Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 lutego 2014

Waniliowe ciastka owsiane (rozstanie ze smakiem)


W styczniu rozstałam się... ze swoim smakiem. Wszystko, co włożyłam do ust było dla mnie jak czysta sól. To właśnie było powodem wielkiej przerwy w blogowaniu. Ciężko jest jeść i gotować, kiedy nawet mineralka wydaje się przesolona :)
Przez wiele dni mój jadłospis składał się z kanapek i marsów. Nic, co nadaje się na bloga.
Tydzień temu smak wrócił! A ja nie miałam czasu. Sesja, książki, książki, praktyki, sesja. Z pisania, gotowania albo, nie daj buk, robienia zdjęć nici.
W końcu przyszedł spokojniejszy czas, pewnego dnia wstałam i stwierdziłam, że muszę coś zrobić dla domowników. W końcu dzielnie przeżyli wszystkie moje humory. Rozdałam im właśnie ciastka owsiane, mam wrażenie, że nigdy nie robiłam lepszych.
Oczywiście, nie zebrałam się w sobie na tyle, żeby napisać coś ciekawego (ale szykuję rozważania walentynkowe, więc czuwajcie!). 
W ramach zadośćuczynienia zostawiam dla Was wspaniały przepis i moją uśmiechniętą gębę... :)

piątek, 27 grudnia 2013

Ciatka maślane (czego dowiadujesz się w święta?)


Grudniowe święta nastrajają mnie w szczególny sposób. Nie dość, że zimno, brudno i ponuro, to jeszcze cała ta "magiczna" atmosfera. Trzeba walnąć w łeb karpiowi (albo załatwić go w taki sposób), piec ciasta, polerować sztućce, prasować obrusy, zmieniać firanki, sprzątać pod każdym meblem...
Zaczyna się do dwóch tygodni przed, kiedy trzeba się zaopatrzyć. Najlepiej wyjść na świąteczne zakupy w środku tygodnia, w porze obiadowej. Przystanek: wielki supermarket.
A tam za każdym razem widzę coś, co mnie szczególnie wnerwia. Kradzież, ale nieuświadomiona. Stoją sobie bakalie na wagę, a ludzie podchodzą i próbują. Tu skrobną żurawinę, bo oni nie wiedzą jak to smakuje, tutaj spróbują czy morele nie za kwaśne... Nosz, kuźwa, za takie rzeczy się płaci! Ty zeżresz jednego, sąsiad trzy, a w ciągu dnia zostanie pochłonięty kilogram. To samo jest przy próbowaniu winogron (sic!) latem. Nie żryjcie, bo później ktoś za to płaci. I jestem przekonana, że bulą zwykli pracownicy.

poniedziałek, 21 października 2013

Marokański kuskus


Jeżeli pilnie obserwujecie blogi kulinarne albo skrobiecie sobie czasem przepisy w internecie... pewnie wiecie, że jest kilka rzeczy, które sprawiają, że blogerom przewraca się w gaciach.
Po pierwsze — przepisy bez cukru. Oj, tak... bez cukru, bez mąki, bez tłuszczu, w ostateczności, z mąką pełnoziarnistą/żytnia/gryczaną. Ale, nie żebym znowu narzekała i wyszydzała, bo i ja jestem w tej zacnej grupie. Tutaj możecie sobie spojrzeć.
Za każdym razem, kiedy wymyślę jakąś domową wersję sklepowych słodyczy, cieszę się jak idiotka. Oczywiście, domowa produkcja oznacza zmniejszoną ilość sodu, cukru, tłuszczu i innych takich, takich :)
Takich trendów nie sposób nie zauważyć. Blogi o zdrowym odżywianiu, o zmniejszaniu liczby kalorii, z różnymi dietami biją rekordy popularności w krótkim czasie. Generalnie, wszyscy dostają świra, kiedy mowa o odchudzaniu.
Drugie przepisy, to przepisy "oryginalne". To, albo przepisy przywiezione ze sobą z dalekich wojaży, albo zaczerpnięte od znajomego z Peru, Kambodży itd.
Czasami oryginalne przepisy są brane z bardziej wiarygodnych stron internetowych, ale, wiadomo, telewizja kłamie, internet kłamie, takie przepisy tylko w ostateczności i raczej blado wypadają (ah! ja też mam całą gamę takich przepisów! Na przykład zielona pasta curry).
Dzisiaj mam dla Was właśnie taki przepis. Przejęty rozbojem i gwałtem od marokańskiej rodziny Najlepszego...
No, dobra, żartowałam. Sami mi dali :)

czwartek, 10 października 2013

Masło klarowane (i Ty zostań antybohaterem w swoim domu)

Bohater nie jest tylko tym, wokół którego dzieje się cała akcja. Od bohatera wymaga się jakiegoś ruchu, ratowania świata, brania życia we własne ręce albo... no, wiecie, że coś zrobi i, pierdut! to on będzie kierował fabułą.
Ja zostałam antybohaterem. Remont leci mi przez palce. Wczoraj panowie przywieźli mi panele podłogowe, podkłady, listwy. I tak, zamknęłam je w jednym pokoju, do którego od kilku godzin wchodzę, patrzę się i rozmyślam.
Podobno ktoś przyjdzie i mi tą podłogę zmontuje. Jeszcze nie wiem, kto i kiedy, ale chyba nie muszę wiedzieć. Ostatnio po moim mieszkaniu kręci się dużo osób i, co gorsza, otwierają drzwi własnymi (sic!) kluczami. Po remoncie konieczna będzie zmiana zamków.
Kompletowanie mebli też idzie jakby poza moją świadomością. Gdzieś jadę, coś mi próbują wcisnąć, zapisuję numerki i kolory.  W niedzielę pojechałam do wielkich graciarni i zdobyłam śliczny używany sekretarzyk. No i, jak to bywa, kolor drewna nie pasuje mi do niczego :)
Ale jest piękny, więc zostaje.
No spójrzcie sami...

Jest jednak nadzieja dla mnie! Przysiadam sobie czasami w kuchni i potrafię się skupić. Robię masło klarowane. Litrami. Nauczyłam się tego dopiero miesiąc temu i teraz to jedyna rzecz, która mnie odpręża.

niedziela, 23 czerwca 2013

Ciasto drożdżowe z truskawkami



Upały i wzmożona ilość nauki dały mi bardzo w kość. Stałam się złośliwa, nieznośna, leniwa i zrzędliwa. Ciężko ze mną żyć, więc przebywam ostatnio tylko z fretką, która ma gdzieś moje narzekanie — kładzie się i śpi, albo idzie sobie do miski z wodą.
Moim jedynym sposobem na walkę z upałem (oprócz siedzenia w ciemności i przy zamkniętych oknach) jest łażenie z wilgotnym ręcznikiem na ramionach.
Macie coś lepszego?
A dzisiejsze ciasto to wspomnienie mojego dzieciństwa. Mogę piec drożdżowe tylko latem (zimą u mnie za zimno), więc korzystam z tego, ile mogę. Były racuchy, był chleb z orzechami włoskimi... i ciasto z truskawkami! To jedyna sytuacja, w której mogę zrezygnować z kuchennego chłodu...
Inne propozycje na ciasta, albo deser z truskawkami mają: Bartoldzik, Chantel, Gin, Malwinna, Mirabelka, Mopsik, PelaShinju, Siankoo, SiaśkaWojciech.

Na blachę o średnicy 20 cm
ciasto:
450g pszennej mąki
20g świeżych drożdży
1 szklanka mleka
50g masła
60g cukru
2 jaja
Mleko podgrzać. w ciepłym mleku rozpuścić drożdże, dodać łyżkę cukru i mąki. Odstawić na kilka minut (aż drożdże się pienią).
W międzyczasie przesiać mąkę do wysokiej miski, rozpuścić masło (i odstawić na chwilę, żeby ostygło). Jajka utrzeć z cukrem.
Do mąki dodać jajka i drożdże. Delikatnie wymieszać składniki i dodać roztopione masło.
Wyrobić łapką na gładkie ciasto (zajmuje to około 10–15 minut) i odstawić do wyrośnięcia na godzinę.
Po godzinie (albo wtedy, kiedy ciasto powiększy się o 100%) zagnieść ciasto jeszcze 2 razy i odstawić na kolejną godzinę).
W tym czasie idziemy do sklepu, na ploty, do kina. Wracamy po 55 minutach i robimy
 truskawkowe wnętrze:
2 szklanki niewielkich truskawek
1 łyżka cukru pudru
Truskawki umyć, odszypułkować i pokroić na połówki (większe na plastry). Zasypać cukrem, dokładnie wymieszać i wstawić do lodówki.
kruszonka:
3 czubate łyżki mąki
2 łyżki cukru
30g miękkiego, albo roztopionego masła
Mąkę przesiać do miski, dodać cukier, dokładnie wymieszać. Nastepnie dodać masło i zagnieść.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, albo nasmarować wnętrze masłem i posypać mąką.
Na blachę wylać ciasto, rozłożyć na nim truskawki i posypać kruszonką.
Piec w 180 C przez 20–25 minut.
Ciasto będzie pięknie wyrośnięte, a później opadnie na środku. Nie bójcie się :)

poniedziałek, 27 maja 2013

Cupcakes z kremem chałwowym (Dzień Matki na debecie)

Są pewne plusy bycia spłukanym:
Znajomi nie pożyczają od ciebie pieniędzy. Ba! Nawet nie proszą. Omijają cię wszystkie „oddam w następnym miesiącu”. Nie musisz wybierać, czy być dobrą przyjaciółką (i pożyczyć), czy wredną, skąpą suką. Wyjmuję portfel i pokazuję zawartość. Bez oporów.
Ale normalni znajomi zazwyczaj nie pożyczają ode mnie pieniędzy (no dobra, nikt po prostu nie spodziewa się, że ja mogę mieć większe sumy). Inaczej ma się sprawa z żebrakami.
Chcąc nie chcąc, często przechodzę przez centrum łodzi. Kościoły, przejścia podziemne, dworce czy supermarkety, to kopalnie żebraków. i nie mam tu na myśli tych, którzy upieprzeni i na kacu żebrzą, „będę szczery, pani dobrodziejko, na piwo”, ale… tych nachalnych.
Mówisz nie, a oni wciąż za tobą idą. Opowiadają rzewne historie o tym, że „tylko na bułkę, 20 groszy, chociaż”. Zazwyczaj im daję, ale ostatnio mają pecha. Nie dość, że groszem nie śmierdzę, to zaczepiają mnie zawsze, kiedy wracam z uczelni. I, uwierzcie mi, gdybym miała 20 groszy z chęcią zjadłabym bułkę.
Niestety, w ramach oszczędności nie zabieram ze sobą gotówki. Kiedy mam 4 złote zazwyczaj wybieram sen i zamiast wstać wcześniej na tramwaj, zostaję w domu i jadę busikiem za „czy pińdziesiąt”. i właśnie dlatego lepiej, kiedy nie mam nawet 4 złotych :)
Za każdym razem, kiedy doszczętnie bankrutuje staję się bardziej kreatywna. Przypominam sobie, że mam różne, zakurzone sprzęty do parzenia kawy. Zabieram to wszystko do znajomego, który mieszka w domku z tarasem, parzę kawę i siedzimy na zewnątrz. Jeżeli robiłabym to kilka razy w tygodniu i z wieloma osobami, kawiarnie i kluby go-go mogłyby nie istnieć.
Muszę planować. Opracować plany na różne święta, urodziny i inne pierdoły. Nie mogę już skoczyć do sklepu po książkę (serio, każdemu daję w prezencie książki. Mam już prawdziwe profile biblioteczne swoich znajomych). Za to piekę: babeczki, ciasta, mini-torty, ciastka, bezy. Wszystko, co chcecie do 7 złotych.
Tym razem zrobiłam budżetowy prezent na Dzień Matki. Babeczki maślane z kremem chałwowym. Ciasto na babeczki dała mi Gin. Dziękuję Ci, Gin! Fakt, babeczki robi się dziwnie, ale są pyszne.
Składniki na 14 babeczek
Ciasto:
80 g miękkiego masła
60 g cukru
240 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 jajka
250 ml mleka

Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Mąkę przesiać, wymieszać z proszkiem, skórką i drobno posiekanym rozmarynem. Partiami dodawać do masy maślanej, miksując na najniższych obrotach.
W drugiej misce ubić jajka, a następnie wymieszać z mlekiem. Powoli wlewać do masy maślanej, miksując na najniższych obrotach, tylko do połączenia składników.
Masę przełożyć do formy na muffiny wyłożonej papilotkami.
Piec w 190 st. C. Przez 18-20 minut.

Krem:
250 ml śmietany kremówki (36% tłuszczu)
150–200g chałwy

Chałwę rozkruszyć na „proszek”. Śmietanę ubić na dość sztywną pianę, następnie dodać chałwę i delikatne wmieszać.
Nakładać na ostudzone babeczki.
Dobrze wyglądają ozdobione dekoracjami z czekolady. 
PS  Nie jestem jeszcze na etapie zarabiania. Wiele osób mówi mi, że powinnam pokazywać cycki za pieniądze. Ale, nie bójcie się! Na razie robię to za darmo. Tutaj.
Co mamy dla mamy? Dzień Matki - 22-29 maja 2013

sobota, 9 marca 2013

4# Dzieciństwo w soboty: Orzechy z rozmarynem (i desery w diecie DASH)


Chciałam pisać przez cały tydzień o diecie, na której wciąż jestem. Niestety, referaty i referaciki przytłoczyły mnie tak bardzo, że nie miałam czasu na nic innego.
Swoją drogą, nie potrafię mówić do kilkunastu osób. Strasznie stresująca sytuacja, więc wolałam popłakać sobie w kąciku niż wypisywać jakieś pierdy na blogu. 

Dzisiaj koniec diety DASH. Wyniki? Ciśnienie nie spadło, wręcz podskoczyło, bo mnie dzisiaj szlag trafia.
Przez cały tydzień wrzucałam do żołądka mniej cukru, soli i zrezygnowałam kilka razy z wieczornego piwa. Czułam się zdrowo i nie głodowałam. O nie! Mogłam jeść śniadanie, obiad, kolacje... przekąski i deserki! Tak, bo ludzie z wysokim ciśnieniem też mogą takie rzeczy jeść!
A teraz: dlaczego orzechy kojarzą mi się z dzieciństwem? To może mała historyjka:
W moim miasteczku od maja do września odbywają się różne festyny. Czasem "Dni miasta", czasem żniwa, majówki, dożynki... Dla dorosłych to tanie gwiazdki, tańczące na scenie gimnazjalistki, śpiewające panie z MOKu.
A wieczorem tatusiowie (a mnie kuzyni albo sąsiedzi) zabierali na "poważniejszą" muzykę. Oni pili piwo, a ja? Ja szalałam pod sceną, później siadałam i wcinałam różne orzeszki: w cieście, prażone z miodem oraz... z ziołami!

sobota, 9 lutego 2013

1# Dzieciństwo w soboty: domowe masło





Ostatnio z sentymentem spoglądam na smaki dzieciństwa. Próbuję się przekonać nawet do kalafiora, który był moim najgorszym wrogiem :)
Postanowiłam stworzyć bardzo sentymentalną serię. Co sobotę chciałabym pokazać Wam jak, od kuchni, wyglądało moje dzieciństwo. Wrócimy razem do krainy szczęśliwości?
W moim domu jadło się raczej margarynę, bo łatwiej było ją rozsmarować. Ja smarowałam sobie kanapki serkiem.
Ale pamiętam, że u babci na śniadanie jadłyśmy z siostrą chleb z masłem i dżemem truskawkowym. Oprócz kanapek jadłyśmy też omlet biszkoptowy na wodzie.
Naprawdę, moja babcia była zwariowaną osobą. Lubiła zdrowo się odżywiać i była w stanie uwierzyć we wszystkie specjały zielarzy. Kiedy miałam osiem lat w głowie zawrócił jej "grzybek".
Gotowało się taką ususzoną pleśń w mleku i wypijało. Podobno miało to jakieś niesamowite właściwości i mnóstwo witamin.
Po kilku latach dowiedziałam się, że to był zwykły kefir.
A, wracając do masła. Nawet nie domyślacie się jak prosto można je zrobić!

Przepis na 200g masła i trochę maślanki:
400ml śmietany 36%
opcjonalnie przyprawy: u mnie sól i pieprz
Śmietanę wlać do miksera i miksować aż zrobią się w niej grudki. Mnie zajęło to około 10 minut z kilkoma przerwami (żeby mikser się nie przegrzał).
Kiedy śmietana porządnie się zgrudkuje, odcedzić przez szmatkę, dodać przyprawy do masła i mocno wycisnąć. Możecie zagnieść ładny kształt, ale masło szybko się topi. Mnie się nie udało.
Pamiętajcie, żeby odcedzać masło do garnka. Ta woda, która zostaje to maślanka :)


Przepis leci oczywiście do "Domowego wyrobu" (akcję prowadzi autorka tych przepisów)
i do "Smaków dzieciństwa" (prowadzi autorka tego bloga)
Domowy Wyrób
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...