Czyli buggy. I melduję, że przeżyłam. Tylko 13 godzin później już wyjeżdżaliśmy do Luksoru. i dość szybko trzeba było się zwijać do pokoju, pakować i spać, pobudka o 1.30.
Ale najpierw kilka ujęć hotelu srana, bo buggy było skoro świt. O 8ej.
A ja się obudziłam o 5 ej. Z wrażenia. I niechcący oglądaliśmy Wschód słońca.
po prawej Morze Czerwone.Kompletnie puste plaże nasze hotelowe, w plażowych restauracjach już stukają sztućce, śniadanie od ósmej. w głównej restauracji od siódmej.
Droga do pustyni
I śniadanko o 7 rano szybkie z dużą kawą.
Noo bogowie egipscyy
I wsiadamy do busa oraz wiozą nas w to samo miejsce mojej klęski kładowej, sprzed 2 lat. Okazało się, że buggy przez pustynie, to jest bardzo fajna jazda. adrenalina, widoki, przeskoki i zapylenie, że momentami nie widziałam kamery...no działo się i Polecam.
I nad morzem też jechaliśmy. Najpierw na pustyni nasz przewodnik zrobił nam przerwę w ciekawym miejscu pod drzewem. Można było wejść na wydmę i horyzontalnie ciągnęły się urokliwe widoki. Będzie za chwilę zdjęcie z góry. Plaża wyrzuca umierającą rafę ogromne muszle, na prawdę ogromne i koralowce jakich nie widziałam.
PUSTYNIA mnie woła.
Przewodnik był dobry w te klocki, które uprawiał z turystami, z jednej strony było ciekawie i dał poszaleć, wybrał też fajna trasę a z drugiej było bezpiecznie.
A potem wielbłądy, których nie zamierzaliśmy używać i degustacje herbat, przypraw, kremów, olejów...bo od tego nie uciekniesz. Znów wylądowaliśmy z trzema paczkami herbat, owszem bardzo aromatycznych i smacznych, na stres, na odchudzanie i daktylowa. I butelką smarowidła pięknie pachnącego zapakowaną w szlachetne szkło z Kleopatrą a jakże ...przy targowaniu się Naczelnika z miejscowym chłopakiem popłakałam się ze śmiechu.
Odnoszę wrażenie, że my tu z nimi w jakąś grę gramy. Obie strony na swój sposób to lubią a przegrywa ten co nie umie. A najlepiej wychodzi na tym ten co klei głupa czyli ja. Opiszę ten bakszysz osobno.
Dużo jem, dużo leżę na słońcu i dużo śpię. Środa była spędzona na 20 godzinnej wyprawie do Luksoru, Karnaku, Doliny Królów i Hatszepsut. Mogę tam jeździć jeszcze wiele razy...
Ateraz paluszek.
Otóż zaplanowałam pływanie w basenie z podgrzewaną wodą, temp 32 stopnie i ...kto by się spodziewał, że basen ma dno. No kto by się spodziewał. Ja jestem bardzo filigranowa i jak nie przypieprzyłam dużym palcem lewej nogi w dno...dopiero potem doczytałam, że basen ma 145 najgłębiej. Za późno.
To teraz nuszka wygląda tak, że jest spuchnięta, zielona z fioletowymi wybroczynami, to zdjęcia po 20godzinnej wyprawie wczorajszej...cała spuchnięta.
Bardzo byłam dzielna.