Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 sierpnia 2011

Pożegnanie z wiśniami



Wiem, że to głupie, ale jak giną z oczu po kolei kolejne warzywa i owoce, to ogarnia mnie jakiś smutek. Wiadomo, że za rok znowu się pojawią, ale nieuchronna wizja końca lata działa na mnie przygnębiająco i nic nie mogę na to poradzić.
Wczoraj biegałam z samego rana, o tej porze co zawsze, i po raz pierwszy z ust leciała mi para, a to już znak, że jesień blisko.

Wiśni w sumie już nie ma. Tylko na jednym straganie były w sobotę, drogie, ale szkoda mi było przejść obojętnie.

Clafoutis wiśniowe




Składniki:
1 kg wydrylowanych wiśni

Ciasto:
35 dag mąki
20 dag tłustego twarogu
1 jajko
5 łyżek oleju
6 łyżek mleka
10 dag cukru
1 opakowanie cukru waniliowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Polewa:
1/2 szklanki gęstej śmietany
3 jajka
15 dag cukru
2 łyżki mąki ziemniaczanej

Przygotowanie:
Ser utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym, jajkiem, olejem i mlekiem. Wsypać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i zagnieść ciasto. Rozłożyć je na natłuszczonej formie. Na cieście rozłożyć wiśnie.

Składniki polewy zmiksować, następnie przykryć nią owoce.

Wstawić ciasto do piekarnika na 35-40 min. i piec w 200 stopniach.

czwartek, 7 lipca 2011

Czekoladowe z borówkami



Rzadko robię ciasta ostatnio. Przyczyna jest prosta, zjadam je potem sama i mam wyrzuty sumienia.
I niestety, podjadam słodycze gotowe. Wczoraj odwiedziłam stoisko Chocolate Company (jest w Galerii Mokotów i w Złotych Tarasach). Jakie tam mają pyszności! Czekolady podstawowych smaków, korzenne, waniliowe, z zatapianymi owocami kandyzowanymi i orzechami w miodzie. Do tego kostki czekoladowe z wbitymi w nie patyczkami, które można rozpuścić w kawie czy gorącym mleku. Czekolada w puszce do fondue, i geste smarowidła do wafli czy na grzanki - uwierzcie mi - Nutella wysiada przy tym! Tanio nie jest (mała kwadratowa czekolada to wydatek 15 zł, pasta czekoladowa kosztuje 35 zł), ale co jakiś czas można się na to skusić. Na dodatek sprzedawczynie pięknie pakują zakupy, więc to dobry pomysł na prezent.

Wracając do ciasta. Trudno zdecydować się z czym piec. Czereśnie, maliny, jagody - ja wybrałam borówki, ale można użyć też malin, bo nie puszczają tak bardzo soku.
Ciasto jest zwarte, nie kruszy się, a owoce tkwią w nim jak w oprawie. Świetne do kawy.

Czekoladowe ciasto z borówkami




Składniki:
1 czekolada 70% kakao
5 jajek
230 gr. masła
1/2 szklanki bardzo drobnego cukru
2/3 szklanki mąki pszennej
łyżka espresso
1 łyżeczka cynamonu, szczypta kardamonu
pół opakowania borówek amerykańskich
cukier puder do posypania

Przygotowanie:
Czekoladę, masło i kawę rozpuścić w kąpieli wodnej. Przestudzić.
Jaja ubić z cukrem na puszystą masę. Delikatnie wymieszać z masą czekoladową. Mąkę przesiać z cynamonem i ostrożnie wmieszać do masy. Ciasto wylać do okrągłej formy (wyłożonej papierem i posmarowanej masłem) średniego rozmiaru. Na wierzchu poukładać borówki, zatopić je w cieście, ale tylko do połowy.
Piec przez 40-45 minut w temperaturze 160 stopni. W środku będzie lekko miękkie, a wierzch będzie miał cienką skorupkę.
Gdy ciasto ostygnie, posypać je cukrem pudrem.

Przepis zainspirowany ciastem Arabeski

wtorek, 10 maja 2011

Karaibski chlebek kokosowy


I znowu troszkę się blogowo zaniedbałam. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że byłam kilka dni w Łodzi na Fashion Weeku a tam, jak można się domyślić, jedzenie było mniej ważną rzeczą. Były inne atrakcje.
Ale, w hali Expo, gdzie odbywały się pokazy mody szykują się w połowie czerwca targi kuchni włoskiej. Będą pizze, pasty, makarony, mnóstwo degustacji, nauka gotowania, i oczywiście możliwości kupna dobrych slow foodowych rzeczy. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, pojadę i zdam relację.

Dziś świetny wypiek śniadaniowy. Nie mam co prawda za dużo czasu na poranne celebracje, ale jak już się go upiecze, to potem tylko pokroić i smarować masłem czy marmoladą z pomarańczy. W konsystencji przypomina trochę chlebek bananowy, bo jest wilgotny, miękki w środku a lekko chrupiący na zewnątrz. Nie jest jednak tak gliniasty jak bananowy a pachnie nawet lepiej.

Wskazówka mała: chlebek trzeba szybko zjadać albo trzymać w lodówce, bo po 3 dniach nie nadaje się już do spożycia.

Karaibski chlebek kokosowy



Składniki:
2 i 1/2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
szklanka cukru pudru
100 gram wiórków kokosowych
300 ml mleka tłustego
2 jajka
esencja waniliowa 'na oko'
75 gr masła

Przygotowanie:
Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy proszek, cukier puder i cynamon, delikatnie mieszamy. Dodajemy wiórki kokosowe. Mleko roztrzepujemy z jajami i wanilią, dodajemy stopione i lekko już przestudzone masło.
Dolewamy do suchych składników i lekko wyrabiamy.
Przekładamy masę do natłuszczonej keksówki. Pieczemy ok. godziny w temp. 180 stopni. Na ciepło jest super, chociaż trochę brzuch potem boli:)

niedziela, 17 kwietnia 2011

Pomarańczowe słońce



Jeden weekend luzu i już się człowiek rozleniwia. Nie wiem jak wy, ale ja im więcej mam do zrobienia, tym lepiej radzę sobie z czasem. Robię wtedy sto rzeczy na raz i mam wrażenie, że doba jest z gumy. A jak mam tzw. wolne, przez kilka dni, to czas znika a ja nie mam nic konkretnego na liczniku.

W każdym razie zwolniłam trochę, pogotowałam sobie, popiekłam, zaczęłam znowu biegać. Aż czułam jak ulatują ze mnie wszystkie toksyny. Przy okazji odkryłam w okolicy kilka sklepów pierwszej potrzeby, jeszcze tylko szewc i weterynarz, i będę ustawiona.

W sobotę wybrałam się na rynek, na Plac Szembeka, niedaleko mnie. Od głównej ulicy w ogóle go nie widać, nie wiedziałam więc za bardzo czego się spodziewać. Jakie zaskoczenie, gdy okazało się, że to całkiem spore targowisko, podzielone na część odkrytą i halową. Jaka mnogość wszystkiego, jaki gwar, jakie widoki i zapachy. Od razu się wzruszyłam, bo już myślałam, że będę skazana raczej na markety jeśli chodzi o warzywa i owoce. A tu proszę, zioła, miody, wędliny z małych wędzarni, jaja 'od baby', chleby wiejskie na zakwasie. Wszystko, czego się zachce. Ja zobaczyłam jeszcze dynię i cykorię na wagę, to już mogłam na tym rynku zamieszkać. Obkupiłam się podsumowując, oczywiście przytachałam za dużo wszystkiego, ale aż trudno było się oprzeć.
I jeszcze te hasła wymalowane na co niektórych straganach: np. 'nie wybierać samemu, bo będzie po łapkach'...

Słońce było takie piękne wczoraj, że należy wręcz pokazać słoneczne, makowe ciasto. Dobra rzecz:)

Ciasto makowo-pomarańczowe



Składniki:
1/3 szklanki suchego maku
1/2 szklanki mleka
18 dag miękkiego masła
1 szklanka drobnego cukru
3 jajka
2 łyżeczki skórki pomarańczowej świeżo otartej na drobnych oczkach
1/2 szklanki świeżego soku pomarańczowego
2,5 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
kilka kropel esencji waniliowej
Syrop: 1/4 szklanki cukru, 2 płaskie łyżki masła, 1/3 szklanki świeżego soku pomarańczowego
Do dekoracji: kandyzowana skórka pomarańczowa

Przygotowanie:
Mak zalewamy mlekiem i odstawiamy na 30 minut. Ucieramy w mikserze masło z cukrem i wanilią, dodajemy podczas miksowania po jednym jajku. Gdy masa będzie gładka dodajemy skórkę, wlewamy sok i mleko z makiem i jeszcze krótko miksujemy.
Delikatnie łączymy masę z przesianą przez sitko mąką wymieszaną z proszkiem do pieczenia.
Masę przekładamy do okrągłej tortownicy wyłożonej pergaminem i posmarowanej masłem.
Ciasto pieczemy w temp. 200 stopni przez 45 minut do tzw. 'suchego patyczka'.
Zostawiamy na 5 minut w piekarniku przy wyłączonym grzaniu.

Składniki słodkiego sosu mieszamy i podgrzewamy, gotując nawet 2 minuty, aż powstanie klejący się syrop. W przepisie było podane, żeby ponakłuwać ciasto i nasączyć je tym syropem. To był fatalny pomysł, syrop zamienił lekki i puszysty biszkopt w klejącą masę i zniszczył ciasto.
Robiłam je potem po raz drugi i wystarczy bez nakłuwania polać je po wierzchu syropem i udekorować skórką pomarańczową.

Źródło: miesięcznik Kuchnia sprzed roku, ciasto było na okładce, bo jest wyjątkowo dekoracyjne, może pamiętacie...

niedziela, 10 kwietnia 2011

Już na Wielkanoc



Dzięki wielkie wszystkim za życzenia i miłe słowa, proces zadomowiania się rozpoczęty:)
Kilka dni temu zdałam sobie sprawę, że święta już za chwilę, nie za odległe parę tygodni. Święta spędzę w nowym mieszkaniu, w kameralnym gronie, liczę, że do tego czasu zdążę się oswoić z nową kuchnią, bo czeka mnie sporo gotowania i pieczenia. Czas nadrobić zaległości.

Dziś dzielę się przepisem na cisto, które idealnie nadaje się na wiosenne święta. Jest kaloryczne ale puszyste, cudownie lekkie w smaku, w sumie nie czuć, że się je je, co jest trochę zdradliwe, bo łatwo wsunąć połowę na raz. To sernik wiedeński, który robi się szybko i który z reguły się udaje.

Sernik wiedeński




Składniki:
Na ciasto:
serki homogenizowane tłuste - w sumie ma ich być 80 dkg (używałyśmy tych z łódzkiej mleczarni, dlatego podaję w gramach, żeby każdy sam kupił ile potrzeba)
6 jajek
1 szklanka cukru
3 łyżki mąki krupczatki
1 łyżka mąki ziemniaczanej
aromat waniliowy
rodzynki namoczone w rumie

Krem:
250 g mascarpone
250 ml śmietany 30-36%
2 łyżki cukru pudru

Przygotowanie:
Żółtka ubić na puch z cukrem. Dodać serki, wymieszane razem mąki, aromat, rodzynki i wymieszać delikatnie. Na końcu dodać ubitą pianę z białek, lekko wymieszać i wlać do wysmarowanej, okrągłej formy formy. Piec 45 min. w 180 stopniach. Gdy sernik zacznie rosnąć nie otwierać piekarnika, ciasto samo opadnie.



Na wystudzony sernik rozsmarować ubity mikserem krem i posypać cukrem pudrem.
Przechowywać w lodówce.

piątek, 24 grudnia 2010

Piernik od Amaro


Jak lubicie rozpakowywać prezenty? Szybko i niecierpliwie rozrywać papier, rozrzucając go dookoła czy powoli i delikatnie, celebrując chwilę? Ja lubię powoli, żeby ten moment jeszcze przeciągnąć w czasie. A potem lubię sobie taki prezent/y ustawić gdzieś na stole czy biurku i na niego spoglądać - jednym słowem, musi on swoje troszkę odstać zanim zacznę go używać czy schowam go do szafy. Taki okres ochronny na niego sobie robię. Jedno z małych dziwactw:)

Na święta zdążyłam zrobić w tym roku tylko piernik, i to dlatego, że z wyprzedzeniem. Nie mam tym razem specjalnie świątecznego nastroju, nie zdążyłam się wczuć w klimat ani odpowiednio nastroić. I jeszcze to, że to tylko weekend sprawia, że już widzę na horyzoncie poniedziałek i powrót do normalności.

Ale nawet jeśli mamy tylko te 3 dni, postarajmy się żeby było uroczyście, na ile się da. Mnie pomaga w tym zapach, korzenne przyprawy zdziałają cuda w tym temacie.

Poniżej przepis na piernik według Wojciecha Modesta Amaro, który mnie swoją kuchnią nie zachwyca, ale tym razem akurat nie cudował z pianką o smaku piernikowym, tylko zaproponował normalny wypiek. Piernik po odstaniu tygodnia jest miękki, lekko wilgotny, niezbyt ciężki.

Życzę wszystkim jak najwięcej czasu dla siebie i umiejętności celebrowania wolnych chwil.

Świąteczny piernik



Składniki:
500 gr mąki pszennej
50 gr cukru trzcinowego
50 gr cukru muscovado (Amaro dał 100 gr cukru białego)
200 gr miodu - dałam lipowy
150 gr masła
4 jaja
50 ml kwaśnej śmietany
3 łyżeczki przyprawy piernikowej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 łyżeczki kakao

Przygotowanie:
Masło utrzeć z cukrem, w trakcie dodawać po 1 żółtku. Podgrzać miód i wlać go do masy - ponownie utrzeć. Pod koniec dodać śmietanę.
W misce wymieszać wszystkie sypkie składniki i powoli dodawać je do płynnej masy.
Ubić 4 białka na pianę i delikatnie je wymieszać z ciastem.
Nasmarować keksówkę masłem i przelać do niej ciasto.
Piec ok. 50 minut w temperaturze ok. 170 stopni.
Sprawdzać czy ciasto doszło patyczkiem.
Piernik można potem przekładać powidłami śliwkowymi i polać czekoladą. Ja jednak nie miałam na to ochoty - wolę tym razem sam smak piernika, bez dodatków.


Wesołych Świąt!

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Mój pierwszy sernik


Nigdy nie byłam i nie zostanę zdeklarowaną fanką serników, ja należę raczej do tych co wolą ciasta kruche albo ciężkie czekoladowe. Ale czasami miewam na sernik ochotę i to ciasto jest tego wynikiem.
Przekopałam się przez jakieś 20 przepisów z internetu, wiedziałam czego szukam, i zdecydowałam się na sernik Kasi z bloga "Gotuję bo lubię", przepis jest tutaj.
Udał mi się nadspodziewanie dobrze, aksamitny, z nutą cynamonu i grubą polewą czekoladową na wierzchu - i wyglądał tak pięknie i świątecznie, że szkoda mi go było kroić. W przepisie zmieniłam:
* dodałam ok. 1 łyżeczki cynamonu do spodu ciasta, goździki i trochę więcej ciastek
* do samego ciasta dałam masę krówkową orzechową i nie było konieczności podgrzewania jej
* wierzch zrobiłam z roztopionej całej tabliczki czekolady z łyżką masła i jak zastygał posypałam go płatkami migdałowymi

Ostatnio opuściłam się w blogowaniu swoim i zaglądaniu na inne blogi, czasowo po prostu nie wyrabiam. Codziennie podróżuję PKP i w sumie mam wrażenie, że więcej czasu spędzam w pociągu niż w samej pracy - bo tam czas płynie szybko. Ile to się można w pociągach nasłuchać i napatrzeć! Bezcenne! Te dialogi, cały przekrój dziwnych i dziwacznych zachowań ludzkich, twarzy za które reżyser castingu filmowego dałby się pokroić.
Tak sobie myślę, że wspólna podróż, nawet taka krótka, to jest pewnego rodzaju romans. Szczególnie widać to, gdy samemu już się siedzi w przedziale i zaczynają zbierać się ludzie. Co sprawia, że mając jeszcze wolne miejsca w innych przedziałach, ludzie siadają akurat w tym przedziale? Co sprawia, że ja pchnięta impulsem, błyskawicznie decyduję czy otworzyć drzwi czy iść dalej? Decyduje tylko ułamek sekundy... Bywa, że w przedziale robi się fajna atmosfera, można zamienić z ludźmi kilka słów, a czasem jest gęsto że można nożem kroić. Bawi mnie czasem obstawianie na kogo trafię tym razem...

Sernik 'dulce de leche'



Składniki:
Spód:
paczka herbatników digestive + 1/2 paczki herbatników Bebe
100 g masła
1 łyżeczka cynamonu, szczypta goździków

Masa serowa:
1 kg twarogu President
1 szklanka cukru
4 jajka
kubeczek kremówki - Bakoma
1 puszka masy krówkowej orzechowej
1 budyń waniliowy

Wierzch:
tabliczka gorzkiej czekolady + 1 łyżka masła
garść płatków migdałów

Przygotowanie:
Ciastka mielimy w torebce na proszek - najlepiej tłuczkiem, dodajemy cynamon i goździki i roztopione masło. Taką masą wykładamy tortownicę, dociskamy dokładnie tłuczkiem do ziemniaków i wstawiamy do lodówki. Ser ubijamy z cukrem, dodajemy jajka, kremówkę, kajmak i wsypujemy budyń. Całość miksujemy jeszcze chwilę i wylewamy na spód z ciastek. Pieczemy w temperaturze 180 stopni ok. 70 minut. Ja na 10 minut przed końcem wyłączyłam górne grzałki. Odstawiamy na noc do lodówki.




Nazajutrz roztapiamy czekoladę z masłem, smarujemy ciasto i posypujemy płatkami. Trzymamy je potem w lodówce.
Wbrew pozorom, tak jak pisze Kasia, ciasto wcale nie jest za słodkie, jest w sam raz, delikatne i puszyste.

środa, 8 grudnia 2010

Marchwiowe czy marchwiowe?



Jakoś tak się utarło mówić, że ciasto to przyszło do nas z Ameryki. Podobno faktycznie tak było, chociaż ja na swoich lekcjach angielskiego uczyłam się też, że jada się je i w Wielkiej Brytanii. Czemu marchew? Bo w biednych czasach o marchew było najłatwiej - czasami źródło najlepszych przepisów okazuje się tak bardzo banalne...

Niektórzy nazywają je chlebkiem - jak bananowy czy kokosowy, jedni sypią do przepisów mąkę, inni leją miód a inni oliwę. Jedni polewają gorzką czekoladą (ja tak robię) lub lukrem a jeszcze inni robią grubą polewę ze słodkiego serka białego. Tradycyjnego przepisu chyba brak, wszędzie krąży cała masa zmutowanych, robionych po swojemu - domowemu - sposobów.



My miałyśmy 2 różne przepisy, oba kombinowane z kilku innych. W 2 kolejne tygodnie robiłyśmy kolejne ciasta. Polecam ten sposób, łatwiej odnaleźć smak, którego intuicyjnie szukamy. Ja wolałam ciasto z pierwszego wypieku, choć trochę się spiekło (jest z nim ten problem, że na zewnątrz jeszcze się dopieka w środek ma już dosyć) - było dla mnie lżejsze niż drugie, bardzo aromatyczne ale i miękkie oraz nasączone - to wolała moja mama.
Miałam jeszcze próbujących przy pierwszym cieście, ale nie załapali się już na drugie, więc ich zdanie nie będzie tu brane pod uwagę:)

Dla mnie marchwiowe ciasto to jednak okolice świąt. Jeśli nie chce się komuś robić piernika albo zrobi go i nie może on dotrwać świąt, to marchwiowe ciasto z korzenną przyprawą i bakaliami też się sprawdzi.

Jak zobaczycie poniżej, przepisy niewiele się różnią - ale to zupełnie inne ciasta. Dopiero tu widać, jak bardzo ważne jest trzymanie się proporcji, niby drobne zmiany a nie wyjdzie nam to samo...

Uwaga: pierwsze zdjęcie w poście jest z przepisu 2, dwa kolejne z 1 przepisu, i ostatnie z 2.

Ciasto marchwiowe I




Składniki:
3 szklanki marchwi startej na drobnych oczkach
1 1/4 szklanki zmielonych orzechów włoskich
2 szklanki cukru
2 szklanki mąki
5 jaj
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka cynamonu
rodzynki 'na oko'
starta skórka z cytryny
1/2 szklanki oleju
1 gorzka czekolada
garść krokantu do ozdoby

Przygotowanie:
Ubić pianę z białek. Osobno ubić żółtka z cukrem. Dodać olej, mąkę z proszkiem, sodą i cynamonem. Dosypać marchew, rodzynki i orzechy. Wymieszać dokładnie. Dodać pianę i lekko wymieszać. Piec w 180 st. ok. godzinę. Radzę nie patrzeć na wierzch, tylko kontrolować sprawę patyczkiem. Forma duża, prostokątna. Ciasto należy polać roztopioną czekoladą i posypać orzeszkami.

Ciasto marchwiowe II



Składniki:
200 gr zmielonych orzechów włoskich
100 gr zmielonych migdałów
300 gr startej marchewki
300 gr cukru pudru
6 jajek
2 czubate łyżki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
starta skórka z cytryny
czubata łyżeczka cynamonu
rodzynki - dowolna ilość
1 gorzka czekolada do polewy + łyżka masła

Przygotowanie:
Ubić na sztywno białka. Osobno utrzeć żółtka z cukrem. Dodać pozostałe składniki i dokładnie wymieszać. Następnie dodać pianę z białek i znów delikatnie wymieszać. Przelać ciasto do wysmarowanej formy i piec w piekarniku nagrzanym do 180 st. około godziny. Formę wybrałyśmy okrągłą o średnicy 26 cm. Na ostudzone ciasto wylać roztopioną z łyżką masła czekoladę.

sobota, 11 września 2010

Wracamy do podwieczorków


Pamięta ktoś jeszcze takie słowo? A ktoś go jeszcze używa? Bardzo wątpię... Odkąd masowo wkroczyły w nasze życie desery, podwieczorki odeszły w zapomnienie, w czasy przedszkoli i worków z kapciami, i w czasy kolonijnych wyjazdów do Woli Pszczółeckiej.

Wypowiadam więc wojnę deserom, w czym pomoże mi Maria Iwaszkiewicz i jej przeurocza książeczka "Gawędy o przyjęciach". Gdy wybuchł kryzys ekonomiczny, kobiece pisma rozpisywały się o tym, że clubbing jest już passe, teraz robimy domówki, biforki które naturalnie przeradzają się w afterki, bez wyjścia z domu;-)
Nie wiem czy ten trend się przyjął, ale słowo prywatka kariery już chyba nie zrobi. Teraz w domu robi się przyjęcia, raczej kameralne spotkania dla przyjaciół, mniej formalne, skupione na rozmowie i jedzeniu, a nie na szaleństwie imprezowym.

Iwaszkiewiczowa przypomina swoją książeczką, wydaną w 1977 r., że przyjmowanie gości to może być sztuka. Warto się do tego przyłożyć, bo w ten sposób pokazujemy swój szacunek do zaproszonych i warto kultywować sztukę wydawania przyjęć dla samej zasady. Bo uprzyjemnia to życie, bo jest pewnym powrotem do dawnych tradycji, bo fajnie czasem pobawić się w 'panią domu'.

Książeczka jest bardzo sympatyczna (wygrzebana w maminej biblioteczce), autorka zwraca uwagę na rozmaite kwestie, które założę się, rzadko bierze się pod uwagę. Jak dobrać towarzystwo, jak sadzać ludzi przy stole, na którą godzinę zapraszać, jak dobrać menu do towarzystwa, jak zadbać o zastawę, wystrój stołu i jakie sztućce czy kieliszki do czego pasują. Nigella, Jamie czy Gordon raczej o tym nie piszą, a wiedzieć to po prostu trzeba.

Podobał mi się fragment tekstu, który radzi gościom, w którym momencie powinni za gościnę podziękować - ale jeszcze lepiej by było, gdyby znalazła się tam porada jak się niektórych gości z domu pozbyć - wszyscy chyba mamy w pamięci takie wieczory, gdy po 5 godzinach naciąganej rozmowy, ukradkiem ziewaliśmy w rękaw...

W rozdziale poświęconym podwieczorkom Maria Iwaszkiewiczowa pisze:
"Dawniej był to zwykły posiłek podawany codziennie bez specjalnych ceremonii. Dziś ze względu na porę podawania tego posiłku - pomiędzy czwartą a piątą - możemy podwieczorkiem podejmować gości tylko w niedzielę lub podczas urlopu (...) Jakoś ciągle mi się wydaje, że podwieczorek powinien być przyjęciem czysto 'babskim'. Jest w tym element kobiecości - te kruche ciasteczka, konfitury... Stół powinien być nakryty w sposób nawet wymuskany, filiżaneczki dobrane, z cienkiej porcelany."

Do podania pisarka proponuje gruszki w cieście, popołudnia coraz dłuższe, więc jest to rozpusta usprawiedliwiona. Polecam wszystkim cykl 'vintage cooking' u Ani vel Vespertine, który do takich poszukiwań zachęca

Gruszki w cieście Marii Iwaszkiewiczowej




Składniki:
8 dość twardych gruszek
1/2 kg mąki pszennej
20 dag masła i 2-3 łyżki do nadziania gruszek
1 jajko do ciasta i 1 do posmarowanie gruszek
szczypta soli
6 dag cukru (ok. 5-6 łyżek - ja dałam 4)
kilka łyżek zimnej wody
garść rodzynek namoczonych w rumie
cukier puder do obsypania gruszek

Przygotowanie:
Przygotowujemy ciasto - zagniatamy razem mąkę, zimne masło, jajko, cukier i sól. W miarę wyrabiania dodajemy po trosze wody, żeby ciasto było elastyczne. Formujemy z ciasta kulę i zostawiamy ją na noc w lodówce. Trzeba zwinąć ją w folię, żeby nie przeszła innymi zapachami.
Gruszki obieramy, ale zostawiamy ogonki. Od dołu wydrążamy owoce z pestek, a do środka kładziemy rodzynki z kawałeczkiem masła.
Kulę ciasta rozwałkowujemy na grubość ok. 3 cm. Wykrawamy 4 części, najlepiej kwadraty, aby mogły objąć gruszki. Gruszki opruszamy cukrem pudrem. Oblepiamy je ciastem od góry, tak, żeby ogonek przeszedł przez ciasto na wylot. Ciasto smarujemy rozbełtanym jajkiem i ustawiamy ogonkiem do góry na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok. 45 min. w temp. 180 stopni. Trzeba zwracać uwagę na ciasto - wyjmujemy, gdy będzie już rumiane.



Gruszki najlepsze są jeszcze ciepłe, można je podawać z bitą śmietaną lub lodami waniliowymi.

Wygląda to pięknie i smakuje rewelacyjnie, rzeczywiście jest to najbardziej widowiskowy podwieczorek, dla wyjątkowych gości

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Ciasto z cukinii?


I jeszcze w temacie cukinii, póki sierpień trwa. Wytrawne ciasta jadam rzadko, w zasadzie wcale. Mam jednak kilka przepisów, jeszcze nie wykorzystane ciasto tzatziki i buraczane - odłożone na potem. Jakiś czas temu zrobiłam ciasto z cukinii, specjalnie na pewnego pamiętnego wśród znajomych grilla. Z wyglądu wyszło piękne, jednak co do smaku musiałam się dopiero przekonać.
Grunt, że ludziom smakowało i było dobrą podkładką pod szaszłyki, też z cukinią, i cudowną kaszankę w cebuli autorstwa Kasi K.
Sezon grillowy mamy już chyba za nami, ale można sobie powspominać chociaż...

PS: Niektórych przepraszam za zagubioną skorupkę po orzechach;-)

Ciasto z cukinii




Składniki:
5 białek
1 łyżeczka soli
4 żółtka
200 gr roztopionego masła
2,5 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 - 2 młode cukinie, (powinno objętościowo być jakieś 2 szklanki gdy zetrzemy na dużych oczkach tarki)
1 średnia pietruszka, (również starta na dużych oczkach)
łyżeczka kurkumy, gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki szafranu
2 łyżki soku z cytryny
100 gr orzechów włoskich posiekanych na kawałki

Polewa beszamelowa:
1 żółtko
łyżka mąki kukurydzianej
3 łyżki mleka
szczypta soli i gałki muszkatołowej

Przygotowanie:
Białka ubijamy z 1/2 łyżeczki soli. Wciąż ubijając dodajemy po kolei 4 żółtka, roztopione i przestudzone masło, przesianą mąkę, starte na dużych oczkach tarki warzywa, proszek do pieczenia, resztę soli i przyprawy oraz sok z cytryny. Mieszamy. Wrzucamy orzechy. Wlewamy ciasto do okrągłej formy wyłożonej papierem do pieczenia.
Pieczemy 45 minut w temp. 160 stopni.

Gdy ciasto się piecze, robimy polewę:
Mieszamy wszystkie składniki aż uzyskamy sos i wylewamy na ciasto w połowie pieczenia.
Kroimy potem w trójkąty i lecimy na grilla.

Dodaję danie do akcji Cukiniowy sierpień, autorstwa Parmelii

środa, 25 sierpnia 2010

Po śliweczce?



Wygląda na to, że to mój setny post. Nie zdawałam sobie sprawy, że tyle razy już tu publikowałam. Tak się przyzwyczaiłam do rutyny dodawania nowych potraw, że teraz jakoś nie wyobrażam sobie, że mogłabym przestać. Lubię sobie obmyślać co dam następnym razem, lubię tę dyscyplinę, jaką blog wymusza.

Poniżej śliwkowa tarta, która była na moich urodzinach. I tu mała refleksja na temat przepisów zamieszczanych w różnych gazetach. Nie będę wymieniała tytułów, bo niestety zdarza się to prawie we wszystkich pismach, ale bywa, że zamieszczone przepisy, nijak mają się do wykonania. Źle podane proporcje, czas pieczenia, albo zdjęcie, które chyba nie do końca oddaje dane danie. Nacinam się na to często i strasznie się wtedy denerwuję. Bo to brak szacunku dla swojego czytelnika i zwykła fuszerka. Wielokrotnie widzę, że zdjęcie potrawy było kupione z jakiegoś serwisu foto a przepis doklejony. Grrr! Tak było z tartą śliwkową, którą tu robiłam - ilość mąki trzeba było zwiększyć dwukrotnie, zdjęcie natomiast było zrobione z tarty na cieście półkruchym a nie na drozdżowym... Ciasta wyszło też tyle, że starczyło nie tylko na tartę, ale i na 3 babeczki. A przepis pochodzi ze starego Elle, przeleżał u mnie w teczce parę lat.
Na szczęście wpadki nie zdarzają mi się nigdy z książkami kucharskimi i autorskimi rubrykami, gdzie znane nazwisko dba o swoją renomę.

Tarta śliwkowa



Składniki:
30 dag śliwek, przekrojonych na pół i wypestkowanych
2 szklanki mąki - ok. 320 gr
2 jajka
1/2 szklanki cukru, może być brązowy
4 czubate łyżki masła
1/2 saszetki suszonych drożdży
1-2 łyżki soku pomarańczowego
1/2 szklanki letniej wody

kubeczek śmietany kremówki 30%
serek Danio

Przygotowanie:
Mąkę wymieszaj z drożdżami i cukrem. Roztop masło i przestudź je. Do mąki dodaj jajka, masło, sok i 1/3 szklanki wody. Zamieszaj i wyrabiaj ciasto. Jeśli trzeba dodać wody lub mąki, nie krępuj się. Ciasto ma być elastyczne i łatwo odchodzić od dłoni. Po wyrobieniu należy je przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 2 godziny.
Piekarnik nagrzewamy do 210 stopni. Formę do tarty smarujemy masłem i wykładamy ciastem. Układamy w kręgi śliwki i posypujemy je dodatkowo 2 łyżkami brązowego cukru. Pieczemy ok 35-40 minut.
Pozostało mi ciasto, więc wyłożyłam nim foremki na babeczki, upchnęłam do środka po1/5 śliwki i zakryłam je ciastem. Wyszło bardzo fajnie.

Babeczki i tarta wyszły naprawdę smaczne, a podawałam je z ubitą na śmietanę kremówką, wymieszaną potem delikatnie z serkiem Danio, to dobry pomysł na szybki krem.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Kruche i delikatne




Party na ostro już się odbyło, do dziś żołądkowo dochodzę do siebie, bo pojemność moich przyjaciółek okazała się ograniczona i wyjadam z przyjęcia jeszcze do dziś. Było orientalnie, hummus, ogórki w curry i gorczycy, kus kus z kolendrą i ciecierzycą, bakłażany po hindusku i risotto kalafiorowe z curry i szafranem.

Na deser ciasto ze śliwkami, jednak nie to, właściwe jeszcze w aparacie, ale niech chociaż stanowi przedsmak. Ze wszystkich letnich owoców, ja śliwki lubię najbardziej, jeśli chodzi o ciasta. Czuć je pełnią lata, gorącem, i jakoś zapowiadają też już jesień, pachną trochę nostalgią.


Kruche ciasto ze śliwkami i kruszonką




Składniki:
ok. 1 kg śliwek węgierek - wydrążonych połówek
20 dag masła roślinnego
2 szklanki mąki
6 czubatych łyżek cukru
2 żółtka
cukier waniliowy
2 łyżki gęstej śmietany

Piana:
2 białka i 1/2 szklanki cukru pudru

Kruszonka:
1 łyżka masła
1/2 szklanki mąki
5 łyżek cukru
szczypta soli

Przygotowanie:
Stopić masło, zdjąć z ognia i wymieszać z mąką, cukrem i solą. Kruszonkę odstawić.

Szybko zagnieść ciasto - nie wyrabiać. Wyłożyć na wysmarowaną i oprószoną bułką tartą tortownicę. Połówki śliwek ułożyć skórką do ciasta koncentrycznie. Ubić pianę z białek i wyłożyć na śliwki. Posypać kruszonką.

Piec 35 min. w 220 stopniach.
Ciasto najlepsze jest drugiego dnia, jak już trochę namięknie. Trudno się już potem od niego oderwać...

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Zjedz mnie



Billa Grangera poznałam najpierw z innych blogów. Wśród zagranicznej blogosfery jest bardzo znany, szczególnie w Australii, skąd pochodzi. Jest samoukiem, robi proste i niedrogie przepisy, ceni sobie kuchnię smaczną a nieobciążającą żołądka, taką, przy której człowiek się nie namęczy i ma jeszcze siłę zjeść to, co przygotował.
Granger umie cieszyć się życiem, prowadzi oczywiście swoje restauracje i programy telewizyjne, ale przede wszystkim ceni sobie czas spędzony z rodziną i leniwe popołudnia przy małych zakąskach. Jakoś pasowała mi jego niespieszność i brak zadęcia, jeszcze zanim poznałam jego przepisy.
Akurat zamierzałam zrobić zakup jego książek na eBayu lub Amazonie, gdy okazało się, że Wydawnictwo Muza przygotowuje przedruk jego książki, "Feed Me Now" z 2009 roku. Ja typowałabym inną pozycję, może "Every Day", ale dobrze, że w końcu do nas dotarł, nie ma co narzekać.
"Nakarm mnie", podzielone jest na kilka rozdziałów: śniadania, lunche, obiady, i inne dania okazyjnie pogrupowane. Zdjęcia są piękne, proste i radosne, takie, które niemal możemy sami zrobić w domu - czyli bez specjalnego estetyzowania. Za to przepisy jakoś nie do końca mi podeszły, właściwie znalazłam tam dla siebie około 5, co na ponad 200 stron książki, stanowi raczej słaby wynik. Nie będzie to moja książka-biblia, ale warto ją mieć na półce. Podobały mi się komentarze Billa przy każdej propozycji kulinarnej, czasem wskazówki zawarte w takich post scriptum bardzo się przydają.
Jednym z przepisów, które zaznaczyłam karteczką 'do zrobienia' było delikatne, lekko mokre, ciasto z jagodami. Z cytrynowo-waniliowym aromatem. Bardzo smaczne było.


Ciasto herbaciane z jagodami




Składniki:
200 ml kwaśnej śmietany
180 gr miękkiego masła
330 gr drobnego cukru
3 średnie jaja
380 gr mąki pszennej
300 gr jagód
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego, ewentualnie aromatu - Billa dodawał cukier waniliowy
skórka otarta z jednej cytryny
serek homogenizowany Danio do podania ciasta

Przygotowanie:
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Użyłam formy 24 na 30 cm - należy nasmarować ją masłem i osypać bułką tartą - tu mała zmiana w stosunku do przepisu Billa, który poleca wyłożyć formę papierem pergaminowym.
W mikserze ucieramy masło z cukrem. Potem dodajemy skórkę cytrynową i esencję. Mieszamy. Wbijamy jaja po jednym nie przerywając miksowania, następnie wlewamy śmietanę i miksujemy dalej.
Jagody osypujemy odrobiną mąki, resztę przesiewamy do masy i ostrożnie mieszamy ciasto łyżką. Delikatnie wrzucamy jagody i mieszamy tak, żeby nie uszkodzić owoców.

Przekładamy ciasto do formy i pieczemy 45-50 minut, sprawdzamy patyczkiem czy już się nie obkleja ciastem i wyłączamy piekarnik. Najlepiej gdyby ciasto odstało swoje przed krojeniem i całkiem wystygło.
Bill poleca aby przygotować na wierzch ciasta lukier cytrynowy albo krem z twarogu, masła, cukru pudru i skórki z cytryny, ale ja nie chciałam jeszcze dodatkowo obciążać ciasta. Jadłam jak na zdjęciu, z serkiem homogenizowanym Danio, posypane jeszcze świeżymi jagodami.

wtorek, 20 lipca 2010

Wiśniowe popołudnie



Jakoś tak mi wychodzi, że robię chyba same ciasta dla laików, bo podawane tu przepisy na wypieki zwykle są bardzo proste i każdy powinien dać z nimi radę. Skomplikowane torty jak u Lo podziwiam i chylę czoła, ale chyba nie dla mnie takie zabawy. Brak mi cierpliwości, i zbyt wielkie jest prawdopodobieństwo, że coś jednak nie wyjdzie. Oczywiście za każdym razem ambicjonalnie motywuję się do tortu z 3 warstw, 10 jaj i 300 gramów gorzkiej czekolady, ale jakoś nie mogę tego wprowadzić w życie. Po takie chodzę więc do Sowy, to jedna z lepszych znanych mi cukierni. Niedługo są moje urodziny, więc jeśli coś się u mnie zmieni w kwestii pieczenia tortów czy bardziej wyzywających ciast, na pewno dam znać.

Ciasto z wiśniami




Składniki:

1/2 kg wiśni
1 i 1/4 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
20 dag masła
4 jaja
łyżeczka proszku do pieczenia
cukier puder do posypania

Przygotowanie:

Wiśnie wydrylować i oprószyć mąką (powinno to pomóc w ich nie opadnięciu na dno tortownicy, co jak widać na zdjęciu, nie udało się - na szczęście smaku ciasta to nie zmienia).
Jaja utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodać masło. Ucierać dalej, a następnie po trochu wsypywać mąkę wymieszaną wcześniej z proszkiem do pieczenia.

Tortownicę posmarować masłem i obsypać bułką tartą. Wylać ciasto do formy, na nim ułożyć wiśnie. Piec w piekarniku 30 minut w temperaturze 220 stopni. Zanim wyjmiemy, sprawdzić patyczkiem czy już doszło

Gdy ciasto ostygnie, posypać je cukrem pudrem.

PS:
Ciasto jest w sumie bardzo lekkie i lekko kwaskowe dzięki wiśniom. Fajnie wchodzi z wiśniowym koktajlem, widocznym na drugim zdjęciu.
To bardzo prosta sprawa, z 300 gram powinny wyjść jakieś 2 porcje. Do miksera wrzucamy wiśnie bez pestek, wlewamy na oko trochę mleka, ze 3-4 łyżki jogurtu naturalnego, 2 łyżeczki brązowego cukru, kapkę miodu i nie za mocno miksujemy. Ja lubię czuć kawałki owoców.

sobota, 26 czerwca 2010

Brakujący klocek



Czasem może mnie przekonać do zmierzenia się z życiem tylko jakieś dobre ciasto. Najlepiej takie, które udaje się za każdym razem, dość już mamy stresów w życiu, żeby jeszcze przejmować się wyrośnięciem ciasta...

Ja wiem, że teraz pora na przepisy sezonowe, truskawki i inne jagody. Jednak po około 2 tygodniach truskawki zaczęły mi bokiem wychodzić, a malin czy jagód jeszcze u mnie nie ma, chciałam więc w końcu zjeść coś innego, tak na przekór.

Dlatego wybrałam na dziś ten przepis, z My Kitchen Snippets, robiony już po raz kolejny, choć zdjęcia pochodzą sprzed miesiąca, co widać, bo jest na nich bez...

A teraz zmykam, bo wybieram się do zoo. Jakoś mam tak, że co roku muszę zaliczyć ogród zoologiczny. Różne bliskie mi osoby mają już tych wycieczek dosyć, więc szukam wciąż nowych chętnych: Paulina i Samuel, pozdrawiam;-)

Chlebek z bananami i żurawiną



Składniki:
3 banany, miękkie, już brązowiejące
garść suszonej żurawiny
2 łyżki rodzynek (nie było w przepisie)
100 gr orzechów laskowych
szklanka mąki pszennej (160 gr)
szklanka mąki pełnoziarnistej
szklanka brązowego cukru
2 duże jaja
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1/2 łyżeczki soli
1/2 kubeczka jogurtu naturalnego, bardziej gęstego
4 łyżki stopionego masła lub oliwy

Przygotowanie:
Przygotuj średniego rozmiaru formę do ciasta, ja użyłam tę niemal kwadratową, posmarowałam masłem i osypałam bułką tartą. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
W misce mieszamy wszystkie suche składniki, w drugiej misce mieszamy jaja, cukier, jogurt, wanilię, olej i rozgniecione na papkę banany. Suche składniki dodajemy do mokrych i starannie łączymy. Dodajemy posiekane orzechy i suszone owoce. Wylewamy do formy i pieczemy ok. 50 minut. Sprawdzamy patyczkiem czy ciasto już upiekło się w środku.

sobota, 15 maja 2010

Nakładę ci ja rabarbaru do gardła!


Ładnie się zbiegł mój apetyt na rabarbar z akcją Beaty i Olcik... Od tygodnia jak nie jedno ciasto, to drugie, a obowiązkowo do obiadu kompot z goździkami i cynamonem.
Trzeba się spieszyć, ani się obejrzę a to warzywo (bylina?) zniknie. Zastąpią je truskawki, więc nie ma się co martwić, ale zawsze trochę żal. Dziś wybrałam się po kolejny zapas na nowo otwarty słynny Rynek Bałucki w Łodzi. Zamieniony teraz w wielką halę niczym ta odzieżowa z Tuszyna, nie ma już tego klimatu i stoisk z warzywami wcale nie tak dużo - jeśli się spojrzy na ilość stoisk z chińskimi ciuchami... 'No i już nie tak tanio jak było kiedyś, droga pani', narzekały staruszki w kolejce, ale ktoś za tę halę musi w końcu zapłacić;-)

Miałam konkretny plan zakupu szczawiu - nie było, jaj 'jedynkowych' - misja wykonana i baraniny lub jagnięciny. Tego ostatniego nie ma nigdzie! Jestem wielbicielką baraniny pod każdą postacią, ale w sklepie nie ma szans jej znaleźć. Gdy w kilku mięsnych powiedziano mi, że nie ma co szukać, w całej hali nikt nie ma, uwierzyłam. Podobno w okolicy Łodzi nie ma żadnego hodowcy od którego można by to mięso kupić, i choć rzeźnik powiedział, że zapotrzebowanie nawet jest, to on nie jest w stanie mu sprostać. Dziwna rzecz...
Znajomy mi powiedział, że w piątki baranina bywa na Placu Barlickiego w takiej jednej budce, ale nie zawsze mięso jest i nie ma go dużo, jednak na razie nie miałam okazji tam poszukać. Żeby w czasach, gdy można kupić dosłownie gwiazdkę z nieba, nie można było dostać baraniny? To jak z królikami, z którymi sprawa się ostatnio jednak poprawiła. Kto uwierzy, ze w Polsce nie hoduje się królików czy baranów? Tylko kto je potem zjada? Mam poważny zamiar zapytać w restauracji w której jadam jagnięcinę, gdzie zaopatrują się w mięso!

A tymczasem po tym jak to od rabarbaru w świętym oburzeniu doszłam do mięsa, wracamy do ciasta. Pierwszego dnia pachnące i twardawe dzięki przypieczonej kruszonce, potem zmienia się z dnia na dzień w absolutną delicję. Nie mogę się zdecydować czy wolę je na początku, czy gdy namięknie?

Kruche z rabarbarem i migdałową kruszonką



Składniki:
1/2 kg rabarbaru o wąskich, czerwonych łodygach
2 szklanki mąki
20 dag masła
6 łyżek cukru
2 żółtka
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
cukier waniliowy o aromacie migdałowym najlepiej
2 łyżki gęstej śmietany

Na kruszonkę:
100 gr stopionego masła wymieszać z 1/2 szklanki mąki, 1/2 szklanki cukru,
1/3 szklanki migdałów mielonych i 1/2 szklanki migdałów w płatkach

Przygotowanie:
Szybko zagnieść ciasto - nie wyrabiać. Wyłożyć na blachę[25x28 wysmarowaną masłem. Na ciasto wyłożyć pokrojony na kawałki rabarbar. Posypać kruszonką.
Piec 35 min. w 220 stopniach.

Dodaję ciasto do akcji Rabarbarowe Wypieki:

sobota, 1 maja 2010

Zapomniane przepisy - ciasto z kiśli


Nie wiem czy macie gdzieś zachomikowane takie przepisy, które kiedyś Wasze mamy robiły często, a z czasem zostały zapomniane i porzucone.
Lata temu powstawały całe książki na temat potraw z ziemniaków i niewielu więcej składników. Brak towaru w sklepach zmuszał do inwencji i gotowania z tego, co się ma pod ręką. Proste, smaczne i niewymyślne przepisy często poszły w odstawkę odkąd w sklepach można znaleźć niemal wszystko.
Kto dziś jeszcze robi kluski lane, albo prażochy? Tylko zapaleńcy i amatorzy dawnych wrażeń. Dlatego ocalam od zapomnienia to ciasto, którego moja mama nie robiła już co najmniej 10 lat.
Kiedyś takie przepisy były na wagę złota, dziś są tylko trochę trącącym myszką powrotem do czasów, które na szczęście odeszły w zapomnienie.

W oryginale jest to babka, ale zaginęła nam gdzieś forma do niej, zrobiłyśmy ja więc w zwykłej tortownicy. Urozmaiceniem była dekoracja z jogurtowego kremu i kiwi, ale jednak lepiej robić ciasto samo, bez tego dodatku. Wierzch wtedy nie namięka, a jest lekko chrupiący, i nie trzeba ciasta trzymać w lodówce.

Ciasto z kiśli



Składniki:
1/2 kostki masła
szklanka cukru
szklanka mąki
2 kiśle cytrynowe
1 budyń śmietankowy
1/2 torebki proszku do pieczenia
4 jajka
aromat cytrynowy
do dekoracji:
krem jogurtowy Dr. Oetker + 3 kiwi

Przygotowanie:
Ucieramy w mikserze masło z jajkami i cukrem na gładką masę. Potem dodajemy mąkę, kiśle, budyń, proszek do pieczenia i aromat i dalej miksujemy aż wszystko się połączy. Masę przekładamy do posmarowanej masłem i obsypanej bułką tartą formy i pieczemy 35 minut w temperaturze 220 stopni.

Krem na wierzch, robiłam według przepisu na opakowaniu.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Czekoladowy zawrót głowy




Ten przepis trzymałam specjalnie na święta. Jak tylko zobaczyłam go na blogu Liski, wiedziałam, że trzeba zostawić je na jakąś niecodzienną okazję.
Kokos, czekolada i wiśnie to połączenie, które wyjątkowo trafia mi do przekonania, choć może jest aż zbyt bogate - a nadmiar, wiadomo, zwykle szkodzi.

Ciasto robi się naprawdę szybko, nie trzeba używać miksera, co dodatkowo mnie przekonuje. Wiśnie kandyzowane kupiłam w Tesco, po 100 gr paczuszka, i choć Liska podaje właśnie 100, wydawało się to zdecydowanie za mało. Wiórki kokosowe z kolei zamieniłam na kupione niedawno przez Internet płatki kokosa. Podaję więc przepis już ze swoimi zmianami.

Muszę jednak przyznać, że choć ciasto pięknie pachnie i pięknie wygląda, okazało się dla mnie zbyt słodkie. W zasadzie bardziej przypomina blok czekoladowy niż brownies, lepiej też trzymać je w chłodnym miejscu. To propozycja zdecydowanie dla czekoladowych ekstremistów.

Kokosowe brownie z kandyzowanymi wiśniami



Składniki:
200 gr czekolady gorzkiej, 70% kakao
100 gr czekolady deserowej
200 gr kandyzowanych wiśni
100 gr masła
250 gr cukru trzcinowego
75 gr miodu
4 jajka
80 gr mąki pszennej
70 gr płatków kokosowych

Przygotowanie:
Na ogniu rozpuszczamy masło, cukier i syrop. Mieszamy, żeby cukier się rozpuścił.
Zdejmujemy garnek z ognia, dodajemy połamaną na kawałki czekoladę, dokładnie mieszamy aż czekolada się rozpuści. Dodajemy po 1 jajku, i szybko mieszamy masę. Wsypujemy mąkę częściami oraz płatki kokosowe i mieszamy na gładką masę.

Okrągłą tortownicę (u mnie średnica 26 cm) smarujemy masłem i osypujemy mąką.Wlewamy masę czekoladową, posypujemy wiśniami. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 160 stopni i pieczemy przez 30 minut. Nie ma się co dziwić, że po tym czasie ciasto jest w sumie półpłynnej konsystencji, ono się do końca nie dopiecze. Zostanie takie na wpół niedopieczone, mokre w środku.
Należy je wyjąć z pieca i poczekać aż ostygnie, potem schłodzić przez noc w lodówce, aż będzie konsystencji właśnie bloku czekoladowego.



A po zjedzeniu kawałka, więcej się nie da rady, biegać chyba z południa na północ Polski, żeby stracić te wszystkie kalorie.

czwartek, 1 kwietnia 2010

Mazurkiem już mogę częstować



No to na dobre się zaczęło. Niby już jestem w domu, kot zapakowany w znienawidzony przez siebie transporter jakoś przeżył drogę, ale jeszcze załatwiam ostatnie sprawy zawodowe. Nastrój jednak już trochę inny, w końcu znosi się do domu te wszystkie dobre rzeczy, robi zapasy słodyczy, owoców i alkoholu.

Ciasta niektóre też już można zacząć piec wcześniej, będą w sam raz za dwa dni. Ten mazurek, który robimy już drugi czy trzeci rok z rzędu, w zasadzie nazywa się torcikiem z Linzu, bo to austriacki przepis. Torcik, bo powinno się go piec w okrągłej formie, jednak skład ma całkiem mazurkowy, więc my robimy go w prostokąt.
Mnóstwo w nim migdałów i gorzkawej konfitury, więc nie zemdleje się od nadmiernej słodyczy.

Ponieważ wpadłyśmy na dobrą konfiturę z samej pomarańczy, to mój dżem zostanie na potem, na inne przepisy.

Mazurek à la torcik z Linzu




Składniki:

Kruche ciasto
1,5 szklanki mąki
20 dag migdałów, 100 zmielonych i 100 gram w krokancie
25 dag masła
7 łyżek cukru
łyżeczka aromatu waniliowego
jajo
2 żółtka
płaska łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki kardamonu i zmiażdżonych goździków

Do przełożenia i dekoracji
20 dag, czyli cały słoik konfitury pomarańczowej, może być marki Sreamline, a może być moja z poprzedniego postu
łyżka soku z cytryny
kieliszek likieru migdałowego
żółtko

Przygotowanie:
Połączyć sypkie składniki ciasta, dodać pokrojone masło i posiekać jak kruszonkę. Dodać jajo i żółtka, szybko zagnieść ciasto i wstawić do lodówki na ok. godzinę.
Już ze schłodzonego, odkroić 1/3, a resztą wylepić tortownicę o kształcie prostokąta (wcześniej posmarowaną masłem i obsypaną bułką tartą), tworząc ok. 2-centymetrowy rant.
Pozostałe ciasto dość cienko rozwałkować przez folię na oprószonej mąką stolnicy i pokroić w cienkie paski szerokości 1 cm.
Na nadzienie połączyć konfiturę z sokiem z cytryny i likierem, rozsmarować na spodzie ciasta. Na wierzchu ułożyć w kratkę cienkie paski ciasta i posmarować ciasto rozmąconym żółtkiem. Piec ok. 45 minut w ok. 180 stopniach.

Smacznego!

poniedziałek, 22 marca 2010

W ramach wprawek



Nie robię świąt w tym roku, w zasadzie nigdy ich nie robię, bo spędzam je z mamą w domu. Moja praca ogranicza się więc do pomagania a zarazem nie przeszkadzania, chociaż lubimy też robić pewne rzeczy razem. Na przykład typową sałatkę jarzynową czy keks. W święta nie lubię wydziwiać, próbować wielu nowych smaków. Chodzi raczej o to, żeby przywołać te dawne, jadane z rzadka.

Takiego keksu, jak robi moja mama, nie chcę próbować robić sama dla siebie. Pewne smaki lepiej jeść w pewnych miejscach, nie przesadzać z ich częstotliwością, żeby nie straciły na swojej wyjątkowości. Przykładowo karpia jadamy tylko na święta zimowe, ma się kojarzyć z nimi, z określonym czasem i nastrojem. Tak samo jest z keksem.

Ale ponieważ mam już chęć wprowadzać się w nastrój, choćby dlatego, żeby czekać cierpliwie na te kilka dni odskoczni, zapożyczyłam przepis od Liski (przepis tutaj), która z kolei wzięła go z paryskiej cukierni Ladurée, w hołdzie dla której na wielu blogach w ciągu ostatnich dni pojawiło się mnóstwo wpisów z makaronikami z okazji wiadomego święta.

Ciasto robi się szybko i przyjemnie, długo zachowuje ono świeżość - polecam jako przedświąteczną wprawkę dla niezbyt utalentowanych w kwestii pieczenia, do których i ja się niestety zaliczam.

Keks pomarańczowy z cukierni Ladurée




Składniki:
150 gr miękkiego masła
120 gr cukru (zostawiłam jak w oryginalnym przepisie)
3 duże jajka
200 g mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
100 gr kandyzowanej skórki pomarańczowej (w oryginale 120 gr)
50 gr rodzynek
50 gr suszonych żurawin (dodałam już od siebie)

Na lukier:
50 g cukru
50 ml wody (zamiast 60 ml)
2-3 łyżki soku pomarańczowego i kilka kropli aromatu rumowego (zamiast rumu)

Przygotowanie:
Masło ucieramy z cukrem, gdy już połączy się na jednolitą masę, nie przerywając miksowania dodajemy po jednym jajku.
Mieszamy w misce mąkę z proszkiem do pieczenia i bakaliami, tak aby całe pokryły się mąką. Potem łączymy masę z suchymi składnikami. Liska je zmiksowała, ja jednak nie chciałam żeby uległy rozlasowaniu w trakcie, wiec tylko wymieszałam wszystko łyżką i kilka razy pulsacyjnie w robocie, żeby nie było grudek.
W trakcie pracy musimy już nagrzać piekarnik do 175 stopni i wysmarować keksówkę masłem.
Piec ok. 50-55 minut aż ciasto się zazłoci i patyczek w nie wbity będzie suchy.

Syrop:
W garnuszku podgrzać wszystkie składniki mieszając. Gdy cukier się rozpuści, doprowadzić do wrzenia i gotować jeszcze 2 minuty. Uwaga żeby nie wykipiało! Gdy lekko przestygnie i zgęstnieje, polać ciasto syropem i poczekać aż zastygnie.
Sam syrop troszkę zmieniłam w stosunku do tego co podała Liska, ale nie miałam po prostu rumu pod ręką, trzeba więc było się jakoś ratować.