Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 lutego 2014

Hakan Nesser - Komisarz i cisza

Komisarz Van Veeteren to dość specyficzny mężczyzna, który zdobył moje serce dzięki swojej szczerości, pewności siebie i zaangażowaniu z jakim dąży do wyznaczonego sobie celu. Stosunkowo rzadko spotykam równie autentycznych ludzi. Cieszę się, że chociaż w książce miałam okazję poznać człowieka, który nie udaje kogoś kim nie jest i jeśli coś mu się nie podoba to mówi o tym bez większego skrępowania. Dla wielu osób mogłoby się to wydawać nienaturalne i wręcz niepożądane ze strony starszego pana, który w dodatku jest policjantem. Nie wspominając już o wszystkich innych szarych materiach. 

Szczerze mówiąc to tylko przy spotkaniu z Van Veeterenem rozśmiesza mnie fakt, że stróże prawa rozmawiają o naprawdę okrutnym morderstwie, opisują ze szczegółami wygląd denata i jedzą sobie przy tym przepyszne pączki, aż ślina im ścieka po wszystkim co się da. Rozumiem rutynę, która nimi kieruje i fakt, że jeśli mieliby się tak wszystkim przejmować to prawdopodobnie już nigdy nie zjedliby niczego z czystej przyjemności. Z bohaterami tego cyklu nie ma rzeczy niemożliwych i choć nie zawsze jest widoczne na pierwszy rzut oka, komisarz nie poddaje się i nie zakończy sprawy dopóki nie rozwiąże zagadki. Po prostu jestem zauroczona i nie wiem jaka siła mogłaby mnie skłonić do czytania kryminałów autorów z innych stron świata, niż Skandynawia. Z tego właśnie powodu nie mogłam się już doczekać kolejnego spotkania z komisarzem Van Veeterenem i jego dociekliwymi kolegami po fachu. Czego dotyczyło popełnione morderstwo?

Muszę przyznać, że Hakan Nesser i tym razem stanął na wysokości zadania. Skandynawski autorwykazał się bowiem umiejętnością pisania tego typu utworów i mimo silnej presji, która jest spowodowana wielką popularnością jego kolejnych publikacji, do końca walczy o tworzone przez siebie powieści. Prawdziwy fenomen pisarza nie polega bowiem na wydawaniu książek w trybie ekspresowym, a na zaangażowaniu w sam proces powstawania danej historii. Od tego twórcy mogłoby się uczyć wielu polskich autorów, którzy coraz bardziej odchodzą od prawdziwej pasji do literatury i myślą jedynie portfelem. Taka jest prawda i nic nie jest w stanie zmienić mojego zdania na ten temat, choć oczywiście zgadzam się z tym, że nie wszystkich należy oceniać tą samą miarą. Strasznie żałuję, że wielu twórców, których twórczość tak bardzo sobie ceniłam, stopniowo zaczynają schodzić na psy. No ale niektórym to wszystko odpowiada, więc czemu by nie. Wracając jednak do "Komisarza i ciszy" to powiem tyle, że strasznie podoba mi się naturalność w prowadzeniu dialogów przez poszczególnych bohaterów tej powieści. Niczego tak bardzo nie obawiam się sięgając po kolejny utwór znanego już wcześniej autora, jak rozczarowania spowodowanego niedopracowaniem wielu detali pojawiających się na poszczególnych stronach poznawanej pozycji literackiej. U Nessera nigdy nie miałam z tym najmniejszego problemu i chyba powinnam być z tego powodu szczęśliwa. 

Jeśli zaś chodzi o samą fabułę powieści to po raz kolejny mamy do czynienia z dość nietypowym morderstwem, które wydaje się być przygnębiające i ekscytujące jednocześnie. Co prawda nie jest to mój ulubiony tom tej serii, ale nie ukrywam, że czytałam go z równie wielkim zaangażowaniem i chęcią na poznanie wydarzeń, które będą miały miejsce w kolejnych częściach tego cyklu. Bardzo podobało mi się również dawkowanie emocji i dodawane co rusz elementy, które mają za zadanie wzbudzać w molach książkowych coraz większą ciekawość. Tym razem wszystko kręciło się wokół zaginionej nastolatki, która uczestniczyła w obozie letnim tajemniczej sekty Czyste Życie. Pomysł wydawał mi się ciekawy jeszcze za nim sięgnęłam po lekturę tej książki. Czytając ją wiedziałam, że zainwestowanie w nią swojego wolnego czasu okaże się strzałem w dziesiątkę i nie myliłam się. Mam nadzieję, że spora część czytelników podzieli moje zdanie na jej temat i spędzi w jej towarzystwie naprawdę miłe chwile. Tymczasem nie mogę się już doczekać chwili, w której opowiem wam o kolejnej historii komisarza Van Veeterena i jego współpracowników. 

Moje ocena 8/10

sobota, 25 maja 2013

Ake Edwardson - Pokój numer 10

Czytelniczy kryzys wzmocnił moją sympatię do kryminałów skandynawskich. To właśnie po nie sięgam ilekroć dopada mnie niemoc i brak chęci na cokolwiek. Odwracają one moją uwagę od ogarniającego mnie zewsząd lenistwa, a także umożliwiają mi nadrabianie zaległości, które już dawno powinny przejść do historii. Niestety nie wszystko jest bezpośrednio od nas zależne, a i warto jest zrobić sobie czasami przerwę od czynności, które są w stanie sprawić nam naprawdę wiele przyjemności. Kilka dni przerwy sprawiają bowiem, że powracamy do książek z jeszcze większą żarliwością i chęcią poznawania kolejnych powieści. Tak samo było i w przypadku jednej z najnowszych publikacji Ake Edwardsona. 

Erik Winter udaje się na miejsce kolejnej zbrodni. Wszystko wskazuje na to na samobójstwo i fakt, że ofiara niezwykle dokładnie zaplanowała  swoją śmierć i zadbała o to, by nikt  przedwcześnie się o niej nie dowiedział. Z biegiem czasu okazuje się, że istnieje wiele poszlak, które śmiało mogą sugerować brutalne zabójstwo i związek tej sprawy z morderstwem, którego dopuszczono się przed dwudziestoma laty. Czy goteborskiej policji uda się rozwiązać zagadkę tajemniczego zgonu? Jaki związek z tym wszystkim ma hotel, w którym znaleziono ciało młodej kobiety? Czy kierujące Winterem przeczucia okażą się prawdą?

"Pokój numer 10" zapowiadał się jako intrygujący i pełen napięcia kryminał, który zapadnie do mej pamięci na wiele długich lat. W trakcie czytania okazało się jednak, że tym razem nie będzie już tak kolorowo i muszę przygotować się na rozczarowanie, które pojawiło się już na samym początkiem lektury, a z czasem miało się tylko pogłębiać. Podobał mi sam pomysł na napisanie tego utworu i byłam święcie przekonana, że szwedzki pisarz będzie w strasznie go obronić. Niestety tak się nie stało, a ja przez ponad połowę książki zastanawiałam się nad odłożeniem jej z powrotem na półkę. Strasznie tego nie lubię, ale jeśli w poznawanej przeze mnie historii jestem świadkiem opisów, które bywają w niej zbędne, to nie widzę powodu, dla którego miałabym się z nią dalej męczyć. W tego typu pozycjach literackich liczy się przede wszystkim wartka akcja i niezapomniane emocje, które związane są ze sposobem prowadzenia śledztwa. Tego mi w tym przypadku zabrakło i strasznie żałuję, że Ake Edwardson nie dopieścił tej powieści do tego stopnia, by wszyscy jej czytelnicy byli zadowoleni w równie zaskakującym stopniu. 

