Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
DIY: wisior Sailor Moon (Czarodziejka z księżyca)

6/22/2021

DIY: wisior Sailor Moon (Czarodziejka z księżyca)

Kto oglądał nową wersję "Czarodziejki z księżyca"? 😎 To była moja ulubiona animacja w czasach podstawówki (a sentyment do niej pozostał mi do teraz). Zbierałam komiksy + tworzyłam własne 💪, miałam figurki, a na kasetach wideo nagrane kolejne odcinki. Z modeliny kleiłam nawet kryształ przemiany czy magiczne lusterko Michiru - Czarodziejki z Neptuna. Co za czasy!

Dzisiaj zabieram Cię ze sobą w podróż do przeszłości, pokażę bowiem, jak wykonać wisior z Czarodziejką z księżyca - wesołą, choć momentami niezgrabną Usagi (Bunny) Tsukino!


Jedna ze stron mojego komiksu. Byłam z niej bardzo dumna! Chodziłam wtedy do podstawówki.
Jaki prezent na Dzień Ojca? Personalizowany!

6/07/2018

Jaki prezent na Dzień Ojca? Personalizowany!

Na początku wystarczy Twój śmiech, wesołe gaworzenie i rączki splecione wokół męskiego palca. Potem kolorowe laurki: pełne emocji koślawe przedstawienia najlepszego taty, jakiego widział świat - bo Twojego taty, prywatnego taty. Potem jakieś męskie gadżety, może bilet na wspólny koncert, byście razem wykrzykiwali w tłumie słowa piosenki ulubionej kapeli. A potem... no właśnie. Co potem? Jaki prezent byłby najlepszy dla taty?


Ze swoim tatą jeździłam i na koncerty, i zajmowałam miejsce obok w kinie. To on dbał, bym była na bieżąco z animacjami Disney'a (do dziś pamiętam nasze coroczne wypady do kina na premiery) i nie tylko (na wspomnienie cotygodniowych wizyt w wypożyczalni kaset video do dziś kręci mi się łezka w oku: tata wybierał coś dla siebie, a my z siostrą dla siebie - to był nasz rytuał). To on sprawił, że jako przedszkolak oglądałam teledyski Queenów, traktując je jak jeden wielki musical (mogłam tak siedzieć godzinami, wpatrzona i zasłuchana). To on zabierał mnie i siostrę na niedzielne spacery, kiedy schodziliśmy z utartych, wydeptanych ścieżek i eksplorowaliśmy okolicę na własnych zasadach, zgodnie z duchem przygody. To on pokazał mi "Władcę pierścieni", nim film wszedł na ekrany i stał się "modny" (koledzy w gimnazjum wpierw stroili sobie ze mnie żarty - że "selera" czytam [że niby best-seler, jak próbowałam im tłumaczyć], a potem chcieli masowo pożyczać  wydanie kieszonkowe taty - obecnie moje). To on zabrał mnie do kina na "Mumię", choć nie miałam jeszcze wymaganych 15 lat (za to od dawna pasjonował mnie starożytny Egipt). 

Moi rodzice dali mi wiele.
Dziś nie widzę ich idealnych, perfekcyjnych, ale bardziej ludzkich; pewne maski opadły. Bardziej ich może rozumiem - jako rodzic, człowiek dorosły. Ale gdy spoglądam wstecz, lubię wpadać w nuty sentymentalne. Śmiech przy wieczornym łaskotaniu, czytanie do snu przez mamę, seanse z tatą...
Mama zaszczepiła we mnie przywiązanie do starych filmów - zwłaszcza starego kina amerykańskiego, pewnych klasyków. To z nią też oglądałam filmy romantyczne, "wyciskacze łez" wymagające ściskania bogu ducha winnej poduszki. Ona przemycała literaturę dziecięcą do świata mojego i siostry; zresztą oboje z tatą czytali, a w naszym domu widok regału zapełnionego tomami nie był widokiem rzadkim. To z mamą śledziłam losy przeróżnych serialowych bohaterów.
Tata pokazywał filmy. To on wprowadził mnie do świata Gwiezdnych Wojen, pokazał Indianę Jonesa -  nie miałam wtedy nawet nastu lat. To tata wzdychał na moje zachwyty Britney, by odetchnąć po kilku latach, gdy zaczęłam słuchać "dojrzalszej" muzyki. Sprzedałam mu fascynację Linkin Parkiem, Apocalypticą, razem odkrywaliśmy Rammsteina. Znajomi śmiali się, gdy mówiłam, że z tatą jadę na koncert ulubionej kapeli - mnie śmieszyło jedynie ich rozbawienie. Mieć w domu kumpla, z którym możesz dzielić się swoją radością i zamiłowaniem (a który dodatkowo posiada prawo jazdy i podwiezie cię w obie strony): bezcenne!
(Nic dziwnego więc chyba, że zostałam kulturoznawcą - rodzice odcisnęli na mnie piętno. Nawet jeśli ich edukacja kulturalna była przypadkowa, zwyczajnym dzieleniem się z dziećmi własnymi pasjami czy zamiłowaniem.)

Kiedy więc pojawiła się możliwość przetestowania personalizowanych prezentów dla taty - takich rodem z jego ulubionych filmów - nie mogłam przepuścić takiej okazji! To gratka dla fanów, ale też coś osobistego, z mrugnięciem oka. Ostatecznie wybór padł na Gwiezdne Wojny oraz Jamesa Bonda.



Ten kubek ma moc. Po pierwsze dlatego, że można wypić z niego dowolny trunek, który zaklnie rzeczywistość na naszą korzyść. Po drugie, wybrałam największą wielkość: kubek latte o pojemności 500 ml (są jeszcze rozmiary standardowy - 330 ml oraz duży - 415 ml). Do dziś pamiętam bowiem, jak tata spijał herbatę z... kufla na piwo. Co by więcej na raz było.

Kubek jest dość wysoki, ale na tyle smukły, że w ogóle nie sprawia wrażenia wielkiego. Ścianki są grube, więc jest nadzieja na trzymanie ciepła kawy czy herbaty. A napis? Wykonany profesjonalnie, po obu stronach, niezależnie więc od ustawienia kubka, można spojrzeć na grafikę, odczytać słowa i uśmiechnąć się pod nosem. W ramach personalizacji podaje się dowolne imię rodziciela - wystarczy wpisać je w odpowiednie pole na stronie przedmiotu. Potem klikamy w "Dodaj do koszyka", a system automatycznie wysyła informację o wybranej przez nas opcji.



DIY: domek dla lalek w pudełku po butach

2/20/2018

DIY: domek dla lalek w pudełku po butach

Gdy byłam dzieckiem, miałam sporo lalek, ale żadnego domku dla nich. To był ten czas, gdy furorę robił różowy piętrowiec zdolny zmienić się w parterowiec - modułowy dom dla Barbie - miały go obie moje kuzynki (czego z siostrą długo im zazdrościłyśmy). Byłam jednak dzieckiem, w gruncie rzeczy, samowystarczalnym. Nie ma domku? Zrobię sobie domek. Proste! Nie pamiętam, co pierwotnie znajdowało się w tym pudełku. Wyśmienicie zakodowałam sobie jednak we wspomnieniach to, co z niego powstało: małe mieszkanko dla (o dziwo nie jednej z moich długonogich Barbar i koleżanek) szmacianki Róży: lali uszytej dla mnie przez mamę i babcię, która to lala była taką miłą cioteczką dla Barbie&Co. W jednej ze ścian wycięłam drzwi, obok okienko (tak, tak, szyb co prawda nie było, ale otwory zdolne wpuszczać światło już tak), wyrysowałam co potrzebniejsze sprzęty, dokleiłam elementy z papieru, by uzyskać efekt 3D. Na pewno nie miałam jeszcze 10 lat. Albo 11.

Dzisiejsze DIY to wspomnienie tamtych czasów. Reminiscencja na podłodze w pokoju dzieci. Mariaż starego i nowego. Kontynuacja. Ciągłość historii. Czy moja córka będzie kiedyś robić taki swoim pociechom?


w poszukiwaniu domu idealnego

3/08/2017

w poszukiwaniu domu idealnego

Człowiek poznaje siebie przez całe życie. Do tej pory byłam przekonana, że - przynajmniej jeśli chodzi o bryłę domu - jestem romantyczną i tradycjonalistką. Że najbliższe mojemu sercu są angielskie domki, najlepiej z kamienia. Obrośnięte bluszczem, z ogrodem, który tylko pozornie wygląda na zaniedbany (gdy tymczasem plątanina roślin to zamierzony efekt dzikości). Przeglądałam jednak foldery z gotowymi projektami domów jednorodzinnych, otworzyłam kilka w oddzielnych oknach i... patrząc z dystansu, na którąś z rzędu formę, doznałam niemałego szoku. Celowałam wyłącznie w formy nowoczesne. Proste bryły, nierzadko duże okna, przestrzeń wewnątrz (niemal we wszystkich przypadkach dół otwarty - salon połączony z kuchnią). "O, to coś nowego", rzuciłam do siebie, choć w sumie nie byłam aż tak zdziwiona. Napatrzyło się dziecko folderów, pism wnętrzarskich, to teraz ma przed oczami nie typowy domek Kowalskiego na kredyt, ale przestrzeń przemyślaną, a wewnątrz - niebanalną, czyt. własną - z przedmiotami gromadzonymi przez lata, ukochanymi, wypieszczonymi, z nowymi pomysłami, które śmielej wcielane są w życie, bo człowiek i bardziej świadomy siebie, i odważniejszy. 

Ot, na przykład taki dom "Ciekawy 1" (założę się, że użyty w nazwie przymiotnik był pierwszym słowem, jakie cisnęło się na usta, gdy projekt został opracowany): prosta, w zasadzie bardzo prosta bryła. Trochę jak z rysunku dziecka - wycięte podłużne "otwory" na okna. Z jednego miejsca forma może się wydawać dość toporna, ale wystarczy spojrzeć na widok ze strony ogrodu, by poczuć pewną lekkość. A wewnątrz? Przestrzeń i jasność; zapewne za sprawą wysokiego sufitu i okien dachowych...



 

Co do personalizacji projektu - przemalowałabym tę ciemną powierzchnię nad strefą telewizyjną na jakiś jaśniejszy odcień - ten niemal czarny grafit przywodzi mi na myśl geometryczną burzową chmurę... Ale wiadomo - to tylko propozycja, kolory każdy dobiera podług siebie.



Mieć jeszcze tylko dużą działkę... By przestrzeń widoczna za oknem nie była otwarta na podwórko sąsiada (a przez to krępowała mnie, kiedy będę we własnym domu), ale pozwalała się odprężyć, poczuć bliskość z przyrodą... Och, gdyby tak kawałek ziemi z jeziorem albo rzeką... Widokiem na góry? Moja wyobraźnia wybiega w dal, nie chcę jej hamować...


Pozostajemy przy trójkątnych, prostych formach. Tutaj nawet nazwa jest prosta: "Ekonomiczny 2B" - B, bo większy, co mnie satysfakcjonuje w pełni, można bowiem zaaranżować poddasze (choć w założeniu jest to dom parterowy). Z zewnątrz dom wydaje się mały, ale w środku wita nas duża, otwarta przestrzeń, dodatkowo podkreślona sprytną zabudową kuchenną, ale o tym poniżej.




Ta "klatka schodowa"! Korciłoby mnie, żeby pomalować tę ścianę z telewizorem na jakiś wyrazisty kolor... Ostatnio oczarował mnie kobalt i trzyma silnie w swych objęciach... Zwłaszcza jego jaskółczy odcień - ten od Benjamin Moore...
Kominek jest niewielki, ale mnie wystarcza w pełni - to moje marzenie, trochę niespełnione... Namiastką kominka był dla mnie piec kaflowy w mieszkaniu w kamienicy mojej przyjaciółki z dzieciństwa - czasem jako dzieci wpatrywałyśmy się w otwarte drzwiczki od paleniska, w tańczące iskry ognia... Nie wiem, może to przywołanie pamięci kulturowej (jeśli coś takiego istnieje), powrót do struktur pierwotnych, kiedy plemię zbierało się wokół paleniska, które spajało różne aspekty życia.. 
Plus - bo nie mogłabym o tym nie wspomnieć - ściana jako regał/y. Według mnie must have każdego szanującego się domu. Bez należycie zaadaptowanego miejsca na książki, dobrze urządzone wnętrze dla mnie nie istnieje!



Ciekawie rozwiązano problem przechowywania w tej kuchni - wszystkie szafki przesunięto na jedną ze ścian, a dzięki niwelacji uchwytów i jednakowym frontom na całej powierzchni uzyskano efekt... ściany, po prostu. Powiększyła nam się optycznie przestrzeń. Blat roboczy (ze zlewem oraz palnikami) umieszczono obok, na wyspie. Jest widok na ogród... Poranki w takiej kuchni mogłyby być sympatyczne!


Pokój na poddaszu bardzo mi się podoba. I ta lampa sufitowa! - według mnie najpiękniejsza do pokoju dziecięcego... Marki Brokis, nazwana przez projektantów Memory Light, ale znana jako Balonik. (I stół pomalowany farbą tablicową - chętnie przytuliłabym projektanta tego pomieszczenia! ;D)


Ciekawi mnie również ta forma... Trochę jak budowla z klocków - pewnie poprzez obramowania szklanych powierzchni... Podoba mi się podział bryły - przecież elewacja nie musi być wszędzie taka sama... (Ten dom nazywa się już poważnie: "AJR 19 wersja A".)




A jaki dom byłby Twoim wymarzonym?


Wpis powstał we współpracy z serwisem extradom.pl.

prezenty na Dzień Babci i Dzień Dziadka (cz.2)

1/17/2017

prezenty na Dzień Babci i Dzień Dziadka (cz.2)

Dzisiejsze propozycje pochodzą z szufladki "rękodzieło" i mogą być przygotowane (miejscami z niewielką pomocą rodziców) przez dzieci.

Pomysł na igielnik-muffinkę prezentowałam już w propozycjach świątecznych prezentów handmade (TUTAJ), ale uznałam, że dobrze go przypomnieć. W tym zestawieniu nie pojawi się natomiast poduszka (na schorowane plecy babci czy dziadka) ani ramka ze sklejki, która może służyć za nietypową laurkę. Skupiłam się na przedmiotach, które dzieci mogą wykonać samodzielnie (ewentualnie z małą pomocą kogoś starszego).

dla babci

naszyjnik ze słomek


Potrzebne będą:
 - słomka do napojów (najlepiej gruba)
 - włóczka zpaghetti albo bawełniana koszulka pocięta na długie sznurki
 - nożyczki
( - pianki do podjadania w trakcie pracy - opcjonalnie)



Wykonanie:
Odcinamy długi kawałek sznurka/włóczki. Robimy supełek mniej więcej w 1/3 długości sznurka. Słomkę tniemy na równe kawałki, mniej więcej centymetrowe (można też eksperymentować z wielkościami). Nawlekamy pierwszy słomkowy "koralik" od dłuższej strony włóczki - by osadził się na supełku. Robimy kolejny supełek. Postępujemy według wzoru: supełek-koralik-supełek, aż do wyczerpania materiałów. 
Naszyjnik gotowy!





igielnik w formie muffinki

Moja babcia uwielbia szyć. W zasadzie obie moje babcie szyły: pierwsza (mama mamy) ręcznie, z wyobraźni, co podpowiedział jej instynkt i fantazja, druga (mama taty) z wykrojów, za pomocą maszyny do szycia. Myślę, że obie ucieszyłby taki "gadżet".

instrukcję wykonania pokazywałam TUTAJ



dla dziadka

mucha ze słomki do napojów


Pierwszy raz wykonywałam tę muchę w podstawówce, na Dzień Ojca. Pomysł znalazłam w genialnej książce "Każde dziecko to potrafi", którą uwielbiałam przeglądać - byłam wręcz uzależniona! Najbardziej podobały mi się figurki glinianych jeżyków. Do dzisiaj nie miałam sposobności ugniatać glinianej masy, ale co się odwlecze, to nie uciecze! Tymczasem podrzucam pomysł na nonszalancką, zawadiacką muchę. (Dla siebie też można taką zrobić!)

Potrzebne będą:
 - słomka do napojów z harmonijką (zginająca się)
 - agrafka
 - nożyczki



Wykonanie:

1. Obcinamy słomkę z dłuższej strony tak, by jej długość po obu stronach harmonijki była taka sama.



2. Nacinamy słomkę po obu stronach, dojeżdżając prawie do harmonijki. (Nacięcie i z prawej, i z lewej powinno być z tej samej strony).


3. Rozchylamy słomkę w miejscu rozcięcia, zginamy w połowie i zagiętą część wsuwamy w niezagiętą, kierując w stronę harmonijki (środka słomki). Tworzy się pierwsza strona kokardy. To samo robimy z drugą stroną.


4. W gotową kokardę wsuwamy agrafkę. 


5. Pozostaje znaleźć miejsce do przypięcia muchy! Może na swetrze?




medal za zasługi

...częstowanie słodyczami pod nieobecność mamy, wspólne sklejanie modelu, czytanie książeczek, lepienie z plasteliny szalonych konstrukcji, tworzenie rodzinnej kapeli dającej koncert na garnkach... Zasług może być wiele albo... w ogóle - bo medal można podarować również ot tak, jako dowód bezinteresownego uznania i miłości. 

instrukcję wykonania znajdziecie u Kersey: www.andweplay.com


zdjęcie i projekt : Kersey Campbell, And We Play (źródło)


A co Wy planujecie dla Waszych dziadków? (pytanie do rodziców i dzieci ;D)

Zdjęcie ze strony And We Play udostępniłam za zgodą autorki, Kersey Campbell.

prezenty na Dzień Babci i Dzień Dziadka (cz.1)

1/15/2017

prezenty na Dzień Babci i Dzień Dziadka (cz.1)

Jako dziecko lubiłam spokojne, beztroskie godziny u rodziców moich rodziców - czasem bywało różnie, ale przeważnie wspominam dom pełen zapachów (czy to doskonałych mięs mamy mojej mamy i świeżo mielonej kawy, czy ciast mamy mojego taty), dźwięków (czy to radosnych przyśpiewek rodzaju Szła dzieweczka do laseczka taty mojego taty, czy głosu lektora programów przyrodniczych, które namiętnie oglądał tata mojej mamy). Przestrzeń zielona: z palmą na środku pokoju (samodzielnie wyhodowaną przez dziadka z daktylowej pestki) albo pomidorkami koktajlowymi na balkonie babci (które pękały w ustach, jedzone w całości). 

Dziadkowie. Zupełnie inaczej podchodzę do tego określenia, spoglądając na swoich rodziców: z większą ilością zmarszczek, siwych włosów... Z wnukami, którzy w zasadzie niby lat nie dodają, a jednak coś się zmienia... Teraz moje dzieci wrastają w wiek, z którego będą zbierać wspomnienia podobne do moich. Przyglądam się temu z dziwną mieszanką uczuć: z jednej strony wracają wspomnienia (niektóre doskonale ożywione, jakbym młodniała w środku o kilkanaście czy nawet dwadzieścia lat), z drugiej mam świadomość, że stare już nie wróci, a rzeczywistość moich maluchów jest inna.

Przypominam sobie swoisty coroczny rytuał, gdy w połowie stycznia siadałam do stolika uzbrojona we wszystkie swoje flamastry, kredki, kolorowe kartki, podpytywałam mamę o ulubione kolory babć, zainteresowania dziadków, i kreśliłam tematyczne laurki. Dla dziadka Zygmunta koniecznie z grzybem - największym prawdziwkiem, jaki mógłby sobie wyobrazić (najczęściej dziadek na moim rysunku był mikroskopijny, a grzyb zajmował całą stronę), dla babci Czesi z granatem w różnych odcieniach i koralami, dla babci Lidzi z dziką wiązanką kwiatów, dla dziadka Ramona z bujną roślinnością jak jego pieszczony zakątek w mieszkaniu. Moi dziadkowie nie dostawali innych prezentów, bo też nigdy innych nie chcieli - laurka stworzona samodzielnie przez wnuki była dla nich kwintesencją podarunku idealnego (a może dobrze się ukrywali? ;)). 
I choć podtrzymuję tradycję, namawiając Małego Johna na rysowanie, nic nie stoi na przeszkodzie, by pomyśleć o innych upominkach dla dziadków. 

Poniżej kilka moich propozycji/pomysłów (w tym poście "gotowców", w kolejnym do samodzielnego przygotowania):


magnesy
z najpiękniejszymi chwilami

To był bożonarodzeniowy strzał w dziesiątkę - na próbę zamówiłam zestaw dwunastu małych magnesów, głównie z podobiznami dzieci, z których kilka rozdałam dziadkom przy okazji wymieniania się życzeniami świątecznymi. Wszyscy byli zachwyceni - pomysł pochwalił nawet mój małżonek, który zwykle sceptycznie podchodzi do moich zakupów.
To prezent i praktyczny (na lodówkę czy inne metalowe powierzchnie, magnes jest mocny i spokojnie utrzyma kartkę, a nawet kilka), i sentymentalny (przywołujący wspomnienia albo uśmiech, kiedy zerkasz na twarze najbliższych, ich zabawne miny czy zatrzymane w kadrze gesty).
Proces tworzenia jest niezwykle prosty (korzystałam ze strony do-kwadratu.pl): jeśli posiadasz Instagram, wystarczy pozwolić programowi wczytać zdjęcia i potem wybrać te do wywołania. Można również załadować własne fotografie i przyciąć z pomocą intuicyjnego edytora. To wszystko! Zamawianie trwa może... pięć? Dziesięć minut?
W naszym mieszkaniu jeden z magnesów zawisł na ekspresie do kawy (o wiele przyjemniej parzy się ją o poranku, mając obok jedno z moich ulubionych ujęć), inny na metalowej puszcze, jeszcze inne na lodówce (tworząc mini galerię, bo zdjęcia-magnesy podtrzymują zwykle fotografie).

Razem z teamem do-kwadratu.pl mam dla Was niespodziankę:
wystarczy wpisać przy zamawianiu kod...
NEFERTARI2017 
...a uzyskacie 20% na kwadratowe magnesy!
Kod jest ważny do końca stycznia!











magnesy-laurki

Hybryda taka, a co. Rysunek dziecka i magnes w jednym. Jak to zrobić? Wystarczy kartka papieru naklejona na specjalny arkusz magnetyczny. Gotowiec (pusty arkusz magnetyczny do samodzielnego ozdobienia) można kupić w sklepie Flying Tiger (zerknij TUTAJ).




książka-dziennik
do przechowywania wspomnień


Żałuję, że nie byłam bardziej uważna. Cierpliwa. Że gnałam gdzieś, za sprawami niby-to pilnymi, a z perspektywy czasu... mniej istotnymi, niż się wydawały. Żałuję, że nie wysiedziałam bardziej kuchennego krzesła, kiedy babcia parzyła sobie kawę, a mnie - niepełnoletniej - robiła Inkę. Że nie wygrzałam fotela przy telewizorze dziadka, który oglądając program o kolorowych egzotycznych ptakach, lubił czasem wspominać czasy młodości. Że nie notowałam: opowieści, historii, anegdotek. Tych rzuconych ot-tak, i tych odświętnie wyjętych z pamięci. Dziś pamiętam urywki; "sikorki" w języku dziadka to młode panny, za którymi warto było się oglądać, dancingi, świat spotkań w kawiarniach (każda z panienek w spódniczce, prawdopodobnie na obcasiku), służby w wojsku... Lata łagodne, lata trudne. Wspomnienia miłe i te mniej. Żałuję, że nie pytałam.

Dzisiaj wychodzi się nam naprzeciw; jeśli dziadkowie nie prowadzą swoich dzienników, można im takowy sprawić (np. TUTAJ - wersja dla babci TU, dla dziadka TU). Miejsce na proste drzewo genealogiczne, wspomnienia, zdjęcia... By zachować to, co ulotne. By po człowieku pozostało coś więcej - jego Historia, jego Opowieść.

Mam tylko jedno zastrzeżenie co do tego typu rozwiązań: powinno być wdrażane z bliskimi. Nie na zasadzie: "Masz, dziadek, popisz sobie, zdjęcia powklejaj, po kilku miesiącach wpadnę, to sobie obejrzymy, pośmiejemy się, wzruszymy, a potem do widzenia, papa, na kolejne kilka miesięcy." Niech to będzie mobilizacja dla obu stron: jednej, by sobie przypominała i zechciała o tym opowiedzieć, dla drugiej, by słuchała i notowała. By była. Oczywiście są tacy, dla których wyprawa w przeszłość to podróż intymna, których pisanie w samotności ucieszy, wypełni czas. Wierzę jednak, że większą radość przyniesie wspólne tworzenie księgi wspomnień.

PS. Przygotowując ten wpis, pomyślałam sobie, że do takiej księgi świetnie nadałyby się naklejki ze zdjęciami, które również można zamówić na do-kwadratu.pl. Skan starej fotografii - edytor na stronie - i gotowe!







w składzie porcelany

12/10/2016

w składzie porcelany


W mieszkaniu mojej babci stoi lakierowana meblościanka; dzisiaj doceniam niezwykły wzór ze słojów drewna (powracam tym samym do dziecięcych fascynacji tymi kołami i okręgami, która wydała mi się w okresie lat nastu przeżytkiem, czymś niemodnym, może babcinym właśnie). Jedną z jej części stanowią dwie półki ukryte za szkłem, a tam kolekcja babci: porcelana i kryształy, polerowane w okresie przedświątecznym, bo i na święta wyciągane. Wystawa błyszczących, kruchych skorup, którym przyglądałam się jako dziecko z lekkim zaintrygowaniem, ale i znudzeniem jednocześnie. Znałam je przede wszystkim zza szyby - tak wyglądała ich codzienność. Piękne, trochę muzealne. Jak dotykanie wzrokiem misternych ludzkich wyrobów na wystawie - przez szklaną powłokę, która odbija światło. 

Kiedy zobaczyłam Ich odbicie w tym szklanym zwierciadle... Pradziadek i prawnuczka. Wpatrzeni w porcelanę i kryształy prababci. Gdzieś w tle prawnuczek bawił się garażem dla resoraków, improwizując wypadek samochodowy. Wizyta w składzie porcelany...

***

Z czasem doceniam przedmioty. Kiedyś wydawało mi się, że wystarczy mi jeden serwis obiadowy z Ikei - talerze dobrane kolorystycznie, minimalistyczne, ale nowoczesne. Nie lubiłam klasyki, nudziła mnie, kojarzyła się z tanimi barami. Jak się myliłam, jak nie doceniałam materiału! Z każdym kolejnym rokiem i poznawaniem ludzi, których pasją jest wypiekanie delikatnych skorup, malowanie ich i oczekiwanie z błyskiem w oku na efekt (bo nigdy nie wiadomo, jaki ostatecznie będzie), przybywa we mnie szacunku i uczucia dla ceramiki. 
Dzisiaj nie muszę mieć kompletu, idealnego i zgranego. Codziennie się zmieniam, zmienia mi się gust... W tej chwili bliższy mi eklektyzm - zbieractwo... Przed publikacją tego wpisu zjadłam kolację z talerza, który spokojnie mogłabym kiedyś nazwać babcinym: ceramiczny, duży, z karbowanym brzegiem pokrytym złotą farbą, muśnięty liliowymi malunkami kwiatów... Jako dziecko uznałabym go za romantyczny i piękny, jako nastolatka za nudny i stary, a dzisiaj...? Uśmiecham się na jego widok i zastanawiam, kto jadł z niego przede mną, kto go przedtem malował, wypiekał, kto stwierdził, że właśnie tak ma wyglądać...

Moje ceramiczne zachciewajki zdradziłam TUTAJ.
Natomiast poniższe kadry z tegorocznego Łódź Design Festival (moja relacja TUTAJ) zahipnotyzowały mnie. Stałam przed tą "wystawą", jak niegdyś przed meblościanką babci. I znów wpatrywałam się w porcelanę.