czyli Walentynki właściwe ...nie mogę powiedzieć ,że nie lubię tego święta ...nie lubię po prostu jego kiczowatego wymiaru supermarketowego .....no i nie lubię dużo czerwieni ..tak samo jak różu ,żółtego czy niebieskiego ...... te kolory traktuję właściwie jak przyprawy ...no ale nie zawsze byłam taka mądra ,bo kto miał kiedyś żółte fronty w szafkach kuchennych jak nie ja ???:))))
w sumie to dobrze ,że wcześniej świętowaliśmy, bo akurat dzisiaj mój starszy Walenty jest śnięty ....
właśnie poleguje na kanapie z bólem głowy i czeka na wizytę popołudniową u lekarza :(
a ja ugotowałam rosół ,zrobiłam dekorację ,nalałam sobie winka popstrykałam fotki i czekam,
aż moje dziecko wróci do domku :))
kruche ciastko z nadzieniem jabłkowym wg Lovingit :)
takie hiacynty uwielbiam ...krótkie bo nie przewracają się zaraz po rozkwitnięciu ......
no ale też nigdy nie wiadomo co z tego wyrośnie :)
tę glinianą tacę uwielbiam, bo dokładnie wszystko wygląda na niej odjazdowo :)
nawet zwykłe cytryny ...
pozdrawiam Was i życzę bardziej udanych Walentynek niż moje :)
AGA