Nie będę ukrywać, że trochę się zawiodłam na tym autorze i już sama nie wiem, czy chciałabym ją polecać komukolwiek. Sama nie jestem pewna, czy jeszcze kiedykolwiek po nią sięgnę. Wszystko tak naprawdę zależy od indywidualnego gustu każdego z Was. Jeśli czujecie, że odnajdziecie w tym kryminale cechy naprawdę dobrej literatury to nie widzę przeszkód byście przekonali się o jej jakości na własnej skórze. Ake Edwardson posługuje się przyjemnym stylem i gdyby nie jego bezsensowne powtórzenia i ciągłe przeżywanie tego samego, to mógłby się pokwapić o miano naprawdę fajnego pisarza. Póki co powstrzymam się przez aplauzami i ze stoickim spokojem zapoznam się z kolejnym dziełem, które już wcześniej pojawiło się na polskim rynku wydawniczym. Muszę przyznać, że nie mogę się już doczekać tego spotkania, ponieważ jestem świadoma tego, że dwie inne powieści szwedzkiego autorka, podobały mi się i to bardzo. Mam nadzieję, że już nigdy więcej nie będę miała do czynienia z aż tak nieudanymi publikacjami. 

Wyd. Czarna Owca, październik 2012
ISBN: 978-83-7554-390-2
Liczba stron: 464
Ocena: 5/10

wtorek, 21 maja 2013

Georg M. Oswald - Wśród wrogów

Podchodziłam do lektury tej książki z dość sporym entuzjazmem. Zapowiadała się ona dość intrygująco i choć niemieckie korzenie autora zaburzyły mi nieco wizję kryminałów wydawanych w tej serii, nie poddałam się i czym prędzej zabrałam się za poznanie historii, w którą bezpośrednio zostali zamieszani funkcjonariusze prawa. Byłam święcie przekonana, że od pozostałych tytułów ukazujących się pod szyldem Czarnej Serii będzie ją dzielić sto lat świetlnych. Niestety nie byłam pewna tego, czy spodoba mi się ona o wiele bardziej, czy też będę zmuszona zaliczyć ją do największych gniotów tego roku. Miałam to odczuć na swojej skórze już niebawem i choć nieco obawiałam się tego spotkania to przebiegło ono dość sprawnie i bez zgrzytów, które w jakikolwiek sposób utrudniłyby mi zapoznanie się z tą pozycją literacką. 

W Monachium dochodzi do mrożących krew w żyłach zamieszek. Wszystko za sprawą policjanta, który pod wpływem głodu narkotykowego, zadarł z bandą arabskich emigrantów i potrącił samochodem jednego z nich. Kesselowi i jego partnerowi grozi zawieszenie w wykonywaniu swojego zawodu, a także postawienie ewentualnych zarzutów. Diller robi wszystko, by w jakikolwiek sposób zatuszować ich udział w całym zajściu i choć uważa, że drugi z policjantów powinien odpowiedzieć za popełnione czyny to przyjaźń, którą obdarzył go już wiele lat wcześniej, nie pozwala mu na pozostawienie go w potrzebie.

Georg M. Oswald rozpoczął tworzenie tej powieści w naprawdę wielkim stylu. Strasznie żałuję, że nie pozostało tak do samego końca lektury, ponieważ w obecnym stanie nadaję się ona tylko i wyłącznie do ponownej obróbki. Być może nie jest ona aż tak tragiczna i znajdzie ona swoich wyznawców wśród Moli Książkowych na całym świecie. Nie wątpiłam w to ani przez sekundę, jednak strasznie nie spodobał mi sposób autora na ukazanie czytelnikom osoby Kessela. Irytowała mnie ona niesamowicie i w zasadzie nie jestem pewna, czy byłabym w stanie kontynuować spotkanie z nim, gdyby okazało się, że niemiecki pisarz zdecydował się na kontynuowanie tej pozycji literackiej. Powiem szczerze, że czytałam już kilka innych książek i w niemalże każdej z niej motyw osoby uzależnionej od narkotyków został mi przedstawiony o niebo lepiej. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że w tej publikacji nie był on aż tak ważny, a sam autor wolał skupić się na wątku kryminalnym. Czy mu się to udało? Obawiam się, że chyba jednak nie do końca. Przede wszystkim zabrakło mi w tym wszystkim emocji, które skłoniłyby mnie do przeżywania poszczególnych wydarzeń wspólnie z bohaterami tej powieści. Tymczasem każdy żył sobie własnym życiem, a losy poszczególnych postaci łączyły się z sobą niezwykle rzadko.

Mylący okazał się również sam opis lektury, który kusi potencjalnych czytelników do zapoznania się z "Wśród wrogów". Niestety nieco różni się od treści właściwej tej książkę i na dobrą sprawę proponowałabym go w ogóle nie czytać. W innym przypadku narażeni jesteście na ogromne rozczarowanie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że spodziewałam się wielu emocji i napięcia, które miało się ściśle wiązać z faktem, że sprawcami całego zamieszania są funkcjonariusze prawa, którzy muszę zrobić wszystko co w ich mocy, by prawda nie ujrzała światła dziennego. W praktyce okazało się to dziecinnie proste i nawet osoba, która była przekonana o ich winie, nie mogła z tą wiedzą wiele zrobić. Jeśli zaś chodzi o rzeczy czysto techniczne, to powiem Wam, że całość utworu została napisana dość sprawnym językiem, który idealnie pasuje do klimatu stworzonego przez Georga M. Oswalda. Co prawda na samym początku było mi dość trudno wczytać się poznawaną pozycję literacką, jednak z czasem przyzwyczaiłam się do stylu autora i reszta poszła już z górki. "Wśród wrogów" chciałabym polecić miłośnikom tego typu literatury. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że odnajdziecie w niej to co najbardziej sobie cenicie w trakcie spotkań z kryminałami. Odradzałabym jednak czytanie tej powieści osobom, które nigdy wcześniej nie miały do czynienia z tym gatunkiem. Niestety nie jest on do tego odpowiedni.

Wyd. Czarna Owca, kwiecień 2013
ISBN: 978-83-7554-598-2
Liczba stron: 258
Ocena: 6/10

piątek, 26 kwietnia 2013

Hakan Nesser - Powrót

Seria o inspektorze Van Veeterenie podbiła moje serce i sprawiła, że z ogromną przyjemnością zabrałam się za poznawanie dalszych losów jej bohaterów. Byłam strasznie ciekawa zbrodni, która została w niej popełniona, a która już na samym wstępie, zapowiadała się dość intrygująco. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy podejście służb mundurowych do powierzonego im zadania, okaże się równie intrygujące, jak w miało to miejsce w poprzedniej odsłonie tej serii. Nie czekałam długo, by przekonać się o tym na własnej skórze. Czym prędzej zabrałam się za czytanie "Powrotu" i choć diametralnie różnił się on od swojej poprzedniczki to marzyłam o tym, by nigdy się nie skończył. Na całe szczęście na nim się nie zakończy i już niedługo czeka mnie kolejne spotkanie z VV i jego współpracownikami.

