Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hand made. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hand made. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 listopada 2020

Nikko Dress

W poprzednim poście (klik!) pokazałam Wam mój pierwszy, ręcznie uszyty płaszcz i przy okazji, chwaląc się podszewką, zdradziłam o czym będzie dzisiejszy post :). Kilka dni po skończeniu Cambrii Duster, w ekspresowym tempie uszyłam sukienkę, dzięki czemu załapała się na weekendową sesję i tak oto piszę do Was drugi raz w jednym tygodniu. 

Ale przyznać muszę, że mam ostatnio spory problem z blogiem. Nie chodzi o chęci prowadzenia go, bo ja nadal bardzo lubię pisać, ale o... motywację związaną z aktywnością na blogu. Biję się mocno z myślami - pisać czy nie? Ma to w ogóle sens? Wiem, że jest ze mną stała grupka osób, których obecność niezwykle mnie cieszy i którym dziękuję ogromnie za każdy odzew, ale z każdym postem jest jednak coraz ciszej... Nie chodzi tylko o komentarze, ale również o liczbę wejść. Piszę tu, na Facebooku i Instagramie. I to właśnie na blogu, gdzie piszę o wiele, wiele więcej, tu gdzie otwieram się najbardziej, czuję najmniejsze zainteresowanie. Nie obwiniam za to nikogo - wszak to Wasza decyzja gdzie macie ochotę zaglądać i jaka forma treści i kontaktu (na przykład ze mną) odpowiada Wam najbardziej! Niemniej chciałam Wam powiedzieć o moich odczuciach i o tym, że biorę pod uwagę zrezygnowanie z bloga. 

Póki co jestem, ale nie umiem powiedzieć jak długo jeszcze. Cóż, zobaczymy!


Wracam jednak do głównego tematu posta, czyli sukienki Nikko (link do wzoru: klik!). Pewnego razu na kawie z Anią (tą moją Anią od szycia, ale też od dziergania), moim oczom ukazała się przepiękna sukienka! Niestety była już zajęta i z gracją noszona przez jakąś dziewczynę, więc jedyne co mi pozostało to ją znaleźć lub uszyć samemu. I niestety ta sukienka, którą Wam dziś pokażę, wcale nią nie jest - tamtej nie udało mi się jeszcze kupić czy uszyć, ale to nic! Bo ten widok sprawił, że otworzyłam się na nowe kroje i wzięłam pod uwagę nowe dla mnie materiały. Wykroje, które odrzucałam bez zastanowienia, zaczęły kusić. I gdy szukałam tamtej jednej jedynej, trafiłam właśnie na Nikko Dress. Jaki był rezultat tego spotkania zapewne już się domyślacie :) Kupiłam wzór, znalazłam idealny materiał i uszyłam ją tak szybko jak się dało. I nie ma opcji bym miała w szafie tylko jeden egzemplarz.

Chyba nigdy nie miałam tak wygodnej sukienki! Być może jej dopasowanie może komuś sugerować, że ogranicza ruchy, albo uciska tu i ówdzie, ale absolutnie nic z tych rzeczy. Ona jest jak dres po domu, jak najwygodniejsza piżamka :) 

To jednoczesne dopasowanie do ciała i komfort jest efektem kroju oczywiście, ale moim zdaniem głównie materiału, na który się zdecydowałam. Już kiedyś chodziło mi to po głowie, ale nie byłam pewna czy to dobry pomysł, aż nie znalazłam tych dwóch sukienek: klik! i klik!, a dodatkowo nie okazało się, że sklep Metry i Centymetry ma swój lokal we Wrocławiu i oferuje taki właśnie materiał w kilku naprawdę super kolorach (klik!)! Pojechałam, sprawdziłam splot, gramaturę i miękkość i kupiłam ponad 2 metry bawełnianego ściągacza :) Na poniższym zdjęciu możecie dostrzec prążkowaną fakturę:

Materiał jest gruby, ale nie sztywny, ciepły i bardzo sprężysty. Moim zdaniem ideał! Świetnie mi się go szyło, ale nie mogłam po prostu użyć overlocka do łączenia szwów. Jego sprężystość na to nie pozwalała i każda próba (z różnymi naprężeniami nici) kończyła się bardzo luźnym szwem i widocznymi nitkami na prawej stronie. Ale to żaden problem, maszyna świetnie sobie poradziła.

