Komisarz Van Veeteren to dość specyficzny mężczyzna, który zdobył moje serce dzięki swojej szczerości, pewności siebie i zaangażowaniu z jakim dąży do wyznaczonego sobie celu. Stosunkowo rzadko spotykam równie autentycznych ludzi. Cieszę się, że chociaż w książce miałam okazję poznać człowieka, który nie udaje kogoś kim nie jest i jeśli coś mu się nie podoba to mówi o tym bez większego skrępowania. Dla wielu osób mogłoby się to wydawać nienaturalne i wręcz niepożądane ze strony starszego pana, który w dodatku jest policjantem. Nie wspominając już o wszystkich innych szarych materiach.
Szczerze mówiąc to tylko przy spotkaniu z Van Veeterenem rozśmiesza mnie fakt, że stróże prawa rozmawiają o naprawdę okrutnym morderstwie, opisują ze szczegółami wygląd denata i jedzą sobie przy tym przepyszne pączki, aż ślina im ścieka po wszystkim co się da. Rozumiem rutynę, która nimi kieruje i fakt, że jeśli mieliby się tak wszystkim przejmować to prawdopodobnie już nigdy nie zjedliby niczego z czystej przyjemności. Z bohaterami tego cyklu nie ma rzeczy niemożliwych i choć nie zawsze jest widoczne na pierwszy rzut oka, komisarz nie poddaje się i nie zakończy sprawy dopóki nie rozwiąże zagadki. Po prostu jestem zauroczona i nie wiem jaka siła mogłaby mnie skłonić do czytania kryminałów autorów z innych stron świata, niż Skandynawia. Z tego właśnie powodu nie mogłam się już doczekać kolejnego spotkania z komisarzem Van Veeterenem i jego dociekliwymi kolegami po fachu. Czego dotyczyło popełnione morderstwo?
Muszę przyznać, że Hakan Nesser i tym razem stanął na wysokości zadania. Skandynawski autorwykazał się bowiem umiejętnością pisania tego typu utworów i mimo silnej presji, która jest spowodowana wielką popularnością jego kolejnych publikacji, do końca walczy o tworzone przez siebie powieści. Prawdziwy fenomen pisarza nie polega bowiem na wydawaniu książek w trybie ekspresowym, a na zaangażowaniu w sam proces powstawania danej historii. Od tego twórcy mogłoby się uczyć wielu polskich autorów, którzy coraz bardziej odchodzą od prawdziwej pasji do literatury i myślą jedynie portfelem. Taka jest prawda i nic nie jest w stanie zmienić mojego zdania na ten temat, choć oczywiście zgadzam się z tym, że nie wszystkich należy oceniać tą samą miarą. Strasznie żałuję, że wielu twórców, których twórczość tak bardzo sobie ceniłam, stopniowo zaczynają schodzić na psy. No ale niektórym to wszystko odpowiada, więc czemu by nie. Wracając jednak do "Komisarza i ciszy" to powiem tyle, że strasznie podoba mi się naturalność w prowadzeniu dialogów przez poszczególnych bohaterów tej powieści. Niczego tak bardzo nie obawiam się sięgając po kolejny utwór znanego już wcześniej autora, jak rozczarowania spowodowanego niedopracowaniem wielu detali pojawiających się na poszczególnych stronach poznawanej pozycji literackiej. U Nessera nigdy nie miałam z tym najmniejszego problemu i chyba powinnam być z tego powodu szczęśliwa.
Jeśli zaś chodzi o samą fabułę powieści to po raz kolejny mamy do czynienia z dość nietypowym morderstwem, które wydaje się być przygnębiające i ekscytujące jednocześnie. Co prawda nie jest to mój ulubiony tom tej serii, ale nie ukrywam, że czytałam go z równie wielkim zaangażowaniem i chęcią na poznanie wydarzeń, które będą miały miejsce w kolejnych częściach tego cyklu. Bardzo podobało mi się również dawkowanie emocji i dodawane co rusz elementy, które mają za zadanie wzbudzać w molach książkowych coraz większą ciekawość. Tym razem wszystko kręciło się wokół zaginionej nastolatki, która uczestniczyła w obozie letnim tajemniczej sekty Czyste Życie. Pomysł wydawał mi się ciekawy jeszcze za nim sięgnęłam po lekturę tej książki. Czytając ją wiedziałam, że zainwestowanie w nią swojego wolnego czasu okaże się strzałem w dziesiątkę i nie myliłam się. Mam nadzieję, że spora część czytelników podzieli moje zdanie na jej temat i spędzi w jej towarzystwie naprawdę miłe chwile. Tymczasem nie mogę się już doczekać chwili, w której opowiem wam o kolejnej historii komisarza Van Veeterena i jego współpracowników.
Moje ocena 8/10