W pobliskim lesie zostają znalezione zwłoki mężczyzny. Pozbawiony on został zarówno głowy, jak i również innych części ciała, które mogłyby pomóc policji w ich identyfikacji. Do zbrodni doszło przed wieloma miesiącami, a morderca zadał sobie sporo trudu, by zawinąć swoją ofiarę w dywan i pozostawić ją w miejscu, które umożliwiało mu życie na wolności. Czy Van Veeterenowi uda się ustalić tożsamość zamordowanego? Jakie przeciwności losu będę na niego czekały w trakcie prowadzenia śledztwa? Komu zależało na śmierci człowieka, który wrócił do domu po obyciu kilkuletniego wyroku za zabójstwo?

Spotkanie z lekturą tej książki jest dla mnie wielkim zaskoczeniem. Byłam pełna obaw, że okaże się ona łudząco podobna do "Punktu Borkmanna" i przez to straci ona na swojej wartości. Na całe szczęście tak się nie stało i już po kilkudziesięciu przeczytanych stronach, zapomniałam o otaczającej mnie rzeczywistości i na poważnie zabrałam się za poznawania szczegółów śledztwa, które skłoniło mnie do wytężenia swojego mózgu i aktywnego uczestnictwa w całym przedsięwzięciu. Niektórym mogłoby się wydawać, że w chwili obecnej dochodzi do o wiele drastyczniejszych zbrodni, które wymagają od policji jeszcze większego zaangażowania w swoją pracę. Z całą pewnością jest w tym wiele prawdy, jednak nie zapominajmy o tym, że Hakan Nesser stworzył ten kryminał pod koniec XX i to wszystko wyglądało nieco inaczej. Cieszę się, że całość tego utworu została napisana językiem, który jest przystępny dla czytelników w różnym wieku i nie odczuwa się nachalności, która dość często towarzyszy tego typu pozycjom literackim. Po raz kolejny przekonałam się, że Skandynawowie stawiają na jakość swoich publikacji, a nie na ilość zdobników, które bardzo często bywają zbędne. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi.

"Powrót" jest powieścią, która jest w stanie się spodobać Molom Książkowych różnej płci i nie potrzebna jest do tego nasza wytrzymałość na drastyczne opisy zbrodni. Szwedzki autor postarał się o to, by to wszystko zostało wypośrodkowane i nawet najbardziej krwawa zbrodnia jest w stanie zaciekawić na jeszcze bardziej. Hakan Nesser zadbał również o rozbudowaną charakterystykę swoich bohaterów. Każdy z nich jest inny i nie ma najmniejszych szans, by nie zapadli oni w naszą pamięć. Sam VV okazał się na tyle specyficzną osobą, że chyba nie chciałabym mieć dyżuru w szpitalu, gdy ten przebywałby na moim oddziele. Ludziom potrzebne są publikacje, które pozwalają im na spędzenie czasu w towarzystwie osób, które są w stanie zapaść w ich pamięci na naprawdę długi czas. Mam nadzieję, że dane mi będzie czytać równie imponujące historie, choć nie pogardziłabym również takimi, w których dane mi będzie obserwować  jeszcze więcej przemocy i niegodziwości. W realu nie życzyłabym ich nikomu, jednak fikcja literacka ma nad nami taką przewagę, że możemy sobie pozwolić na tego typu sytuacje.

Wyd. Czarna Owca, marzec 2013
ISBN: 978-83-7554-558-6
Liczba stron: 336
Ocena: 7/10

sobota, 20 kwietnia 2013

Hakan Nesser - Punkt Borkmanna

Hakan Nesser to utalentowany szwedzki pisarz, który już wielokrotnie przekonał mnie do tworzonych przez siebie powieści. Posiadają one nieodparty urok i to właśnie on sprawia, że po jego publikacje sięgają czytelnicy z dwudziestu pięciu krajów świata. Nie zawsze spotykają się one z pełnym uznaniem ze strony Moli Książkowych, jednak wychodzę z założenia, że każdy z nas jest inny i gdyby wszystkim podobało się to samo, to nasz świat stałby się wyjątkowo nudny. Osobiście cenię sobie twórczość skandynawskich pisarzy i cieszę się, że pewnego zimowego dnia, zdecydowałam się na zapoznanie się z książką "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet". W końcu to od niej rozpoczęła się moja wielomiesięczna przygoda z książkami wydawanymi pod szyldem Czarnej Serii.

Inspektor Van Veeteren nie może się już doczekać powrotu z trzytygodniowego urlopu. Po części spędził go w towarzystwie swojego syna, który w zamian za przestrzeganie pewnych reguł, uzyskał zgodę na kilkudniową przepustkę z więzienia, którą dane mu było odbyć w towarzystwie pięćdziesięcioletniego ojca. Towarzystwo chłopaka wywołuje w głównym bohaterze pewnego rodzaju dyskomfort i nic dziwnego, że z pewną ulgą reaguje na jego powrót do więzienia. Niespodziewanie Van Veeteren otrzymuje telefon od swoich przełożonych, którzy proszą go o wsparcie miejscowej policji. W Kaalbringen doszło bowiem do dwóch okrutnych zabójstw, a ich sprawca nadal pozostaje nieuchwytny. Czy stróżom prawa uda się rozwiązać tajemniczą zagadkę i aresztują  mordercę? Kim okaże się kolejna ofiara i jaki będzie miała ona związek z pozostałymi ofiarami?

"Punkt Borkmanna" bardzo mile mnie zaskoczył i nigdy bym się nie spodziewała, że lektura tej książki sprawi mi aż tyle przyjemności. Muszę przyznać, że prawdziwą niespodzianką było dla mnie zakończenie tej powieści i to, że nie udało mi się rozwiązać zagadki potrójnego zabójcy. Od pierwszych stron robiłam wszystko, by wczuć się w rolę profesjonalnego detektywa, który za pomocą wrodzonych umiejętności i odrobiny szczęścia jest w stanie dokonać rzeczy niemalże niemożliwych. W zetknięciu z kryminałem stworzonym przez Hakana Nessera, musiałam ograniczyć swój udział w śledztwie do mocnego zaciskania kciuków i dopingowania policjantów, którzy byli odpowiedzialni za znalezienie mordercy. Wydawać by się mogło, że przez większość trwania tej historii nie dzieje się nic nadzwyczajnego, a mundurowi ani na krok nie zbliżają się do rozwikłania problemu. Wydaje się to być zupełnie normalne, chociaż mocno zastanowiły mnie postacie inspektora Vav Veeterena i komisarza Bausena. Niby byli głównodowodzącymi całego zamieszania, jednak w każdej chwili znajdowali czas, by rozegrać coraz to nową partię szachów. Dużo większe zaangażowanie w całość sprawy wykazywali niżsi stopniem policjantem i tym miejscu jestem pełna podziwu dla Beate Moerk, która jako pierwsza odkryła tajemnicę poszukiwanego zbrodniarza i poniekąd poniosła za to swoją ofiarę.

