Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cukrzyca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cukrzyca. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 października 2016

Pochwała jabłka

Polska jabłkami stoi. W zeszłym roku urodzaj tych owoców i embargo Rosji na zakup polskich jabłek, spowodowały straty naszych sadowników, którzy aby pozbyć się zbiorów - rozdawali je za darmo. I tak byłam świadkiem, kiedy to do podsanockiej wsi przyjeżdżały tiry z tym dobrodziejstwem. Rozdawanie odbywało się na placu przykościelnym - ludziska brali i po kilka (kilkanaście skrzynek). Ponoć jeden z rolników zajechał wozem, nabrał ile się zmieściło. Po co? "Krowy będę karmił". Oburzyło mnie to, gdyż w tym samym czasie mieszkańcy miasta musieli płacić za 1 kg jabłek w granicach 2 zł i więcej. Jednocześnie obserwowałam, że na drzewach w tej samej wsi (i nie tylko) jabłka wisiały do mrozów, aż spadły w trawę i zgniły... Ot polska rzeczywistość...


U mnie w ogrodzie jabłonie owocują co drugi rok. I tak w jednym roku obfitość tego dobra, w kolejnym malutko owoców. Staram się przerobić niemal każde jabłko, tym bardziej, że długo się nie utrzymują (nie mamy odmian zimowych). W tym roku, jabłek mało, zbierałam więc z drzewek samosiejek, które wiosną poprzycinaliśmy z nadzieją, że w przyszłości będą plony (jabłka, choć niewielkie, były twarde i nawet smaczne). Ostatnio dostałam cudne, ekologiczne owoce od sąsiada mojej mamy.


Jabłka lubię i jem (chociaż z umiarem, by nie spożywać za dużo fruktozy). W naszym domu lubi się dania z jabłkami: m.in. szarlotki, jabłka z makaronem lub ryżem, racuszki i naleśniki. Z dodatkiem cynamonu, a czasem imbiru czy goździków - potrawy zyskują niepowtarzalny smak.
Przetwarzam te owoce różnorodnie. Rozgotowuję jabłka i pasteryzuję w słoikach - w zimie wykorzystuję je do owsianki, naleśników, placków.


W tym roku powstała marmolada (bez dodatku cukru), ale za to z owocami pigwowca, co nadało jej oryginalny kwaśnawy smak i wzbogaciło o witaminę C. Ciekawe, że smak marmolady zależał od gatunku owoców. Z jednych był bardziej słodki, z innych bardziej cierpki.


No i w końcu jabłka suszę. Mam potem w zimie zdrową przekąskę w postaci czipsów jabłkowych (bogatych m.in. w błonnik). Suszę je albo w suszarce elektrycznej, albo podsuszam w piekarniku (a potem dochodzą na kaloryferze w  płóciennym woreczku).


Oczywiście cukrzyk powinien pamiętać, że najzdrowsze są surowe, a przetworów jabłkowych nie jeść w nadmiarze. Chociaż i tak jabłka mieszczą się w zakresie niskiego indeksu glikemicznego: jabłko świeże, duszone, i suszone - 35, sok jabłkowy (niesłodzony) - 50. Mają też nie tak dużo kalorii: 50/100g; średnie jabłko waży około 150 g - co daje około 75 kcal na sztukę. Wartości odżywcze jabłek są niebagatelne: zawierają witaminę C, B6, A, E, K, tiaminę, ryboflawinę, niacynę, kwas foliowy, błonnik, pektyny. Wspomagają metabolizm, ponoć mają wpływ na obniżanie cholesterolu, wspomagają walkę z nowotworami, wątrobę, kości, układ krążenia i nerwowy.

Kolejne dobrodziejstwo jabłek - to ocet jabłkowy. U mnie robi się w tym dużym słoju:


Ocet jabłkowy pomaga schudnąć - szczególnie pozbyć się oponki wokół brzucha, obniża poziom cukru we krwi (ważne dla cukrzyków), pomaga obniżyć cholesterol i trójglicerydy. A chociaż jest kwaśny, ma właściwości alkalizujące, odkwasza więc organizm i przywraca właściwe pH organizmu. Przydaje się do leczenia innych licznych schorzeń i dolegliwości. Najlepszy jest zrobiony przez nas w domu - wiemy wtedy co pijemy. Domowy ocet jest nieco mętny, gdyż powstaje w wyniku naturalnej fermentacji bakterii kwasu octowego. Aby się udał należy przestrzegać pewnych zasad: przede wszystkim słoik i narzędzia (łyżka) do mieszania powinny być  wyparzone. Ja mieszam ocet specjalną drewnianą łyżką, którą każdorazowo wyparzam, a słoik przechowuję w ciemnym miejscu. Do zrobienia octu można wykorzystać ogryzki jabłek pozostałe np. po przygotowaniu krążków jabłek do suszenia.
A więc póki jabłka jeszcze wiszą na drzewach, wykorzystujmy  je w naszym gospodarstwie domowym.

środa, 12 października 2016

Kiszone warzywa

Nieustannie poszukuję sposobów urozmaicenia mojej diety, która (nie ukrywam) w okresie redukcji była bardzo monotonna, jadłam głównie warzywa gotowane na parze (brokuł, kalafior, fasolka szparagowa), mięso (indyk, kurczak) z grilla elektrycznego bez tłuszczu, kasza z wody, strączkowe z wody, czasem jajo, biały ser lub jogurt naturalny, rzadko owoce - to tak ogólnie. Okres redukcji mam za sobą i teraz dbam o utrzymanie wagi oraz kondycji. Mogę już też zdecydowanie urozmaicić sobie dietę (waga się trzyma, nie mam efektu jojo, hemoglobina glikowana modelowa). Jednak nadal przestrzegam zasad zdrowego odżywiania
Naczelnym przykazaniem dla cukrzyka jest: jeść jak najmniej produktów przetworzonych. Odpadają więc wszystkie dania mączne typu: pierogi, pyzy, paluszki itp. - są dwukrotnie przetworzone, bo najpierw powstaje mąka ze zbóż, a potem ww. danie... Odpadają produkty przetworzone ze sklepu. Szukam więc urozmaicenia.
Moje ostatnie odkrycie to kiszonki. Warzywa dzięki kiszeniu zostają pozbawione cukrów prostych, niewskazanych dla cukrzyka. Proces kiszenia (kwaszenia) polega na przetworzeniu tych cukrów w na kwas mlekowy, co hamuje proces gnilny dzięki podniesieniu pH. Zawarte w kiszonkach sole mineralne oraz kwas mlekowy wpływają korzystnie na trawienie.
Ponieważ ten sposób konserwowania przeprowadzony jest w niskich temperaturach, zachowane zostają zawarte w żywności witaminy, gdyż wpływa na to zakwaszone środowisko. Jest to prosty i tani sposób konserwowania żywności, niewymagający skomplikowanych urządzeń i technologii.
Kiszę właściwie wszystko co możliwe: buraki, cukinię, kalafior, pomidory, paprykę, marchewkę, jabłka, kapustę.

