Z wielkim zniecierpliwieniem wypatruje momentów, gdy na stronie internetowej lubianego przeze mnie wydawcy, ukazuje się informacja o zbliżającej się premierze książki Jodi Picoult. Amerykańska pisarka uzależniła mnie od siebie do tego stopnia, że nie jestem wstanie sięgnąć po utwory, które od wielu miesięcy oczekują na moment, w którym zdecyduje się na ich przeczytanie. Może to wydawać się dziwne, ale wszystko układa się w tym kierunku, aby pozostało mi coś na gorsze czasy, gdy potrzebna mi będzie wstrząsająca i pełna napięcia lektura. Dlatego właśnie skupiam się na świeżo wydawanych powieściach tej autorki i tym o to sposobem usłyszałam o historii, którą amerykańska pisarka stworzyła w duecie ze swoją córką. Czy współpraca wyszła im na dobre?
Delilah McPhee nigdy nie pogodziła się z odejściem ojca do zupełnie obcej kobiety. W chwili rozwodu rodziców dziewczyna miała niespełna dziesięć lat, a mimo to doskonale pamięta miesiące żałoby i smutku, które zagościły w jej domu tuż po jego wyprowadzce. Mijają dni i główna bohaterka przynosi z biblioteki książkę, która raz na zawsze odmienia jej dotychczasowe życie. Staje się ona najlepszą przyjaciółką dziewczyny i towarzyszy nastolatce w niemalże każdej czynności, którą zmuszona jest wykonywać w ciągu dnia. Tymczasem Delilah stara się pomóc bohaterowi ulubionej w przedostaniu się do realnego świata. Czy uda im się osiągnąć upragniony cel? Jak dalej potoczą się losy zamkniętej w sobie nastolatki i jej ukochanego?
Książki tworzone Jodi Picoult odnajdują swoje odzwierciedlenie w życiu tysięcy ludzi na całym świecie i chyba za to właśnie są one przez nas najbardziej lubiane. Amerykańska pisarka nie boi się podejmować kontrowersyjnych tematów i mam nadzieję, że jeszcze nie raz nas tym zaskoczy. Tymczasem mamy do czynienia z utworem skierowanym do nieco młodszych czytelników i to właśnie z nim miałam o wiele więcej problemów, niż ze zrozumieniem życia osób, którym dane było egzystować w zupełnie innej kulturze. Myślę, że spotkanie z lekturą tej powieści powinno okazać miłym doświadczeniem dla Moli Książkowych w różnym wieku. Obawiam się nieco wyjawienia Wam zbyt dużej ilości faktów, które mogłoby zaważyć na niekorzyść tej książki. W końcu żaden czytelnik nie ma ochoty na obcowanie z lekturą, która została mu już w pełni opowiedziana. Samantha van Leer wpadła na naprawdę ciekawy pomysł i jestem strasznie ciekawa jej dalszych poczynań w zakresie literatury. "Z innej bajki" jest bowiem powieścią, która została poprowadzona przez autorki wielotorowo i mimo kilku niedogodności, czyta się ją z nieukrywaną fascynacją i przyjemnością.
Nie jestem w stanie jednoznacznie określić, czy całość tej historii wywarła na mnie pozytywne wrażenie, czy też pozostawiłabym ją sobie do ponownej analizy. Mam wrażenie, że którejś z kolei spotkanie z jej lekturą tej powieści sprawi, że odkryję w niej wszystko to co najlepsze i wtedy już nie będę miała co do niej żadnych wątpliwości. Ciekawym przedsięwzięciem było również przybliżenie czytelnikom pierwowzoru historii Olivera. Przeplatały się one wraz z pozostałymi wątkami tej powieści i muszę przyznać, że zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Jedyne co mi się na swój sposób nie podobało w tym utworze to zachowanie głównej bohaterki. Mam wrażenie, że wielu autorów bazuje ustalonym niegdyś stereotypie nastolatki i to właśnie na nim bazują w trakcie tworzenia swoich dzieł. Irytuje mnie to za każdym razem, gdy mam do czynienia z literaturą młodzieżową i właśnie wtedy zadaję sobie pytanie, czy nie warto byłoby oddać nas w ręce zupełnie innej dziewczyny? Jestem niemalże pewna, że sprawiłoby to wielką radość sporej grupie czytelników i niewątpliwie wpłynęłoby to na ogromny plus dla potencjalnej pozycji literackiej. Nie da się ukryć, że dużo bardziej cenię sobie Jodi Picoult jako autorkę nieco bardziej życiowych powieści, jednak i w tym przypadku zostałam mile zaskoczona i byłabym nawet skłonna na kolejne spotkanie z twórczością tej dwójki.
Wyd.Prószyński i S-ka, kwiecień 2013
ISBN: 978-83-7839-497-6
Liczba stron: 312
Ocena: 6/10