Hakan Nesser to niewątpliwie jeden z moich literackich ulubieńców, który potrafi odnaleźć się w naprawdę wielu sytuacjach. Skandynawowie mają to do siebie, że bywają naprawdę sumienni w tworzeniu swoich publikacji i jestem pewna, że jeszcze nie jeden czytelnik będzie w stanie to należycie docenić. Zgodzę się z tym, że nie zawsze bywają one idealne i możemy mieć w stosunku do nich wiele uwag, jednak i tak są one znacznie lepiej dopracowane, niż nie jeden kryminał stworzony przez naszych rodzimych autorów. Mam nieodparte wrażenie, że szwedzcy pisarze z dużo większym profesjonalizmem i pasją podchodzą do pisania swoich dzieł i wychodzi im to tylko na dobre. "Punkt Borkmanna" to powieść, która mimo wszystko skradła moje serce i będę ją wspominać jako utwór, który w swej prostocie, sprawił mi ogromną przyjemność. Cieszę się, że miałam przyjemność poznać załogę policji z Kaalbringen i mam nadzieję, że w przyszłości dane mi będzie się z nimi jeszcze spotkać. Dodatkowym plusem tej pozycji literackiej jest również lekki i zrozumiały dla wszystkich, styl. Niewątpliwie okazał się on mocnym ogniwem tej publikacji, chociaż opis drugiej ze zbrodni przypominał mi raczej mało śmieszny kawał, niż opis wyjątkowo brutalnego morderstwa. Jak na mój gust okazał się on zbyt swobodny i nie było w nim należytego dla całości sprawy napięcia. Poza tym chyba nie mam się do czego przyczepić. Gorąco zachęcam Was do zapoznania się z tą lekturą!

Wyd. Czarna Owca, listopad 2012
ISBN: 978-83-7554-246-2
Liczba stron: 320
Ocena: 7/10

niedziela, 14 kwietnia 2013

Camilla Lackberg - Zamieć śnieżna i woń migdałów

Nie jestem przekonana do nowej szaty graficznej, która od jakiegoś czasu towarzyszy powieściom Camilli Lackberg. Zdaję sobie sprawę z tego, że okładka powinna stanowić jedynie dodatek do treści, a jej głównym zdaniem jest zaciekawienie swoich czytelników przedstawioną w niej historią. Bardzo często bywa jednak tak, że to właśnie pierwsze spojrzenie zachęca Mola Książkowego do zakupu danej powieści, a dopiero potem przychodzi czas na pełne napięcia rozczarowanie. Bycie wzrokowcem nie pomaga mi w dążeniu do postawionego sobie celu i choć strasznie żałuje, że najnowsza publikacja szwedzkiej autorki nie przyoblekła się w ciemne barwy, które idealnie pasowałyby mi do reszty kolekcji, to i tak jestem zadowolona z tego co znalazłam w jej wnętrzu. Nie obyło się oczywiście bez drobnych zgrzytów, które wpłynęły na niekorzyść dla tego utworu. O nich jednak powiem nieco więcej w dalszej części dzisiejszej opinii.

Martin Mohlin decyduje się na uczestniczenie w przyjęciu, którego organizatorem jest najbliższa rodzina jego narzeczonej. Wieczór zapowiada się niezwykle interesująco i już po kilkunastu minutach spędzonych w towarzystwie klanu Liljecronas jest pewien, że wolałby spędzić ten czas w zupełnie inny sposób. Podczas kolacji dochodzi jednak do wydarzenia, które zmusza policjanta do wykorzystania swoich umiejętności i przeprowadzenia szybkiego śledztwa w sprawie zabójstwa seniora rodu Liljecronas. Czy Martinowi uda się odnaleźć przestępce, który odważył się dosypać Rubenowi cyjanku? Jakie przeciwności losu czekają na niego w trakcie przesłuchań?

"Zamieć śnieżna i woń migdałów" to powieść, którą czytała się niezwykle szybko i przyjemnie. Co prawda posiada ona niewiele ponad sto stron i niektórym możecie się to wydawać dość niepozorna, jednak jest w stanie wywołać w swoich czytelnikach wiele sprzecznych emocji. Obcowanie z zamożną rodziną, która na pierwszym miejscu stawia dobra materialne i żerowanie na schorowanym już mężczyźnie, stanowi dość ciekawy obraz dzisiejszego świata. Nie twierdzę, że w podobny sposób zachowuje się większość współczesnej populacji, jednak jestem niemalże pewna, że podobny stosunek do pieniądze wykreował się w sporej części naszego społeczeństwa. Liljecronasowie robili wszystko, by jak najbardziej przypodobać się seniorowi swojego rodu i bynajmniej nie chodziło im o okazanie szacunku osobie starszej i nieco bardziej doświadczonej. Po kilkunastu przeczytanych stronach byłam już niemalże pewna, że głównym bohaterem tego spektaklu jest majątek, który mogliby odziedziczyć poszczególni członkowie rodziny. Czy w ten sposób powinni zachowywać się kochający synowie lub wnuki? Czy nie dość było im mamony, którą pożyczyli od Rubena w przeciągu ostatnich kilku lat? Zgodzę się z tym, że nie posiadał on łatwego charakteru i był w stanie zaleźć za skórę nawet najbardziej cierpliwiej osobie. Zastanawiam się jednak, czy jego zachowanie w stosunku do najbliższych nie okazało się w pełni zasłużonym i jedynym, które był w stanie wobec nich zastosować?

Camilla Lackberg stworzyła dość typowy dla siebie utwór, w którym zabrakło mi czegoś odrobinę bardziej ambitnego i przemyślanego. Moment śmierci Rubena, ale i również prowadzone przez Martina śledztwo, okazało się jak dla mnie zbyt mało dopracowana i po prostu nudne. Zdaję sobie sprawę z tego, że będą zamkniętym na wyspie i nie mogąc się nigdzie z niej ruszyć, człowiek nie ma zbyt wielu możliwości do wykazania się swoimi umiejętnościami. Nie wymagałam od niego rzeczy niemożliwych i skupiłam się na samym postępowaniu, któremu daleko było do doskonałości. Niekiedy miałam nawet wrażenie, że główny bohater nie potrafi w sposób profesjonalny przeprowadzić przesłuchania świadków. Niby starał się on jak najlepiej wywiązać ze swoich obowiązków, ale i też widać było, że towarzysząca całości oględzin sytuacja, nie okazałą się dla policjanta komfortowa. Nie będę ukrywać, że jestem w pełni zadowolona z dzieła szwedzkiej pisarki, ponieważ tak nie jest. Strasznie żałuję, że główny bohater zamiast skupić się na powierzonym mu zadaniu, co rusz przywoływał w myślach osobę innego stróża prawa, który był bardziej doświadczony w tych kwestiach. W całości utworu taka sytuacja pojawiła się kilkukrotnie i niestety miała znaczny wpływ na mój odbiór tej lektury. "Zamieć śnieżna i woń migdałów" to również pozycja literacka, w której zabrakło mi wątków pobocznych. To właśnie one stanowią brakujący element układanki, który tak bardzo lubimy w czytanych przez siebie powieściach skandynawskich. Mam nadzieję, że w kolejnym razem spotkam się ze znacznie lepszą publikacją Camilli Lackberg i w stu procentach spełni ona moje ukryte oczekiwania.

Wydawnictwo Czarna Owca, grudzień 2012
ISBN: 978-83-7554-228-8
Liczba stron: 144
Ocena: 6/10

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Leif GW Persson - Linda

Kryminały Perssona mają to do siebie, że wzbudzają w Molach Książkowych wiele skrajnych emocji. Nie spotkałam się jeszcze z powieścią tego autora, która otrzymałby pozytywne opinie od większości czytelników, którzy zdecydowali się na zapoznanie się z jego twórczością. Z jednej strony jest to zupełnie normalne, ponieważ każdy z nas jest indywidualistą i ma prawo do posiadania własnego zdania na temat przeczytanych przez siebie książek. Czasami zastanawiam się tylko nad rozbieżnością zdań, które pojawiają się na niektórych portalach. Niby nie zwracam na nie zbytniej uwagi i staram się wypracować własne zdanie na temat interesującej mnie pozycji literackiej. Tak samo było również w przypadku najnowszego kryminału szwedzkiego pisarza.

W jednym ze szwedzkich miast dochodzi do brutalnego morderstwa. Ofiarą zbrodni okazuje się młoda kobieta, która miała przed sobą całe życie. Miejscowa policja prosi o pomoc doświadczony zespół Everta Bäckströma, jednak już po kilkudziesięciu godzinach okazuje się, że dowódce oddziału dużo bardziej interesują rozrywki i dostarczanie sobie przyjemności, niż znalezienie gwałciciela i zabójcy. Czy policji uda się rozwiązać tajemnicę śmierci Mirandy? Czy poproszenie o pomoc Backstroma okaże się dla wszystkich pomocne? Jak potoczą się losy osób zamieszanych w zabójstwo? Czy przeprowadzenie badań DNA okaże się dla śledczych strzałem w dziesiątkę i doprowadzi ich do osoby odpowiedzialnej za morderstwo kobiety?

Leif GW Persson udowodnił, że potrafi się odnaleźć w niemalże każdej sytuacji. Miałam okazję zapoznać się z kilkunastoma opiniami na temat tej książki i wiele osób zarzucało jej brak dynamizmu i strasznie powolne prowadzenie śledztwa. W moim odczuciu posiada to swój urok, bo dzięki temu możemy przyjrzeć się pracy szwedzkiej policji, ale i również sposobowi postępowania poszczególnych bohaterów tego utworu. Całość tej sytuacji wpływa na ogromny plus dla tej pozycji literackiej  i sprawia, że będę ją wspominać z ogromnym sentymentem. Twórczość szwedzkiego pisarza obdarzyłam naprawdę szczerym uczuciem i mam nadzieję, że będzie ono trwać jak najdłużej. Oczywiście jestem świadoma tego, iż Perssonowi zdarzają się momenty, w których wieje od niego lekką nudą, jednak mają one miejsce stosunkowo rzadko. Wszystko tak naprawdę zależy od gustu Moli Książkowych oraz oczekiwań, które uformowały się w ich głowie przed rozpoczęciem lektury. Bardzo ważne jest również samo nastawienie do leżącej obok nas pozycji literackiej. Jeśli będziemy do niej uprzedzeni i damy się ponieść emocjom już na samym wstępie to bez sensu jest brnąć w nią dalej, ponieważ wszelkie uprzedzenia sprawią, że nie będziemy widzieć w niej nic poza jej minusami. 

"Linda" to całkiem przyjemna i ciekawa powieść, którą czyta się stosunkowo szybko i z nieukrywanym zaangażowaniem. Z całą pewności nie każdemu ta książka przypadnie do gustu i nie każdy będzie miał ochotę na to aby się z nią zapoznać, ale uważam, iż jest to zupełnie normalne i nie powinniśmy robić niczego na siłę. Zdaję sobie również sprawę z tego, że Leif GW Persson jest dość specyficznym pisarzem i poznanie go wymaga pełnego skupienia i spotkanie z nie jedną, a z przynajmniej dwiema jego powieściami. Jestem strasznie ciekawa jego pozostałych publikacji oraz emocji, które mogą wywołać w mojej skromnej osobie. Nic na to nie poradzę, że uwielbiam kryminały wydawane przez Czarną Owcę i już do końca swych dni będę im wierna. Przede mną kolejne odsłony tego cyklu i mam nadzieję, że spotkanie z nimi okaże się równie przyjemne i niezapomniane. Jeśli jesteście miłośnikami tego typu literatury i dysponujecie odrobiną wolnego czasu, który pragnęlibyście spędzić w towarzystwie niebanalnej lektury, to z czystego serca polecam Wam najnowszą publikację szwedzkiego pisarza. 

Wyd. Czarna Owca, październik 2013

ISBN: 978-83-7554-487-9
Liczba stron: 568
Ocena: 7/10

sobota, 2 marca 2013

Sofie Sarenbrant - Zamiast ciebie

Dopadło mnie ogromne poczucie winy, które spowodowane jest brakiem opinii na temat powieści "36 tydzień". Strasznie nie lubię pozostawiać książek samych sobie, jednak w przypadku tego utworu, skleroza wzięła górę, a ja przypomniałam sobie o niej dosłownie przed chwilą. Byłam święcie przekonana, że dodałam odpowiedni post tuż po jej przeczytaniu, a tu taka nie miła niespodzianka. No cóż... Czasu już nie cofnę, a nie chciałabym dłużej skupiać się nad czymś, co w każdej chwili będę mogła nadrobić. Jesteście więc ciekawi, jak dalej potoczyły się losy Agnes i jej rodziny?

"Zamiast ciebie" to ciąg dalszych historii kobiety, która zmuszona była do urodzenia swojego dziecka w niezwykle trudnych warunkach. Mroczna piwnica, która służyła jej za salę porodową, stanowi dla niej wszechogarniającego ją cierpienia , które odbiło się piętnem na jej przyszłości. Minęło szesnaście lat, a Agnes w dalszym ciągu nie potrafi sobie poradzić ze stratą upragnionego syna. Nie widząc innego wyjścia, główna bohaterka postanowiła poprosić o pomoc specjalistę. Mniej więcej w tym samym czasie, Nicole, osiemnastoletnia córka ofiary, udaje się do Brantevik, aby odkryć prawdę na temat wydarzeń, które raz na zawsze odmieniły życie jej matki. Czy dziewczynie uda się osiągnąć postawione sobie cele? Czy odnajdzie odpowiedzi na nurtujące ją pytania? Czy grozi jej przy tym jakieś niebezpieczeństwo?

Pierwsza część tego cyklu, wypadła stosunkowo słabo na tle innych książek z Czarnej Serii i byłam w pełni świadoma, że w przypadku "Zamiast ciebie" może być bardzo podobnie. Nie miałam wobec niej wysokich oczekiwań, a nastawiałam się raczej na niezobowiązującą lekturę z delikatnym dreszczykiem w tle. W praktyce został mile zaskoczona, ponieważ najnowsza powieść Sofie Sarenbrant, okazała się być naprawdę ciekawą powieścią, że mogłabym polecić swoim znajomym. Zdaję sobie sprawę z tego, że Sofie Sarenbrant w dalszym ciągu ma problem z konstruowaniem intrygi, która umożliwiłaby nam pełne oddanie się przyjemności. W całości tego utworu przeszkadzały mi również niektóre decyzje głównych bohaterów, które wydawały mi się dość nieprawdopodobne. Być może nie byłoby w nich nic dziwnego, gdyby podejmowane one były przez pojedyncze osoby, jednak jeśli dwójka bohaterów decyduje się na podjęcie kroków, które mają zmienić ich dotychczasowej życie, to zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Nagłe zainteresowanie Nicole wydarzeniami z przeszłości i chęć działania, była dla mnie nad wyraz intrygująca. Zacsizęłam się nawet zastanawiać, co sama zrobiłabym na jej miejscu.

"Zamiast ciebie" to powieść bogata w różnego rodzaju niedoskonałości. W poprzednim akapicie powiedziałam o usterkach natury merytorycznej, a teraz wspomnę co nieco o języku, który nie powala nas swoim jestestwem. Muszę jednak przyznać, że mimo tych wszystkich mankamentów, całość lektury czyta się naprawdę szybko i sprawnie. Prawdopodobnie jest to zasługa wątków obyczajowych, które co rusz pojawiały się w tym utworze i sprawiały, że nieco przyjemniej jest obcować z historią Agnes i jej najbliższych. Cieszę się również, że miałam okazję poczytać o porwaniach dzieci, a także o szoku i cierpieniu, których doświadczają ich rodzice. Przejście przez te wszystkie wątki okazało niezwykle emocjonujące. Nie chciałabym się znaleźć na miejscu rodzin, które w jednej chwili straciły istotę, która była dla nich całym światem. Ponadto jestem również ciekawa kolejnych publikacji szwedzkiej pisarki. Czy uda jej się poczynić kolejne postępy? A może nic z tego nie wyjdzie? Myślę, że najlepiej będzie, jeśli przekonamy się o tym na własnej skórze. Nie ma sensu rozwodzić się nad czymś, czego nie posiadamy w swoich dłoniach. Być może zostanie nam to wynagrodzone.

Wydawnictwo Czarna Owca, styczeń 2013
ISBN: 978-83-7554-437-4
Liczba stron: 320

Ocena: 6/10

czwartek, 28 lutego 2013

Magnus Zaar - Nagi ambasador

Po zakończonej niedawno lekturze "Nauczycielki z Villette", postanowiłam pójść za głosem serca i czym prędzej sięgnęłam po debiutancką powieść Magnusa Zaar. Byłam strasznie ciekawa, czy stworzona przez niego historia, przypadnie mi do gustu i sprawi, że dowiem się czegoś więcej na temat thrillerów i kryminałów, których twórcami są skandynawscy autorzy. Do tej pory byłam mile zaskoczona jakością tych publikacji i miałam cichą nadzieję, że pozostanie tak już na zawsze. Co prawda nie zawsze bywało idealnie, ale unikaliśmy też większych zadym, które sprawiłyby, że zaprzestałabym kontaktu z ukochaną przeze mnie serią! Podobnie było i tym razem, choć momentami zaczynało bywać, aż nadto przewidywalnie.

Do szwedzkich służb dyplomatycznych dochodzi informacja o zaginięciu ambasadora w Południowej Republice Konga. W celu jego odnalezienia, MSZ wysyła na miejsce zdarzenia Clarę Fabre, która w niedługim czasie odnajduje mężczyznę martwego. Wiele wskazuje na to, że Ekberg popełnił samobójstwo, jednak kobieta wydaje się mieć inne zdanie na temat śmierci denata. Główna bohaterka zaczyna prowadzić prywatne śledztwo, które z każdą kolejną chwilą przybliża ją do odkrycia szokującej prawdy. Czy jej się to uda? Dlaczego ministerstwu zależało na tym, aby jak najszybciej wyciszyć całość sprawy? Jakie niebezpieczeństwa czekają na Clare?

poniedziałek, 25 lutego 2013

Ingrid Hedström - Nauczycielka z Villette

Zakochałam się w okładce tej książki, chociaż wiem, że czasami bywa to naprawdę zgubne. Niestety w przypadku tej powieści, serce wzięło górę nad rozumiem i tym samym, przygarnęłam ją do swojej domowej biblioteczki. Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że żywię ogromną słabość do powieści, które wchodzą w skład Czarnej Serii. I pomyśleć, że tak bardzo bałam się spotkania z trylogią Stiega Larssona, która wydawała mi się być dziwną i trudną do przejścia lekturą. Od tamtej pory minęło sporo czasu, a moja miłość do tego typu literatury, motywuje mnie do podejmowania kolejnych działań.

Lubiana przez wszystkich mieszkańców Villette, Jeanne Demaret, zostaje potrącona przez rozpędzony samochód. W bardzo krótkim czasie na miejsce zdarzenia przybywa karetka, która ma w planach zabrać kobietę do jednego z pobliskich szpitali. Nim jednak udaje im się ruszyć, dochodzi do zatrzymania pracy serca i poszkodowana umiera. Komisarz miejscowej policji ma podstawy sądzić, że zbrodnia została wcześniej zaplanowana i należałoby o tym poinformować sędzie śledczego z Pałacu Sprawiedliwości. Czy Martine Poirot uda się rozwiązać zagadkę potrącenia Jeanne? Kim jest potencjalny zabójca i dlaczego zdecydował się zaatakować nauczycielkę w biały dzień? Jakie tajemnice wyjdą na jaw w trakcie prowadzenia śledztwa? Czy w Villette dojdzie do kolejnych napaści?

sobota, 16 lutego 2013

Vincent V. Severski - Niewierni

Zakochałam się w okładce tej książki. Od samego początku, podobała mi się jej prostota i starannie wyeksponowana tajemniczość. Nic więc dziwnego, że nie wytrzymałam i zabrałam się za jej lekturę w momencie, gdy nie dotarła do mnie jeszcze jej pierwsza część. Na całe szczęście, obyło się bez nieścisłości, które utrudniłyby mi spotkanie się z nowo poznaną historią i muszę przyznać, że przyjęłam to z ogromną radością. Zacznijmy jednak od krótkiego przedstawienia fabuły.

Konrad Wolski i jego współpracownicy robią wszystko, aby trafić na ślad Karola Hamonda. Mężczyzna posiada jest ściśle związany z działalnością Al-Kaidy i niezwykle trudno jest go namierzyć. Wszystko za sprawą umiejętności, które pomagają terroryście w utrzymaniu się przy życiu i wyprowadzeniu w pole - powołanych do tego celu - służb specjalnych. Aby zyskać na czasie i skuteczności, agenci Wielkiej Brytanii, Szwecji, Rosji, Polski i Irlandii postanawiają połączyć swoje siły. Z biegiem czasu okazuje się jednak, że agenci pragną dobra dla własnych narodów i większość czasu zajmuje im, przeprowadzanie prywatnych śledztw, które mogę zaważyć na bezpieczeństwie milionów ludzi. Czy uda im się zapanować nad zbliżającym się zewsząd nieszczęściem? Czy oddział Konrada Wolskiego wygra z czasem i doprowadzi powierzone mu zadanie do końca?