Kiszona cukinia i marchewka;
brokuł niestety nie ukisł - nie nadaje się na kiszonki

Taki garnek sobie sprawiłam
 
Kiszonki warzywne jem na bieżąco - kiszę w kamiennym garnku, a po ukiszeniu przekładam do słoika i przechowuję w lodówce.

Dzisiaj napiszę więcej o wartości buraka czerwonego. Kiszę buraki już drugi miesiąc;
pijemy kiszony sok, a buraczki wykorzystuję czasem do sałatek. Przepisów, jak kisić można znaleźć w necie sporo. Nie używam żadnych skórek chlebowych, kolejny wsad "zaszczepiam" kubkiem kiszonego barszczu z poprzedniej kiszonki. Buraki kiszę w dużym szklanym słoju zakręcanym pokrywką. Przestrzegam też tego, by był wyparzony i każdorazowo wyparzam drewnianą łyżkę, którą sok w słoju mieszam.



Buraki zawierają: witaminy A, B1, B2, B3, B4, B5, B6, B12, C; pierwiastki: żelazo, potas, magnez, wapń, fosfor, miedź, chlor, fluor, cynk, bor, lit, molibden, sód, mangan, kobalt oraz bardzo rzadkie rubid i cez; cukry, białka, bioflawonidy, karoten, betaninę, kwas foliowy, jabłkowy, cytrynowy, szczawiowy, nikotynowy, antocyjany, błonnik. Są niskokaloryczne 100g to tylko 38 kcal. I co ważne dla cukrzyków - można pić sok, jeść surowe (kiszone) buraki, gdyż ich indeks glikemiczny wynosi 30, a gotowane są raczej niewskazane - indeks glikemiczny - 60.

Buraki można wykorzystać do walki z rakiem, anemią, nadciśnieniem, wspomagają pracę wątroby, pomagają walczyć z wrzodami żołądka, zgagą, nadkwasotą, osteoporozą, obniżają cholesterol, oczyszczają organizm. Można by mnożyć jeszcze ich dobroczynne działanie na organizm człowieka. Działają też jako naturalny środek dopingujący: sok z buraków wypity przed treningiem dostarcza energii,  powoduje mniejsze zmęczenie, a na następny dzień przyczynia się do szybszego usuwania zakwasów raz do budowy mięśni i poprawy kondycji.  Sprawdziłam sama - wypiłam przed treningiem dwa kubki soku buraczanego i podczas intensywnych zajęć cardio byłam pełna energii, bardziej wydolna i mniej zmęczona.
Dostałam od koleżanki worek buraków ekologicznych - sok z nich jest wspaniały w smaku. Mojej mamie także zawożę sok z buraków - ma słabe wyniki krwi, mam nadzieję, że buraki przyczynia się do poprawy morfologii.
Dodam jeszcze, że osoby zmagające się z chorobami tarczycy powinny korzystać z dobrodziejstwa kiszonek.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Suszmy liście czosnku niedźwiedziego

O czosnku niedźwiedzim pisałam  w "Zielniku" oraz tu. Dziś wracam ponownie z tematem. Tym razem pragnę zachęcić moje Czytelniczki i Czytelników (jeżeli tacy są) do zbierania liści czosnku niedźwiedziego i ususzenia. Poza wcześniej opisanymi walorami (w podanych linkach), suszone liście czosnku są znakomitą przyprawą. Dodaję je do mięs (pieczonych i gotowanych), sosów. Szczególnie przypadł mi do smaku sos pomidorowy wzbogacony tym suszem.

 
 
Nazbierałam liści, podsuszyłam je w suszarce na grzyby i owoce. Wysuszone doszły w torebce papierowej położonej na kaloryferze (u nas z powodu zimna jeszcze grzeją).
W całym domu pachnie czosnkiem - nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopiero kiedy wróciłam z pracy, poczułam zapach.

sobota, 6 lutego 2016

Słodycze bez cukru

Co jakiś czas dzielę się z moimi czytelnikami moimi pomysłami na słodycze bez cukru. Nie ukrywam, że jeżeli jakiś przepis mi się spodoba, a produkt posmakuje, to takie "słodycze" robię dość często. Ostatnio posmakowały mi fasolowe babeczki  i kokosowe kartofelki.
Pierwsze są źródłem białka i głównie służą mi jako "przegryzki" potreningowe. Drugie są już wybitnie "słodką" przekąską np. do kawy.


Fasolowe babeczki

Składniki:
puszka czerwonej fasoli,
2 banany lub ksylitol, albo stewia (2 łyżki),
2 jajka,
4 łyżki kakao,
cynamon, kardamon, imbir, gałka muszkatołowa (po 1/2 łyżeczki,
bakalie: rodzynki, orzechy, żurawina, migdały itp. (co się tam aktualnie ma w domu).

Fasolę opłukać na sicie; wszystkie składniki zblendować, dodać przyprawy i bakalie, wymieszać, nałożyć do silikonowych foremek lub papierowych papilotek (niestety ciasto do nich przywiera); piec w 190 st. C 25 minut.

 
Najczęściej staram się unikać dodawania bananów, które doskonale dosładzają, ale też podnoszą indeks glikemiczny babeczek. Jeżeli ciasto wydaje się za gęste, można dodać wody. A do środka daję takie bakalie, jakie aktualnie mam w domu. Babeczki można też spożywać np. na podwieczorek czy do kawy.
 
Kokosowe kartofelki powstają jako produkt uboczny wytwarzania mleka owsianego lub kokosowego. Po przecedzeniu mleka zostaje mi na sicie pulpa owsiana, albo kokosowa. początkowo ją wyrzucałam, potem jednak wpadłam na pomysł, że może posłużyć jako półprodukt do wykonania kartofelków.
 
Kokosowe kartofelki
I wersja
Składniki:
pulpa pozostała po produkcji mleka owsianego lub kokosowego,
wiórki kokosowe,
1- 1,5 łyżki masła orzechowego.
Do pulpy owsianej dodajemy masło orzechowe, wiórki kokosowe (ile zabierze aby uzyskać konsystencję pasty), mieszamy łyżką. Następnie toczymy kulki w rękach, obtaczamy w wiórkach kokosowych lub zmielonych orzechach. Wkładamy do pojemnika, przechowujemy w lodówce.
Jeżeli mamy bezcukrowe masło orzechowe, możemy pastę dosłodzić ksylitolem lub stewią.
Jeżeli robimy kokoski z pulpy kokosowej, dodajemy mniej suchych wiórków.
 
 
II wersja
Składniki:
pulpa pozostała po produkcji mleka owsianego lub kokosowego,
wiórki kokosowe,
1/2 opakowania serka mascarpone,
stewia lub ksylitol,
gorzka czekolada (90%), 1 płaska łyżka oleju kokosowego. 
 
Składniki jw. mieszamy w misce do uzyskania konsystencji pasty. Formujemy kulki.
W mikrofali topimy czekoladę z olejem kokosowym, polewamy kartofelki. Przechowujemy w lodówce.
Słodziki możemy zastąpić naturalnym miodem.
 

