Minął kolejny, niełatwy dla mła tydzień. Mła pisała tylko o Mrutku i czymś oderwanym od jej codziennego życia, bo mła naprawdę musiała się oderwać. Poniedziałek był kiepski, umarła Ciotka Iśka od kotów, proces umierania zaczął się podczas odwiedzin mła u Ciotki. Jak dla mła było na swój sposób OK, o tyle że mła była z Ciotką Iśką, póki ta była przytomna. Ciotka Iśka nie była sama i o to chodzi. Kiedy poczułam to, co zawsze przy takim czymś czuję, uznałam że parogodzinne czekanie, bo to jest zawsze dwie do trzech godzin od wyczucia zapachu, nie ma sensu, tym bardziej że zaraz miał przyjść mój kuzyn Sylwek. Ciotka Iśka dokończyła życie przy nim a mła poszła pomagać przy następnym umieraniu. Mała suczka naszej sąsiadki, półroczna Lola, zachorowała jakiś miesiąc temu, mimo leczenia objawy się nasilały. Dokładna diagnostyka i grom z jasnego nieba, półroczne stworzonko ma nieoperacyjnego guza i tu trzeba szybko działać, żeby nie bolało. Sąsiadka młodziutka, piesek ukochany, wsparcie niezbędne. A potem z kamienicy na rogu uciekł Leoś, który do tej pory nie wrócił i którego całe sąsiedztwo szuka. Po tym paskudnym poniedziałku mła postanowiła znieczulić się na wszystko, olać co tylko się da i myśleć o Mrutku, który w środę miał mieć zabieg. Świat skurczył się do Mrutka, bo mła ma określoną wytrzymałość. Na szczęście Mrutku się udało i choć mła jedzie na pożyczonej kasie jest szczęśliwa. Sprawa zamiany czeka na przyjazd Tatusia, bo mła musi też się na kimś wesprzeć, resztę spraw jakimś cudem załatwiłam starając się nie myśleć o kłopotach. Tak jakoś dobrnęłam do końca ciężkiego tygodnia, dziś nawet wyszłam do ogrodu. Oby do przodu, bo mła czuje się z niewiadomych przyczyn jak na froncie, tzn. tak jak mła sobie wyobraża to bycie na froncie - wlazła na teren przeciwnika, okopała się, zakłada maskirowkę i nerwowo wypatruje dronów.
O rany!!! Rzeczywiście, to jest front!!! I zrozumiałe że wypatrujesz dronów, też bym wypatrywała. W maskirowce, okopach i w nerwach.
OdpowiedzUsuńTo wcale się nie dziwię że ruszyłaś do ogrodu (i ciężkiej w nim pracy, tak wywnioskowałam), to być może była czynność ratująca życie. I nerwy po ostrzale. Ale szlag, tyle złego....
Mrutek, to doskonałe że rififi. Chociaż to.
"Pociski zawistnego losu" tak mła dały przez ostatnie dziesięć dni jak rzadko. Kochana, mła w ogrodzie to ani ręka, a nogą. Nie żebym nie próbowała, tylko że duszno bardzo było, a potem jak się rozpadało, to trzeba się było szybko ewakuować. Ledwie z kotami zdążyliśmy do domu, po drodze ściągając wywieszone pranie, rozwieszone mimo tych Zielonych Świątek, bo mła pierze wszystkie kocie łóżeczka ze względu na świerzbowca. Jestem zmęczona, tak zmęczona że zasypiam na siedząco. Nalewek za dużo nie używam bo alkoholizm czyha, ciśnienie mam od wczoraj z tych zejściowych i powieki mła się same zamykają. Dobrze że Mruciu daje radę i dziefczynki zdrowe.
UsuńTo śpij. Widać organizm wie że musisz i że jest po czym ładować snem baterie. U mnie dopiero deszcz przyniósł ulgę po też dusznym nie letnim przecież dniu. A tak szklarniowym, że strach się bać lata.
UsuńOsz cholera jasna! Czy to jest jakiś rok przeklęty? Może to plamy na słońcu się układają w jakie nieładne wzory?
OdpowiedzUsuńCo chwila coś.
Taabo, a może Ci dosłać butelkę pocieszycielkę, pomimo wszystko?
U mnie kielichowiec ma pączki wielkości małych orzechów laskowych ( bez skorupki ). Ale my tu, na Małej Syberii Izerii, wiadomo. Przynajmniej upały mniej upalne, się człowiek pociesza.