dla młodszej wnuczki, która wciąż lubi życie podłogowe. Robiłam na tzw. wyczucie, ostatecznie szerokość to 75 cm, a długość 120 cm. Cały myk polega na innym zeszyciu poduszki.
była mi potrzebna właśnie w kolorze bladego różu, miała pasować do koca z kwadratów pościelonego na łóżku. A ponieważ nie było pod ręką innej poszewki chwyciłam za szydełko i zrobiłam sobie taką w rozmiarze 50 x 50 cm, w kolorze różu na pledzie. Zostało mi po prostu trochę tej włóczki.
Poduszka ta jest dedykowana zabawi blogowej u Splocika "Rękodzieło i przysłowia" i ilustruje przysłowie: "Kompromis to sztuka dzielenia ciasta tak, by każdy dostał największy kawałek". Mnie chodzi o słowo: "kompromis", gdyż poszłam na kompromis z kolorem różowym i sama wykonałam poszewkę (wcześniej chciałam kupić).
Dodam, że nie nacieszyłam się długo poszewką, bo aktualnie nasza Lusia poodgryzała guziki i porobiła swoimi ząbkami dziury na listwach wykończeniowych, tak, że muszę ją zreperować.