NEW AGGRESSIVE MUTILATOR TAPE OUT NOW !

NEW AGGRESSIVE MUTILATOR TAPE OUT NOW !
Primitive black metal with healthy dose of punk. Limited to 125 copies on black cassette.

VONFROST Onlyanalogisreal

VONFROST Onlyanalogisreal
Blog dedicated vinyl and tape rips
MEDIAFIRE DELETED ALL OF MY FILES FROM THEIR SERVERS WITHOUT ANY WARNING.
90 % LINKS ARE DEAD. SOON I WILL SYSTEMATICALLY ADD NEW LINKS TO INACTIVE POSTS.
REPORTS YOUR REQUESTS FOR MAIL OR IN SHOUTBOX,
THIS REQUESTS WILL FIRST IN QUEQUE FOR REUPLOAD.
SORRY FOR COMPLICATIONS.

Plugin for Firefox for fine Mega working, no problem with downloads - https://addons.mozilla.org/en-us/firefox/addon/meganz/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ambient. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ambient. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 grudnia 2012

Skuty Lodem - Demo (???)


Tym razem zagadka dla mnie niezrównana. Pamiętacie projekt SKUTY LODEM? Taki z przełomu wieków. Kilka demówek krążyło po świecie na CD-Rach. Była to muzyka klawiszowa dość silnie związana klimatem z nazwą projektu. Chłodne brzmienia składające się na orkiestralne kompozycje często wypełnione pianinem przypominającym pasaże z dokonań SMRTANA. Bardzo dobra muzyka, której znakomicie słucha się nawet dziś. Jako że ziemię skuł lód, będzie jak znalazł;) Największym problemem z tym wydawnictwem jest to, że posiadam zgrane utwory z CD, na którym nie zachowały się żadne informacje poza tym, że są to utwory SKUTEGO LODEM, niestety:(. Dlatego mam też apel do Was: JEŻELI KTOŚ POSIADA INFORMACJE NA TEMAT TEGO WYDAWNICTWA - PROSZĘ O KONTAKT!!!
Dziś tradycyjnie dzielę się z Wami tą muzyką, bardzo emocjonalną i nastrojową. Pochodzącą z czasów, kiedy na scenę wkraczały już na dobre komputery i można było w domowym zaciszu tworzyć, realizować pomysły i marzenia na większą skalę niźli dawniej. Przy tej okazji chciałem nadmienić, że właściwie nie ma co doszukiwać się tego, czy dawniej były bardziej kultowe czasy, czy też takie są obecnie, bo wydaje mi się, że każda chwila poświęcona na twórczość zawsze pozostawi klimat i wspomnienia - magiczne, jeśli można tak to określić;)

ZAWARTOŚĆ:
Materiał audio zgrany z CD-R w formie mp3.
Okładka Zastępcza!!!

TRACKLISTA:
BARDZO POSZUKIWANA!!!

DOWNLOAD:

niedziela, 12 sierpnia 2012

Uroczysko - Zapomniane Wieki Sławskiej Dumy (2002)


A tym razem jeszcze jedna rzadkość, nawet w internecie. W 2002 roku materiał ten został wydany przez amerykańską wytwórnię Dark Forest Prod. i od tego czasu słuch po nim zaginął. Ja odnalazłem w swoim archiwum kopię wersji kasetowej, jaką otrzymałem bezpośrednio od zespołu w tamtym właśnie czasie, na początku XXI wieku;) Sam już tytuł wskazuje na klimat w jakim utrzymane są nagrania... Wiadomo, klimat pogański, rodzimy nasz słowiański. Jednak nie jest to muzyka metalowa, lecz bliższa folkowi, taka syntezatorowa, którą lubiano określać mianem ambient, ale w rzeczywistości nie o ambient tu chodzi, ale o muzykę ilustracyjną, bardziej filmową, którą na gruncie metalowego podziemia osadził silnie MORTIIS. UROCZYSKO to zespół mieszający naleciałości z takich projektów jak WOJNAR czy PERUNWIT i pochodne im nastrojowo. Black metalowe złowieszcze wokale pojawiają się rzadko, podobnie jak deklamacje, a więcej na tym wydawnictwie samej muzyki w większości wolnej i majestatycznej. Wszystko jest dobrze i można powiedzieć, że tylko dobrze, bo Uroczysko nie wybijało się ponad pewien ustalony poziom muzyczny, przez co nie robiło już takiego wrażenia. Myślę jednak, że warto przypomnieć sobie jak wtedy tworzono muzykę i jakim klimatem operowała, bo pomimo nagrań dokonanych w 2002 roku, materiał brzmi dużo starzej - w pozytywnym znaczeniu!
Jedyny mankament o jakim muszę ustrzec to to, że moja kaseta posiada urwany ostatni utwór o jakieś pół minuty w stosunku do oryginału, którego czas podano na stronie Spirit of Metal. Niestety nigdzie nie mogłem zdobyć go w żadnej innej formie, wobec czego takie wydawnictwo Wam oddaję, ale zremasterowane na tyle, że nie odczujecie żadnego dyskomfortu.

ZAWARTOŚĆ:
Zgrany i zremasterowany materiał audio w formacie mp3.
Skan okładki kasetowej.

TRACKLISTA:

DOWNLOAD:

niedziela, 26 lutego 2012

NIRNAETH - Haudh'en'Nirnaeth (1996)


Obiecałem Wam już dość dawno, że przypomnę jeszcze nie raz o tym niezwykłym polskim projekcie muzycznym. Oto więc druga odsłona Nirnaeth, tym razem już w wersji CD wydanej przez hiszpańską (o ile mnie pamięć nie zwodzi) wytwórnę Abstract Emotions. Z tego co słyszałem, Piotr Wójcik nie był do końca zadowolony ze współpracy z nimi, bowiem obiecywali mu więcej, niż otrzymał choćby samych kopii autorskich. Ale mimo wszystko kontrakt po tej płycie został przedłużony, choć nigdy do końca zrealizowany, bowiem, jak wiecie, Nirnaeth przedwcześnie zakończył działalność. Debiutancki CD Nirnaeth to w dużej części powtórzenie materiału z kasety demo, jeśli chodzi o wiersze Tadeusza Micińskiego i kompozycje zbudowane w oparciu o nie. Tutaj wszystko zostało jeszcze poszerzone o bardziej słowiańskie i pogańskie w swoim klimacie wiersze tego wielkiego poety. Oczywiście wszystko brzmi niesamowicie i z niesłychaną przyjemnością wracam do tej płyty nawet po tak wielu latach. Wam oczywiście życzę tak samo ciekawych wrażeń!
Swoją drogą pamiętam, jak to wtedy było w moim życiu... Kto to miał możliwość słuchania CD. Sprzęt był drogi, nawet jeśli chodzi o jakieś słabej jakości wieżyczki. Płyty CD najczęściej, kiedy już ktoś kupił, przegrywało się na kasety i słuchało, a oglądało okładkę tylko u szczęśliwego posiadacza. Nirnaeth dotarł wtedy do mnie właśnie w wersji kasetowej. Piotrek obiecywał kopię, ale jakoś nie dotarła... Nie mam mu jednak za złe;) To człowiek, który masę rzeczy starał się załatwić i masę pasji starał uskuteczniać. Dziś sam jestem ciekaw, jak wiele z tych pasji zostało? Na pewno pozostała niezapomniana w swoim klimacie muzyka, która powinna być znana szerzej, a nie tylko w głębokich podziemiach, bo to w sumie jakaś więź z dziedzictwem naszej kultury...

ZAWARTOŚĆ:
Materiał audio zgrany z CD w formacie mp3 jakości 320 kbps.
Skan całości okładki.

TRACKLISTA:
01 - Intro
02 - Lucifer (Jam ciemny jest...)
03 - Lucifer (Mój Duch...)
04 - Lucifer (Vexilla Regis Predeunt Inferni)
05 - Kain (Wyszła mi z boru...)
06 - Kain (Jest serca kraj...)
07 - Kain (Na księżycu czarnym wiszę...)
08 - Witeź Włast I
09 - Witeź Włast II
10 - Witeź Włast III (Bojan)

DOWNLOAD:

sobota, 12 listopada 2011

Smrtan - Prophecies of Sorrow & Sammach - Sammach (demo 1997)



Starałem się już wcześniej skazić Was twórczością Piotra Wójcika i jego projektu Nirnaeth. Dziś trochę inaczej spojrzymy na to, co tworzył, zresztą nie tylko on. W swojej wytwórni Dagdy Music znalazł miejsce na wydanie splitu dwóch demówek: projektu osobistego SMRTAN (zresztą taki też posiadał pseudonim artystyczny, co oczywiście ze starosłowiańskiego języka oznacza "śmierć") oraz projektu najprawdopodobniej bliskiego znajomego SAMMACH (będącego projektem solowym klawiszowca zespołu THEMGOROTH). Oba materiały to zupełnie odmienna muzyka, ale jednocześnie bardzo sobie bliska... Gdzieś zatopiona w nastrojach oderwanych od codzienności, choć obie stoją jakby po dwóch stronach tejże.
Zacznijmy może od Smrtana, muzyki niezwykle delikatnej i zdaje się, że niemal improwizowanej, pełnej pasaży przewijających się między głównym motywem utworu. Zazwyczaj utworu strasznie zawiesistego... Nastrój Smrtana to coś zupełnie innego niż Nirnaeth. Muzyka ta nadawać by się mogła niemalże do ujęć filmowych krajobrazów nagrywanych kamerą z lotu ptaka. Choć powiem szczerze, że utwór trzeci "Free... To the Stars..." to dla mnie jeden z najważniejszych chyba utworów w życiu. Przepiękny motyw, bardzo depresyjny, jakby leciało się w szklanej trumnie nad światem, który się bardzo kocha, a trzeba go opuścić... Dla mnie tam za mało tej wolności, zbyt smutna ta wolność, ot po prostu! Choć można też spojrzeć na to jak na muzykę relaksacyjną. Motywy czasami bywają "astralne", że się tak wyrażę. To niesamowite przeżycie dla słuchacza, który oczywiście taką muzykę sobie ceni. W żaden sposób nie ma to nic wspólnego z metalem ani ambientem. To dzieło wyjątkowe, którego niszowość świadczy o ignorancji ludzkiej:(