Nie ukrywam, że "kartofelki" są dosyć kaloryczne, zakładam jednak, że nikt się nimi nie będzie objadał (góra 1 - 2) do kawy.
 


poniedziałek, 21 września 2015

Moje desery

Normalnych słodyczy nie jadam ze względu na zawartość cukru. Szukam więc dla siebie alternatywnych deserów. Dziś podzielę się dwoma przepisami na "ciasta", które sobie przyrządzam od czasu do czasu. Jako, że cukru zupełnie nie używam, słodzików też (nie muszę wzbogacać potraw słodzikami, bo przyzwyczaiłam się do naturalnych smaków, nie odczuwam dyskomfortu, że coś tam nie jest słodkie).
Pierwszy deser to tradycyjny sernik na zimno. Przepis bajecznie prosty, a zrobić go można dosłownie z tego, co ma się pod ręką.

Sernik na zimno
Składniki:
3 łyżeczki żelatyny,
2 jogurty 400/500 ml (1,5% lub 2% tłuszczu) np. "Tola" z Biedronki; zamiennie mogą być  sereki homogenizowanym (naturalne), albo twaróg sernikowy (czasem mieszam serek homo z jogurtem),
owoce sezonowe: borówki amerykańskie ( 250 g), albo jedna brzoskwinia itp.
2 łyżki kakao.
Rozpuszczam żelatynę w 1/2 l wody (czekam, aż ostygnie). Do miski przekładam jogurty (lub jogurt z serkiem, lub twaróg sernikowy), dodaję ostudzoną żelatynę, mieszam składniki. 2/3 wylewam do pojemnika plastikowego, do 1/3 dodaję 2 łyżki kakao - mieszam i wylewam do pojemnika w esy-floresy. Wrzucam opakowanie borówek amerykańskich lub pokrojoną drobno brzoskwinię.
Wkładam do lodówki. Jem, kiedy sernik stężeje. Kto lubi bardziej słodkie może dodać ksylitol, lub inulinę - ja nie odczuwam potrzeby, gdyż wystarcza mi słodkość owoców.



Drugie "ciasto": szarlotka sypana ciągle jest w fazie eksperymentów. Bezpośrednią inspiracją była szarlotka sypana Teni. Pierwszą zgodnie z oryginalnym przepisem zrobiłam dla rodziny - była wyśmienita. Potem zaczęłam fazę eksperymentów, by dostosować przepis do moich potrzeb, a więc bez cukru, mąki pszennej, grysiku, no i masła (niestety bez masła nie udaje się uzyskać dobrego efektu smakowego).

Mój wariant szarlotki sypanej:
Składniki:
1 kg jabłek
1 łyżeczka cynamonu 
1 szklanka mąki kokosowej
1 szklanka mąki orzechowej
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
 3-4 łyżki oliwy z oliwek.


Starte  jabłka prażę w rondlu. Suche składniki mieszam w misce i wykładam warstwami na blaszkę (na papier do pieczenia); 1/3 na spód, na to warstwa jabłek, znów 1/3 suchych składników, pozostałe jabłka, ostatnia warstwa suchych składników. Polewam to oliwą z oliwek. Piekę ok. 45 minut w piekarniku (180 stopni).


Próbowałam jedną mąkę zastąpić mąką sojową (nie  wyszło zbyt dobre - smak mąki sojowej przebijał). Próbowałam masło (w oryginale) zastąpić mleczkiem kokosowym - szarlotka nie wchłonęła za bardzo tego mleka. Wersja z oliwą (może być poddawana obróbce termicznej) jest niezła, tylko oliwa jest dosyć kaloryczna. Kolejną wersję spróbuję z płatkami owsianymi zamiast np. mąki orzechowej. Jabłka są dosyć soczyste, puszczają sok, który przesącza ciasto, trzeba ten efekt jeszcze wzmocnić, W oryginale stopione masełko łączy się z jabłkami i cukrem  - daje znakomity smak. W mojej wersji smak jest nieco inny - ja jem z zadowoleniem - mnie taka dietetyczna szarlotka smakuje.
Oczywiście dla rodziny robię normalne szarlotki, np. taką:

niedziela, 30 sierpnia 2015

"Fabryka" aronii

Długo nie pisałam. Materiału zaległego do opracowania mam mnóstwo: mi.in. relacja z wyprawy w Tatry, ciekawostki lokalne itp., tylko o robótkach nic prawie, bo poza kapciami "kolejkowymi" nic nie zrobiłam. Czasu drastycznie mi brak. Dzień staje się wyborem, bo albo napiszę posta, albo stanę do przetworów, albo zaliczę trening. Z konieczności więc wybieram trening (o ciało trzeba dbać), przetwory - bo się owoce skończą, więc blog czeka...
Dziś szybki post o nieocenionych wartościach  aronii. Dojrzewa - suche lato może nie daje owoców zbyt soczystych, za to są bardziej słodkie i chyba mniej cierpkie. U nas w tym roku ptaki odpuściły i aronii nie żreją. Zbieramy więc na potęgę - wiadrami. Nie wiem ile wiader obróciłam już w przeróbce na soki, marmoladki i takie tam inne dziwne przetwory.


Dla rodziny robię sok i konfituro-galaretki. Są to przetwory z cukrem. Smak cudowny (no czasem sobie dziabnę odrobinę).


O wartościach aronii rozpisywać się nie będę - wszystko można poczytać w necie, mi.in. obniża ciśnienie i cukier. I ta druga informacja jest bardzo ważna dla cukrzyków - sprawdzona na mnie.  Jem ją pod różnymi postaciami (bez cukru), np. dodaję do owsianki, albo zblendowane owoce, albo suszone i poziom glukozy po takiej owsiance mam modelowy. A normalnie po owsiance zawsze jest nieco wyższy. A więc cukrzycy do roboty - róbcie przetwory z aronii!


Co robię dla siebie bez cukru?
1.Owoce myję, miksuję dodaję odrobinę kwasku cytrynowego; przekładam do słoików i pasteryzuję. Taką pastę aroniową używam do owsianki lub tzw. zielonych koktajli. Można oczywiście dodać sobie jeszcze inne owoce i wtedy ten smak aronii nie jest taki agresywny.
2.Jw. - zmiksowane owoce daję do gara (wcześniej zalewam je wrzątkiem na dwie godziny), w którym wcześniej podsmażyły się jabłka i gruszki - smażę to wszystko razem uzyskując coś w rodzaju konfitury (do mięs, na chleb, koktajli, owsianki); wzbogacam smak rozdrobnionymi goździkami i cynamonem. Mnie brak cukru nie przeszkadza i doszukuję się w takiej konfiguracji ciekawych smaczków. Muszę jeszcze popróbować zrobić coś takiego z imbirem.
3.Suszę owoce aronii - kupiłam suszarkę do grzybów i owoców i leci na okrągło. Takie owocki znakomite są m.in. do owsianki i mogą zastąpić bardziej kaloryczną żurawinę.


Są osoby, które nie tolerują cierpkiego smaku tego owocu (mnie nie przeszkadza) i przetworów z aronii nie robią. Jak go zniwelować - znalazłam różne rady:
a)zalać owoce wrzątkiem na dwie godziny - potem poddać obróbce np. smażyć konfitury,
b)gotować owoce  na sok z dodatkiem liści wiśni,
c)przemrozić owoce w zamrażarce ok. 24 godz.

To taki szybki post, by zachęcić Czytelników, aby (póki aronia jeszcze jest dostępna) sięgnęli po ten owoc i przygotowali zdrowe przetwory.

wtorek, 30 czerwca 2015

Chwalę się

swą udokumentowaną aktywnością fizyczną. Od roku regularnie ćwiczę programy aerobowe, chodzę też z kijami (niestety nieregularnie - zależy to od czasu i pogody). Staram się, doskonalić chodzenie metodą nordic walking, co jednak nie zawsze wychodzi - zależy od dnia, wybranej trasy i ukształtowania terenu. Jeżeli jest to wycieczka górska -  zdecydowanie nie dokumentuję jej jako nordic walking, zapisuję ją jako chodzenie lub wędrowanie.
Aktywność swą zaczęłam dokumentować od połowy maja, kiedy to zmieniłam stary telefon na nowy z androidem. Najpierw czyniłam to za pomocą aplikacji Endomondo i strony do niej przypisanej. I chociaż bardzo podoba mi się układ strony, sposób zapisywania różnych aktywności, statystyki - ostatnio zrezygnowałam z zapisywania chodzenia z tą aplikacją, gdyż okazało się to prawdziwą męką. Endomondo co chwilkę gubiło zasięg GPS - co oznaczało, że nie dokumentowało trasy (a co za tym idzie: dystansu, czasu i spalonych kalorii). Wypróbowałam jeszcze trzy inne aplikacje: RunKeepr, Cardio Trainer i Runtastic, by ostatecznie zdecydować się na tę ostatnią, która GPS-u nie gubi. RunKeepr nie gubi zasięgu - ma jednak w mej opinii, darmowo zbyt mało opcji zestawień statystycznych. Cardio Trainer - jakoś nie do końca mnie przekonało (może jeszcze wrócę do testowania tej aplikacji).
Korzystam jednocześnie z dwóch aplikacji: Endomondo, na                     którym nie rejestruję już treningów na żywo, a  mam udokumentowaną aktywność od maja.  Do rejestracji chodzenia z GPS używam aplikacji Runtastic. Obie aplikacje niewiele się różnią - działają na podobnej zasadzie: rejestrują trasę na mapie (w telefonie), przesyłają na stronę (można potem wszystko sprawdzić w komputerze),   zapisują treningi w kalendarzu, liczą  kalorie, dystans, rozdzielają typy aktywności czasowo i na liczbę spalonych kalorii.
Można aktywnością i treningami pochwalić się na Facebooku (co czynię w przypadku  chodzenia; aktywności aerobowych nie umieszczam na Fb).
Muszę stwierdzić, że dokumentowanie własnej aktywności niezwykle dopinguje. Poza tym daje wyobrażenie ile mniej więcej czasu poświęciło się na treningi i jakie są ich efekty (spalone kalorie).
Dziś podsumowanie  czerwca: przeszłam 113 km, spaliłam 11352 kcal (chodzenie + aerobik). Na dowód zrzut ekranu z Endomondo:


Zachęcam więc Panie do dokumentowania swej aktywności za pomocą aplikacji.



piątek, 24 kwietnia 2015

Czosnek niedźwiedzi kulinarnie

To już ostatnie chwile by zbierać liście czosnku niedźwiedziego. Za chwilkę pokażą się kwiaty i  liście staną się zbyt twarde i łykowate (komu to nie przeszkadza - może je spożywać). Jem czosnek niedźwiedzi już ze trzy tygodnie, od momentu kiedy liście stały się na tyle dorodne, by je zrywać. Trzeba pamiętać, że czosnek niedźwiedzi zawiera sporo witaminy C, obniża cholesterol i ciśnienie, działa przeciwmiażdżycowo, ma dobry wpływ na układ trawienny.


Młode listki czosnku doskonale nadają się do sałatek i surówek. Znakomicie komponują się z mięsem (jako przyprawa). Można z nich zrobić pesto czy leczniczą nalewkę, a nawet ususzyć i używać jako przyprawy.
Moje przepisy z wykorzystaniem liści czosnku niedźwiedziego:
I sałatka
2 jaja ugotowane na twardo,
garść liści czosnku niedźwiedziego,
kilka szczypiorów cebuli siedmiolatki,
jogurt naturalny, szczypta soli morskiej.
Jaja zetrzeć na grubej tarce, dodać pokrojone liście czosnku i cebuli siedmiolatki, posolić, polać jogurtem naturalnym, wymieszać i jeść z chlebkiem czystoziarnistym.

II sałatka
garść liści czosnku niedźwiedziego,
szczypior cebuli siedmiolatki,
zielony ogórek
sól morska, jogurt naturalny.
Pokroić liście czosnku i szczypior, dodać pokrojony na cząstki zielony ogórek, posolić, polać jogurtem. Jeść jak wyżej.

Jeżeli lubimy, możemy do obydwu sałatek dodać biały ser - otrzymamy kolejną, nieco inną smakowo sałatkę.

Bardzo dobrze komponuje się czosnek niedźwiedzi z sałatką, której bazę stanowi upieczony (ugotowany) i pokrojony filet z kurczaka przyprawiony kurkumą. Ja zwykle dodaję do takiej sałatki kukurydzę i drobny makaron. Ostatnio kukurydzę zastępuję ugotowaną ciecierzycą.

Jak moje Czytelniczki zauważyły kulinaria niezbyt mnie interesują. Post ten należy więc bardziej wiązać z tzw. zdrowym odżywianiem, niż ze sztuką kulinarną, której w zasadzie nie uprawiam.

czwartek, 5 lutego 2015

Przepisy na miksturę czosnkową i owsiane ciasteczka

podaję na prośbę Czytelniczek. Nie są to przepisy odkrywcze - podobnych w necie  znajdziemy multum.
Mikstura  czosnkowa - dobra na odporność i przeziębienia. Kiedy człowiek zmaga się z infekcją należy ją pić kilka razy dziennie. Na odporność  - wystarczy 1 - 2 razy dziennie (1 dawka to mniej więcej pięćdziesiątka - dla dorosłej osoby).

Mikstura czosnkowa
4 cytryny,
16 ząbków czosnku,
4 łyżki miodu,
1 l wody letniej przegotowanej.


Obrane ząbki czosnku rozgniatam praską, wrzucam do szklanego słoja (dzbanka). Wyciskarką wyciskam cytryny, sok do słoja. Zalewam 1 l ciepłej przegotowanej wody i odstawiam na 24 godziny. Następnie odcedzam (na sicie) i do otrzymanego płynu daję 4 łyżki miodu - dobrze mieszam. Przelewam miksturę do ciemnych butelek, przechowuję w lodówce.
Można robić mniejsze dawki: 1 cytryna, 4 ząbki czosnku, 1 łyżka miodu, 1/4 l wody.
Kto lubi bardziej słodkie, może dać trochę więcej miodu. Można też dać nieco więcej czosnku - zwiększy się "moc" mikstury. 
Niektórzy nie przecedzają, tylko wszystko trzymają w słoiku i spożywają to, co jest "na górze".

