Showing posts with label nerkowce. Show all posts
Showing posts with label nerkowce. Show all posts

2010-04-27

Brzydkie, ale smaczne - pesto rosso.

Pesto rosso jest chyba jednym z najmniej fotogenicznych sosów jakie robiłam. Składniki same w sobie są piękne i smakowite - świeża bazylia, suszone pomidory, oliwa z oliwek... po zmiksowaniu jednak... hmm... Niech to Was jednak nie zniechęci - pesto rosso jest przepyszne i niezastąpione nie tylko do makaronu ale i do bruschetty, sałatki makaronowej, grillowanego kurczaka czy warzyw. Smak pesto rosso jest mocny i wyraźny, bardzo pomidorowy, z kremową nutą dzięki nerkowcom i aromatycznym akcentem bazyliowym. Dla nieśmiałych i początkujących polecam zaczać od małej ilości sosu i dodać więcej w razie potrzeby. W lodówce można je przechowywać dłużej niż pesto alla genovese, o którym pisałam ostatnio.

Pesto rosso nazywane bywa też pesto alla siciliana. I chociaż na Sycylii jeszcze nie byłam, to już samo przygotowanie tego sosu przenosi mnie na słoneczne południe Włoch. Tak jak i pesto alla genovese wersji pesto alla siciliana jest dużo. Spotkałam się z dodatkiem oliwek, kaparów, a nawet pietruszki. Zachęcam do eksperymentów, a dzisiaj zapraszam na moją ulubioną wersję pesto rosso :)


Pesto rosso (pesto alla siciliana)

szklanka świeżej bazylii
3 łyżki świeżo startego parmezanu
6 suszonych pomidorów (z oliwy)
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
1 łyżka orzeszków pinii (opcjonalnie, ja jednak bardzo je lubię)
3 łyżki nerkowców (najlepiej podprażonych na suchej patelni)
1 żąbek czosnku (obrany i pokrojony w plasterki)
1/2 łyżeczki soli
świeżo zmielony pieprz do smaku

Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos. Można przechowywać w lodówce do tygodnia: umieścić w czystej miseczce, wylać łyżkę / dwie oliwy tak by utworzyła cienką warstwę na pesto, szczelnie przykryć folią spożywczą.
Gdyby sos był za gęsty przed podaniem można go rozrzedzić odrobiną wody z gotowania makaronu.

2010-04-25

Zielono mi - bazyliowe pesto.

Czy wiecie skąd pochodzi nazwa "bazylia" (ang. basil)?
Jak wyczytałam w Larousse Gastronomique - od greckiego słowa basilikos, którego znaczenie jest "królewski", albowiem tylko osoba należąca do rodziny królewskiej mogła zrywać bazylię. :)

Bazylia to moja ulubiona przyprawa. Uwielbiam jej zapach przywodzący na myśl cytrynę i jaśmin, wspaniały zielony kolor i to jak idealnie komponuje się z moimi ulubionymi pomidorami i mozarellą. Uwielbiam bazylię świeżą, prawie nie uznaję suszonej, gdyż traci ona większość swojego aromatu. Świeża niestety potrzebuje dużo słońca, którego w Polsce mamy tak niewiele. Dlatego teraz, będąc w jesiennym już, ale wciąż słonecznym Buenos Aires, korzystam i zajadam się bazylią. Wielki pęczek, odpowiednik 2 krzaczków, które można kupić w Polsce w supermarkecie, kosztuje zaledwie 3 peso (ok. 2 zł). Trwałość zerwanej bazylii jest jednak bardzo krótka, dlatego co drugi dzień robię pesto.


Genialny pomysł by zatrzymać zapach i smak bazylii poprzez utarcie jej z oliwą z oliwek, orzeszkami pinii i parmezanem pochodzi z Ligurii we Włoszech. Obowiązkowy jest także dodatek ząbka czosnku, czasami dodaje się także orzechy włoskie i łyżkę owczego sera pecorino o nieco ostrzejszym niż parmezan smaku. Tradycyjnie pesto uciera się w moździerzu, jednak bez obawy możemy je zmiksować blenderem lub malakserem. Gotowe pesto, które możemy kupić w supermarkecie to dobry fast food nieporównywalny jednak do pesto zrobionego w domu ze świeżych składników.

Do kluczowych skłądników pesto należy dobra oliwa z oliwek (najlepiej extra virgin), orzeszki pinii i duża ilość słonecznej bazylii. Tylko z najlepszych składników uzyskamy pyszny sos, który możemy użyć nie tylko do makaronu. Pesto idealnie nadaje się jako pasta do grzanek, jako dodatek do pieczonej ryby (np. łososia), zupy czy też jako sos do duszonych czy piecznych warzyw (np. cukinii i bakłażana). Nie wyobrażam sobie mojej kuchni bez pesto; sama się sobie dziwię, że pisze o nim dopiero teraz.

Z rzeczy ważnych: bazyli nie można podgrzewać. W gotowaniu dodaje się ją na samym końcu, tuż przed podaniem potrawy. Bazylia pod wpływem ciepła ciemnieje i staje się gorzka. Gotowe pesto przechowuję szczelnie przykryte w lodówce do maksymalnie tygodnia (chociaż najepsze jest świeże - z czasem ciemnieje).  Dodaję je do ugotowanego i odsączonego makaronu i już go nie podgrzewam - wystarczy wymieszać ciepły makaron z sosem. Pesto pasuje do każdego makaronu, chociaż ja najbardziej lubię je z pełnoziarnistym penne lub rigatoni. Prawie zawsze do pesto dodaję także dwa / trzy orzechy włoskie (oprócz pinioli), czasami też nerkowce. Jako, że uwielbiam orzechy często dodatkowo prażę dodatkową porcję na suchej patelni i posypuję nimi gotowy makaron.

Dzisiaj zapraszam na pesto alla genovese (Genua - port i miasto, stolica regionu Liguria), czyli tradycyjne zielone pesto bazyliowe. Klasyka. Jutro natomiast zapraszam na pesto alla siciliana, znane też jako pesto rosso z dodatkiem suszonych pomidorów.


Pesto alla genovese

duży pęczek bazylii (ok. 1,5 - 2 szklanek)
3 łyżki orzeszków pinii (najlepiej podprażonych na suchej patelni)
3 połówki orzechów włoskich
3-4 łyżki startego parmezanu
1 ząbek czosnku (obrany i pokrojony w plasterki)
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
1/4 łyżeczki soli (lub do smaku)
szczypta świeżo mielonego pieprzu do smaku

Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos. Gdyby sos był za gęsty można dodać więcej oliwy z oliwek (ale istnieje ryzyko, że będzie za tłusty) lub rozrzedzić odrobiną wody z gotowania makaronu (byle nie wrzącej!).

2009-11-15

Bardzo orzechowy chlebek bananowy



Bardzo orzechowy chlebek bananowy jest moją wariacją na temat chlebka bananowego Sophie Dahl. Jest bardzo prosty wykonaniu, ale bardzo bogaty i smakowity. Bez wahania nazwałabym go moim chlebkiem bananowym - łączy w sobie wszystkie cechy mojego ciasta idealnego: jest wilgotny, aromatyczny i ma w sobie coś chrupiącego - w tym przypadku są to moje ulubione orzechy. Szczerze mówiąc nigdy nie kończy się na jeden porcji, zazwyczaj nie mogę się opanować i znikają co najmniej cztery... Uwielbiam go z kubkiem rooibosa lub ze szklanką ciepłego mleka.




Bardzo orzechowy chlebek bananowy

4 bardzo dojrzałe banany
100g (1/2 szklanki) brązowego cukru
1 rozbełtane jajko
75g miękkiego masła (ok. 1/3 kostki)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka ekstraktu rumowego
50g rodzynek
50g orzechów włoskich
50g orzechów cashew/ nerkowce
25g orzechów laskowych
25g migdałów (mogą być całe lub w słupkach, ale raczej nie płatki)
170g mąki  (1/3 szklanki)
szczypta soli
1 łyżeczka sody do pieczenia

Mieści się w keksówkę (30cm długą, 11cm szeroką, 7cm głęboką).

Rozgrzej piekarnik do 180°C.Keksówkę wyłóż papierem do pieczenia. Rozgnieć banany (widelcem lub mikserem). Dodaj cukier, jajko, masło i ekstrakt waniliowy i rumowy. Posiekaj orzechy i wyparz rodzynki. Jeśli chcesz by orzechy były jeszcze bardziej aromatyczne, wstaw je do piekarnika na 5-7 minut (180°C jest ok) by się podprażyły. Dodaj orzechy i rodzynki to bananów. W osobnej misce wymieszaj mąkę z sodą i solą. Dodaj mąkę do masy bananowej, wymieszaj tylko tyle by składniki się połączyły. Nie mieszaj za długo. Przelej ciasto do przygotowanej blaszki i piecz przez 50 do 60 minut. (W moim piekarniku zajęło to 50 minut.) Ciasto nie rośnie na początku, dopiero później. Poczekaj 10 minut zanim wyjmiesz ciasto z blaszki. Smacznego!

Bardzo orzechowy chlebek bananowy bierze udział w Orzechowym Tygodniu - niestety, jest to mój tegoroczny jedyny symboliczny udział w tej wspaniałej zabawie. (Chociaż łasuchem na orzechy jestem potwornym...)




Related Posts with Thumbnails