Dzieje się dużo i szybko. I dziś już mam kłopot z dniem wczorajszym.
Wstaliśmy wypoczęci w tej naszej głuszy mimo głośnego szumu rwącej rzeki. Przed nami był ostatni taki długi dzień morderczej jazdy. Jazda w kierunku Kiruny i przekroczenie granicy norweskiej.
A tu same niespodzianki po drodze.
Po pierwsze wreszcie po tylu latach zobaczyłam łosia na wolności, wprawdzie nie w lesie tylko na łące pod drzewem leżał w cieniu na popasie
Po drugie na drogę wyskoczył renifer a potem za Kiruną drugi pasł się w rowie..
No jestem zachwycona.
Stanęliśmy na linii 66°33'39"N w temperaturze 31 stopni. .. Świat się jednak topi.
A potem już droga przez północ Szwecji. Przepiękna. Laponia.
Kiruna. Najdalej wysunięte na północ Miasto szwedzkie.
Miasto powstało wraz z uruchomieniem największej na święcie kopalni rud żelaza, w początkach 20 wieku.
Kłopot w tym, że zaczęło się zapadać. (Oglądałam dobry szwedzki serial na Netflixu). Więc aktualnie je przenoszą. Dosłownie. Albo w całości te budynki przenoszą albo będą rozkładać i składać. Projekt Nowej Kiruny był światowym konkursem architektonicznym.Trafiliśmy na Wyjątkowy moment przenosin. Jak przybliżycie zdjęcia, to zobaczycie zarówno kościół wiszący w powietrzu jak i dzwonnice. Kościół ten jest projektem opartym na lapońskim namiocie. Warto go zobaczyć i zwiedzić.
Bardzo mi żal, że nie mogliśmy już wejść do środka.
Wszystkie te budynki będą przenoszone
Latarnia i stare domy widoczne
na zdjęciach poniżej. W tle widać dominującą w krajobrazie kopalnię
Wyjazd z miasta w pyle i kurzu. I deszczu.
Pociąg towarowy przewożący rude a potem ładowany na ogromne masowce w porcie w Narwiku.
| Ten drogowskaz jest ważny |
No więc kierujemy się na Narwik a po drodze mijamy granice z Norwegią.
Do samej norweskiej granicy jedziemy Parkiem Narodowym. Niesamowitym
Po norweskiej stronie dzikie ogromne górzyska i już nie mam siły wyskakiwać i robić zdjęcia...