Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sosy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 marca 2014

Różowa pasta (czy wizyta u ginekologa to zdrada?)

Dzisiaj temat kobiecy. Ginekolog! Lekarz jak każdy inny a wywołuje pięć razy więcej emocji. Cytologia to trauma? Czy chodzenie do ginekologa to już zdrada? Tak, takie rzeczy znalazłam w internetach!
Matka pyta się, czy iść z dzieckiem do ginekologa. Forum wrze:
Współczuję dzieciakowi. To najgorsze co może być jak jesteś dziewicą.
Autorko chcesz rozwalić dziecku psychikę?????? Idź z nią, ale nie zgadzaj się na to by jej między nogi zaglądała. Maja na to przyrządy i sposoby. Dorośnie do tego wieku, że sama pójdzie. Zadbaj o to.
Tak. Też twierdzę, że mniejszą traumą dla dziecka będzie łażenie z infekcją przez pół roku.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Bez pieczenia: tarta z limonkowym curdem


Dzisiaj przepis podwójnie urodzinowy. Jakiś czas temu mentalnie przekroczyłam magiczną 16-stkę, a moje ukochane dziecko (tak, tak, słodkie i rozkoszne Jedz mnie!) ma 2 lata!
Przepis na tę tartę to kwintesencja tego, co uwielbiam robić na tym blogu. Bez piekarnika to moja ulubiona seria i gdybym była mniej leniwa, spod moich rąk wychodziłyby pierdyliardy ciast niewymagających pieczenia.
Nie robię tego także z obawy o swoje biodra :)
Więc, jeszcze raz! Sto lat, sto lat — dla mnie i mojego bachorka.
Tartę z użyciem dowolnych cytrusów zrobił też Mops w kuchni.

piątek, 14 lutego 2014

Pizza (i moja pierwsza randka)




Moja pierwsza randka była... jednostronna. A to oznacza tyle, że ja szłam na randkę, a moi „partnerzy” o tym nie wiedzieli.
W późnej podstawówce przeczytałam „Anię z Zielonego wzgórza” i postanowiłam znaleźć sobie osobistego, polskiego Gilberta. Szybko umówiłam się z kolegą na pizzę i we czwórkę (dwie parki) umówiliśmy się po południu w fast foodzie.
Tydzień wcześniej zrobiłam sobie pranie mózgu. Mam starszą siostrę, więc dostęp do Bravo, Trzynastki i innych gazetek nie był specjalnie utrudniony. Dotarłam nawet do całej listy rzeczy, które należy zrobić na 7 dni przed randką (!)

piątek, 1 listopada 2013

Klopsy w sosie pomidorowym (jak być pieszym 1 listopada?)


Hej 1 listopada! Jeden z moich ulubionych dni w roku. To dzień, który się kocha i równie mocno nienawidzi. Wcale nie ze względu na to, że na cmentarzach bazar, a ludzie wyjmują ostatnie oszczędności i wydają je na sztuczne chryzantemy i inne plastikowe kwiatki w tęczowych kolorach.
Nie straszny mi tłok na cmentarzu i wszystkie rozmowy w stylu:
— Wierusia! No jak ty wyrosłaś! Nie zapowiadałaś się na taką ładną dziewczynę, a jednak. Taka dorodna, taka krasna! No ciebie to mąż w łóżku szukać nie będzie!
— Wiera! a jak tam w serduszku, kochanie, co? Masz jakiegoś chłopaka? A, masz. Co robi? Informatyk? To pewnie gruby jest, chcesz po nim zbierać butelki z moczem? Znalazłabyś sobie kogoś normalnego w końcu...

wtorek, 15 października 2013

Dressing mango (+ historia o pluskwie, co pluskwą nie była)

Przeżyłam traumatyczne chwile. Przeczytanie komentarza pod wcześniejszym postem dziwnie zbiegł się z małym robaczkiem, którego miałam okazję ubić
w, olaboga, swoim pokoju.
Wybitnie leniwym zacytuję:
"Uważaj, żeby meble z takich graciarni nie sprowadziły ci do domu jakiegoś robactwa, najlepiej czymś przetrzeć co nie zniszczy mebla. Często się o tym słyszy, że meble z niewiadomego pochodzenia mogą zapoczątkować jakąś plagę, piszę o tym, bo sama przez to właśnie przechodzę, i jest to gorsze niż remont! Ja remonty lubię, przynajmniej jest ciekawie :):)"
I właśnie w tym momencie zauważyłam sporego owada. Ciut ponad centymetr, czarne, że skrzydełkami. Przyleciało sobie na ścianę, łaziło w górę i w dół...
I nagle... KLAPS!
Robak rozmaślony na ścianie, idę ucieszona myć kapcia. Ale wokół śmierdzi... zgniłą kolendrą. Kiedyś, w wyjątkowo obskurnym motelu ubiłam pluskwę i to był dokładnie ten sam zapach. Od tej pory nie jestem uczulona na zapach liści kolendry.

czwartek, 19 września 2013

Dressing gruszkowo-imbirowy (i jesienne depresje)


Jesień przyszła do mnie nieoczekiwanie. Było lato, biegałam po targach i jadłam porzeczki. później było ciepło, cieplej, zbyt gorąco i BUM! Jesień.
I to taka paskudna. Zawijam się w kołdrę, sweter i od dwóch dni leżę. 
Przejściowa chandra trwa i trwa, a ja zapisałam sobie na lustrze, że już jutro może wyjść słoneczko, a porzeczki znowu dojrzeją! Cały czas na to liczę :)
A tymczasem... korzystajcie jak możecie z jesiennych darów. Na przykład w sałatkach:
Przepisy na 2 porcje:
1 gruszka (bardzo miękka albo ugotowana)
3 łyżki oliwy i oliwek
3 cm kawałek obranego imbiru
4 łyżki soku z gruszek
duża szczypta soli i pieprzu
Imbir zetrzeć na tarce. Gruszkę obrać ze skórki, wykroić gniazda nasiennie i zmiksować (albo rozpaćkać widelcem), dodać imbir i resztę składników. Dokładnie wymieszać.
Przepis powstał na potrzeby akcji "3 po 3". Tym razem gotowaliśmy z gruszką, imbirem i pieprzem.
Inne propozycje znajdziecie u Panny MalwinnyWojciecha.
Dressing jest doskonały do takiej sałatki. Gruszki można zastąpić figami :)

wtorek, 17 września 2013

Sos karmelowy (i, męskim okiem: kobieta idealna)


Ten, kto czyta mnie dłużej niż miesiąc pewnie wie, że fascynuję się czasopismami "dla kobiet" i podobnymi portalami w Internetach.
Ostatni numer Cosmopolitan przyniósł mi prawdziwe zaskoczenie. Nie, nie zaskoczenie! Natchnienie! Przeczytałam dokładnie i już wszystko wiem. Dzięki temu mój związek będzie idealny, bo jestem pewna czego chce ode mnie mój męnszczyzna i wiem, czego powinnam oczekiwać od niego!
A teraz krótka prezentacja. Przyznajcie sami: genialna!


Kobieto! Teraz już wiesz. Więc, w przerwie pomiędzy prasowaniem koszul, zbieraniem brudnych skarpet i udzielaniem genialnych rad... możesz zrobić sos karmelowy. Buźka!
Przepis na 300ml:
1 puszka niesłodzonego mleka skondensowanego (ok. 400ml)
70g cukru pudru
2 łyżki wody
 
W szerokim garnku o grubym dnie rozpuścić cukier z wodą. Nie mieszać, a kiedy zacznie się robić brązowy — wlać mleko. Gotować przez 20 minut, albo do uzyskania idealnej dla Ciebie konsystencji (pamiętaj, że mleko gęstnieje trochę, kiedy ostygnie).
Proste i smaczne. Doskonałe do naleśników, gofrów, placków, tart, ciast... złapiecie na ten sos każdego faceta (i nie rozbijecie waszego portfela) :)

niedziela, 1 września 2013

Zielona pasta curry


Jeżeli zrobiliście sos miętowy, musicie dobrze oznakować słoiki! Wyglądają prawie identycznie. A wrzucenie sosu miętowego zamiast pasty curry może mieć dziwne skutki... chociaż, istnieje ryzyko, że nie będzie tak źle :)
Pasta jest spolszczona, nie pachnie od niej żadnym tajskim przepychem. Przede wszystkim nie ma w składzie żadnych liści limonki kaffir, galangalu. Ale to ma swoje plusy — kupicie składniki w każdym większym supermarkecie!

Przepis na 3 słoiki po 100ml:
6 strączków zielonego chilli
6 szalotek
4 limonki
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka suszonej trawy cytrynowej (2 łodyżki świeżej)
2 garście świeżych liści kolendry
1 spory kawałek imbiru (około 5 cm)
1/2 łyżeczki sproszkowanego kuminu
4 łyżki sosu rybnego
6 łyżek oleju rzepakowego
Chilli rozkroić i usunąć nasiona. Czosnek, szalotki i imbir obrać. Liście kolendry umyć i osuszyć na czystej ścierce. Zetrzeć skórkę z 2 limonek, ze wszystkich wycisnąć sok. Wszystko wrzucić do miksera.
Dodać pozostałe składniki i zmiksować na rzadką pastę.
Włożyć do słoików, zapasteryzować.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...