Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojtuś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojtuś. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2021

Kolorowe zakupy

 Jeszcze z końcem roku zdążyłam zamówić zestaw promarkerów i to w bardzo atrakcyjnej cenie, gdyż trafiłam na prawie 50 % obniżkę ceny. Byłam już w posiadaniu kilkunastu z firmy Winsor&Newton, a te jak wiadomo są bardzo drogie  więc o większej ilości nawet nie marzyłam. Szperając w przestworzach Internetu trafiłam na bardzo ciekawe porównania promarkerów z różnych firm i już wiedziałam, że kupię sobie TuchFive, ponieważ jakością nie ustępują tym wiodącym, a cenowo to jest inna bajka.


Zrobiłam sobie próbnik kolorów i jestem zachwycona. Kolory bardzo piękne, intensywnie wybarwione, świetnie się nimi rysuje i na moje potrzeby to wystarczy.


W sumie kupiłam 108 kolorów, a do tego dostałam jeszcze sporo gratisów w postaci cienkopisów czarnych, brązowych i żelowego białego oraz blendera. 

Dziś święto Trzech Króli. Przeglądając różne strony internetowe natknęłam się na informację o tym, że jest specjalne ciasto na to święto. Przy okazji wczorajszego robienia zakupów zobaczyłam właśnie to ciasto! Musiałam je spróbować, a mąż też się nim mocno zainteresował. W cieście ukryta była porcelanowa figurka św. Mikołaja. Dopiero przy drugim podejściu udało się na nią trafić, tym szczęściarzem okazał się Wojtek :)


Ciasto francuskie z nadzieniem jabłkowym lub migdałowym pachniało obłędnie i  było bardzo smaczne.

Na koniec jeszcze pochwalę się wyróżnieniem, gdyż wykonałam wszystkie prace w zabawie całorocznej Choinka 2020


Dziękuję, że towarzyszyliście mi i pozostawiacie komentarze, witam także nowe obserwatorki. 


środa, 30 grudnia 2020

Bliskie spotkania i podziękowania

 Pogoda zupełnie nie grudniowa więc spokojnie można kontynuować przejażdżki rowerowe po okolicy. Dziś wybraliśmy się na rowery, bo ile można nie wychodzić z domu, stosujemy się do tych wszystkich zaleceń więc maseczki były obowiązkowo. Jest takie miejsce, przy którym lubimy się zatrzymywać na bliskie spotkania z rogatym i jego rodzinką :)



Dostojnie dzierży swoje poroże...



A teraz podziękowania za przepiękne życzenia na własnoręcznie wykonanych kartkach:
dla Justynki :)


Gosi :)


Gabriela...



Taki piękny znaczek był na kopercie od Gosi więc musiałam go uwiecznić.

a taki na kopercie od Justynki:


Kochani dziękuję za pamięć i życzenia wypisane na cudnych kartkach.

Na koniec jeszcze pokażę jedną z dekoracji świątecznych, wieniec uplotłam sama z gałązek wisterii. Po przycięciu trochę ich było więc aż się prosiło żeby je wykorzystać :)


Bieżnik jest wyszywany haftem krzyżykowym, niektóre krzyżyki są haftowane złotą nitką, w świetle wygląda to ekstra. Nabyłam go nie tak dawno na giełdzie za niewielkie pieniądze, żal było nie kupić.

Jutro zajrzę jeszcze z życzeniami noworocznymi :)

sobota, 26 grudnia 2020

Anioł pasterzom mówił

 Niech czas świąt Bożego Narodzenia będzie czasem pokoju, miłości, wyciszenia i radości. Bądźcie zdrowi kochani i cieszcie się każdą chwilą w gronie najbliższych.


Takim Aniołem zostałam obdarowana przez mojego syna Wojtka, jest cudny!!!

Słodkich świąt!




poniedziałek, 5 października 2020

Dla fajnej babki :) oraz tort na I Komunię

 We wrześniu obchodziła imieniny pewna fajna babka i z tej okazji przygotowałam kartkę okolicznościową. Dokładnie w tym samym dniu dziesiąte urodziny miał Wojtek. Do zrobienia kartki wykorzystałam haft z babeczką udekorowaną truskawką, bo wiem, że je lubi.




Polubiłam wycinanie i dlatego właśnie kartkę zdobią wycięte kwiaty, które pochodzą z zeszytu "Flora Book" z elementami do wycinania.



Dodatkiem do kartki był breloczek, wewnątrz którego umieściłam haftowanego kotka.




Na odwrocie czerwone tło, bo ten kolor też ma znaczenie :)

W sobotę, 3 października odbyła się długo oczekiwana, przekładana z maja I Komunia św. Wojtka. Na tę okoliczność przygotowałam tort z bitej śmietany. Wyszedł naprawdę pyszny!



Dziękuję za przemiłe komentarze pod ostatnimi postami. 

czwartek, 17 września 2020

Wrześniowe spotkania z przyrodą

 Wrzesień kojarzy się z nowym rokiem szkolnym, a ten początek roku jest wyjątkowy, naznaczony pandemią i różnymi obostrzeniami z tym związanymi. Wojtek rozpoczął czwartą klasę, jak ten czas zleciał :) Przed nami I Komunia św., przełożona z maja. Pomimo różnorodnych obowiązków znajdujemy też czas na przyjemności. Stali bywalcy pewnie wiedzą, że lubimy jeździć na rowerach. Po ostatnich obfitych opadach deszczu i ciepłej, słonecznej pogodzie w ostatnich dniach ciągnęło nas do lasu. Zatrzymaliśmy się przy małych sosenkach i w ciągu dosłownie 10 minut miałam torebkę maślaków. Pojechaliśmy dalej w stronę lasu i jadąc zauważyłam stojącą dostojnie na wysokiej, smukłej nodze dorodną kanię. Tu też zrobiliśmy przystanek. Kania miała duuuużo koleżanek, równie urodziwych, w sumie 22 kanie pojechały z nami do domu, a zbierałam je może pięć minut, wszystkie były na jednej polance.


W sobotę wyciągnęłam męża i Wojtka do lasu, nasze zbiory całkiem udane, a chętnych na grzybki było naprawdę dużo.



Innym razem jadąc na rowerach zauważyliśmy biegnącego jeża, tak jakby chciał się z nami ścigać :) Na ulicy panuje dość duży ruch więc obawialiśmy się czy nie wpadnie pod samochód. Dlatego mąż przełożył przez ogrodzenie zwiniętą, kolczastą kuleczkę. Nie było to łatwe, bo kolce miał bardzo ostre, pomogły mu w tym spacerujące panie, które pożyczyły torbę z materiału i kamizelkę aby zabezpieczyć ręce. Gdy tylko poczuł trawę znów podreptał w sobie znanym kierunku.


W ogródku przed domem królują teraz cynie i astry. Mają śliczne kolory, niektóre są pełne płatków, inne pojedyncze, już wiem, że w przyszłym roku będzie ich więcej.


Pięknie przebarwia się hortensja. Bardzo ciekawie wygląda w suchych bukietach. 

Dziękuję za Wasze wizyty i komentarze. Teraz będzie mniej czasu na robótki, bo będę zajmować się przygotowaniami do komunii.

wtorek, 11 sierpnia 2020

Rowerem do Ossowa

Witajcie moi drodzy, dziś chciałam się podzielić naszą wycieczką rowerową do Ossowa.
Zbliża się setna rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 r., bitwy o której przez wiele lat nie można było oficjalnie mówić, a która miała ogromne znaczenie dla losów Europy. Została określona jako osiemnasta bitwa decydująca o losach świata. Od września 1939 roku podczas okupacji niemieckiej i przez cały okres PRL-u teren wokół cmentarza był niedostępny, most na rzece został rozebrany, aby nie można było dotrzeć do zbiorowych mogił. Okoliczni mieszkańcy wsi troszczyli się jednak, aby pamięć po bohaterach została zachowana, potajemnie dbali o groby, zapalali znicze, ustawiali brzozowe krzyże.
5 sierpnia postanowiliśmy wybrać się do Ossowa na rowerach, odległość jaką mieliśmy do pokonania była odpowiednia jak na możliwości prawie dziesięciolatka, w sumie przebyliśmy 34 km. Początkowo jechaliśmy ulicami, a potem do celu prowadziła nas ścieżka rowerowa, na bardzo długim odcinku wzdłuż rzeki Długiej. Rzeczka niewielka, porośnięta roślinnością, z pływającymi kaczkami i latającymi tuż nad taflą wody metalicznie modrymi ważkami więc jazda to była sama przyjemność. 


Przy rzeczce na ścianie budynku znajduje się taki mural.


