Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura francuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura francuska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lipca 2015

Eric-Emmanuel Schmitt - Napój miłosny

Éric-Emmanuel Schmitt to mieszkający w Brukseli, francuski dramaturg, eseista oraz powieściopisarz, który pierwszą powieść napisał w wieku 11 lat. Ponadto mężczyzna ten ukończył jedną z przodujących francuskich uczelni humanistycznych, by dopiero w przyszłości odnieść sukces w branży wydawniczej, którego wszyscy moglibyśmy mu pozazdrościć. Książki tego autora przetłumaczono na 35 języków, a w 40 krajach świata wystawiane są sztuki, które na przestrzeni lat stanowiły bazę do tworzenia papierowych utworów o tych samych tytułach. 

"Napój miłośny" Erica-Emmanuela Schmitta to dość niepozorna książeczka, która liczy sobie niespełna sto stron i choć już pierwsze spotkanie z prozą tego autora dało mi nieźle do wiwatu, postanowiłam dać autorowi drugą szansę. Większość moich znajomych już od wielu lat zachwycała się twórczością francuskiego pisarza, licytując się przy tym, które z dzieł tego autora jest najlepsze. Przez cały ten czas dzielnie odpierałam wszelkie ataki przyjaciół w tym zakresie, a spotkanie z "Kiki van Beethoven" tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie należę do osób podążających za wszędobylską modą. Okazało się bowiem, że książka Schmitta wynudziła mnie do granic swoich możliwości i w sumie bliżej mi było do zakopania jej głęboko pod ziemią, niż do przekazania jej kolejnemu Molowi Ksiażkowemu. Dopiero po czterech latach nabrałam odwagi, by nabyć kolejną publikację jego autorstwa i zdecydować, czy jest sens sięgać po kolejne pozycje, czy też raz na zawsze odpuścić sobie twórczość uwielbianego przez społeczeństwo powieściopisarza. 

Długo zastanawiałam się, czy w tym konkretnym przypadku mogę pozwolić sobie na niestreszczanie fabuły tego utworu, jednak po przeanalizowaniu wszystkich "za" i "przeciw" uznałam, że będzie to jedyne słuszne rozwiązanie. Czymś niewyobrażalnie trudnym jest bowiem ukazanie w kilku niezobowiązujących zdaniach listów, które były wymieniane między dwójką bohaterów: kobietą i mężczyzną. W trakcie zapoznawania się z tą pozycją literacką zaczęłam się również zastanawiać nad tym, czy aby na pewno jestem zdrowa na umyśle, skoro po raz kolejny poczułam się oszukana przez Erica-Emmanuela Schmitta. "Napój miłośny" irytował mnie do granic swoich możliwości już od pierwszych stron. Nie odnalazłam w nim żadnej głębi, a co najwyżej słowne walki dwóch kogucików, którym nie wiadomo o co za bardzo chodzi. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że za chwilę mogę zostać zarzucona tysiącem komentarzy od "obrońców" francuskiego autora, a połowa z nich zawierać będzie mini wykład na temat geniuszu tego utworu, jednak ja wolę nazywać rzeczy po imieniu. W tej książce nie ma niczego interesującego i więcej emocji wywołało we mnie przeczytanie pierwszych tekstów kuzynki syna, aniżeli perypetie idealnej Luizy i również zachwycającego Adama. 

Teraz już wiem, że już nigdy więcej nie sięgnę po powieści tworzone przez Erica-Emmanuela Schmitta. W moim odczuciu jest to kompletna strata czasu, która pozbawiona jest jakichkolwiek przemyśleń. Listy pisane przez bohaterów spokojnie mogłabym porównać do nienauczonego studenta podczas egzaminu, tudzież jakiegokolwiek kolokwium zaliczeniowego. W końcu w większości przypadków taki osobnik będzie lać wodę na potęgę, a że nic wielkiego z tego wyniknie to zacznie nadrabiać formą. Dokładnie tak samo było w przypadku tej powieści, choć i całość narracji oraz doboru słownictwa pozostawiała wiele do życzenia. Na całe szczęście utwór ten był na tyle krótki, że nie zmarnowałam zbyt dużo czasu na zapoznanie się z nim. Oczywiście jest to tylko moje subiektywne zdanie i rozumiem, że innym osobom listy te mogą przypaść do gustu w stu procentach. Niestety w moim wypadku, urok twórczy francuskiego twórcy nie sprawdził się, choć to nie oznacza, że podziwiam go za całokształt jego niemałego dorobku. 