środa, 13 lutego 2013

Stosik 04/2013

Nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo się rozleniwiłam. Z miłą chęcią przeleżałabym kilka następnych dni i nie zrobiłoby mi to większej różnicy. Na całe szczęście czytałam i muszę przyznać, że jedna książka dziennie to całkiem pozytywny wynik. Dawno się tak świetnie nie bawiłam, więc tym bardziej jest mi miło. Od jutro zaczynam pisać zaległe teksty i mam nadzieję, że bardzo szybko wyjdę na prostą. W zanadrzu czeka mnie jeszcze kilka intrygujących powieści, więc czym prędzej należy brać się do roboty. Może poproszę Irenką, aby stworzyła te opinie za mnie?


1. "Przeznaczona do gry" Indigo Bloome
2. "Wszystko dla niej" Diana Palmer
3. "W pułapce uczuć" Diana Palmer
4. "Matka, która nie miała matki" Hope Edelman
5. "Córki, które zostały bez matki" Hope Edelman
6. "Nagi ambasador" Magnus Zaar
7. "Nauczycielka z Villette" Ingrid Hedstrom
8. "Zamiast ciebie" Sofie Sarenbrant
9. "Prędzej świnie zaczną latać" Mark Blake

No i co powinnam powiedzieć na temat powyższego stosiku. Trzy pierwsze pozycje pożyczyłam od Irenki i muszę przyznać, że została mi już tylko końcówka książki "Wszystko dla niej", a potem zabieram się za "Przeznaczona do gry". Ostatnimi czasy czuję wielki pociąg do tego typu pozycji literackich, więc korzystam z okazji póki się da! Czarną Serię uwielbiam samą w sobie, więc nic dziwnego, że obserwujecie ją na zdjęciu. Jestem strasznie ciekawa kolejnych autorów i mam nadzieję, że się na nich nie zawiodę! "Prędzej świnie zaczną latać" - aby lepiej zrozumieć twórczość zespołu Pink Floyd. Osobiście mnie ona nie przekonuje, bo więcej jest w niej kociokwików, niż porządnego rocka, no ale... Być może trafiałam na nieodpowiednie dla siebie tytuły, albo siedzę w zupełnie innym nurcie rocka i stąd całe zamieszanie. Nie poddaje się jednak, a książka po przeczytaniu wybierze się w podróż do mojego starszego Brata. Mam nadzieję, że bardzo mu się ona spodoba. Na koniec zostawiłam sobie pozycje 4 i 5, które strasznie mnie zaintrygowały i nie mogę się doczekać ich lektury.

Tymczasem idę jeszcze trochę poleniuchować:) Znaleźliście na tym stosie coś dla siebie?

wtorek, 5 lutego 2013

Alexander Soderberf - Andaluzyjski przyjaciel

Uwielbiam literaturę skandynawską i cieszę się, że pewnego zimowego dnia, zdecydowałam na zapoznanie się z trylogią "Millennium". Podchodziłam do niej dość niechętnie i szczerze mówiąc, nie wiedziałam, czego powinnam się po niej spodziewać. Bardzo szybko przekonałam się jednak, że moje początkowe obawy, które miały ścisły związek z nieznanymi mi dotąd horyzontami, nie sprawdziły się. Całość cyklu pochłonęłam w zaledwie kilka dni, a w mym sercu nadal pozostał niedosyt. Zaowocował on w chęć do sięgnięcia po twórczość kolejnych autorów i równie intrygujących powieści.

Sophie Brinkmann po śmierci swojego męża, postanowiła poświęcić się pracy i wychowywaniu ich cudownego synka. Niespodziewanie jednak, kobieta spotyka na swojej drodze tajemniczego mężczyznę, który wydaje się być spełnieniem jej najskrytszych marzeń. Główna bohaterka zaczyna traktować związek z Hectorem coraz poważniej i ma nadzieję, że wyniknie z tego coś więcej. Z biegiem czasu okazuje się, że Guzman ukrywa przed nią straszną tajemnice, która odbije się piętnem na jej dalszym życiu. To co zapowiadało się na obiecującą bajkę, z dnia na dzień przeistacza się w niekończące się piekło i walkę o przetrwanie. Czy Sophie uda się uchronić siebie i syna, przed grożącym im niebezpieczeństwem? Jak zakończą się porachunki między, występującymi w utworze, organizacjami przestępczymi, a policją?

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Stosik 01/2013

Czy jest na tej sali osoba, która napisałaby na mnie rozdział teoretyczny pracy licencjackiej? Za mną już prawie 5 stron, a kolejnych 15 czeka na swoją kolej. W dniu dzisiejszym obiecałam sobie napisać co nieco o kształtowaniu się mowy dziecka, więc mam nadzieję, że będziecie trzymali za mnie kciuki. W weekend przysiąde trochę do testów z części teoretycznej na egzamin prawa jazdy i może jakoś to będzie. Tymczasem, chciałabym Wam przedstawić mój najnowszy stosik:



Dopiero teraz zauważylam, że jest on stricke młodzieżowy i tak od góry widzimy:

"Freak City" Kathrin Schrocke
"Ostatnia spowiedź" Nina Richter
"Dotyk Gwen Frost" Jennider Estep
"Gorączka 1" Dee Shulman
"Oksa Pollock. Serce dwóch światów" A. Plichota, Cendrine Wolf
"Niewierni" Vincent V. Severski
"Andaluzyjski przyjaciel" Alexander Soderberg
"Winter" Asia Greenhorn


Muszę przyznać, że większość tego stosiku przybyła do mnie jeszcze w starym roku, jednak zupełnie o nich zapomniałam. Choroba dała mi się we znaki i jak widać - zrobiła swoje. Tymczasem uciekam robić swoje, bo inaczej będę musiała zarwać kolejną nockę. Znaleźliście tu coś dla siebie?

środa, 26 grudnia 2012

Camilla Ceder - Śmiertelny chłód

Camilla Ceder urodziła się w 1976 roku i na stałe mieszka w Göteborgu. W 2009 roku zadebiutowała ona powieścią "Śmiertelny chłód", która przyniosła jej ogromny sukces. Powieść została już sprzedana do Niemiec, Holandii, Francji, Włoch, Hiszpanii i Danii. Camilla Ceder pracuje jako kurator i pracownik socjalny, ale ostatnio coraz więcej czasu poświęca pisaniu. 

Lektura tej powieści stanowiła dla mnie sporą zagadkę. Bardzo lubię sięgać po książki wchodzące w skład Czarnej Serii i byłam lekko zaskoczona, że jej skład zaczął się powiększać o dzieła kolejnych autorów. Z ogromną niecierpliwością zasiadłam więc do lektury tego utworu i bardzo szybko okazało się, że nie odłożę jej na półkę zbyt szybko. Na całe szczęście do świąt zostało jeszcze kilka dni, więc bez problemu udało mi się pogodzić przyjemność z niezbyt przyjemnymi obowiązkami.


Na terenie warsztatu samochodowego zostają odnalezione zwłoki. Kobieta otrzymuje wiadomość na ten temat od roztrzęsionego sąsiada i czym prędzej udaje się z nim na miejsce zdarzenia. To właśnie tam okazuje się, że nie do końca uporała się ona z bolesną przeszłością, która nie była dla niej zbyt łaskawa. Całość sprawy zaczyna nabierać kolorów, jednak czy kierujący policyjnym dochodzeniem Christian Tella, wywiąże się z powierzonego mu zadania? Czy na miarę jego możliwości, okaże temu zabójstwu odpowiednią ilość uwagi? Jakie relacje nawiążą się między nim, a Seją? Jak dalej potoczą się losy bohaterów tej książki?

sobota, 22 grudnia 2012

Mariusz Zielke - Wyrok

Na temat tej książki słyszałam naprawdę wiele dobrego. W sumie to nie tylko o samej książce, ale i o twórczości autora, która jest w stanie przypaść do gustu niemalże każdemu. Od dość dawna miałam ochotę na przekonanie się o jego geniuszu i w tym właśnie celu, sprawiłam sobie najnowsze wydanie powieści "Wyrok". Muszę przyznać, że ucieszyłam się, gdy na stronie Czarnej Owcy zauważyłam, że postanowili oni dać szansę polskim autorom, którzy również mają smykałkę do słowa pisanego. W końcu do tej pory "Czarna Seria" kojarzyła się wszystkim z kryminałami skandynawskimi. Myślę, że taka zmiana wpłynie na korzyść wszystkich i jeszcze wzbudzi w nas poczucie ciągłego niezaspokojenia i czytelniczych poszukiwań.

"Wyrok" opowiada swoim czytelnikom historię niezwykle dociekliwego dziennikarza, który postanowił zebrać materiał do swojego nowego artykułu. Takim właśnie sposobem natrafia na Andreasa Holdnera - znanego wielu ludziom maklera, który od jakiegoś czasu zajmuje się dość podejrzanymi transakcjami. Ciągle drążenie tematu sprawia, że główny bohater wplątuje się i poważną sprawę, której przewodniczą wysoko postawione w tym świecie osoby. Biznesmenom ani trochę nie podoba się fakt, że Jakubowi Zimnemu zachciało się węszyć w sprawach, które w ogóle nie powinny go interesować. Jak w obecnej sytuacji zachowa się sam zainteresowany? Czy uda mu się pogrążyć osoby, które żyją z ciągłych oszustw?

piątek, 21 grudnia 2012

Stosik 23/2012 (Bujaczkomania part 2)

Gdy zobaczyłam świąteczną paczkę wymiankową od Irenki - miałam ochotę ją udusić! Nie muszę chyba nikomu mówić, że jak zwykle dała z siebie wszystko i sprezentowała mi naprawdę smakowite kąski. Zacznijmy jednak od samego początku tej niezwykłej opowieści:


czwartek, 20 grudnia 2012

Stosik 22/2012

Muszę przyznać, że grudzień jest miesiącem urodzajnym w książki, więc muszę Wam się pochwalić historiami, które dotarły do mnie w ciągu ostatnich kilku dni.


Wybaczcie ale tym razem odpuszczę sobie opisywanie stosiku. Od kilku dni jestem chora i zupełnie nie mam do tego głowy. Na całe szczęście rozpoczęłam już przerwę świąteczną i wracam na uczelnię dopiero w drugim tygodniu stycznia. Większość czasu spędzę zapewne na czytaniu, jednak przydałoby się również wziąć za drugi rozdział pracy licencjackiej, który muszę oddać do końca stycznia. Osobiście planuję zrobić to dużo wcześniej, ale zobaczymy co mi z tego wszystkiego wyjdzie. Na chwilę obecną 75% czasu spędzam w łóżku i oglądam kolejne odcinki "Przepisu na życie" i niestety jestem nim nieco rozczarowana. Pod koniec drugiego sezonu doszłam do wniosku, że  Anka zbyt dużo myśli i szuka problemów tam, gdzie ich w ogóle nie ma.

A jak Wasze plany na nadchodzące dni? Jakie pyszności szykujecie na wigilijny stół? Znaleźliście na tym stosiku coś dla siebie?

niedziela, 16 grudnia 2012

Mats Strandberg, Sara B. Elfgren - Krąg

Mając piętnaście lat nigdy nie sądziłam, że będę w stanie delektować się słowem pisanym. Od małego stroniłam od tego rodzaju przyjemności i tak właśnie miało pozostać jeszcze przez wiele lat. Strasznie żałuję, że nie miałam obok siebie ludzi, którzy w skuteczny sposób zachęciliby mnie do przeczytania jakiejkolwiek książki. W końcu jednak nadszedł moment, w którym wszystko odwróciło się do góry nogami, a literatura piękna stała się jednym z najważniejszych elementów mojego życia.

Grupa nastolatek zaczyna odkrywać w sobie magiczne zdolności, które do tej pory, pozostawały przez nie niezauważalne. Dziewczynom zaczyna grozić wielkie niebezpieczeństwo i niewątpliwie ma to jakiś związek ze śmiercią Eliasa. Uczęszczał on do tego samego liceum co główne bohaterki, a pewnego dnia postanowił odebrać sobie życie. Czy Idzie i jej towarzyszkom uda się rozwiązać tajemnice, która umożliwiła im lepsze poznanie swoich charakterów? Jakie przeciwności losy będą im towarzyszyły w trakcie intrygującej wędrówki? Czy uda im się osiągnąć swój cel, a może zostaną one pokonane przez swoich wrogów? Czy żywioły, którymi dysponują nastolatki, okażą się pomocne w tej uciążliwej i pełnej napięcia walce?

sobota, 8 grudnia 2012

Anders de la Motte - [geim]

Wyobraźcie sobie, że znajdujecie na swojej drodze tajemnicze urządzenie, które zachęca was do wzięcia udziału w grze. Nie macie zielonego pojęcia, na czym ma ona polegać i co w związku z tym będziecie musieli robić, jednak w waszej podświadomości pojawia się trybik, który podpowiada wam, że ryzyko jest jedyną słuszną drogą i to właśnie ono zaprowadzi was na wyżyny chwały. Pod wpływem emocji zgadzacie się na swój udział w grze i właśnie w tym momencie, podpisujesz na siebie wyrok, który będzie ci przyjacielem na bardzo długi czas.

W podobnej sytuacji znalazł się Henrik HP Pettersson - trzydziestoletni mężczyzna, dla którego życie sprowadza się do częstych przyjemności i totalnej nieodpowiedzialności. Brak płynności finansowej jest dla głównego bohatera czymś zupełnie normalnym. HP wydaje się tym w ogóle nie przejmować, a cała jego uwaga skupia się na telefonie, który zaczyna otwierać przed nim nowe możliwości. Mężczyzna wydaje się być zadowolony i z pewnym zniecierpliwieniem oczekuje kolejnych zadań. To właśnie one nakręcają maszynę, które skupiona jest tylko i wyłącznie na zdobyciu uznania w oczach ludzi, którzy od samego początku przyglądają się jego poczynaniom. Czy chęć łatwego zysku całkowicie Go od siebie uzależni? Do czego musi dojść, aby Henrik raz na zawsze oderwał się od gry, która niezwykle skutecznie zabija w nim głęboko skrywane wartości moralne? Jaki związek z tymi wydarzeniami ma policjantka, która okazała się być jedną z ofiar Petterssona?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy