Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baza recenzji Syndykatu ZwB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baza recenzji Syndykatu ZwB. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lutego 2013

Zapisane w kościach – Simon Beckett


Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 278
Źródło: Biblioteczka własna


Był czas, że zaczytywałam się książkami Kathy Reichs, byłam strasznie ciekawa jej pracy, tego jak wygląda praca antropologa sądowego. Jednak po przeczytaniu „Chemii śmierci” Simona Becketta, stwierdzam, że jest on o wiele lepszy, oszczędza długich i żmudnych opisów wszelkich instytutów oraz urządzeń niezbędnych do badań, za to wprowadza niesamowitą dawkę napięcia oraz grozy!

„W temperaturze dwustu pięćdziesięciu stopni Celsjusza zapala się ciało. Skóra czernieje i pęka. Tłuszcz podskórny zaczyna topić się jak słonina na gorącej patelni. Podsycany nim płomień trawi tkankę miękką. Najpierw zajmują się ręce i nogi, które działają jak podpałka dla masywniejszego tułowia.”

Ciekawie się zapowiada, ale nie dla Dawida. Mała wysepka – Runa, to tu Dawid Hunter ma obejrzeć, wraz z dwoma policjantami, spalone zwłoki, które znajdują się w opuszczonej chacie. Niestety wszystko wskazuje, że to nie przypadkowe spalenie, że zanim doszło do podpalenia, ktoś zadał ofierze silny cios w głowę. Wezwane posiłki niestety nie mogą dotrzeć na wyspę, a samo miejsce staje się pułapką, w której co raz więcej osób traci życie.

„Umiem skłonić zmarłych do zwierzeń.”

Po „Chemii śmierci” byłam bardzo ciekawa kolejnej książki autora, i miałam pewne obawy, czy będzie ona równie dobra. Na szczęście okazało się, że nie tylko jest dobra, ale jest wręcz świetna. Po raz drugi dałam wciągnąć się w niebezpieczną grę, i przeżyłam nie jedną chwilę grozy.

„Zapisane w kościach” to moja druga przeczytana książka Simona Becketta i na pewno nie ostatnia. Noc minęła nawet nie wiem kiedy, a ja musiałam dowiedzieć się kto jest mordercą. Jednak tego się nie spodziewałam, autor zaskoczył mnie i to nie raz! A samo zakończenie – żeby nic nie zdradzić, powiem tylko tyle, że teraz to ja muszę sięgnąć po kolejną część. Simon Beckett potrafi trzymać czytelnika w napięciu, które stopniowo buduje tak, by na końcu nie raz zadziwić. Do tego język, prosty ale z bardzo bogatymi opisami, pozwala szaleć naszej wyobraźni!

Jeśli, ktoś jeszcze nie miał okazji poznać Dawida Huntera, to koniecznie musi to zmienić!!! Polecam!!!


Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 2 cm

czwartek, 21 lutego 2013

Ostre cięcie – Max Allan Collins

Criminal Minds. Zabójcze umysły.

Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 294
Źródło: Biblioteczka własna


Jako wielka miłośniczka książek, rzadko oglądam telewizję, jednak czasem na coś tam się skuszę. I tak zupełnie przypadkiem trafiłam kiedyś na serial Criminal Minds, który mi się bardzo spodobał. Dlatego z wielką ciekawością sięgnęłam po książkę, która powstała na podstawie tego serialu. Nie ukrywam, że wiele się po niej spodziewałam, a jak było, o tym poniżej.

Zespół JAB zostaje wezwany do małej miejscowości w stanie Kansas, by pomóc w schwytaniu brutalnego mordercy, który dokonuje makabrycznych rzeczy na osobach bezdomnych. Nikt tak naprawdę nie wie do ilu morderstw doszło, jednak pewne jest, że morderca co raz bardziej się rozkręca. Do tego wszystko wskazuje, że ktokolwiek to robi, ma jakiś plan, będący realizacją chorych fantazji.

Jednak to nie koniec wydarzeń, w tym samym czasie ginie dziewczyna, studentka, i choć na pozór wydaje się, że to zupełnie inna sprawa, to Gideon domyśla się, że ma ona związek z bezdomnymi i nie zostało jej wiele czasu.

Muszę powiedzieć, że więcej oczekiwałam po tej książce, zawiodłam się trochę na niej. Przeczytałam ją wprawdzie dosyć szybko i sama sprawa bardzo mnie zaciekawiła, jednak nie tego po niej się spodziewałam. Autor za bardzo skupił się na osobach a za mało na sprawie. Za dużo było tu opisów dotyczących życia profilerów, ich wyglądu, tego skąd się wzięli w grupie, jakie są między nimi relacje a za mało na samej sprawie. Chciałam uczestniczyć w ich burzy mózgów, a tak naprawdę jedna osoba przez telefon naprowadziła ich na wszystko, praktycznie rozwiązała sprawę.

Na duży plus zasługuje tylko samo morderstwo, to dlaczego ginęli ludzie, dlaczego dochodziło do porwań. Dlatego książka nie była tak do końca zła, jednak w tym przypadku serial w telewizji okazał się być zdecydowanie lepszy. Nie tego do końca po książce oczekiwałam i raczej nie sięgnę po następną część. Ale jeśli ktoś ma ochotę, niech sam się przekona :)

Baza recenzji Syndykatu ZwB


Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 2,4 cm

sobota, 8 grudnia 2012

Chemia śmierci – Simon Beckett

 
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2006
Liczba stron: 383
Źródło: Biblioteczka własna


„Chemię śmierci” nabyłam już bardzo dawno temu, kiedy modny był motyw bohatera antropologa, no i byłam bardzo ciekawa opisu z okładki: „Już po trzydziestu sekundach przechodzi cię dreszcz. Po minucie masz serce w gardle. A kiedy kończysz czytać, dziękujesz Bogu, że to tylko powieść.” I chociaż niesamowicie ciekawiła mnie ta książka, to jakoś tak wyszło, że zaczęłam się wciągać w książki Kathy Reichs, a ta przeleżała na półce aż do teraz.

Doktor David Hunter dosyć w życiu przeszedł, stracił żonę i córkę, stracił sens życia. By odciąć się od starego życia, by nie musieć codziennie patrzeć na rzeczy, które przypominają mu o wielkiej stracie i bólu, postanawia przenieść się na wieść, i wieść życie wiejskiego doktora. Początkowo miał tylko zastępować starego doktora, który miał wypadek, jednak z czasem okazuje się, że Davidowi odpowiada życie na prowincji, do czasu aż dwóch chłopców znajduje zwłoki kobiety, którym ktoś doprawił skrzydła.

Nie mija wiele czasu, kiedy ginie kolejna kobieta, a doktor David jest proszony o pilną konsultację. Do tej pory świetnie udawało mu się ukryć, że przed laty był wybitnym specjalistą od antropologii sądowej. Teraz sam bierze pośredni udział w śledztwie, badając zwłoki kobiet, które jak wszystko wskazuje, wiele przed śmiercią przeszły. Czasu jest co raz mniej, a wkrótce zostaje porwana kolejna kobieta. Czy w tak małej społeczności uda się znaleźć mordercę, okrutnego i bestialskiego zwyrodnialca?

Wracając do opisu z okładki, muszę przyznać, że częściowo się on sprawdził, jednak „serca w gardle” niestety nie miałam. I to nie dla tego, że książka jest słaba, tylko oczytałam się już z temat zwłok i rozkładu i nie robi to już na mnie takie wrażenia. Ale muszę przyznać, że książka jest bardzo dobra!

Simon Beckett potrafi zainteresować czytelnika, wprowadzić go w temat, potem leciutko uśpić czujność, by na koniec pokazać na co go stać. Fabula jest niewątpliwie świetnie skonstruowana, do tego zakończenie – zaskoczona byłam bardzo! Na początku wspominałam też, że odłożyłam go ze względu na Kethy Reichs, ale żałuję, jak dla mnie jej książki są słabe w porównaniu z tą, pani Reichs za dużą rolę przykładała do swoich badań i za dużo siebie do nich wkładała. Tu rola pana doktora jest całkiem spora, ale nie robi on z siebie niezastąpionego człowieka.

„Chemia śmierci” to świetny thriller, który trzyma w napięciu do ostatniej strony, który pokazuje, jak bardzo może być pokręcona psychika ludzka, jak bardzo można być chorym. Polecam książkę wszystkim tym, którzy nie mieli okazji jeszcze poznać twórczości Simona Becketta, warto, naprawdę warto! A na mnie na szczęście czeka już kolejna jego książka – Zapisane w kościach!

Baza recenzji Syndykatu ZwB


niedziela, 28 października 2012

Starsza pani wnika – Anna Fryczkowska


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 440
Źródło: Biblioteczka własna


Jakiś czas temu na blogach bardzo dużo było o pani Annie i jej najnowszej książce „Starsza pani wnika”. Narobiłam sobie wielkiej ochoty na tę książkę i strasznie się ucieszyłam kiedy udało mi się ją wygrać w konkursie organizowanym przez Zbrodnię w Bibliotece. Książka oczywiście swoje na półce poleżała, w kolejce poczekała, aż w końcu przyszedł jej czas.

Jarosław Trzaskowi ma już swoje lata, w końcu dwadzieścia dziewięć lat to sporo by zacząć żyć samodzielnie, a nie na koncie babci. Po skończeniu studiów, jakiś czas był nauczycielem wuefu w szkole, jednak ta praca kompletnie mu nie odpowiadała. Dlatego z braku lepszego zajęcia postanowił zostać detektywem. Na początek zaczyna od wizytówek, bo sam do końca nie jest pewien czy to dobry pomysł, dlatego jest trochę zdziwiony gdy trafia mu się pierwsza sprawa. Podczas wizyty u dermatologa dostaje pierwsze zlecenie, odnalezienia byłego męża pani doktor. Sprawa wydaje się być całkiem prosta, a na dodatek ni z tego, ni z owego, babcia mówi mu o pewnym facecie, który okazuje się być poszukiwanym.

Nie mija wiele czasu, gdy dzwoni kolejna klientka, która poszukuje matki. Starsza pani miała odebrać wnuczkę z przedszkola, jednak nie dotarła na miejsce. Kamila bardzo martwi się o swoją matkę, i wiedząc jak działa policja, postanawia wynająć prywatnego detektywa, a o Jarku i jego sukcesie wie od swojej koleżanki. I tak Jaro znów ma co robić, a bardziej starsza pani, która w tajemnicy przed wnukiem sporo działa, by ten się nie poddał. Do tego sama węszy w sprawie kotów, które ktoś morduje w jej dzielnicy. Pani Halinka wraz z znajomymi, codziennie dokarmia koty, którym panie zbudowały na podwórzu małe domki. Jednak komuś bardzo one przeszkadzają, ktoś zaczyna co raz brutalniej je zabijać, a filmiki z nimi martwymi zamieszczać w internecie. Jarek i jego babcia mają co robić, ale muszą się spieszyć, bo czasu co raz mniej, a co raz więcej rzeczy wychodzi na jaw.

Pani Anna Fryczkowska miała świetny pomysł na troszkę nietypowy kryminał i świetnie go wykorzystała. Dzięki temu mamy trupa, zaginiony obraz, morderce kotów i ciapowatego detektywa. Mamy też świetną zabawę, bo oprócz rozwiązywania zagadki, uśmiałam się momentami bardzo. Autorka ma nie tylko lekkie piórko ale i cięty język. Świetnie oddaje świat starszych osób, które często źle oceniamy, a wręcz niedoceniamy. Mamy tu typowe zderzenie dwóch światów, i choć by się wydawało, że ten młody jest jest silny, to okazuje się, że to tylko pozory.

Polubiłam Jarka, tego początkowego maminsynka, bardzo misiowatego. Podobnie jak Halinkę, Dzidkę, czy Kamilę. Bohaterowie są tacy zwyczajni, tacy jak nasi sąsiedzi, jak znajomi, tacy prawdziwi. Choć niektóre momenty bardzo mnie przerażały. Ciężko znoszę znęcanie się nad zwierzętami, a w tej książce go nie brakowało, do tego te szczegóły i dość wyszukane tortury, dla mnie to było straszne!

„Starsza pani wnika” to naprawdę niezły kryminał, w którym choć akcja pomału się toczy, to wszystko jest świetnie przemyślane, i dobrze się zazębia. Gdzie główny bohater nie jest idealny i pomału tak naprawdę staje się mężczyzną. To książka w której nie brakuje oceny dwóch środowisk, w której to kobiety rządzą i pokazują swoją siłę. Tak więc, jeśli ktoś ma ochotę na nieco inny kryminał, to polecam, mi się książka podobała bardzo. Koniecznie muszę sięgnąć po inne książki pani Anny Fryczkowskiej!!!

Baza recenzji Syndykatu ZwB


wtorek, 16 października 2012

Szósty – Agnieszka Lingas – Łoniewska


Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 332
Źródło: Biblioteczka własna


Nie ma chyba osoby, która nie znałaby Pani Agnieszki Lingas – Łoniewskiej, albo by o niej nie słyszała. Ja po wielu pozytywnych, a wręcz samych zachwycających recenzjach, wiedziałam, że prędzej czy później sięgnę po jej książki, i że mi się spodobają. Ale muszę się przyznać, że nie sądziłam, że aż tak. Dawno już nie zarwałam nocy czytając książkę, aż do teraz!

Marcin Langer należy do ludzi upartych, i zawsze dążących do celu. On się nigdy nie poddaje, nie staje w miejscu i dlatego mając trzydzieści osiem lat zostaje szefem Śląskiej Grupy Śledczej. To wielkie wyróżnienie, ale też niesamowita odpowiedzialność, bo teraz to od niego zależy, czy na Śląsku każdy morderca trafi za kratki. Jednak tym razem to coś więcej niż zwykle morderstwo, to jakaś dziwna obsesja na punkcie zielonookich blondynek, które sześć dni po porwaniu giną.

Langer i jego grupa mają co raz mnie czasu, ginie kolejna blondynka, dlatego z pomocą przychodzi im młoda pani psycholog, której zadaniem jest sporządzanie portretu psychologicznego morderców. Alicja Szymczak – jej marzeniem było dostanie się do tej grupy, jednak okazuje się, że dostając się, spełnia się jeszcze jedno i nie tylko jej.

W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka – mężczyznę i kobietę.
W szóstym dniu … odbiorę ci życie, bo ja jestem twoim bogiem”.

Praca zaczyna nabierać tempa, jednak czy Langer poradzi sobie z ciosem wymierzonym prosto w niego? Czy przetrwa uczucie zrodzone w zbrodni?

Zawsze tak mam, że jak wszyscy czytają i zachwycają, to ja jakoś nie mogę się przemóc, mam obawy, że się zawiodę. I tak czekam sobie aż minie pierwsze szaleństwo, drugie i w końcu nadchodzi mój czas. I nie żałuję, że tak późno zaczęłam, bo teraz mam co nadrabiać. Zakochałam się w twórczości Pani Agnieszki, i wiem, że na tej jednej książce nie poprzestanę.

Uwielbiam książki, które łączą w sobie romans i sensację, i do tej pory znałam tylko jedną autorkę, która łączyła te dwa gatunki, więc tym bardziej się cieszę, że trafiłam na tą książkę. Pani Agnieszka świetnie się w tym sprawdziła, pokazała niezwykłą miłość, przeznaczenie, które połączyło dwoje ludzi, by w końcu los stanął im na drodze. Kiedy miłość kwitła, szaleniec grasował  a napięcie rosło.

„Szósty” to świetnie przemyślana książka, w której obok prawdziwego szaleńca, i szalonej miłości nie zabrakło też erotycznych scen. Ja kupuję tę historię i niebawem zabieram się za następną!

Baza recenzji Syndykatu ZwB


niedziela, 23 września 2012

Lilith – Olga Rudnicka


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 400
Źródło: Biblioteczka własna


Są osoby, które nie przepadają za polskimi autorami, ale ja do nich nie należę. Uwielbiam sięgać po naszą rodzimą literaturę, a po przeczytaniu „Natalii5” po twórczość pani Olgi w szczególności. Dla mnie, na chwilę obecną, to jedna z najlepszych autorek, po książki której sięgam bez chwili zastanowienia.

Lidka Sianecka nie miała wielkiej ochoty na przeprowadzkę do niewielkiej mieściny. Jej mąż odziedziczył po zmarłym stryju dworek wraz z ogromnym parkiem i lasami. Jednak jej ciężko było rozstać się z przyjaciółmi, bo z pracy i tak zrezygnowała jak tylko dowiedziała się, że jest w ciąży. Na miejscu okazuje się, że mąż o wielu rzeczach jej nie powiedział. Zapomniał wspomnieć, że Lipniów cieszy się sławą polskiego Salem, że kiedyś palono tu czarownice na stosach. Do tego Lidka dowiaduje się, że stryj nie umarł, tylko popełnił samobójstwo.

Z braku zajęć i by zapomnieć o ciągle powtarzających się sennych koszmarach, Lidka postanawia zając się rzeczami zgromadzonymi na strychu. Znajduje tam wiele interesujących starych  dokumentów, pamiętniki, rysunki, mapy. Zaczyna odkrywać historię miasteczka, oraz hrabiny Anastazji Lipnowskiej. W tym czasie też zaczynają się dziać w Lipniowe dziwne rzeczy – giną niebieskookie blondynki, ktoś włamuje się do proboszcza i księgarni, a mąż Lidki, podejrzanie się zachowuje.

Wszystko zmierza ku nagiej kobiecie oplecionej wężem, oraz sabatów zrzeszających wyznawców różnych wyznań. Czy Lidce uda się odzyskać nie tylko spokój ale też męża? I czy miasteczkiem przestanie rządzić strach i Lilith – królowa sukubów.

Książka jest genialna, najlepsza w swoim rodzaju! „Lilith” to świetne połączenie kryminału z wątkami okultystycznymi. Już dawno nie czytałam książki, która by mnie tak wciągnęła, i trzymała w napięciu do ostatniej strony. Jestem nią zachwycona i szkoda mi, że tak szybko się skończyła.

Duże brawa należą się autorce za pomysł, i za świetne go wykorzystanie. Za opis miasteczka, które na pierwszy rzut oka wydaje się być spokojne, i takie zwyczajne, jednak w rzeczywistości skrywające wielkie i przerażające tajemnice. Ale przede wszystkim za bohaterów, za niezdecydowaną i nieco naiwną Lidkę, za silną, mądrą i zdecydowaną Edytę (chociaż czasem mnie troszkę denerwowała z tym swoim ciągłym irytowaniem się). Za Piotra, Michała i Chmiela. Każda z tych postaci jest świetnie wykreowana, widać, że autorka włożyła wiele pracy w każdego bohatera, by nadać mu indywidualne cechy, by nie był on mdły i taki jak wszyscy. No i za całe tło historyczne, dzięki któremu ani przez chwilę się nie nudziłam.

„Lilith” Olgi Rudnickiej to niesamowita książka, do której pewnie jeszcze nie raz wrócę. Książka dzięki której oderwałam się od rzeczywistości na długo. Ta atmosfera małego miasteczka i te wszystkie tajemnice zdecydowanie mi się podobały :).

Polecam wszystkim tym, którzy jeszcze jej nie mieli okazji czytać. 

Baza recenzji Syndykatu ZwB


środa, 11 lipca 2012

Zanim zasnę – S. J. Watson



Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 407
Źródło: Biblioteczka koleżanki


Jakiś czas temu było bardzo głośno na blogach o tej książce, dlatego gdy tylko zobaczyłam ją w rękach koleżanki, wiedziałam, że muszę ją mieć, choćbym miała ją jej siłą zabrać. Na szczęście koleżanka - też mól książkowy, postanowiła mnie nie dręczyć i tak oto nie minęła doba, a ja mogłam się przekonać, czym tak wszyscy się zachwycali :) Chociaż nie wiem dlaczego, ale ubzdurałam sobie, że to w stylu młodzieżowym ;/

Christine co rano ma ten sam problem, nie pamięta nic oprócz dzieciństwa, nie wie kim jest mężczyzna przy którym się budzi się co rano, nie wie czyj to dom, ani co w nim robi. Nie wie nic, nie pamięta, i chociaż co rano słyszy, że jest żoną, że miała wypadek, to za każdym razem jest to dla niej szok. Ale co rano, oprócz mężczyzny, który cierpliwie tłumaczy jej co i jak, otrzymuje ona dziwny telefon, i kolejny obcy mężczyzna, każe jej szukać ukrytego pamiętnika. Okazuje się że Christine zapisuje w nim przed zaśnięciem wszystko to, co zdarzyło się danego dnia, ale też to, co udaje jej się dowiedzieć o swoim życiu.

I chociaż co rano Christine przeżywa wciąż ten sam koszmar, choć wszystko wskazuje na to, że jeszcze długo nie będzie nic pamiętać, to jednego nie może ona zrozumieć: dlaczego w pamiętniku jest napisane by nie ufała Benowi, w końcu to jej mąż, człowiek, który cierpliwie dzień w dzień się nią zajmuje, i dlaczego wizyty lekarza są taką tajemnicą.

Wiedziałam, że spodoba mi się ta książka, jak tylko ją zobaczyłam, okładka mnie oczarowała, a każda kolejna recenzja, którą czytałam, tylko utwierdzała w przekonaniu, że muszę ją przeczytać, że warto. No i nie żałuję, że ją przeczytałam, książka wciąga niesamowicie, a historia wręcz „pachnie nowością”. W końcu temat amnezji nie pojawia się w zbyt wielu książkach, w każdym bądź razie, ja na takie nie trafiałam. Do tego samo ujęcie tematu – niesamowicie ciekawe! To jeden z lepszych thrillerów psychologicznych, jakie ostatnio czytałam.

„Zanim zasnę” to świetny debiut, jestem pod wielkim wrażeniem i z całą pewnością będę wyczekiwać innych książek pana Watsona. A teraz z niecierpliwością będę czekać na ekranizacje !

Baza recenzji Syndykatu ZwB


sobota, 2 czerwca 2012

Torebki i trucizna – Dorothy Howell



Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 367
Źródło: Biblioteczka własna


Książkę „Torebki i trucizna” wygrałam w konkursie w serwisie Zbrodnia w Bibliotece. Kiedy do mnie przyszła nie bardzo wiedziałam, czego mogę się spodziewać, oczekiwać po niej, nigdy nie słyszałam ani o tej serii ani o autorce. Ale moja ciekawość zwyciężyła, i chociaż inne książki już od dawna czekają w kolejce, to za tą zabrałam się w pierwszej kolejności :)

Haley Randolph to dość niezwykła, a wręcz oryginalna dziewczyna, która ostatnimi czasy uwielbia wpadać w kłopoty, wręcz kłopoty to jej specjalność, zupełnie jak torebki. Tak, jej świat kręci się głównie w okół torebek, tych markowych oczywiście, Haley gotowa jest wydać ostatnie pieniądze, byle zdobyć jakieś cudeńko, dlatego dorabia sobie pracując w firmie Holt, której kierownikiem jest jej niby- chłopak Ty. Ale oprócz torebek, pracy i niby chłopaka, zapisała się jeszcze do college na dwa kursy, żeby zdobyć dyplom, z naciskiem na zdobyć, bo nie rozumie ona, dlaczego każą jej się tam tyle uczyć. I wszystko by nadal szło swoim torem, gdyby nie chęć niesienia pomocy.

Z okazji otwarcia nowego sklepu, postanowiono zorganizować mały pokaz, co by ściągnąć trochę ludzi, jak i pracownikom dać trochę rozrywki, jednak dla Haley ten pokaz rozpoczyna szereg kłopotów. Jedna z modelek ginie podczas tego pokazu, a Haley oczywiście znajduje się w centrum podejrzeć. Kręciła się koło jedzenia, następnie znikła, a później jeszcze te tajemnicze koty. Teraz koniecznie musi ona znaleźć zabójce, bo jej życie i tak jest już nazbyt zagmatwane, a jedyne co ją trzyma przy nadziei to torebka od Judith Leiber.

Na okładce napisane jest, że jest to kryminał jakiego w Polsce jeszcze nie było, i tu się zgodzę. To taki kryminał z przymrużeniem oka, takie połączenie „zakupoholiczki” z „legalną blondynką” z czego wyszła całkiem zabawna historia. Bo w prawdzie jest trup i jest śledztwo, ale większość akcji, dotyczy czegoś zupełnie innego. Dużo czasu zajmują tu przemyślenia Haley dotyczące torebek, jej związku z niby - chłopakiem, stosunków panujących w pracy, a całe morderstwo zajmuje jakby drugi plan. Ale w gruncie rzeczy to nie przeszkadza, bo Haley jest niesamowitą dziewczyną, zabawną, sympatyczną, zakręconą, która żyje w swoim świecie. Nie sposób jej nie polubić.

„Torebki i trucizna” Dorothy Howell to taki kryminał z przymrużeniem oka, przy którym można się pośmiać czy się odprężyć, w którym tak naprawdę nie liczy się kto zabił, tylko co dalej wymyśli Haley i ile jeszcze namiesza. Ja osobiście polubiłam Haley i jak będzie okazja to sięgnę z przyjemnością po następne tomy :)

Baza recenzji Syndykatu ZwB


niedziela, 6 maja 2012

Zabójcze umysły – Compulsion


Dlaczego niektórzy ludzie muszą doświadczać silnych emocji, by żyć? Dlaczego nie mogą tak po prostu, jak zwykli ludzie, cieszyć się z rzeczy zwykłych, z pięknych uczuć? Jak bardzo trzeba mieć spaczony umysł, by czerpać radość i siłę ze strachu i bólu innych?

Einstein powiedział, że „Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe.”

Co tworzy człowiek szalony, umysł psychopatyczny? Kieruje się wiedzą i ciekawością czy może nieograniczoną wyobraźnią?

Grupa profilerów z FBI znów musi jak najszybciej odnaleźć i złapać seryjnego, tym razem podpalacza, tylko jest jeden mały problem – 10 tys. studentów i tylko jeden z nich fascynuje się ogniem.

Czy już od małego interesowały go płomienie, czy może zaznał przemocy w rodzinie, a może ma problem z kobietami? Jest nieśmiały, nie chodzi na randki – to podstawowy profil seryjnych podpalaczy, jednak od jednostki analiz behawioralnych należy spodziewać się czegoś więcej, muszą oni złamać typowy szablon i znaleźć czynnik, którym wyróżnia się ten piroman, muszą znaleźć w końcu tą jedyną prawidłową osobę, wyprzedzić jej ruch i nie dopuścić do kolejnego podpalenia.

A może warto przyjrzeć się bliżej samemu pożarowi, czy zwykły laik jest w stanie skonstruować zapłon zapalający, czy do tego trzeba być studentem najlepiej wydziału chemicznego. A może w dzisiejszych czasach wystarczy poszukać instrukcji w Internecie? Czy może od samego początku źle zakładamy, bo to nie mężczyzna tylko kobieta, z zaburzeniami obsesyjno - kompulsyjnymi, która musi podpalać, by nie ściągnąć na siebie i ludzi gniewu bożego?

Co raz bardziej podoba mi się ten serial, co raz bardziej jest on dla mnie genialny. W końcu mogę zobaczyć jak myśli, co czuje, co jest powodem do takich, a nie innych zachowań u osób z zaburzeniami psychicznymi, bo w końcu nikt normalny nie morduje ludzi, nie czerpie z tego przyjemności. Dlatego jeśli jeszcze nie znacie to polecam wam „Zabójcze umysły” !!!

A ja w końcu muszę się rozejrzeć za książką :)))

Baza recenzji Syndykatu ZwB


czwartek, 26 kwietnia 2012

Dawca – Tess Gerritsen


 
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania:  2010
Liczba stron: 399
Źródło: Biblioteczka własna


Twórczość Tess Geritsen nie jest mi obca, a wręcz co raz częściej  sięgam po jej książki. Pisze ona thrillery, łączy je czasem z romansami, ale chyba najbardziej znana jest z książek wprowadzających nas w świat medyczny. „Dawca” po raz pierwszy wydany został w 1996 roku i to on właśnie „wprowadził Gerritsen, z zawodu lekarza internistę, do grona najpoczytniejszych pisarzy amerykańskich”.

Abby DiMatteo ciężko walczyła o to by zostać lekarzem, obiecała sobie, że zrobi wszystko by móc ratować ludzkie życie. Kiedy była mała, jej brat zginął w wypadku samochodowym i to przesądziło o jej poświęceniu. Jednak co to by był za lekarz, gdyby robił coś z przymusu. Abby taka nie jest, ona kocha swoją pracę, kocha to co robi, a teraz stoi przed wyborem specjalizacji. Wszystko zaczyna się w jej życiu układać, przystojny doktor jej się oświadczył, na dodatek dostała propozycję by stała się jednym z członków zespołu transplantologów – a takie wyróżnienie nie trafia się za często. Tylko nie rozumie dlaczego chłopiec, który jest pierwszy na liście do przeszczepu, ma nie dostać serca.

Doktor DiMatteo zgodnie z własnym sumieniem i pomocą innej lekarki podejmuje decyzję, która zaważy na całym jej życiu i nie tylko jej. Chłopiec na szczęście przeżyje, ale skąd w tak krótkim czasie pojawi się nowy dawca dla żony milionera? Na dodatek znów zostaje ona przesunięta na liście oczekujących, a dokumenty dotyczące dawcy i narządów giną. Abby zaczyna stawiać bardzo niewygodne pytania, tylko jeszcze nie wie, że  walka, której się podjęła, jest bardzo nierówna, i ciężko stwierdzić kto jest przyjacielem a kto kupił sobie ...

No właśnie, w dzisiejszych czasach wiele rzeczy można kupić, wystarczy tylko mieć pieniądze i odpowiednie wpływy. Jednak jak bardzo jest to niesprawiedliwe, gdy idzie o życie, dlaczego Ci którzy są bogaci, którym nic nie brakuje, mają decydować o życiu, o tym, kto dostanie serce a kto nie. Nie od dziś wiadomo, że niektórzy zrobią wszystko by się wzbogacić, jednak jak bardzo trzeba być nieczułym, bez sumienia, by zabijać dla organów?

Tess Gerittsen podjęła się bardzo trudnego tematu, dotyczącego handlu organami. Jest to problem jak najbardziej współczesny i dotyczący praktycznie całego świata. Każdy z nas chce żyć jak najdłużej, jednak nie każdy ma tyle czasu by czekać na dawcę. Dlatego niestety co raz częściej się słyszy o porwaniach dzieci, które stają się dawcami. Jest to po prostu straszne, życie za życie. Ja nie byłabym w stanie żyć ze świadomością, że kupiłam sobie narząd i to od zdrowego człowieka, że zabito kogoś bym ja mogła żyć. Jednak niektórzy myślą inaczej.

„Dawca” to świetny thriller medyczny, który wciąga od pierwszej strony, aż do ostatniej. Nawet nie wiem, kiedy go przeczytam, kartki same się przekładały, aż prawda wyszła na jaw. Tess Geritsen jest świetna, i doskonale przedstawia nam środowisko medyczne, w którym sama do niedawna bardzo dużo czasu spędzała, które zna od podszewki.

Polecam, wszystkim tym, którzy mają ochotę na niezapomniane wrażenia. !

Baza recenzji Syndykatu ZwB

środa, 25 kwietnia 2012

Zabójcze umysły – sezon pierwszy otwarty !!!


Nie wiem jak ja to zrobiłam, jak mogłam przegapić taki serial ! To wprost niewyobrażalne, właśnie leci sezon siódmy a ja dopiero zaczynam. Ale z drugiej strony wszystko przede mną i nie będę musiała czekać na kolejne odcinki ;)
 
„Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.”
Fryderyk Wilhelm Nietzsche

Elitarna grupa profilerów z FBI zajmuje się badaniem psychiki kryminalistów. Pomaga im to w szukaniu zaginionych i porwanych, a dokładniej pomaga to wniknąć w umysł przestępcy i zrozumieć jego metody postępowania. Każdy odcinek to oddzielna sprawa i inne metody poszukiwania.

Nigdy nie przepadałam za serialami takimi jak Kryminale zagadki, czy Kości, za dużo tam było techniki, a za mało działania, za dużo bawienia się w wymyślanie skomplikowanych badań, a za mało myślenia. I właśnie dlatego chyba już po pierwszym odcinku jestem tak zachwycona, zauroczona. Wszystko dzieje się niesamowicie szybko, nie ma czasu na odrobinę wytchnienia, ci ludzie, zespół, cały czas myślą, analizują, stwarzają profil by w końcu dopaść zabójcę. Wszystko jest takie sprawne, szybkie i pewne. Od początku do końca przemyślane. Nie mówiąc już o pewnym geniuszu, który zasila te szeregi :)

„Zabójcze umysły” to serial z którym zdecydowanie warto się zapoznać, nie tylko dla ekipy profilerów ale przede wszystkim dla tych wszystkich psychopatycznych morderców.  Dlaczego wybierają takie a nie inne ofiary, dlaczego akurat w ten sposób mordują, zadają ból. Dlaczego w ogóle pozbawiają innych życia. Ten serial to też kopalnia cytatów !!!

Polecam wszystkim tym, którzy uwielbiają psychopatów !!! A ja muszę się rozejrzeć za książką, która powstała na podstawie  tego serialu, zapowiada się równie nieźle :)

Baza recenzji Syndykatu ZwB

środa, 11 kwietnia 2012

Śmiertelne napięcie – Alex Kava




Wydawnictwo: Mira
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 316
Źródło: Biblioteczka własna


Świat idzie do przodu, pojawiają się co raz to nowsze technologie, żywność co raz mnie przypomina zdrowe jedzenie, a młodzież korzysta z życia jak może. Niestety, jak dla mnie, jest źle, a będzie co raz gorzej. Ludzie przestają panować nad światowym pędem ku dobrobytowi, ku przetwarzaniu wszystkiego i wszędzie, liczy się tylko pieniądz i wykonanie pracy, przy jak najmniejszej stracie energii.

Maggie O’Dell tym razem jedzie do Nebraski, a dokładniej do Parku Narodowego, w którym w dziwnych okolicznościach ginie bydło. Agentka wie, że Kunze wciąż wysyła ją ”by szukała wiatru w polu”, jednak tym razem jej przełożony nie wie, że trafi jej się naprawdę poważna sprawa.  Chociaż trudno uznać, że mordowanie bydła, to coś poważnego, to niestety śmierć i okaleczenie młodych ludzi, już tak. Niedaleko sprawy, którą Maggie prowadzi, dochodzi do dziwnego wydarzenia, grupa nastolatków zostaje silnie rażona prądem, a ci, którym udaje się przeżyć, zaczynają ginąć w dość dziwnych okolicznościach. I choć Maggie oficjalnie nikt nie zlecił tej sprawy, to przejmuje ona śledztwo, które co raz bardziej się gmatwa.

W tym samym czasie w szkołach zaczyna dochodzić do masowych zatruć, uczniowie po zjedzeniu lunchu, nagle zaczynają wymiotować. Po pewnym czasie udaje się ustalić, że to jakiś szczep sallmonelli, jednak jest on dość dziwny, i niestety bardzo odporny na większość antybiotyków. W śledztwie bierze udział Benjamin Platt, przyjaciel Magiie, wybitny specjalista od chorób zakaźnych. Niestety wszystkie tropy zaczynają prowadzić do zachodniej Nebraski, a oba śledztwa mocno się zazębiają. Maggie i Platt odkrywają tajemnicę, które mogą zagrozić bezpieczeństwu narodowemu a przede wszystkim ich życiu.

Alex Kava nie boi się trudnych tematów, był już zamach w supermarkecie, molestowanie dzieci przez księży, skup ludzkich części ciała, teraz przyszła kolej na żywność. Jedzenie, nie da się bez niego żyć, a z drugiej strony, trzeba bardzo uważać co się je, by przeżyć. Tak do końca nie zdajemy sobie sprawy z tego, co kupujemy, a jeszcze tym bardziej z tego, co jedzą nasze dzieci w szkołach. Wierzymy, że szkoła, urzędy dbają o to, co jest serwowane  w szkolnych stołówkach. A jednak może się okazać, że  wcale to nie jest takie dobre dla naszego zdrowia. Drób faszerowany antybiotykami, rośliny modyfikowane genetycznie, a może i coś więcej.

Jak dla mnie to jedna z lepszych książek Alex Kavy, a przeczytałam ich już trochę. Autorka nie tylko świetnie buduje napięcie, ale też potrafi do końca książki, nas w nim trzymać. Do ostatniej strony nie byłam w stanie się od niej oderwać, wstrzymując powietrze i czekając co będzie dalej. Do tego sama postać głównej bohaterki, Maggie, która usilnie walczy nie tylko z przełożonym, ale też z własnymi słabościami. Dla mnie agentka O’Dell to niezwykła kobieta, silna kiedy trzeba, a z drugiej strony potrzebująca przyjaciela, wsparcia, kogoś kto pomoże jej walczyć z przeszłością.

Po książki Alex Kavy sięgam z zamkniętymi oczami, wiem, że mogę się wiele po niej spodziewać, i wiem, że otrzymam nie tylko ciekawą fabułę, wyrazistych bohaterów, ale przede wszystkim ciekawą akcję, niezapomniane wrażenia, no i zakończenie. Jak zwykle zaskakujące, tak trochę otwarte, ale w pełni oddające rzeczywistość.

Polecam, nie tylko fanom twórczości Alex Kavy, ale przede wszystkim tym, którzy nie mieli okazji jeszcze jej poznać, a  warto !!!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harlequin/Mira, za co serdecznie dziękuję !!!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

piątek, 30 marca 2012

Osaczona – Tess Gerritsen




Wydawnictwo: Mira
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 300
Źródło: Biblioteczka własna


Twórczość Tess Geritsen poznałam już niejednokrotnie, dlatego gdy w moje ręce wpadła najnowsza jej książka, wiedziałam, że muszę od razu się za nią zabrać. W końcu to jedna z moich ulubionych autorek thrillerów.

Miranda Wood wiedziała, że źle robi wiążąc się z żonatym mężczyznom, że trudno będzie go wyleczyć z chorej miłości do żony i musiało minąć naprawdę sporo czasu, by zrozumiała, że nic z tego nie będzie, że tylko niepotrzebnie raniła jego rodzinę. W końcu nie była jego pierwszą kochanką, jednak jak każda chciała wierzyć w miłość, tą jedyną, wyjątkową, w te czułe słówka i puste obietnice. Na szczęście przyszedł w końcu ten moment kiedy zrozumiała, że tak dłużej być nie może, że pochodzą nie tylko z różnych światów, ale mają też bardzo różne spojrzenie na świat. I kiedy w końcu zdecydowała się odejść od Richarda, nastąpił kolejny zwrot w jej życiu.

Miranda nie wie, jak to możliwe, że jej kochanek nie żyje, a do tego został zabity w jej domu, w jej sypialni!. Wiedziała tylko, że to wszystko jest jakieś absurdalne, i do tego nikt jej nie wierzy, że to nie ona, że nie miała żadnego powodu by zabijać Richarda, w końcu to ona go zostawiła i nic już od niego nie chciała. Nie wie też dlaczego ktoś wpłacił za nią kaucję, całkiem sporą sumę, na którą jej stać nie było. Teraz kiedy została się sama, wie, że musi zrobić wszystko by udowodnić swoją niewinność, musi walczyć nie tylko o swoje imię, ale przede wszystkim o najbliższe 20 lat życia. Bo tyle jej grozi za morderstwo, którego nie popełniła.

Kiedy w końcu Mirandzie udaje się być co raz bliżej prawdy, kiedy w końcu przekonuje znajomych o swojej niewinności, pojawia się nowy problem – ktoś bardzo się stara by i ona zeszła z tego świata. Zostaje jej co raz mnie czasu na wyjaśnienie zagadki, i na przeżycie !

To zdecydowanie jest to co uwielbiam – morderstwo, wielka intryga, sieć kłamstw i korupcja. Do tego w całą treść wpleciony wątek miłosny, uczucie, które powoli się rodzi, bo końcu nic tak nie zbliża ludzi, jak strach i wspólna walka o życie. I to jest to, za co najbardziej lubię autorkę, to połączenie thrillera z wątkiem romansowym. Tess Gerritsen wspaniale potrafi budować napięcie i oddawać ludzkie uczucia. Cała książka przesycona jest strachem, początkowo tym, związanym z udowodnieniem swojej niewinności, następnie tym, który rodzi się, gdy grozi nam śmiertelne niebezpieczeństwo.

„Osaczona” Tess Gerritsen to książka, która od pierwszej strony wciąga i nie pozwala się od niej oderwać. Napięcie rośnie wraz z każdą kolejną stroną a podejrzanych jest co raz więcej. I prawie do ostatniej strony, do ostatniej linijki, nie sposób zgadnąć, kto za tym wszystkim stoi. Autorka potrafi nieźle namieszać i  dostarczyć naprawdę wielu wrażeń na najwyższym poziomie !!!

Polecam, jest świetna !!!!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa  Harlequin/ Mira, za co serdecznie dziękuję !!!

 Baza recenzji Syndykatu ZwB