Uwielbiam podróże, a już na pewno takie, w które wybieram się pod wpływem impulsu. Co prawda nie zdarzają one zbyt często, jednak z całą pewnością sprawiają, że jeszcze przez wiele miesięcy wspominam je z ogromnym sentymentem. Nie ważne, czy jest to wyjazd pod namioty z grupką znajomych, czy też praca zarobkowa, na którą udaję się wraz z dzieciakami z zaufanego biura podróży. Każda z tych dwóch opcji jest dla mnie równie atrakcyjna i wspaniała. Nic więc dziwnego, że gdy tylko nadarzy się ku temu okazja, pakuje swoje szpargały i wyruszam w nieznane mi dotąd rejony. Czy tak będzie już zawsze, a może tylko do czasy, gdy nie odnajdę w sobie zamiłowania do zupełnie innych czynności?
"Uwięzieni w raju" to historia rodziny, która wybrała się niezwykłą podróż po Oceanie Spokojnym. Całość wycieczki ma miejsce na dobrze spisującym się katamaranie i nikt by się nie spodziewał, że w końcu maszyna odmówi im posłuszeństwa. Nadchodzi moment, w którym na oceanie zrywa się gwałtowna burza. Z minuty na minuty robi się coraz straszniej, a bohaterowie zmuszeni są stoczyć walkę z siejącym spustoszenie żywiołem. Gdy woda uspokaja się, okazuje się, że małżeństwo wraz ze swoimi pociechami znalazło się u wybrzeży niewielkiej wyspy w Mikronezji. Czy Barrie'om uda się przetrwać na nieznanym terenie? Kim tak naprawdę okażą się tubylcy, których dane im będzie poznać z Mogmog?