Jak widzicie zrobiłam sobie sukienkę z golfem. Jeszcze kilka lat temu nie akceptowałam żadnego ubrania powyżej obojczyków, ale teraz w ogóle mi to nie przeszkadza. No i kolor! Wcale nie jest różowy, prawda? Już na dobre polubiłam się z mahoniami, koniakami czy terakotą. Grunt by kolor był  przydymiony, zgaszony, a nie mocno nasycony.

Oceniając tabele rozmiarów uznałam, że powinnam wybrać rozmiar 4 w biuście i 6 w biodrach. Uznałam, że w czwóreczce na biodrach i tak pewnie będzie delikatnie luźno, a mi zależało na dopasowanej sukience, więc po prostu zaryzykowałam i wycięłam go bez modyfikacji. Okazało się jednak, że sukienka wyszła bardzo luźna! Leżała tylko dobrze w ramionach, ale w biuście był już niewielki luz, talia wręcz tonęła w nadmiarze materiału, a i na biodrach Nikko smętnie wisiała nie podkreślając absolutnie nic. Zapewne powodem takiego stanu rzeczy jest ta spora sprężystość ściągacza. Sukienki uszyte z klasycznego jerseyu, które widziałam na stronie autora czy w galerii na Instagramie pod hashtagiem #nikkodress, nie wypadają wcale tak źle. Czasem faktycznie są w moim odczuciu zbyt obszerne, ale ogólnie nie zaobserwowałam wielkiego dramatu.

W sumie trochę się spodziewałam, że nie uniknę dopasowywania, bo każdy rozmiar miał większy obwód w talii niż bym sobie życzyła, ale nie sądziłam, że będzie to aż tak drastyczne :) Niemniej modyfikacje w takim kroju i z takim materiałem są banalnie proste. W ramionach leżała dobrze, to najważniejsze! Wystarczyło tylko zebrać równomiernie nadmiar z boków, w tym celu ubrałam sukienkę i poprosiłam Mateusza o zaznaczenie szpilkami odpowiednich miejsc. Zredukowałam tym sposobem około 3 cm z każdej strony (na płasko) w biuście i biodrach oraz prawie 6 cm z każdej strony w talii. Zostawiłam tylko taki luz by łatwo się ją zakładało i komfortowo nosiło.


Rękawy i dół sukienki wykończyłam overlockiem, podwinęłam i przyszyłam używając podwójnej igły. Dzięki temu ścieg jest bardzo elastyczny, ale nadal prosty - na prawej stronie mam dwa, równoległe ściegi, a po lewej niewielki zygzaczek.

Używałam nici Ariadna, o numerze 8011. Musiałam zrobić kilka próbnych ściegów zanim znalazłam idealne parametry do szycia ściągacza, ale nie jest to trudny w szyciu materiał. Zachowuje się po prostu ciut inaczej niż wszystko to, co do tej pory znałam. 

 

Sukienka jest tak prosta, że szycie jej jest po prostu ekspresowe! Chciałabym jeszcze różową wersję, może karmelową, beżową, szarą, z golfem i taką bez, z lżejszej tkaniny na wiosnę, z rękawem 3/4...  

Cena materiału, który wybrałam jest tak korzystna, że nie zamierzam się ograniczać tej zimy tylko do tej jednej:) Moim zdaniem Nikko ma same zalety: jest niewyobrażalnie wygodna, stylowa, kobieca, jednocześnie codzienna i na wieczorne wyjście, nieskomplikowana, łatwo ją zmodyfikować i dopasować do naszych potrzeb. Szyjcie ją, mówię Wam!

 

Pozdrawiam,

Marzena

wtorek, 11 sierpnia 2020

Highland Wrap Dress i mała zapowiedź swetra

To lato spędzam w tak aktywny i zabiegany sposób, że doprawdy nie wiem gdzie podział się mój lipiec :). Nie narzekam bo wszystko to co robimy przynosi mi wiele satysfakcji - odwiedziliśmy rodzinę, spotykamy się ze znajomymi, trenujemy, próbujemy nowych aktywności (windsurfing!), urządzamy pokoik na poddaszu, w ostatnich dniach opublikowałam wzór, który wymagał ode mnie mnóstwa pracy i energii, oczywiście szyję od czasu do czasu, dziergam (wczoraj skończyłam sweter i od razu biorę się za nowy!), uczę się języka, doglądam kwiatów i pomidorów na balkonie, w każdej wolnej chwili organizujemy sierpniowo-wrześniowy urlop i załatwiamy bieżące domowe sprawy. Uff! :) Ciągle jestem czymś zajęta dlatego troszeczkę ucichłam. Ale nie martwcie się - materiału i pomysłów na nowe posty mam mnóstwo! Myślę, że we wrześniu będę mogła poszaleć z tym tematem. Póki co wpadłam pokazać Wam efektem mojej czerwcowej pracy z maszyną. Sesję zdjęciową zrobiliśmy podczas krótkiego wypadu do Ustki - ta sukienka w towarzystwie nowego wymarzonego kapelusza, aż prosiła się o plażowe, lekko romantyczne klimaty. Oto Highland Wrap Dress (link do wzoru: klik!):

Ten projekt jest niesamowicie dopieszczony. Kopertowe sukienki niekoniecznie są moimi ulubionymi, ale ta naprawdę przypadła mi bardzo do gustu. No dobra, jest to małe niedopowiedzenie, bo stała się jedną z ulubionych!

Wiązanie w zasadzie pełni tu rolę dekoracyjną - kopertowy dekolt utrzymywany jest w miejscu przez dwa guziczki, które zostały umiejscowione w bardzo wygodnym, niewidocznym miejscu. Dzięki temu nic się nie poluzowuje, nic nie wystaje, nie wisi, nie irytuje. Sukienka jest wygodna i nie krępuje ruchów. 

Uszyłam już sporo sukienek, ale dopiero w tej spotkałam się z tak wyjątkowo estetycznym wykończeniem narożników przy rozcięciach. Nie mam zdjęć, przepraszam! Musicie wierzyć mi na słowo - klasa!

Ania doradziła mi by zmodyfikować sposób wykończenia krawędzi i zamiast "facingu", użyłam po prostu taśmy ze skosu (bias tape). Wyszło naprawdę dobrze! Zmieniłam również długość, co nie do końca było świadomą decyzją :) Na wykroju była informacja, żeby być ostrożnym i nie zaczynać wycinania dopóki nie połączymy ze sobą dwóch elementów tworzących przody. I oczywiście przypomniałam sobie o tym gdy przecięłam już kilka centymetrów w miejscu, gdzie powinien być ten (oczywiście) zapomniany i niedoklejony element wykroju. Wpadłam w panikę! Bo kto chciałby mieć brzydki szew niemalże idealnie na środku sukienki?! Materiału miałam na styk, więc byłam przekonana, że to już koniec. Moje okrzyki przerażenia przywołały do pokoju Mateusza, który z zimną krwią znalazł rozwiązanie! Udało mi się wcisnąć jakoś w ten poszatkowany kawałek materiału skróconą wersję przodu. Musiałam skrócić całkiem sporo, ale ostatecznie wyszło to sukience na dobre - dłuższej na pewno bym nie chciała!

I jeszcze jeden ciekawy element sukienki: gumka w talii. Ale tylko z tyłu! Bardzo wygodne i ładne rozwiązanie - zyskujemy delikatnie pomarszczoną spódnicę i ładne podkreślenie figury.


 Sesja zakończyła się mokrą sukienką:)

Bardzo, ale to bardzo, ją lubię - za wygodę, za krój, za detale i oczywiście za kolor! Bo nie wspomniałam Wam jeszcze o tkaninie. Tym razem to lekka (130g/m2), brzoskwiniowa bawełna, w subtelne białe prążki - ciężko je dostrzec na zdjęciach, ale przysięgam, że są :) Zerknijcie na stronę MeterMeter: klik!

Te subtelne, wyczuwalne pod palcami prążki to taka miła odmiana od gładkich, jednokolorowych lnów, które rozgościły się w mojej szafie. Bawełna jest świetnej jakości, przewiewna i miła w dotyku. Kupiłam też śmietankową wersję i uszyłam z niej top z wiązaniem na plecach (kiedyś go pokażę:)).

 Miałam dokładnie dwa metry tkaniny i używałam nici Ariadna w kolorze 0710.

 

To chyba ostatnia sukienka w tym sezonie, bo mam już naprawdę niezłą kolekcję letnich ubrań. Jakiś top czy dwa się przyda jeszcze jesienią, ale najwyższy czas pomyśleć o zimowym płaszczu. Kończę jeszcze szorty dla Mateusza i zaczynam rozglądać się za wełną. Jak już się ogarnę ze wszystkim to zrobię szyciowe podsumowanie i pokażę Wam jak obecnie prezentuje się moja letnia garderoba. Gdy mam czas na sesję to najczęściej wybieram którąś z sukienek, więc topy nie pojawiają się na blogu zbyt często. Ale trochę ich naprodukowałam! Dostaną więc zbiorową, wieszakową sesję :)

Na koniec mała zajawka nowego projektu! Nie umiem w selfie, sorki :)

Pozdrawiam Was ciepło!

Marzena

Edit: zapomniałam wspomnieć o moim ukochanym, retro kapeluszu! Marzyłam o takim od dawna, ale nie mogłam nigdzie go znaleźć (był na aliexpress, ale ja nie planuję korzystania z tej strony). Miałam więc w planach przerobienie klasycznego i dorobienie otworów na wstążkę. Na szczęście długo się do tego zbierałam i w końcu doczekałam się pięknego modelu w polskim sklepie! Czarna wstążka wygląda cudnie, ale mimo to kupiłam już inną, pudrowo-różową i zamierzam nosić je na zmianę :) 

Jest absolutnie idealny! I jak pięknie pasuje do każdej mojej sukienki!

poniedziałek, 11 maja 2020

Kalle Shirt w dwóch odsłonach

Naszyłam tyle ubrań od stycznia, że materiału na posty szyciowe mi zdecydowanie nie zabraknie w tym roku. Zgodnie z planem (klik!) skupiłam się głównie na topach, ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym przy okazji nie uszyła jednej czy tam czterech sukienek.

Powoli nadrabiamy zaległości zdjęciowe - dopiero teraz jest na tyle ciepło i stabilnie bym bez problemu pozowała wieczorem w bardzo lekkich ubraniach. Cóż, zapowiada się maj pełen zdjęć! Ale żeby jakoś to przyspieszyć, posty o szyciu będą zbiorowe :)

Na pierwszy ogień idzie Kalle Shirt od Closet Case Pattern, czyli koszula w dwóch odsłonach. W zasadzie to ja nie noszę koszul, nie lubię ich i nie mam nawet tej jednej białej wyjściowej sztuki. Ale Kalle Shirt to trochę inna bajka. Jej krój jest casualowy, lekki i swobodny. Podobała mi się od dłuższego czasu, ale gdy zobaczyłam na Instagramie wersję z białego lnu, błyskawicznie wskoczyła na szczyt mojej listy "do uszycia".

Szyjąc ten wzór można wybrać między krótką wersją, tuniką i sukienką, oprócz tego są do wyboru dwa kołnierzyki i plisy na guziki. Wzory od tych projektantów są zawsze bardzo dopieszczone! Ja zdecydowałam się na sukienkę i top, z klasycznym kołnierzykom i widocznymi guzikami. Ale po kolei...

Sukienkę (dokładnie taką samą jak widziałam na zdjęciu:)) uszyłam jeszcze w poprzednim roku i była to moja pierwsza koszula w ogóle. Czy trudno jest ją uszyć? Myślę, że nie... po prostu szycie trwa trochę dłużej, bo i elementów mamy więcej. Ale kołnierzyk jest prostszy niż się wydaje!
Zdecydowałam się na len z soroną z Popcouture, w śmietankowym kolorze. Widzę, że obecnie jest niedostępny, ale jeśli tylko wróci, to bardzo Wam go polecam! Wygląda jak len, chłodzi jak len, ale jest mięciutki i zwiewny, a do tego prawie w ogóle się nie gniecie. Myślę, że ta sukienka będzie jedną z częściej noszonych latem - krój i materiał sprawia, że czuję się lekko, nic nie uwiera, nie opina, jest niezwykle przewiewna i wygodna. I oczywiście najważniejsze! Wygląda tak:

 

Tkanina mimo że jest bardzo lekka, to nie prześwituje zbyt mocno, a już w ogóle w takim luźnym kroju! Jeśli miałabym jednak robić coś dopasowanego, to wybrałabym ciemniejszy kolor albo podszewkę. 

Nie wprowadziłam żadnych modyfikacji w tym wzorze, chociaż teraz wybrałabym lżejszą flizelinę, albo w ogóle bym z niej zrezygnowała na plisie (chociaż to może sprawić, że będzie się rozciągać przy guzikach) bo dziurki wyszły trochę "grube". Nie widać tego wcale, zwłaszcza, że nie ma powodu rozpinać guzików przy wkładaniu, ani nie planuję zapinania pod szyję, ale początkowo mnie to trochę zniechęciło do tej sukienki. Minęło. Uwielbiam ją!
 

Len z soroną szyje się bardzo łatwo, tkanina świetnie współpracuje! Nie pamiętam jednak ile metrów tkaniny użyłam, taki urok zakupów stacjonarnych - brakuje historii zamówienia :) Do bieli i śmietanki zawsze używam nici Ariadna 0808. 

Drugą wersję Kalle Short uszyłam niedawno. Otrzymałam w prezencie od Konstancji z Popcouture, prawie 1.5 m lekkiego lnu w najpiękniejszym odcieniu antycznego różu (klik!)! Wiedziałam, że uszyje bluzkę, ale jakoś te wszystkie proste, które dotąd preferowałam, nie pasowały mi do tak szlachetnego koloru. Chciałam by działo się na niej coś więcej... Podpowiedź przyszła niemalże od razu, bo Ania akurat zaczęła szyć białą, krótką Kalle i zdecydowałam, że też muszę! I jestem zachwycona! To było dokładnie to, czego potrzebowałam :)
 Lniane szorty z Oysho

Tym razem zrezygnowałam z flizeliny na plisie guzikowej.  Guzików co prawda nie widać na zdjęciach, ale w obu wersjach użyłam małych kokosowych guziczków w botaniczny wzór od Rencami.pl


Krótką wersję szyło się dokładnie tak samo jak długą, z jednym małym wyjątkiem. Dół sukienki jest wykończony w prosty sposób, i mimo "wycięć" czy też "fal" po bokach, było to całkiem proste do zrobienia. Tym razem wyglądało to trochę inaczej. Należało wykończyć dół szerokim panelem (po angielsku hem facing) i to nie było już takie banalne. Problematyczny było to miejsce gdzie spotyka się przód z tyłem i mamy takie "rozcięcie". Działy się tam dziwne rzeczy, ale nie poddałam się. Trochę się musiałam namęczyć, ale chyba jest całkiem nieźle:

Cieszę się ogromnie, że ten len pojawił się w Polsce - jest dostępny w niezłej cenie i świetnej jakości. Kupiłam jeszcze ciemną zieleń, którą przerobiłam już na sukienkę oraz pudrowy róż (ten to już w ogóle jest najpiękniejszy!). Jest lekki i miękki, szyje się dobrze, chociaż pruje dość ciężko. Dobra motywacja by się skupić i nie robić błędów :)

Uwielbiam ten kolor! I jak pięknie pasuje do moich kremowych szortów! Do szycia tej wersji użyłam nici Gutermann w kolorze 991. W połowie szycia stało się jasne, że zabraknie mi nici (nie miałam całej szpulki). Zaczęłam więc używać ciut ciemniejszej do szwów niewidocznych, zostawiając tę idealnie dobraną na pozostałe. I zgadnijcie co? I tak zabrakło, dosłownie na kilka szwów! Nie było wtedy mowy o pojechaniu do pasmanterii osobiście. Pozostało mi czekać na dostawę z internetu. Ale w tej kwestii nie idę na ustępstwa. Nić ma być perfekcyjnie dobrana :)

Szyjąc te koszule, uświadomiłam sobie jak bardzo lubię obszywać dziurki od guzików i tworzyć kieszonki! A czego nie lubię w szyciu? Wykańczania dekoltów lamówką! Nie jest to trudne, nic z tych rzeczy. Po prostu ten proces mnie męczy i nudzi, zwłaszcza przy lejących materiałach.

Czym dłużej patrzę na zdjęcia, tym bardziej jestem przekonana, że potrzebuję jeszcze różowej sukienkowej wersji... a lista ze wzorami do wypróbowania wcale się nie skurczyła od stycznia! Muszę się jakoś opanować :)

Pozdrawiam Was ciepło!
Marzena

czwartek, 16 kwietnia 2020

Lista przydatna do szycia, czyli moi ulubieni projektanci!

My, dziewiarki mamy naprawdę dobrze. Ktoś kiedyś założył Ravelry, strona się przyjęła, projektanci się skusili i dzięki temu dziś mamy ogromną bazę wzorów w jednym miejscu! Jest tam niemalże wszystko. Wystarczy wybrać odpowiadające nam parametry (język, rodzaj ubrania, krój, kształt, ścieg, grubość wełny...) i możemy przebierać w tysiącach projektów. 

Gdy w styczniu zeszłego roku zaczęłam szyć, pierwsze co zrobiłam to poszukałam czy istnieje w sieci szyciowy odpowiednik Ravelry. I chociaż da się znaleźć sklepy, które oferują wzory kilkunastu projektantów, to niestety odpowiedź brzmi "nie". Nie istnieje strona dedykowana wykrojom i osobom szyjącym (albo ja na nią nie trafiłam, ale schlebiam sobie zawsze, że jestem naprawdę dobra w googlowaniu:)). Niewtajemniczeni mogą mieć problem ze znalezieniem stron projektantów, a nawet Ci radzący sobie nieźle w internecie niekoniecznie znajdą wszystko to, co warte jest uwagi. Ech, naprawdę brakuje takiej bazy wzorów! 

Jak ja sobie poradziłam i radzę z szukaniem wzorów do szycia? Na początku Ania (ta Ania od szycia:)) podrzuciła mi kilka pomysłów i nakierowała jak samemu mogę prowadzić poszukiwania na Instagramie. Myślę, że to najlepsze miejsce do odkrywania nowych wzorów i projektantów. Nie jest to super łatwe, nie istnieje jeden guzik "szukaj mi wzorów Instagramie!". Niestety trzeba wykorzystywać tagi (#sewingpattern, #imademyclothes" #cokolwiekzwiązanegozszyciem) i przeglądać zdjęcia. Warto sprawdzić jakich tagów używają osoby często szyjące i właśnie w nie klikać. Gdy trafiam na piękną sukienkę albo bluzkę, zaglądam do autora i sprawdzam czy był tak miły by oznaczyć projektanta i podać nazwę wzoru. I już mam! Teraz już wiem co mam googlać! Warto więc obserwować inne szyjące osoby i sklepy z tkaninami, które często publikują ubrania wykonane z ich produktów lub po prostu współpracują z projektantami.
Znając nazwę wzoru czy autora, możecie używając odpowiedniego taga znaleźć tam setki realizacji, co pozwoli Wam ocenić czy wzór faktycznie Wam się podoba i znaleźć inspiracje kolorystyczne (ostrzegam, to jest uzależniające!).

Przez rok udało mi uzbierać całkiem sporo linków do sklepów ze wzorami. Są to niewielkie firmy, które wypuszczają sezonowe kolekcje albo zupełnie niezależni mali projektanci, którzy od czasu do czasu wrzucają coś nowego. I to właśnie dziś znajdziecie w moim poście! Zostałam poproszona o taki post i z przyjemnością dziele się z Wami moją wiedzą. Mam nadzieję, że to ułatwi sprawę i pozwoli odnaleźć wymarzone wzory!

Lista jest naprawdę długa, zawiera wszystkie znane mi osoby i firmy, również te, z których wzorów jeszcze nie szyłam. Jest też bardzo subiektywna, ponieważ na ubrania, które nie są w moim stylu po prostu nie zwracam uwagi :)
Kolejność jest dość losowa, w każdym sklepie jest przynajmniej jeden wzór, który mi się podoba. Dodaję również wybrane zdjęcia (wszystkie pochodzą ze stron autorów), by zobrazować Wam styl każdego z nich. Klikajcie w nazwy, są podlinkowane.


1. Common Stitch. Odkryłam ich niedawno i już zamówiłam len na pierwszą sukienkę. Piękne, minimalistyczne i lekko rustykalne formy z wykorzystaniem mojego ukochanego materiału. Uwielbiam ich!


2. Chalk and Notch. Kobiece i klasyczne kroje. Ja póki co uszyłam z ich wzoru Fringe Dress.


3. Sew Liberated. Spora nuta klimatu boho, ale bez szaleństw. Wygoda, styl i komfort!

4. Sew House Seven. To oni są autorem mojej ulubionej Montavilla Muumuu! I kusi mnie jeszcze jeden ich wzór na sukienkę. Prawie wszystko jest tam niebieskie, więc żeby przekonać się do tych wzorów musiałam zerknąć na Instagram w poszukiwaniu interpretacji :)

5. Closet Case Patterns. Świetne uniwersalne ubrania, dopracowane i dobrze opisane wzory. To autorzy mojej pierwszej kurtki, więc o czymś to świadczy :) Uszyłam też koszule (już prawie dwie) z ich wzoru. Naprawdę polecam!

5. Deer and Doe. Kolejna firma projektująca bardzo codzienne i klasyczne ubrania dla każdego, idąca z duchem czasu, dbająca o detale. Mam kilka pozycji na liście.


7. Afternoon. Prosto, lekko i z klasą!


9. Tessuti Shop. Spory wybór przeróżnych fasonów. Nie mają jednego konkretnego stylu, ale myślę, że większość z tych wzorów jest naprawdę uniwersalna i mogą podobać się sporej grupie osób.


10. Allie Olson. Niewielki wybór wzorów, ale każdy z nich warty uwagi!


11. Grainline studio. Proste, "bezpieczne" formy.


12. Named Clothing. Jest tu odrobina szaleństwa, ale nie powiedziałabym, że nie są to ubrania codzienne. Dobre miejsce by znaleźć  coś użytecznego i nietypowego jednocześnie. Od nich mam swoją Kielo Wrap Dress :)


13. True Bias. 
Kolejni fani prostoty i ponadczasowych form. Autorzy wzoru Ogden Cami, który już cztery razy przewinął się przez moją maszynę.


14. Peppermint. Darmowe, bardzo ładne wzory!



16. By Hand London. Sukienki na różne okazje - można z nich stworzyć kreacje wieczorowe albo codzienne ubrania.


17. Papper Cut Patterns. Oryginalne, kobiece i stylowe. Koniecznie sprawdźcie ten sklep!


18. Friday Pattern Co. Świeże spojrzenie na klasykę. Piękne wykonanie oraz oryginalne kształty i detale.


19. Pauline Alice. Ta kurtka będzie moja!!!


20. Republique du Chiffon. Odrobinę dziewczęcy look.


21. The Assembly Line. Klasa i nowoczesny styl! Chociaż dla mnie odrobinę zbyt poważne na co dzień. 


22. Thread Theory. Spory wybór męskich ubrań (no w końcu!:)) Uszyłam już jedną parę tych szortów. Planuję kolejne.


23. Mimi G Style. Może nie jest to do końca mój styl, ale kilka interpretacji tej sukienki sprawiło, że zaczęłam je rozważać. Czasem wystarczy zmienić kolory, materiał i dodać coś od siebie by zmienić zupełnie styl ubrania!


24. Untitled Thoughts.


25. Cali Faye Collection.



27. Taree Marsh Autorka mojej ostatnie sukienki Sia Dress! Dopiero zaczyna, ale moim zdaniem osiągnie naprawdę spory sukces!


28. Fibre Mood. Spory wybór naprawdę przeróżnych wzorów.

29. Just patterns.Kilka podstawowych, klasycznych ubrań.


30. Fabric Godmother. Sklep, który sprzedaje wzory różnych projektantów. Niewielka baza różnych wzorów.


I kilka sklepików na Etsy: 

31. Anna Allen. Planuję od niej lniane spodnie, które planuję nosić w samolocie czy samochodzie podczas podróży. Źle znoszę długie siedzenie i liczę na to, że lekkie, luźne spodnie na gumce mi w tym pomogą :)
 
32, Tintofmint Patterns. Ta projektantka dopiero od niedawna działa, ale już ma kilka wzorów na sprzedaż! Wzory raczej "wyjściowe", ale nie przesadzone.

33. Jennifer Lauren. Uszyłam ostatnio Hunter Tank z jej wzoru - piękna bluzka!
Sporo tego, prawda? Jeśli coś się tu nie znalazło to możliwe są tylko dwa powody: albo nie trafiło w mój gust, albo jeszcze na to nie trafiłam. Mam nadzieję, że uda Wam się znaleźć coś dla siebie. Przyznam, że taka liczba opcji nie pomaga w podjęciu decyzji :) Planowanie trwa u mnie zazwyczaj dłużej niż samo szycie! 

Wszystkie te sklepy oferują wzoru elektroniczne - do wydruku w domu lub/i do druku w wielkim formacie. Ja preferuję ten drugi. Uprzedzam pytanie - znam Burdę, ale przytłacza mnie ilością wzorów, nie mają jednego konkretnego stylu przez co trochę się u nich gubię i szybko rezygnuję z szukania. Nigdy nie szyłam z ich wzorów. Nie kupuję również gazetek z wykrojami.

Wspomnę jeszcze na koniec o cenie wzorów. Są one droższe niż te dziewiarskie, niekiedy nawet dwukrotnie. I znowu dziewiarki mają lepiej (a projektanci trochę gorzej, ale ciii:)). Z czego to wynika? Nie wiem, ale testując wzór Taree mogłam zobaczyć ile pracy wymaga dopracowanie wykrojów i instrukcji. Naprawdę łatwo o błąd, złe wyliczenie długości, szerokości itp. W przypadku wzorów dziewiarskich możemy po prostu spruć i poprawić, ale wyciętych kawałków już nie skleimy. Wydaje mi się również, że kiedyś ktoś ustalił taką cenę i reszta się dostosowała. Ciężko wycenić pracę swoich rąk, a jest to jeszcze bardziej skomplikowane gdy sprzedaje się elektroniczne produkty.

No to teraz możecie po prostu zapisać wszystko to co Was urzekło w tym poście i pominąć żmudny proces kolekcjonowania linków :)

Ciekawa jestem czy znaliście te strony i czy macie może coś, co może mi (lub innym!) się spodobać. Koniecznie dajcie znać.

Pozdrawiam,
Marzena