Sammach... A to ci dopiero była ciekawostka! Otrzymując tę kasetę od Piotra Wójcika nie miałem jeszcze pojęcia, że mam do czynienia z klawiszowcem jak najbardziej metalowej ekipy THEMGOROTH... Jednak okazało się, że w tej osobie siedzi jeszcze coś poza mrocznymi metalowymi klimatami. Jego solowy projekt i chyba jedyne wydawnictwo, to muzyka o wiele bardziej zróżnicowana niż projekt Smrtana. Oczywiście mówiąc zróżnicowana mam na myśli nie to, że lepsza czy w inny sposób wartościowsza. Muzyka Smrtana była pisana jakby spójnie. Sammach to nic innego, jak samowolka na całego;) Klimaty mieszają się niesamowicie. Od ambientalnych brzmień, przez folkowe, aż do niemalże symfonicznych i takich z dozą industrialną, gdyż w brzmieniach Sammacha pojawia się często elektroniczna perkusja, która niemalże przypomina tę z pierwszych demówek Graveland, czyli żadnych talerzy, same gary;) Ale trzeba powiedzieć, że dodaje to utworom energii! Zresztą i tak chyba moim faworytem zdecydowanym jest "Mother Night", gdzie ta perkusja odgrywa dużą rolę. Sam nastrój jest z kolei niesamowity, bardzo mistyczny. Odsłuchując tej kasety pierwszy raz, oczywiście późnym wieczorem, żeby klimat był, bo tak się słuchało i czasami słucha nowych nagrań po dziś dzień, byłem pod niesamowitym wrażeniem! Co ciekawe, zaskakuje mnie klamrowa kompozycja tej demówki, bowiem pierwszy i ostatni utwór zespalają całość. Trochę mnie to zastanawia, czy aby nie na siłę, bo chyba są to powielone utwory, ale zamysł kompozycyjny jakiś jest i to nie głupi. Sammach stara się jakby oddać całą masę emocji, w przeciwieństwie do Smrtana. Tu mamy mistycyzm, skoczne pogaństwo, rodzące się życie, a także mroczne nastroje piekielne... To naprawdę zaskakujący i świetny materiał, również nie tylko dedykowany do hermetycznego grona odbiorców, ale z powodzeniem mógłby sięgnąć dalej...
Niestety obie demówki splecione na jednej kasecie przeminęły niemalże bez śladu:( Idzie się czasami załamać... Choć nie można ukrywać, że te projekty już od początku były na taki los skazane. Nigdy nie pojawiła się kontynuacja. Możliwe, że była to efemeryczna potrzeba chwili, wyraz pewnego skupienia i emocji, nastroju, jaki wtedy panował. Jednak nie można o takim materiale zapomnieć, bo może wtedy przeszedł bez echa, to nie znaczy, że nie może echem odbić się teraz ze względu na swoją innowację w porównaniu z Mortiisami, Wongravenami itp.
Materiały zgrałem dla Was, choć czasami może za bardzo "dopaliłem" w masteringu, ale myślę, że będziecie zadowoleni;) Również logo Sammacha naprawiłem, aby mogło może na jakąś stronkę jego pójść, bo na kasecie, to było dwa razy przygięte. Życzę miłego wsłuchiwania się w dźwięki z zupełnie innego świata!