Moja ocena: 3/10


Recenzja została napisana we współpracy ze stroną niemabolu.pl. Znajdziecie na niej wiele darmowych materiałów, więc gorąco zachęcam Was do zajrzenia na nią w wolnej chwili. W dniu jutrzejszym natomiast na Recenzjach Leny możecie spodziewać się konkursu, w którym do wygrania będą interesujące nagrody.

czwartek, 14 lutego 2013

Jacques Expert - Żona potwora

Strasznie zaintrygował mnie tytuł tej książki i to właśnie on, skłonił mnie do sięgnięcia po lekturę "Żony potwora". Nie spodziewałam się po niej niczego konkretnego, chociaż w głębi serca pragnęłam, aby okazała się ona powieścią, która zmrozi mi krew w żyłach i sprawi, że nie będę w stanie o niej zapomnieć. W końcu nadeszła chwila, która popchnęła mnie w kierunku tego utworu, więc czym prędzej wzięłam się za poznanie historii bohaterów tej książki.

Simon Darget to niezwykle urodziwy mężczyzna, który skończył dobrą szkołę, znalazł przyzwoitą pracę i założył rodzinę. Wydawać by się mogło, że jest on idealnym kandydatem na ojca i męża, który cały swój wolny czas poświęca najbliższym. Czy według pani Darget było równie kolorowo? Jak ona wspomina kilkanaście lat swojego małżeństwa? Czy była w stanie zapanować nad emocjami, towarzyszyły jej w trakcie aresztowania i procesu Simona? Czy zostanie on skazany przez sąd za brutalny gwałt i zabójstwo na nieletniej? Jak dalej potoczą się losy tej rodziny? Czy bohaterka będzie w stanie w stanie opowiedzieć o wydarzeniach, które miały miejsce od chwili zalegalizowania związku z Dargetem? Jakim mężem okazał się w rzeczywistości? Czy stojąc przed sądem, przeprosił swoje ofiary za czyny, których się dopuścił?

piątek, 3 sierpnia 2012

Caroline Brehat - Kochałam manipulatora

Do przeczytania tej książki zachęciła mnie tematyka, którą autorka zdecydowała się poruszyć podczas jej pisania. Nie mogę powiedzieć, że sposób szczególny jest mi ona bliska, jednak bardzo lubię historie, które wzbudzają we mnie ogromną ilość emocji i które sprawiają, że z bezradności klnę ile wlezie. Po jakimś czasie stwierdzam, że nic na to nie mogę poradzić i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko kibicować bohaterom aby wyszli na prostą i cieszyć się ich szczęściem, gdy w końcu dane im będzie oddychać pełną piersią. Czasami jednak szczęście im nie dopisuje i wtedy historie bohaterów krążą w mojej głowie przez kolejnych kilka tygodni. 

"Kocham manipulatora" przedstawia czytelnikom historię kobiety, która podobnie jak wiele innych na całym świecie, wpadła w sidła niebezpiecznego mężczyzny, który po wielu miesiącach związku, okazał się być zupełnie kimś innym. Na samym początku wszystko wyglądało jak w bajce: dość zwyczajne poznanie, rodzące się uczucie, czułe deklaracje i ślub, który wszystko odmienił. Caroline zaczęła zauważać, że nie wszystko wygląda tak, jak powinno, a Julian coraz częściej staje się porywczy i niezrównoważony. Miłość, którą nosiła w sobie, nie pozwoliła jej na odejście od człowieka, który coraz częściej ją ranił i sprawiał, że zaczynała się czuć jak nic nieznaczący przedmiot. Wkrótce kobieta dowiedziała się również o tym, że wyda na świat pierwsze dziecko. Bohaterka miała nadzieję, że ciągłe zapewnienia męża o jego poprawie ziszczą się i jako szczęśliwa rodzina rozpocznie wszystko od początku. Niestety tak się nie stało, a po wielkiej miłości już wkrótce pozostały tylko wspomnienia. Jak zakończą się losy Caroline? Czy odnajdzie ona szczęście, o którym tak bardzo marzyła? A może istnieje cień szansy na to, że Julian zmieni się i doceni swoich bliskich?

czwartek, 22 marca 2012

Justine Lévy - Nic takiego

Literatura odkrywa przed nami wiele możliwości. Co prawda nie zawsze bywa lekka i odprężająca, jednak z całą pewnością, potrafi wywołać w nas wiele uczuć, które niekiedy towarzyszą nam jeszcze przez długi czas po zakończeniu lektury. Oczywiście bywają też takie książki, których czytanie nie wnosi zbyt wiele do naszego życia, jednak mimo wszystko, spotkanie z nimi możemy uznać do jak najbardziej udanych. 

Justine Levy - francuska pisarka młodego pokolenia jest z wykształcenia filozofem. Od dłuższego czasu zajmuje się jednak pisaniem powieści, które wzbudzają wielkie zainteresowanie krytyków literackich. Na swoim koncie ma już kilka naród, których mogą jej pozazdrościć pisarze na całym świecie. Nie każdy bowiem może się poszczycić bogatym dorobkiem książkowym, a to jeszcze nie koniec jej kariery. Z całą pewnością, posiada przed sobą jeszcze wiele projektów, które zaskoczą nas nie tylko błyskotliwym pomysłem ale i również specyficznym - dla niej samej - przekazem.

piątek, 25 listopada 2011

Eric-Emmanuel Schmitt - Kiki van Beethowen + konkurs

Éric-Emmanuel Schmitt to francuski dramaturg, eseista i powieściopisarz, z wykształcenia filozof. Mieszka w Brukseli. Swoją pierwszą powieść napisał w wieku 11 lat. Uczęszczał do Ecole Normale Supérieure, jednej z przodujących francuskich uczelni humanistycznych. Jego książki tłumaczone są na 35 języków, a sztuki wystawiane w ponad czterdziestu krajach. Książki Schmitta w większości bazują na sztukach teatralnych o tych samych tytułach. 

Muzyka klasyczna stanowi dla mnie nie lada wyzwanie. Nigdy nie pałałam do niej zbyt wielką miłością i po kilkukrotnym przeprogramowaniu odnalazłam spełnienie w zupełnie innym gatunku, który trwa u mojego boku odkąd skończyłam pierwszą klasę gimnazjum. Nie mniej jednak wychodzę z założenia, iż nic co ludzkie nie jest mi obce i dlatego właśnie postanowiłam sięgnąć po zaproponowaną mi przez Znak Literanova lekturę. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, do książki została dołączona płyta, na której znajduje się aż sześć utworów skomponowanych przez samego Ludwiga van Beethoven'a.

piątek, 24 września 2010

Jean-Claude Carriere - Alfabet zakochanego w Indiach


„Kto nie lubi ludzi, niech nie jedzie do Indii. Nie można zwiedzać tej osobliwej republiki w bezpiecznym kokonie, w autobusie turystycznym, jadącym od zabytku do zabytku, z oczami zamkniętymi na kraj i ludzi. Byłoby to zamierzenie niepojęte, niewykonalne. Najważniejszym krajobrazem jest tutaj tłum. Uczestniczy we wszystkim. Pewnie dlatego bohaterów literatury indyjskiej od najdawniejszych czasów tak często pociągało wygnanie i samotność, wyrzeczenie, odejście”.


Gdy wzięłam do ręki "Alfabet zakochanego w Indiach" byłam nastawiona na przewodnik połączony ze swojego rodzaju encyklopedią. Liczyłam na typowe zapoznanie się z hasłami przedstawionymi nam przez autora książki i bardzo cieszę się, że moje wyobrażenia dotyczące tego dzieła różniły się od prawdy w sposób diametralny.

Jean-Claude Carriere jest osobą, która posiada niezwykłą wiedzę na temat Indii. Dzięki swojemu doświadczeniu, a także gawędziarskiemu stylu pisania poznawała ludziom na swobodne podróżowanie między kolejnymi kartami książki. Potencjalny czytelnik wcale nie musi rozpoczynać swojej przygody z tym krajem od zapoznania się z Adżantą, a kończyć jej na Waranasi - Benares. Na to wskazuje jedynie porządek alfabetyczny według którego sporządzona została całość. W rzeczywistości możemy spokojnie zacząć "zwiedzanie" tego pięknego kraju od miejsca, które - przy powierzchownym przeglądaniu książki - zainteresowało nas najbardziej.

Autor w sposób profesjonalny zagłębia się w tajniki sztuki i kultury mające miejsce w Indiach. Opowiada nam o tym wszystkim z niezwykłą łatwością i dokładnością. Zdarzają się również momenty, w których sam Jean-Claude Carriere przyznaje się do tego, iż jego wiedza na temat muzyki indyjskiej jest zbyt mała by dokonać jej przyzwoitego opisu.

Myślę, że nie ma w tym nic złego. W końcu jesteśmy tylko ludźmi i nie ma takiej opcji byśmy byli we wszystkich dziedzinach perfekcyjni.

Książkę polecam przede wszystkim miłośnikom tego pięknego kraju. Jest ona bowiem idealnym uzupełnieniem Waszej wiedzy. Jeśli chodzi o przeciwników Indii, to radziłabym na moment wyzbyć się uprzedzeń do azjatyckiego państwa i mimo wszystko sięgnąć po tą fascynującą lekturę tak, jak to zrobiłam ja! Gwarantuję, że nie pożałujecie.


Wydawnictwo Drzewo Babel, październik 2009
978-83-89933-06-5
Liczba stron: 352
Ocena: 7/10

piątek, 16 lipca 2010

Valérie Tasso - Dziennik nimfomanki


Autor: Valérie Tasso
Tytuł: Dziennik nimfomanki
Wydawnictwo: Świat książki
Ilość stron: 272


Opis: Prawdziwa, autobiograficzna historia ekskluzywnej prostytutki z Madrytu: skandalizujące wspomnienia dziewczyny uzależnionej od seksu. Wiele tu bulwersujących scen, od seksu na cmentarzu po zabawy z butelką coca-coli. A jednak jest to także historia miłości... Od marca w naszych kinach hiszpański film według tej książki.

Recenzja: Bardzo długo szukałam okazji, by zasięgnąć po tą książkę. Niestety we wszelkiego rodzaju bibliotekach w moim mieście jej nie było, a czytanie ebooka na komputerze, to już nie to samo. Z tych właśnie powodów postanowiłam zakupić sobie na allegro własny egzemplarz. Łącznie z przesyłką kosztował niewiele ponad 10zł, więc stwierdziłam, że warto zaryzykować.

Po "Dzienniku nimfomanki" nie spodziewałam się wielkiego arcydzieła, a mimo to mocno się na niej zawiodłam. Szczerze podziwiam autorkę za to, że w sposób otwarty zdecydowała się opisać historię swojego życia, jednak czytałam już dużo lepsze książki napisane na faktach. Jak dla mnie dzieło Valérie Tasso było wręcz płytkie i nie chodzi mi w tej chwili o ilość erotyki w nim zawartej. Tak naprawdę do chyba jedynie sceny rozgrywane w domu publicznym zwróciły na mnie nieco większą uwagę. Oczywiście i one pozostawiały wiele do życzenia, jednak w porównaniu z całą resztą nie prezentowały się nagorzej.

Podsumowując:

Prezentowana w dniu dzisiejszym pozycja nie należy do najgorszych, jednak do miana "dobrej książki" brakuje jej naprawdę sporo. Do jej plusów możemy zaliczyć fakt, iż napisana została całkiem niezłym językiem i podczas czytania nie ma w tej kwestii większych problemów.

Jakiś czas temu - z ciekawości - postanowiłam obejrzeć film nakręcony na podstawie tej książki. Z tego co pamiętam wydawał mi się wtedy odrobinę lepszy ode swojego pierwowzoru.

Być może są na świecie miłośnicy tego typ literatury, ja jednak tej pozycji nie polecam


Moja ocena: 4/10

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy