Czy ktoś z was obserwował, przez szybę, jak naprawiają samolot na płycie lotniska, siedząc na twardym krześle u Wałęsy. Nie to nie jest przypadkowy samolot, to samolot, którym mieliśmy odlecieć wczoraj o 7. 40 rano.
Wstaliśmy o 3 w nocy, wyjechaliśmy o 4 ej, odprawiliśmy się i już witaliśmy z króliczkiem stojąc w rękawie i się sytuacja spierdoliła i nie, nie nazwę tego bardziej na poziomie ciotek zdegustowanych używaniem wulgaryzmów, gdyż chuj nas wszystkich strzelił mniej więcej o 16 (tak, tak po 9 godzinach czekania), gdy po raz kolejny napisano, że może o 18 odlecimy, Wtedy się polskie towarzystwo ruszyło do gejtu porozmawiać już mniej parlamentarnie ale jeszcze bez rękoczynów. Chcieliśmy zwyczajnie po ludzku wiedzieć czy w ogóle polecimy ???
Do tej 16 leżałam na łóżku masującym i posdypiałam. Ale nie tylko, wyłaziłam ponad dziesięć tysięcy kroków. Dwa razy nas kontrolowali. Zaliczyłam wszystkie sklepy, kupiłam cienie i błyszczyk. Zjedliśmy różne posiłki, bo rajaner nam zafundował. I port lotniczy w Gdańsku nie ma już przede mną żadnych tajemnic. A gdy o 16 PYKŁO NAM NA TABLICY TO CO MOŻNA ZOBACZYC NA PIERWSZYM ZDJECIU coś w nas pękło. Zadaliśmy sobie z Naczelnikiem poważne pytanie, czy nie mamy przypadkiem dosyć?
Powiem wam, że to bardzo ciekawe doświadczenie. Ho ho. A jak zbliża współpasażerów, teraz gdy się spotykamy w Sztokholmie mówimy sobie Dzień dobry a przecież, gdyby wszystko poszło zgodnie z planem nigdy by tak nie było, nawet bym ich nie zapamiętała, to tylko godzina dwadzieścia lotu. I na tym cała ironia losu polegała, dwanaście godzin czekaliśmy na tę godzinę dwadzieścia minut lotu. O 16 wiec towarzystwo się wkurwiło.
"Prawdopodobnie wylecimy o 18 ale już nikt w to nie wierzy...Zakupiłam flaszkę, bo tabsy przestały działać i się nastawiam pokojowo. Powiedzmy.
To, że jeszcze nie wywlekłam kałacha zawdzięczam fotelowi do masażu.
W każdym razie Ryanair ma u mnie tak przejebane, że nigdy więcej nie wsiądę do tej szmatławej linii kolejowej rodem z PRLu". Tak Mówiłam i myślałam wczoraj i dobrze, że jednak odpuściliśmy, bo gorzko bym żałowała niewylecenia. I niebycia tu, gdzie teraz jestem.
A więc usterkę w końcu naprawili
I wylecieliśmy po 12 godzinach czekania. Włączył nam się czarny humor w stylu : a teraz kompletują załogę samobójców, a teraz jemy ostatni posiłek, a w samolocie załoga na legalu pozwala nam na chlanie żołądkowej gorzkiej i innych trunków, bo kto wsiada do samolotu samobójców, tego się prawo nie ima. Było inaczej niż zwykle. Już nam było wszystko jedno. Serio.
Po godzinie lotu pojawiły się takie widoki. Sztokholmski archipelag.
I wtedy po raz kolejny coś we mnie pękło, że nikt mi nie ma prawa zabierać moich marzeń. i wakacji.
Wylądowaliśmy po 20, do hotelu dotarliśmy ok 22. Cały dzień w plecy. I już tak zostanie do końca. Nie nadrobię tego czasu, ani pisania. Przepraszam, że nie bywam na blogach, nie będę miała czasu. Ledwo dam radę u siebie. Ale nadrobię po powrocie.
Pierwsze widoki miasta. Hotel dokładnie na przeciwko dworca.
20 minut piechotą do starówki, portu i najważniejszych muzeów. Lokalizacja idealna.,
nasz pokój czekał
Zapakowałyśmy graty do pokoju i ziuuu windą do baru na 8 piętrze. Baru z tarasem na dachu a Tam ze szklankami w dłoni popatrzyliśmy na miasto z góry, miasto o zachodzie słońca.
I wypiliśmy za życie.
Tu lajf tu lajf Lachaim.
Lacham lachaim tulajf.
A dziś był Kosmos, o którym napiszę jutro ale zostawię zajawki
Ps
No i na koniec bardzo wymowne TO
Przypadek ?🤣🤣🤣
Nie sądzę.