Ten znak wskazywał, że jesteśmy już blisko celu naszej wyprawy.


Przed budynkiem Centrum Informacji Turystyczno - Historycznej umieszczono pomnik ks. Ignacego Skorupki, bohaterskiego kapelana, który zginął w tej bitwie.



W tym miejscu, na rozwidleniu dróg złożono ciała poległych, a następnie przeniesiono je za rzekę, gdzie powstał cmentarz wojenny.



W tym roku rozpoczęto budowę muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 roku, na tym terenie, 15 VIII odbywają się rekonstrukcje bitwy.



Przed cmentarzem i kaplicą pod wezwaniem Matki Bożej Zwycięskiej wybudowano pomnik gen. Józefa Hallera.



Na polance powstaje Panteon Wybitnych Polaków, którzy zginęli w katastrofie lotniczej 10 IV 2010 r, posadzono również 96 Dębów Pamięci ku czci wszystkich ofiar.



W Ossowie, przy głównej drodze mijaliśmy taką wiekową kapliczkę. Jest wiele miejsc związanych z tą bitwą, następnym razem może wyruszymy do Radzymina, odległość podobna więc damy radę. Poczekamy tylko na mniejszy upał, bo w taką pogodę, to lepiej być nad wodą.
Dziękuję, że dotarliście do końca.

środa, 5 sierpnia 2020

Lato w kuchni i ogrodzie

Lato w tym roku serwuje nam zmienną pogodę, dużo deszczu, ale też i słońca, w którym dojrzewają skarby. Zawsze staram się te skarby zgromadzić w swojej spiżarni i zamknąć w słoiki. Jaka to rozkosz otwierać je zimą i delektować się smakowitościami. 
U mnie w ogródku zawsze są rozmaite owoce i warzywa, co prawda w niewielkich ilościach ale na nasze potrzeby wystarcza.


Z agrestu, porzeczek, malin zrobiłam dżemy, a dużo też jemy na bieżąco. Borówki już są czarne i smakowite.


Teraz królują słoneczniki, dostojnie wychylają swoje ogromne kwiaty na przyjęcie pszczół i trzmieli. W ostatnich latach wcale ich nie wysiewam, robią to za mnie sprytne wróbelki, sikorki i pokrzewki. Na wiosnę wyrosło tyle młodych siewek, że większość musiałam usunąć :)


Teraz cieszą oko różnokolorowe cynie oraz róże, które zajęły miejsce tych pnących różyczek o drobnych kwiatach. Rozrosły się niesamowicie, że trudno je było okiełznać, wchodziły do mieszkania przez okno, w ciągu roku przyrastały nawet po dwa metry, dlatego nastąpiła zmiana na bardziej szlachetne odmiany.


W prawym górnym rogu powyższego zdjęcia znajduje się portulaka, bardzo ciekawa roślinka o różnokolorowych kwiatach, a także jadalnych mięsistych listkach. Milin zadomowił się u nas na dobre, rośnie jak szalony i aż przechodzi przez ogrodzenie. W tle Wojtek, właśnie wyruszamy na wycieczkę rowerową.


Ten duży strąk to bób, posiałam go, bo chciałam zobaczyć jak wygląda ta roślinka. Fasolka szparagowa w tym roku obrodziła obficie. Mam żółtą i fioletową, która po ugotowaniu robi się zielona :)
Pomidorki rosły pięknie do czasu, przyszła jakaś zaraza i niestety wszystkie liście, w ciągu dwóch, trzech dni zrobiły się prawie czarne.


Bardzo intensywnie przetwarzam jabłka na mus. Uwielbiamy naleśniki z takimi jabłuszkami.  Te słoiczki z czerwonymi nakrętkami zawierają pastę z lubczyku, bez niego nie wyobrażam sobie rosołu. Robi się ją bardzo prosto. Wystarczy posiekaną natkę lubczyku połączyć z solą i dobrą oliwą, a następnie zblendować. Taką pastę wkładamy do słoiczków i na wierzch jeszcze dajemy trochę oliwy. Należy przechowywać w lodówce, do następnych zbiorów spokojnie wytrzyma.


Wizyta w lesie zaowocowała jagódkami. Przygotowałam z nich jagodzianki, były pyszne z dużą zawartością owoców. Czy macie jakiś sposób na to, żeby sok nie wyciekał z bułeczek?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...