Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmyślania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmyślania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 sierpnia 2016

Za mną...

Znów mnie chwilę nie było... Wyłapałam jakiś mega dół. Ale to już za mną. Z serca dziękuję Wam za wsparcie. Najgłupsze jest to, że sama sobie to zafundowałam. Budda mówił: "Umysł jest wszystkim. Jak myślisz, takim się stajesz". No a moje myśli urządziły (z powodzeniem niestety) super akcję sabotażową. Myśli też trzeba pilnować, i to bardzo. I czasami odbyć poważną rozmowę z samym sobą. Mnie to dobrze zrobiło ;).
Nadrabiam teraz zaległości w różnych dziedzinach. Między innymi mam do posegregowania duuużo fotek. Już zaczęłam :). Będzie się działo :). Pierwsze efekty poniżej.
Niedawno byliśmy z pierwszą wizytą w nowym mieszkaniu naszej przyjaciółki i jej synka. Ula dostała "na nowe mieszkanie" piękny storczyk, a Kajtek pudełko na kredki i kredki do niego oczywiście :).
Dół w całości pomalowany energetyczną, pomarańczową bejcą. Wieczko z moim ulubionym misiem.
Życzę Wam cudownego weekendu :)

poniedziałek, 3 listopada 2014

Zaduma

Czyli jeszcze refleksyjnie po weekendzie.

A taki widok był wczoraj z cmentarza w mojej wiosce.

Cóż tu więcej pisać?

środa, 10 września 2014

Poranne zamieszanie przy drzwiach.

Jak wyglądaja proanki u nas w domu? Ano jak tylko koty się połapią, że nie śpimy to domagają się otwarcia drzwi i wypuszczenia na dwór. Jak to wygląda? Zobaczcie sami :) W roli odźwiernago mój Mąż.
"Gdzie jesteście?"
"Otwieraj, otwieraj!"
"Ja, ja pierwsza!" _ Żabcia
"Szybciej, szybciej!"
"Ja tam wolę się nie pachać" - Feluś
Mania też bez ścisku.
Cuda, dziwy - Piszczysia spała w domu ;).
A na końcu nasz biedy Cyrylek... Jemu się nie spieszyło nigdy i nigdzie.

Lato się prawie skończyło. Liście lecą z drzew i pachnie jesienią. Dni jeszcze cudownie ciepłe potrafią być i mimo szalonego gwaru szapków na dębie czuć, że wszystko już zwalnia...
Lubię ten czas. Spokojniejszy, mniej gorączkowy niż szalona wiosna, mniej intensywny niż lato w pełni... Dla mnie czas przemyśleń, nowych planów, innego ułożenia planu dnia, bo juz i wcześniej robi się ciemo i temperatura nie zawsze pozwala na spędzanie czałego dnia poza domem. Z jednej strony troszkę smutno, z drugiej spokojniej, wolniej.
Słonka Wam życzę :)

środa, 2 kwietnia 2014

Na opak

Od jakiegoś czasu idzie na opak... Od poniedziałku, jak tylko mąż wyjechał w delegację, walczę z piecem. W dzień już nie palimy, ale noce jeszcze chłodne, a Syn mały więc wypadałaoby żeby było w miarę ciepło. Gaśnie jednak i budzimy się w zimnym domu.
Wczoraj wieczorem rozpalałam 2 razy, a i tak zgasło. Rano rozpaliłam, żeby trochę dogrzać po nocy, znów coś nie tak... Mąż przez telefon doradza co zrobić. Jak się okazało przestawiłam ustawienia przepalania i nie miało prawa się palić. Na razie jest OK.
Ale chyba dziś wszystko jakoś nie tak... Niby drobiazgi, ale...
Przygotowałam mięso na glasz, obsmażyłam, przełożyłam do garnka, dodałam wodę i... gazu już nie zapaliłam.
Zarabiając ciasto na chleb dałam za dużo oleju i nie podstawiałam talerzyka pod mieszadła miksera - cały blat upaprany.
Wlałam do czajnkia wodę na herbatę i go nie włączyłam.
Włączyłam zmywarkę, a gdzieś w połowie programu "odnalazłam" brudne talerze, które jeszcze bym zmieściła...
W "międzyczasie" zwiała mi Gusia (nie puszczamy jej na dwór bo jest przed sterylizacją), coś tam się rozsypało, coś spadło, syn wyrzucił 3/4 zabawek z kojca.
Chodzę w kółko i robię puste przebiegi...
Lekki obłęd.
Nie znoszę takich dni! Nie cierpię wrażenia, że kręcę sie kółko jak chomik w kółeczku do biegania i że kompletnie nie panuję nad tym co się dzieje. W głowie gonitwa myśli: to do zrobienia, tamto czeka...
Macie jakieś sposoby na "odczarowanie" takiego czasu? Jeśli tak to podzielcie się, proszę.
Ja mam zamiar wejść pod prysznic i "zmyć" z siebie te złe emocje. Ale to dopiero jak Synek będzie miał drzemkę.
Dobrze by było wyjść na spacer, ale co chwilę pada.
No to choć obejrzyjmy wiosenne zdjęcia :)
Pracowite pszczółki nie mają takich jak my dylematów... Zazdrościć im czy nie?
Przyuważyłam synogarlicę na "zaczątku" gniazda. Niestety nie bardzo chiała pozować i po jednej fotce uciekła, a że nie chcę jej denerwować więcej podejść z aparatem nie robię.
Na szczęście roślinki łaskawsze pod tym względem i można psrykać do woli ;)
Pięknego dnia Wam życzę :)

niedziela, 30 marca 2014

Nie nudzę się

Ale najpierw dziękuję Wam serdecznie za wsparcie! Macie o mnie tak wysokie mniemanie, że aż sama zaczynam o sobie lepiej mysleć. Jednak zawsze rodzi się pytanie czy nie mogłam zrobić więcej, wcześniej zareagować, coś zauważyć itp? Pytania bez odpowiedzi... Tak mi się, z poczucia bezsilności ulało, z tym bezsensem zbierania koteczków. Wiem, że pomaganie ma sens choćby tylko na chwilę miało być im dobrze. Wiem, że jak znajdzie się kolejna bieda (a za niedługo będzie wysyp kociaków), to rzucę wszystko i polecę ratować w miarę swoich możliwości. Pewnie jeszcze nie raz nie uda mi się wygrać z chorobami, zabiedzeniem. Ale każdy uratowany kotek to jedno nieszczęście mniej. Wiem na co się piszę, ale jak się nie udaje, to ta świadomość nie sprawia, że jest łatwiej, że mniej boli. Niesamowita jest jednak świadomość, że tylko dobrych serc jest blisko, nawet jak fizycznie jesteście daleko. Choć tak naprawdę nie umiem wyrazić słowami tego co czuję czytająć Wasze komentarze. To naprawdę wielkie szczęście mieć Was przy sobie :).
Z serca DZIĘKUJĘ!
Próbuję się ogarnąć, otrząsnąć. Wszystkie moje plany dnia itp, więły w łeb. Trzeba znów wrócić na dobre tory. Oby mi się to szybko udało.
Futra bardzo dbają żebym się nie nudziła, żebym nie miała czasu na płacze. Jakby chiały powiedzieć "My jesteśmy z tobą, zajmij się nami".
Wczoraj rano znów pędziliśmy do wetów, bo Mitusi leciała z noska krew. Cyryl znów ma kłopoty z okiem, więc też pojachał.
Mitka miała wcześniej troszkę kataru, więc nie wiemy czy to podrażnienie, czy też nie daj Boże, zjadła jakąś podtrutą mysz. Dostała wit. K, antybiotyk i inne leki. Wczoraj wszystko było OK. Dziś też jest dobrze. Mam apetyt i dobry nastrój. Ona nie jest pieszczochem, a wczoraj domagała się głaskania. Trochę jej się nie podobało, że jej na dwór nie puszczamy, zwłaszcza jak się wypogodziło.

Cyryl miał kiedyś (jeszcze znim się do nas przeprowadził) rozrwaną 3 powiekę zapewne w wyniku jakiejś bitwy kociej. Jest po operacji, ale przy każdym podrażnienu ma kłopoty z tym oczkiem. Dajemy krople i już widać poprawę.

Frogi postanowił pospać w nietypowej pozycji, a co! Wszak trzeba państwa rozweselić.

Koliś i Gusia urządzili całe przedstwienie pt :"Bitwa"

Maćka po raz kolejny postanowiła pomóc mi w opiece nad synem.
I jak tu się nie usmiechnąć?

Życzę Wam cudownej niedzieli :)

piątek, 28 marca 2014

Znowu...

Znowu się nie udało...
A jeszcze wczoraj wyszła na dwór...
Po jednym z takich "spacerów" ułożyłam ją na krześle obok siebie. Maćka-dobry kompan zagląda.
A tak leżały sobie w progu przedwczoraj.
I z Guśką siedziały...
Jeszcze miała siły by siedzieć...
Wczoraj jak wyszła to siadała co kilka kroków, ale szła. Myślę, że chciała iść by odejść za TM. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, że nie pozwoliłam jej na to... Dziś jej pomogliśmy. Miała tak niską temperaturę, że termometr nie mial co mierzyć ;(.
Wiem, że od poczatku była słaba. Niby wiedzieliśmy, że to może się tak skończyć. Ale była poprawa... Może taki oststni zryw... Nie wiem. I tak boli...

Chyba za dużo tego jak na mnie jedną... Za dużo jak na jeden tydzień...
Zastanawiam się czy to wszystko ma jakiś sens? Po co zbieram te biedy skoro nie umiem im pomóc?

Po raz kolejny dziękuję za wparcie. Dla Was

Życzę Wam dobrego, spokojnego weekendu.

czwartek, 27 marca 2014

Nie mam siły...

Czuję się bezsilna, zmęczona i sfrustrowana...
Nie opłakalismy jeszcze Zuzi, a jak tak dalej pójdzie to Nastka dołączy...
Od kilku dni nie chce jeść wcale. Znów schudła, znów wygląda fatalnie...
A już była silniejsza. Pchała się na dwór tak, że ciężo ją było powstrzymać, ale o tym pisłam TU.
Potem zaczęła sobie wskakiwać na ławę w kuchni.
Zaczęłam robić porządki z futerkiem. Tu Guśka ogląda co to takiego.
To tylko część kołtunów które z Nastki wyczesałam. A na niej niestety jeszcze bardzo dużo tego, bo większość futerka to kołtun.
Załamanie przyszło gdy wiosna, nie bacząc na Nastki fatalną formę, upomniała się o zachowanie gatunku. Kota zaczęła zawodzenia pod drzwiami. W poniedziałek dostała hormony, bo nie ma innej formy zatrzymania rujki w jej stanie. Ale apetyt nie wrócił...
Karmię ją na siłę strzykawką. Kto choć raz to robił wie jaka to "przyjemność". Podaję kroplówki i leki wzmacniające. Nienawidzę kłucia, ale nie mam wyjścia, bo Mąż jest w delegacji...
Nastka znów się słania. Ale wczoraj jakoś wlazła na kocią szafkę i spała z Guśką w koszyku, a potem przeniosła się na koci regał i tam spała do rana. Niestety rano musiałam jej pomóc zejść. Próbowała sama, ale jak to zobaczyłam to się wystraszyłam.
Była też wczoraj chwilkę na dworze. Pod kontrolą, ale bardzo chciała wyjść. Sma już nie wiem czy dobrze robię trzymając ja na siłę w domu... Patrzy na mnie z takim wyrzutem. Może powiennam pozwolić jej odejść?
Po prostu nie wiem co robić...
Tyllko łzy same płyną...

Dobrego dnia Wam życzę.

P.S. Bardzo serdecznie dziękuję za wsparcie, dobre myśli i wszystkie wpisy pod poprzednim postem. DZIĘKUJĘ!