ZAWARTOŚĆ:
Zremasterowany materiał audio - .mp3 VBR 224 - 320 kbps.
Skan obu stron okładki.
Logo Sammach.

TRACKLISTA:
01. Smrtan - Prophecies of Sorrow
02. Smrtan - Fire and Water
03. Smrtan - Free... to the Stars...
04. Smrtan - Dreams: Leaving all the past behind (excerpt)
05. Smrtan - Mystery of the Trees
06. Sammach - Tree of resignation
07. Sammach - Mother Night
08. Sammach - Power of life
09. Sammach - A Way to nowhere
10. Sammach - Escape from reality
11. Sammach - Voice of conscience
12. Sammach - Joy of spirit
13. Sammach - Tree of resignation

SAMMACH

niedziela, 9 października 2011

Nirnaeth (Poland) - Opus Nirnaeth (1995)



Pierwszego mojego wrażenia po usłyszeniu Nirnaeth nie sposób zapomnieć! Był to któryś z piątkowych wieczorów, kiedy to w Radiu Wrocław Paweł Domino puszczał w eter wszelkie interesujące zespoły w swojej audycji "Doom Comes" (później przekształconej w "Dominacja"). Rok 1995, człowiek w pełni zafascynowany Black Metalową eksplozją i głodny coraz to nowszych wrażeń, a tu z głośnika muza, jakiej chyba wcześniej się nie słyszało w Polsce w takiej postaci. Przepiękny klimat, nostalgiczny, romantyczny i do tego podbudowany tą szczyptą diabelstwa, które zawsze trafiało w czarne serducho;) No i teksty, a raczej poezja! Oczywistym jest, że po lirykę Tadeusza Micińskiego sięgało już wcześniej kilku osobników jak choćby Roman Kostrzewski w Kacie, czy kapela Thrasher Death. Jednak tutaj wiersze Micińskiego otrzymały jakby idealną dla siebie oprawę muzyki neoklasycznej, symfonicznej. Co prawda momentami zaśpiew Piotra Wójcika (znanego też pod pseudonimem Smrtan) wypadał bardzo blado w stosunku do muzyki, to jednak całość tworzyła niesamowity klimat. Sam Paweł Domino kilkukrotnie grał Nirnaeth w swojej audycji i gdzieś tam kiedyś rzucił adresem Dagdy Music, po czym bezzwłocznie napisałem do Piotra po kasetę i później już sam mogłem cieszyć się tym materiałem! Zresztą z czasem z Piotrem nawiązałem zarówno znajomość jak i pewnego rodzaju współpracę, o czym wspominałem przy okazji Vedyminów, ale jak wiecie dużo więcej z tego nie wyszło. Ja z kolei z niecierpliwością czekałem na kolejne materiały Nirnaeth i niestety całości trylogii, jaką zapowiadał Piotrek nie doczekamy się już chyba nigdy, bowiem po Nirnaeth słuch zaginął.

Co do samej muzyki... Warto zwrócić tutaj uwagę na to, że wielokrotnie w dawnych zinach pisano, jakoby Piotr wzorował się na modzie, jaką wykreował na scenie metalowej Mortiis. Jednak przysłuchując się tej muzyce nie sposób nie zauważyć inspiracji francuskim Elend! A idąc tym torem dochodzi się do klasycznych dzieł literackich związanych z wizjami Piekieł i Lucyfera, od czego nie stronili wspomniani muzycy. Zresztą sam podtytuł jednego z utworów ("Vexilla Regis Predeunt Inferni") zaczerpnięty został z "Boskiej Komedii" Dantego. Piotr mieszał w swojej twórczości wiele wątków muzycznych i literackich balansujących między młodopolskim satanizmem i jego inspiracjami a także neopogaństwem, co zaznaczył już na "Opus Nirnaeth". Dziwne było jedynie to, że skoro nazwa zaczerpnięta została z twórczości Tolkiena, ani razu Piotr nie zwrócił się w kierunku fantasy;)

Co do samej zawartości materiału, to pozwoliłem sobie na szczegółowe opisanie wszystkich utworów, bowiem literacko pochodzą one z cykli poetyckich Tadeusza Micińskiego i w zbiorach poezji są one opisywane incipitami, więc dla ułatwienia teraz podana jest szczegółowa playlista "Opus Nirnaeth".

Życzę Wam miłego słuchania materiału, który nigdy nie wyszedł w tej wersji na CD, bowiem pierwsza płyta "Haudh'en'Nirnaeth" znacznie różniła się od tej aranżacjami oraz niektórymi utworami. Ale wersja obecna myślę, że brzmi jak z prawdziwej płyty;)

ZAWARTOŚĆ:
Zgrany i zremasterowany materiał audio mp3 VBR 224 - 320 kbps.
Skan obu stron okładki.

TRACKLISTA:
01. Intro
02. Lucifer
03. Lucifer (Mój duch łańcuchem skuty do ziemi...)
04. Lucifer (Vexilla Regis Predeunt Inferni)
05. Kain
06. Kain (Jest serca kraj...)
07. Kain (Na księżycu czarnym wiszę...)
08. Zmierzch Bogów Słowiańskich (cz. I)
09. Zmierzch Bogów Słowiańskich (cz. II)
10. Outro

NIRNAETH

wtorek, 16 sierpnia 2011

Halucynogenna Impresja Sabatyczna (Demo 2000)


Istnienie wytwórni Tribal Death Association pozostaje dla mnie po dziś dzień pewnym dość zastanawiającym, ale i magicznym z jednej strony faktem. Dokładnie już nie pamiętam, czy zakupiłem tę kasetę, czy też wymieniłem się z Adamem za coś z moich materiałów. Tak czy inaczej, zdobyłem z wydawnictw tejże efemerycznej wytwórni tylko to jedno demo... A szkoda, że nie posiadłem innych, bowiem zainteresowanie moje wzbudziła swego czasu ulotka z ofertą Tribala. Były na niej trzy wydawnictwa, ale właśnie ta jedna kaseta wzbudziła moje bardzo szczere zainteresowanie. Pewnie zapytacie, dlaczego? ;) Jednocześnie odpowiecie sobie sami - zupełnie wyrywający się spod szablonów tytuł wydawnictwa i cały jego charakter! Niby takie nic, nagrane w zupełnej jaskini chyba (komputerowej oczywiście z dodatkami pewnie innego sprzętu), ale coś o wyjątkowym wydźwięku. Teksty w całości po polsku, ale ich brak na okładce kazał człowiekowi wsłuchiwać się w to, co dane mu było uchwycić z tych pełnych pogłosów wokali. Muzyka przytłaczająca, ale melodyjna i hipnotyczna, taka właśnie halucynogenna.

Całość nosiła podtytuł "Refleksje nad gusłami letnich nocy na kanwie molowych inwencji muzycznych Europy południowej" (w jedynej recenzji jaką znalazłem autorstwa mojego starego przyjaciela Pawła Grabowskiego był błąd, że nad "głosami" a tu o gusła chodziło takie jak Mickiewicza "Dziady" itp.). Może się czepiam, ale Europy Południowej powinno pisać się z dużej litery:D Choć sam wiem, że mi samemu jako poloniście wyluzowanemu zdarza się błędy walić nie takie:P Jednak do rzeczy! Sama okładka wzbudza właśnie to, co było cholernie istotne kiedyś - tajemnicę, zastosowaną starym chwytem, czyli im mniej info, tym lepiej. Materiał nagrywał jakiś E., pomagała mu w tym dziewczynka o pseudonimie Pesta... (ciekawe czy po dziś dzień są przyjaciółmi...) Wszystko nagrane spontanicznie, na drodze improwizacji... No i jak tu dojść sedna sprawy, jak doszukać się powiązań, do czego odnieść, z kim spowinowacić? No i chyba najlepiej na tym wszystkim wyszedł sam projekt. Choć niedoceniony, ba! - prawie zupełnie nieznany, psim smędem gdzieś pod płotami się poniewierał i przygarniali go włóczędzy mojego pokroju - to jednak posiadał niesamowity nastrój, który szkoda zatracić. Tak powiedzmy szczerze sobie - jakiś tam inwencji Europy Południowej to ja się ni w ząb nie doszukałem, ale jest nastrój, jest coś wyjątkowego, co można odczuć tylko wtedy, kiedy dostaje się takie wydawnictwo do swoich rąk! Stąd też chyba warto spojrzeć na to, jak obecnie patrzymy na muzykę. Ze ściągania samych mp3 nie wynika żaden klimat, dlatego ktoś może powiedzieć, że "ale do dupy ta muzyka"... a rzecz w tym, że nie posiadł tej kasety w swoim czasie - wtedy miała zupełnie inny charakter... Dziś to tylko archiwum, jakieś mgliste wspomnienie, które staram się Wam oddać na ile potrafię i zachować w pamięci jednocześnie swoje i - - - chyba też czyjeś wspomnienia, bowiem Adama Solaka z Opola (jedyne odniesienie do projektu owego), o ile znalazłem właściwą osobę, wywiało do Holandii. A sam podejrzewam, że nie kto inny jak on sam tworzył tę muzykę... Jeśli się mylę, będzie mi miło, kiedy mnie poprawicie!

Wasz Korsarz

ZAWARTOŚĆ:
Oczyszczony i zremasterowany materiał audio mp3 224 - 320 kbps.
Skan okładki.

TRACKLISTA:
01. I
02. II
03. III
04. IV
05. V
06. VI
07. VII (I Mix)

DOWNLOAD: