Chomiś po nocnym maratonie zakopuje się głęboko pod ściółką w swojej klatce, nad łebkiem tworzy nasyp z trocin, a potem godzinami odpoczywa, wychodzi tylko po to aby coś przekąsić albo dać się wyprzytulać dwunożnym domownikom. Latem i wczesną jesienią zasypiał w pozycjach dowolnych na stanowiskach nieosłoniętych, eksponowanych, a teraz kuli się w gnieździe, przykrywa ze wszystkich stron. Patrzę na to maleństwo i muszę przyznać, że nieźle to sobie wykombinowało - z miłą chęcią bym poszła w jego ślady (wyłączając maraton).
...Wymościć sobie łóżko nieskończoną ilością puchowych poduszek, obwarować stosami książek, zaparzyć Earl Greya w wiadrze najlepiej, spod kołdry wyłazić tylko na okoliczność przygotowanego przez innych posiłku i tak przeczekać chłody, ale by było cudnie! Na tydzień przed Gwiazdką obudziłby mnie z tego zimowego półsnu Michael Bolton albo George Michael - byłabym wypoczęta, nasycona lekturą, błogo połechtana nicnierobieniem i chętna do roboty. Nie wiem jak będzie w istocie, bo zamiast zainspirowana chomisiem okopać się w sypialni robię wprawkę przed grudniowym wyrabianiem pierogów i uszek. Już chce mi się lepić więc lepię, czasu na nicnierobienie jakoś znaleźć nie mogę, a może raczej nie potrafię…
Poniższe pierogi jedynie kolor mają rewolucyjny, wnętrze jest banalne, bo ruskie. Gdy powiedziałam dzieciom, że dziś serwuję wiosenne pierogi postukały się w czoło, że matka przypuszczalnie straciła resztki rozumu "okej, okej - pierogi nie są wiosenne wcale, jedynie kolor mają zielony" - sprostowałam.
Dobrze im ze śmietaną i koperkiem, polecam jako element jesienno-zimowej chromoterapii.
...Wymościć sobie łóżko nieskończoną ilością puchowych poduszek, obwarować stosami książek, zaparzyć Earl Greya w wiadrze najlepiej, spod kołdry wyłazić tylko na okoliczność przygotowanego przez innych posiłku i tak przeczekać chłody, ale by było cudnie! Na tydzień przed Gwiazdką obudziłby mnie z tego zimowego półsnu Michael Bolton albo George Michael - byłabym wypoczęta, nasycona lekturą, błogo połechtana nicnierobieniem i chętna do roboty. Nie wiem jak będzie w istocie, bo zamiast zainspirowana chomisiem okopać się w sypialni robię wprawkę przed grudniowym wyrabianiem pierogów i uszek. Już chce mi się lepić więc lepię, czasu na nicnierobienie jakoś znaleźć nie mogę, a może raczej nie potrafię…
Poniższe pierogi jedynie kolor mają rewolucyjny, wnętrze jest banalne, bo ruskie. Gdy powiedziałam dzieciom, że dziś serwuję wiosenne pierogi postukały się w czoło, że matka przypuszczalnie straciła resztki rozumu "okej, okej - pierogi nie są wiosenne wcale, jedynie kolor mają zielony" - sprostowałam.
Dobrze im ze śmietaną i koperkiem, polecam jako element jesienno-zimowej chromoterapii.
Przepis na szpinakowe ciasto pierogowe pochodzi z książki Magdy Gessler "Smaczna Polska"
składniki dla 4-5 osób:
dwie solidne garści szpinaku świeżego,
1/2 kg mąki,
2 jajka szczęśliwe,
kilka łyżek ciepłej wody do uzyskania właściwej konsystencji ciasta,
odrobina soli,
200 g sera białego półtłustego,
200 g ugotowanych w mundurkach ziemniaków (sypkie będą lepsze od kleistych),
duża cebula,
łyżka masła,
sól,
pieprz,
kwaśna śmietana,
koperek
Zaczynamy od zmiksowania w malakserze umytego szpinaku, potem dorzucamy resztę składników, wodę pozostawiając na koniec. Gdy malakser pracuje przez górny otwór dolewamy jej tyle by ciasto miało jednolitą, dość zwartą konsystencję. Nie trzeba by odpoczęło, z miejsca można uformować z niego kulę, następnie placek i zacząć wykrawanie kółek.
Farsz do ruskich każdy robi wedle uznania. Ja mieszam ugotowane ziemniaki i ser 1:1, zwyczajowo dodaję także majeranek, którego w zielonych pierogach poskąpiłam bo kłóciłby mi się z wierzchnim koperkiem. Wystarczyły sól i pieprz, no i nieodzowna, delikatnie podduszona cebulka. Szpinak wchodzący w skład ciasta nie miał niemal żadnego wpływu na smak, za to na uciechy wizualne jak najbardziej. Pierogi gotowałam w osolonej wodzie przez 2 minuty od wypłynięcia, po wyłożeniu na talerz polałam kwaśną śmietaną i posypałam koperkiem.