Ciasteczka owsiane
 
1 szklanka płatków owsianych,
1 szklanka otrębów owsianych,
3 łyżki otrębów granulowanych (niekoniecznie),
3 łyżki ziaren słonecznika,
3 łyżki ziaren lnu,
3 łyżki żurawiny,
1/2 opakowania płatków migdałowych, lub rozdrobnionych migdałów,
1 jajo,
1 1/2 szklanki startych, podsmażonych wcześniej jabłek (ja dodaję ze słoika, bo mam zrobione wcześniej) - jabłka ostatecznie można zastąpić sokiem/musem jabłkowym (niesłodzonym) np. z kartonu, wtedy dolewamy "na oko", żeby zmiękczyć suche składniki.
To jest przepis podstawowy - można go dowolnie modyfikować. Np. dodaję orzechy włoskie, pokrojone, suszone morele, suszone śliwki itp. Jeżeli nie mam granulatu - nie dodaję.  Kiedy po produkcji mleka kokosowego zostają mi wiórki kokosowe - również dorzucam do miski; po produkcji mleka owsianego dodaję pulpę owsianą, migdałowego - migdały itd. Można dodać np. aromat do ciasta, jeżeli ktoś lubi. Jeżeli nie dajemy wiórków kokosowych, można dodać cynamon.
Suche składniki mieszam, dodaję jajo i jabłka - dalej mieszam. Jeżeli masa jest za sucha, można podlać ją sokiem jabłkowym (jak nie mamy - wodą przegotowaną).
Z ciasta owsianego formujemy małe kulki, rozpłaszczamy je, układamy na blaszce do pieczenia (ja kładę na papier do pieczenia) i pieczemy około 20 - 25 min. do lekkiego zarumienienia się. Ostudzone przechowuję w blaszanej puszce.


Średnio wychodzi mi 24 niewielkie ciasteczka - po 12  na jeden wsad. Mnie szczególnie smakują ciasteczka z wiórkami kokosowymi; często je zjadam jako deser na podwieczorek. Doskonale tłumią objawy głodu i przyspieszają perystaltykę jelit.

sobota, 31 stycznia 2015

Po wczorajszej

niemal wiosennej aurze, poranek przywitał nas obfitymi opadami mokrego śniegu. Kiedy postanowiłam wyruszyć na zakupy, musiałam się zdrowo namachać przy odśnieżaniu auta (mokrego paskudztwa było pewnie z 15 cm). Mimo, że nie był to wczesny ranek, ulice miasteczka niemal puste (ludzie zapewne obawiali się tej niepewnej i niebezpiecznej pogody). Zdziwiły mnie też luzy na parkingu pod centrum handlowym w mieście. Kiedy wróciłam zabrałam się za kucharzenie. Zrobiłam na obiad paluszki (dla męża i mamy), a następnie zabrałam się za przygotowanie różności dla siebie.
Mleko owsiane:



Na bazie mleka owsianego lub kokosowego robię sobie codziennie owsiankę. Taki słoik mleka  (przechowywany w lodówce) wystarcza mi na trzy razy.
Do wspomnianej wyżej owsianki dodaję około 2 łyżek jabłek ze słoika (rano przed pracą nie mam czasu, by bawić się w ucieranie jabłka), więc daję gotowe ze słoika. A, że zapasy na wyczerpaniu - należało je uzupełnić.


Potem - wykorzystując m.in. pulpę owsianą z mleka owsianego i wiórki kokosowe z poprzedniej produkcji mleka kokosowego upiekłam sobie ciasteczka owsiane. Są one efektem modyfikacji i własnych eksperymentów jakiegoś przepisu znalezionego w sieci. Wzbogacone ziarnami, otrębami owsianymi, płatkami owsianymi, żurawiną itp. stanowią doskonały deser na podwieczorek.


Na koniec przygotowałam miksturę czosnkowo-cytrynową, którą w zimie piję profilaktycznie.



Muszę jednak stwierdzić, że pita kilka razy dziennie, kiedy zapadłam na zapalenie oskrzeli - postawiła mnie na nogi. A herbatka z kwiatów czarnego bzu dała lepszy efekt leczniczy, aniżeli jakiekolwiek syropy. Polecam więc naturalne sposoby walki z przeziębieniami. Miksturę po 24 godzinach odcedzam, dodaję miód, następnie przelewam do ciemnych butelek, które przechowuję w lodówce.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Moje zmagania cd.

Wiem, wiem, że przynudzam o cukrzycy. Jednak dziś chciałabym się trochę pochwalić. Pod koniec listopada doczekałam się na wizytę u diabetologa. Zapisał mi plik badań. I z wyników jestem bardzo zadowolona. Na początek cholesterol (20 lat miałam podwyższony i nic go nie ruszało), teraz w normie i całkiem niezły HDL i LDL, trójglicerydy spadły do dolnej granicy normy. I to co najważniejsze: glukoza na czczo z krwi żylnej: 86. W domu borykałam się z glukozą poranną - jakoś nie chciała zejść poniżej 100 (teraz w porywach się zdarza). Oznacza to, że być może glukometr ma jakąś granicę błędu. W ciągu dnia cukier nigdy nie skacze mi powyżej 140 (oczywiście bardzo się pilnuję z jedzeniem). HbA1c - 6,5% - dążyłam do tego wyniku. Są i nieco gorsze wskazania - za wysoki poziom mocznika we krwi (muszę jeść mniej białka) oraz gorsze wyniki badań prób wątrobowych - co oznacza kiepską pracę wątroby (tak podejrzewałam). Badania pepetydu C  - na razie w Sanoku niemożliwe (nie robią), muszę jeszcze zadzwonić do jednego z laboratoriów. Ma pomóc w doborze leków (stężenie peptydu C we krwi odpowiada stężeniu wydzielanej insuliny). Krótko mówiąc, wyrównałam cukrzycę w ciągu 4,5 miesiąca od diagnozy. Oczywiście należy pamiętać, że samo nie przyszło: dieta (zero cukru, zero tłuszczu - poza roślinnym), dużo ruchu. Tak brzmi bardzo, bardzo skrócona recepta. Jestem żywym dowodem, że można, jeżeli się tylko chce. No i dodam jeszcze, że jest mnie mniej o 15 kg.

czwartek, 20 listopada 2014

Komentarz do komentarzy posta z 19.11.2014 r.

Zacznę od ciapary. Agnieszko to jest kot. Wracałam z "dziewczętami", znaczy się z psicami już niemal o zmroku, kiedy wypatrzyły kota. Kocisko ewakuowało się na wysokie drzewo, one szczekały pod. Cyknęłam fotkę - nie wiedziałam co wyjdzie. A po zrzuceniu zdjęć na komputer okazało się, że oczyska kocie wyszły niesamowicie...
Ula - jak sama potwierdzasz, zmiany w kuchni wpływają dobrze na wszystkich domowników.
Utkane z pasji - ja nie cierpię i nie przeżywam żadnego dyskomfortu z powodu zmiany trybu odżywiania, po prostu tak postanowiłam i już. Przecież jak setki osób w podobnej sytuacji, jeśli zechcę, mogę złamać swoje postanowienia. Życiem cieszę się bardziej, niż poprzednio: mogę w końcu kupować mniejsze rozmiary ciuchów i ubierać się modniej, zaczęłam ponownie robić bardziej staranny makijaż (jak byłam gruba - to jakoś mi się nie chciało), mam zdecydowanie lepszą kondycję fizyczną, nie dokucza mi ból stóp (bolały mnie przez ostatnie 10 lat - okresowo tak, że kiedy pomyślałam, że mam wstać z fotela i iść - to mnie to przerażało), nawet kręgosłup już tak nie dokucza jak dawniej. Jedyny minus - to niestety zmarszczki, przydałby się botoks (żart).
Mario - pigwowca mam w ogrodzie. Dawniej z owoców robiłam soki i nalewki. W tym roku wykorzystałam dla siebie. Owoce wyczyszczone z gniazd nasiennych zostały starte (przepuściłam pigwę przez przystawkę do maszynki do mięsa - grube oczka) i włożyłam do słoików, mocno ubiłam, zakręciłam i zagotowałam słoiki. Po otwarciu trzymam w lodówce i dodaję do czego mi tam pasuje. Pigwa ma mnóstwo witaminy C. Kiedy mogłam, piłam sok (z cukrem) do herbaty.
3nereida - na razie świadomie jeszcze nie sięgam po czekoladę (w szafce jest), wiem, że można od czasu do czasu zjeść gorzką 70-80%, ale jeszcze nie.
Zielone koktajle są wspaniałe - te moje to wersja uboga. Jednak jeżeli nie cierpi się na cukrzycę, można je robić na bazie soku jabłkowego, jogurtu, różnego mleka (kokosowe, owsiane itp.), z bananem, który zupełnie zabija smak np. selera naciowego. Tu znajdziesz różne przepisy - niektóre kompozycje są bardzo smaczne. Potem już nie trzeba przepisów - człowiek sam komponuje różne napoje. Jest to niewątpliwie bomba minerałów i pierwiastków potrzebnych organizmowi.
Ewo - już bez zbytniego dyskomfortu nie jem ciast i słodkiego; teraz np. zauważam, że owoce są bardzo słodkie. Czasem mąż ma ochotę na coś słodkiego i biegnie do cukierni - zawsze pyta czy mi coś kupić. Po prostu nie jem i już.
Ogólnie drogie Panie - proponuję, by tego sposobu odżywiania nie nazywać dietą, a określić mianem zdrowego odżywiania. Generalnie to takie jedzenie i ćwiczenia fizyczne - to nic innego jak prowadzenie zdrowego trybu życia.

środa, 19 listopada 2014

Moje zmagania cd.

Napisałam wcześniej, że sukcesem w zwalczaniu cukrzycy typu 2 jest utrzymanie następujących proporcji:  30% leki, 30% dieta, 30% wysiłek fizyczny, 10% samokontrola. Leki wszystkiego  nie załatwią, pacjent musi zachować samodyscyplinę zarówno w jedzeniu, jak i dawkowaniu sobie ruchu. Być może zabrzmi to paradoksalnie, ale pomimo zdiagnozowanej i leczonej cukrzycy generalnie czuję się znacznie zdrowiej. Straciłam na wadze 14 kg i nie odczuwam, żadnego dyskomfortu wynikającego ze zmiany w trybie odżywiania się. Owszem musiałam się uczyć przez ostatnie kilka miesięcy, co jeść należy, a czego nie, jakie produkty ograniczać czy też rezygnować z nich całkowicie, a jakie nowe wprowadzić do diety. Przyzwyczaiłam się już do nowego modelu odżywiania, bez zbytniego poczucia wyrzeczenia odmawiam w towarzystwie zjedzenia kawałka smacznego ciasta...
Dziś chciałabym napisać o tym co jadam, czyli przedstawić przykładowy jadłospis. Przyznać muszę, że nie ograniczam się specjalnie z jedzeniem i jem 5-6 razy dziennie. Staram się pilnować stałych godzin posiłków, jednak życie nie zawsze to umożliwia.
Śniadanie: owsianka na mleku (składniki: 1 szkl. mleka, 2 łyżki otrąb owsianych, 2 łyżki płatków owsianych, 2 łyżki ziaren słonecznika, 2 łyżki jabłek ze słoika - starte, zawekowane, 1 łyżeczka pigwy, 1/2 łyżeczka cynamonu).
II śniadanie: koktaj "zielony"; mieszam co mam, ale obowiązkowo zawsze 1-1,5 łodygi selera naciowego, 1/4 avocado, 2 łyżki oleju lnianego i teraz różnie: czasem 1/4 gruszki lub jabłka, ostatnio kawałek cukinii, nać zielonej pietruszki, albo selera, liście rucoli, 1 łyżeczka  pigwy. Zalewam te składniki szklanką  przestudzonej zielonej herbaty lub wody mineralnej, blenduję i spożywam na drugie śniadanie.
Obiad: mięso (indyk, pierś z kurczaka, wołowina, schab itp.) lub ryba; brokuł, fasolka szparagowa, brukselka (zamiennie)  - gotowane na parze, czasem 2 łyżki brązowego ryżu lub kaszy jaglanej, lub w to miejsce zgotowana fasola, ciecierzyca lub soczewica; surówka z sałaty lub kapusty pekińskiej, mix sałat wzbogacone pomidorem, ogórkiem kiszonym itp. lub surówka z kiszonej kapusty z marchewką i kawałkiem jabłka (lub bez). Surówki zawsze polane olejem rzepakowym, albo oliwą z oliwek, lub olejem słonecznikowym.
Podwieczorek: kubek (250 g) jogurtu naturalnego. Niekiedy ten podwieczorek zamienia się z obiadem i kiedy wiem, że do domu wracam później, jem najpierw podwieczorek, a obiad wskakuje w jego miejsce.
Kolacja: zamiennie: miseczka białego sera z jogurtem; pasta z białego sera z wędzoną rybą i oliwkami; jajecznica z 2 jaj (bez tłuszczu); czasem kanapki z 2 kromek chleba "ProBody" z wędliną - do tego surowe warzywa: papryka, pomidor, cukinia, ogórek, sałata, cykoria itp.

Ze śniadania w postaci owsianki nie jestem w stanie zrezygnować, gdyż stanowi jedyną namiastkę słodkości spożywaną przeze mnie. Wręcz zawsze czekam na takie śniadanie.
Zwykle "zielony" koktajl zabieram ze sobą do pracy w kubku termicznym.
Mięso obiadowe zawsze przyrządzam bez tłuszczu. Gulasz, pierś podsmażam na patelni ceramicznej, potem przekładam do rondelka i podgotowuję z przyprawami i warzywami. Często robię mięso w rękawie, albo w naczyniu żaroodpornym w piekarniku (bez tłuszczu); plastry schabu piekę bez tłuszczu na patelni lub grillu elektrycznym, następnie podgotowuję w wodzie z przyprawami). 
Nie opracowałam jeszcze dla siebie dobrego podwieczorka - bo nie zawsze zachwyca mnie jogurt - jest po prostu wygodny do zabrania ze sobą, kiedy muszę przestawić kolejność posiłków.
Jeżeli dopada mnie głód lub chęć na przekąszenie czegoś - jem kilka migdałów.
Przyświeca mi zasada, by spożywać potrawy o niskim lub średnim indeksie  glikemicznym. Ostatnio, by poprawić wyniki, prawie nie jem owoców (ćwiartka, jabłka lub gruszki do koktajlu - to maksimum). Odkryłam natomiast nowe nieużywane dotąd przeze mnie ziarna: soczewicy i ciecierzycy. Ta ostatnia zachwyciła mnie smakiem i uważam, że świetnie nadaje się do wielu potraw m.in. do sałatek. Dobrze sprawdza się kiszona kapusta, zarówno jako surówka jak i przekąska.
Jako, że należę do osób, które jakoś niespecjalnie realizowały się w kuchni, teraz też się nie wysilam z gotowaniem (nie chce mi się). To co jem i w takiej formie zupełnie mnie satysfakcjonuje.
Kolejnym razem napiszę czym jeszcze wspomagam swoją dietę poza olejami i oliwą z oliwek.

piątek, 14 listopada 2014

Światowy Dzień Cukrzycy

przypada na 14 listopada, stąd mój powrót do tematu tej choroby. Jeszcze tylko parę słów na temat samego święta.

Światowy Dzień Cukrzycy został ustanowiony w 1991 r. przez Międzynarodową Federację Diabetologiczną i Światową Organizacją Zdrowia. To właśnie 14 listopada przypada rocznica urodzin odkrywcy insuliny: Fredericka Bantinga. Głównym celem akcji jest zwiększenie świadomości szerokich kręgów społeczeństwa odnośnie przyczyn, objawów, sposobu leczenia i powikłań związanych z cukrzycą. Światowy Dzień Cukrzycy przypomina, że liczba przypadków cukrzycy wzrasta i nadal będzie wzrastać, o ile nie zostaną podjęte natychmiastowe działania prewencyjne. Szacuje się, że około 285 milionów ludzi na świecie choruje na cukrzycę, z czego 90% cierpi na cukrzycę typu 2 (tzw. cukrzyca dorosłych), do której w dużej mierze przyczynia się otyłość i niezdrowy styl życia. Prognozy na przyszłość są również bardzo niepokojące – do roku 2030 liczba chorych może się nawet podwoić. W Polsce na cukrzycę choruje 3 mln osób z czego milion nie wie, że jest chora.
Każdego roku Światowy Dzień Cukrzycy jest skupiony wokół określonego tematu. Omawiane problemy obejmowały cukrzycę i prawa człowieka, cukrzycę oraz styl życia, cukrzycę i jej związek z otyłością, cukrzycę jako chorobę często dotykająca osoby w trudnym położeniu życiowym oraz cukrzycę u dzieci i młodzieży. W latach 2009-2014 tematem Dnia jest edukacja i profilaktyka cukrzycy.
Ze swej strony dodam, że sukces w zwalczaniu cukrzycy zapewnią takie proporcje w działaniu: 30% leki, 30% dieta, 30% wysiłek fizyczny, 10% samokontrola (pomiary glikemii na glukometrze).

wtorek, 14 października 2014

Moje zmagania cd.

Dziękuję za liczny odzew na post: "Moje zmagania". Za słowa wsparcia, rady, zachętę do dalszej pracy nad sobą. Odezwały się licznie osoby zdrowe, dotkniętych cukrzyca raczej niewiele. Jednak nie zmienia to mojego wcześniejszego zamiaru, że od czasu do czasu coś na temat cukrzycy napiszę. Dziś nieco o pracy nad utratą wagi ciała. Właściwie odchudzać zaczęłam się zanim zdiagnozowano cukrzycę (jakieś 3 tygodnie wcześniej). Doszłam do takich rozmiarów, że zaczęłam już kupować ubrania większe (największe jak do tej pory). Jakoś mój dawny rozmiar 42/44 dziwnie się powiększył... Był to ostateczny sygnał,  żeby zabrać się za siebie. Lato sprzyjało, a córka moja, pracująca nad odzyskaniem formy i linii po ciąży, poleciła mi książkę Chodakowskiej. Zaczęłam więc od gotowania potraw zaproponowanych przez panią Ewę. Jak się później okazało, przepisy te w dużym stopniu wpasowują się w dietę cukrzyka. Na początek też zdecydowanie zwiększyłam dzienną aktywność fizyczną (co najmniej godzina bardzo szybkiego marszu z kijami).
Zdrowe odżywianie a nie głodzenie się, pięć małych posiłków dziennie, zero słodyczy, słodzonych soków owocowych, sosów, pieczywa, makaronów, pierogów, knedli itp. szybko przełożyło się na utratę średnio jednego kg na tydzień i gdzieś do połowy sierpnia schudłam sześć kg. Potem jeszcze dwa. Wrzesień przyniósł kolejna utratę dwóch. Razem dziesięć kg. Teraz walczę o jedenaste kilo.
W międzyczasie zdiagnozowano cukrzycę, więc poczytawszy na temat odżywiania, zaczęłam sprawdzać indeksy glikemiczne poszczególnych produktów, by wybierać te o najniższym. Jem dużo warzyw, ryb, trochę mięsa (głównie gotowanego),  nabiału (najczęściej biały ser i czasem jajka; ostatnio mały kubek jogurtu naturalnego). Stałym "posiłkiem" jest spożywanie - przeważnie na drugie śniadanie zielonych koktajli. Bazą zawsze jest seler naciowy (IG 15) blendowany z różnymi dodatkami: kawałek awokado, kawałek brzoskwini, szpinak, rucola, śliwka, gruszka itp.do tego dodaję łyżkę otrąb owsianych, 2 łyżki oleju lnianego i rozcieńczam zimną zieloną herbatą lub wodą mineralną (niegazowaną). Jest to napój o niskim IG i raczej małokaloryczny, ale bardzo zdrowy. Zawsze rano przygotowuję sobie taki koktajl do kubka termicznego  i zabieram do pracy na drugie śniadanie. Ostatnio wprowadziłam do diety chlebek "Pro-biotyk" (ziarna) - nie podnosi mi cukru, zjadam co drugi dzień 1-2 kromeczki.
Druga ważna rzecz - ruch.  Kiedy dni zaczęły robić się krótsze, nie zawsze udaje mi się po powrocie z pracy iść z psami i kijami, więc od września wprowadziłam ćwiczenia fitness - są to przeważnie treningi E.Chodakowskiej z YouTube. I przyznać muszę, że początkowo była to porażka. Nie mogłam wykonać poprawnie i wytrzymać większości ćwiczeń. Jednak po prawie 1,5 miesiąca ćwiczeń, są zdecydowane efekty: tkanka tłuszczowa się zmniejszyła, masa mięśniowa zwiększyła. Kondycja wzrosła - co jest widoczne podczas wędrówek górskich. Dawniej wspinaczka pod strome wzniesienie okupiona była przystankami, urywanym oddechem, czerwona twarzą i oczyma zalanymi potem. Teraz mogę iść pod górę, jak czołg, nie muszę tak często odpoczywać.
Kiedy zbyt późno wracam z pracy i nie mam możliwości wyjścia - biegam 4 x 3 piętra w moim bloku. To też jest ruch.
Reasumując: do utraty wagi przyczynia się: zdrowe odżywianie i dużo, dużo ruchu oraz oczywiście konsekwencja. W moim przypadku właściwe odżywianie i ruch - poza schudnięciem - ma wspomagać leki w obniżaniu cukru we krwi. Przyznam, że w tym czasie (od początku lipca) ze słodkich rzeczy zjadłam: 2 kawałki tortu (jeden na weselu, drugi na roczek wnuczki), 3 śliwki w czekoladzie, 3-4 pomadki z likierem, kawałek gorzkiej czekolady w górach. Owszem czasem mnie nachodzi na słodkie - ale trwam w uporze. Może, kiedy ustabilizuję wagę i cukier czasem sobie pozwolę na więcej.
Teraz właściwie nie mam co na siebie włożyć, gdyż ubrania stały się za duże (nawet te mniejsze, które czekały na moje schudniecie). Znalazłam się między rozmiarem już nie 42, ale jeszcze niezupełnie 40. Nawet spodnie od córki (kiedy schudła, dała je mnie), w które w sierpniu nie wchodziłam - teraz wiszą mi na tyłku. Na piątek potrzebuję ubrać się bardziej reprezentacyjnie - muszę sobie kupić nowy żakiet i coś na tyłek, gdyż po dzisiejszych próbach stwierdziłam, że dawny  kostium, po prostu na mnie wisi.

sobota, 4 października 2014

Moje zmagania...

Niewiele piszę na moim blogu o problemach osobistych - nie mam tego w zwyczaju. Swoje sprawy zwyczajowo załatwiam w czterech ścianach własnego domu. Jednak temat dzisiejszy - tak sądzę - nadaję się do podzielenia z Czytelnikami. Być może moje doświadczenia komuś się przydadzą. W lipcu zdiagnozowano u mnie cukrzycę typu 2. Oczywiście szok. Zawsze mi się wydawało, że odżywiam się dość zdrowo, mam dość dużo ruchu i jeżeli nawet przytyłam w ostatnim czasie, to jest to wynik mojego nawyku podjadania słodyczy, nad którym mogę zapanować. No cóż wyrok był jednoznaczny. Wraz z diagnozą uświadomiłam sobie (poczytawszy szczegółowo tu i ówdzie o tej chorobie), że różne objawy były już wcześniej - składałam je jednak na karb przemęczenia, starzenia się itp. Z drugiej jednak strony uwarunkowania genetyczne powodowały, że znajdowałam się w grupie ryzyka (choruje moja mama od lat czterdziestu, zapadł na cukrzycę  mój brat kilka lat temu).
No więc trzeba było podjąć walkę. Lekarka rodzinna zaczynała ostrożnie zapisała mi 1 tabletkę leku "Siofor 500". Jak się okazało w pierwszym miesiącu leczenia - była to dawka za mała. Została włączona druga tabletka. Zażywam je przy obiedzie i kolacji. Moja świadomość cukrzycowa rosła wraz z upływem czasu i samokształceniem na ten temat. Więc najpierw zmiana nawyków żywieniowych. I nie ma tak, że np. zawsze smażyłam na oleju, a nie na smalcu, to dalej smażę. Zmiany są bardziej radykalne. Wystarczy wspomnieć tylko tyle, że kiedy robię pierogi i rodzina zajada je z apetytem, ja tych pierogów nie jem. Nie mam jednak jakiejś specjalnie określonej i przygotowanej przez dietetyka diety. Kieruję się bardziej zdrowym rozsądkiem i sprawdzaniem indeksu glikemicznego spożywanych produktów. Następnie ruch i ruch, i jeszcze raz ruch. I to tłumaczy, że w ostatnich miesiącach na robótki i blogowanie czasu było mniej. Walczyłam z cukrem i wagą.
Dziś jeszcze nie mogę powiedzieć, że cukrzyca mi się wyrównała (chyba jeszcze za mało czasu upłynęło), jednak wczoraj byłam u lekarza i po pierwszych badaniach od zdiagnozowania jest zdecydowana poprawa wyników.
Po pierwsze mogę się pochwalić, że schudłam w trzy miesiące 10 kg, pod drugie pierwszy raz od lat ponad dziesięciu załapałam się na górny wprawdzie, ale już w normie, wynik cholesterolu (z 276 zjechał do 198) - wiem, że jeszcze wysoko, ale nigdy nie udało mi się obniżyć wyniku nawet do ok. 220. Trójglicerydy zredukowane ze 124 na 52. No wynik  HbA1c niestety jeszcze 7,22%, ale obejmuje  jeszcze czas z pierwszego miesiąca po zdiagnozowaniu, kiedy cukry były jeszcze wysokie. Nie jestem w stanie obniżyć glukozy na czczo na niżej, niż 100; utrzymuje się w średnich granicach ok. 105- 110 - jednak porównawczo do początków po zdiagnozowaniu jest zdecydowana poprawa. W każdym razie pani doktor stwierdziła, że jak na tak krótki czas - jest rewelacyjnie. Moja - nie ukrywam - niekiedy katorżnicza  praca nad własnym organizmem, przyniosła efekty. No bo normalnie raczej nie chce się kobiecie po szećdziesiątce ćwiczyć przed komputerem około godziny 22.00 - 23.00 trening trwający +- 40 min.,  tak, by pot lał się strugami. Dawniej nie ćwiczyłam, bo wydawało mi się, że już jestem na to za stara. Inna forma aktywności wprowadzona z konieczności (poza chodzeniem z psami i kijami lub wycieczki górskie), to bieg jednorazowo 4 x 3 piętra w moim bloku (czasem tak biegam ze 3 razy dziennie). Sąsiedzi spoglądają z politowaniem, jednak nie komentują. No cóż - to wszystko przełożyło się na noszenie ubrań mniejszych o dwa rozmiary. Te kupione na wiosnę są zdecydowanie za duże. Dobrze, że kiedy w czerwcu pakowałam rzeczy do oddania, nie pozbyłam się tych wszystkich wcześniej za małych. Nie muszę teraz całkowicie odnawiać garderoby.
O żywieniu i innych wspomagaczach w walce z chorobą - innym razem. Dziś chciałam tylko podzielić się z Wami  drobnym na razie, ale wyraźnym sukcesem. Wiadomo z cukrzycy się człowiek nie wyleczy, ale może mieć na jej przebieg zdecydowany wpływ i to muszą sobie uświadomić wszyscy chorujący.
Idę więc się przebrać, żeby przećwiczyć kolejny trening.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails