Jeżeli
pilnie obserwujecie blogi kulinarne albo skrobiecie sobie czasem przepisy w internecie... pewnie wiecie, że jest kilka rzeczy, które sprawiają, że blogerom przewraca się w gaciach.
Po pierwsze — przepisy
bez cukru. Oj, tak... bez cukru, bez mąki, bez tłuszczu, w ostateczności,
z mąką pełnoziarnistą/żytnia/gryczaną. Ale, nie żebym znowu narzekała i wyszydzała,
bo i ja jestem w tej zacnej grupie. Tutaj możecie sobie spojrzeć.
Za każdym razem, kiedy
wymyślę jakąś domową wersję sklepowych słodyczy, cieszę się jak idiotka. Oczywiście,
domowa produkcja oznacza zmniejszoną ilość sodu, cukru, tłuszczu i innych
takich, takich :)
Takich trendów nie
sposób nie zauważyć. Blogi o zdrowym odżywianiu, o zmniejszaniu
liczby kalorii, z różnymi dietami biją rekordy popularności w krótkim
czasie. Generalnie, wszyscy dostają świra, kiedy mowa o odchudzaniu.
Drugie przepisy, to
przepisy "oryginalne". To, albo przepisy przywiezione ze sobą z dalekich
wojaży, albo zaczerpnięte od znajomego z Peru, Kambodży itd.
Czasami oryginalne
przepisy są brane z bardziej wiarygodnych stron internetowych, ale,
wiadomo, telewizja kłamie, internet kłamie, takie przepisy tylko w ostateczności
i raczej blado wypadają (ah! ja też mam całą gamę takich przepisów! Na przykład
zielona pasta curry).
Dzisiaj mam dla Was
właśnie taki przepis. Przejęty rozbojem i gwałtem od marokańskiej rodziny
Najlepszego...
No, dobra, żartowałam.
Sami mi dali :)