Dziękuję za odwiedziny, choć mam cichą nadzieję, że jeszcze się tu spotkamy.
Wszystkie zdjęcia i prace, które tu publikuję, są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, zawsze o tym informuję.
Jeśli chcesz je wykorzystać, podaj proszę ich źródło. Dziękuję.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą howlit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą howlit. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 listopada 2015

Carlota

Kolczyki lekko zwariowane, ale i osoba, której się zamarzyły do ułożonych nie należy :) W tym pozytywnym znaczeniu, rzecz jasna :)



I oczywiście swoje odleżały, żaby pokazać się światu :)
To już jednak chyba ostatni z moich zaległych tworów; jeszcze kilka drobiazgów powstało, ale nie doczekało się fotografii :(
Czekam na wenę i czas, aby pobawić się troszkę koralikami :)



Z tym może być jednak różnie, choć dwa zamówienia w drodze, więc chęci są :)

Otóż spieszę Wam donieść, iż nasza rodzina znów się powiększyła :)
Tym razem do naszego stadka dołączyła ... mała misia :)


Nasz wymarzony niedźwiadek dołączył do nas 3 tygodnie temu i świat zakręcił mi się teraz wokół tego dzidziusia :)
Uwierzcie mi, iż ze szczeniakiem jest tyle roboty, co z małym dzieckiem :) Oka nie można spuścić ;)
Luna (bo tak ma na imię nasz "bobasek") szybko jednak rośnie i przyznam, że z niecierpliwością czekam na czas, kiedy przestanie wszystko i wszystkich gryźć :)
Niemniej jednak jest cudnym psiakiem i zaprząta nam cały wolny czas :)

Pozdrawiam wszystkich ciepło i serdecznie, dziękując, iż o mnie pamiętacie :)

piątek, 8 sierpnia 2014

Plaża, dzika plaża ...

Korallo ogłosiło konkurs na letnią, lekką i plażową biżuterię, wykonaną w technice sutasz. Jako że ostatnio zatęskniłam za sznurkami, to i tym razem zdecydowałam dać się ponieść emocjom i wskoczyć do konkursu - ot, taka mobilizacja :)


Lekka biżuteria sutasz na plażę w moim wydaniu to proste kolczyki, którym zwiewności nadają koralikowe frędzle :)


Zdecydowałam się użyć tego, co mam pod ręką, ale w kolorach, które mnie z polską plażą się najbardziej kojarzą - padło na żółty piasek i niebieskie, nieraz burzowe, pochmurne niebo (nie to co zagraniczne turkusy i lazury).


Nie zapomniałam też o cudownych zachodach słońca nad naszym ukochanym Bałtykiem, więc ciutkę pomarańczu pasowało wkomponować.


Srebrny sznurek to kolor spienionych fal morza - uwielbiam nie za wielki sztorm nad Bałtykiem - pod warunkiem, że akurat spaceruję sobie brzegiem wzburzonego morza, a nie koleboce mną na jakiejś łajbie :)


I tak oto powstały kolczyki, inspirowane tą oto nadbałtycką plażą



Konkurencja - jak to w konkursach bywa - ogromna, ale jeśli moja interpretacja lekkiej biżuterii plażowej przypadła Wam do gustu, proszę o głos tutaj

W galerii konkursowej znajdziecie też wiele innych wspaniałych prac - niejedna z pewnością skradnie Wasze serca :)

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za Wasze odwiedziny :)


niedziela, 13 lipca 2014

Copacabana

Czar prysł - Brazylia, której kibicuję na każdym mundialu od kilkunastu lat, poniosła sromotną klęskę :(
Pozostawię ten fakt bez komentarza, gdyż serce boli. Mam tylko nadzieję, że dzisiaj mą południową duszę uratuje Argentyna, ale moja wiara słaba jest i gór raczej nie przenosi ;)
Tyle o piłce.
Dawno nie szyłam niczego z sutaszu i tęsknota za sznurkami zwyciężyła. Gdyby dodać do niej jeszcze uwielbienie dla ciepłych południowych mórz i lazurowych wód, błękitu nieba i temperatury gotującej wodę na asfalcie, to efekt jest tyleż ekscytujący, co zaskakujący :)


Ja osobiście jestem z tych kolczyków bardzo zadowolona - cieszę się, iż kazałam tym turkusowym howlitom czekać tak długo, bo zakupione ostatnimi czasy sznurki w metalizującym, tęczowym kolorze, wpasowały się w nie idealnie. Również maleńkie rivoli Svarowskiego pierwotnie miały mieć inne przeznaczenie, ale bezlitosne ręce, zaopatrzone w nożyczki, spruły bez opamiętania oplot, który przestał się podobać.
Tu moja ekscytacja się kończy, a zaczyna zaskoczenie, gdyż ...


... na moje zadowolenie z w/w kolczyków, pozostała część rodziny (jako pierwszy krytyk mej twórczości) tylko wzrusza ramionami!


Na pocieszenie moje, własna córka, która dotychczas same poematy pod adresem wytworów mych rąk czyniła, dodaje tylko, iż nie są w jej stylu. No, wiecie ...

Na przekór niezrozumieniu mojej rodziny, mnie nadal się podobają i nieustannie wierzę, iż kiedyś przed moimi oczyma takie obrazki nie będą tylko cichym marzeniem :)


Zdjęcie pochodzi z tej strony

Udanego wypoczynku przy niedzieli Wam życzę :)

wtorek, 3 grudnia 2013

Gaudium

Przyznam, że lubię kolory; mocne i wyraziste barwy, które kipią energią i życiem. Ostatnio jednak, jakoś ich mi w moich pracach brakowało. Dlatego cieszę się, że zostałam zmobilizowana do stworzenia naszyjnika w letnich, radosnych barwach, z zastrzeżeniem, że ma być dużo turkusu :)

Jak jednak widzicie za bardzo nie poszalałam, ale kolor, radość i energia są :) A tego chyba ostatnio zaczyna nam powoli brakować :)

Przede wszystkim chyba o radość właśnie mi dzisiaj chodzi. Taką szczerą, niewymuszoną, spontaniczną. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach coraz mniej rzeczy nas już chyba cieszy (a przynajmniej coraz więcej wokół nas maruderów). Dawniej człowiek szalał z radości, jak kawałek dobrej czekolady zjadł, stylowego i nowego (czytaj nie z odzysku) ciucha dostał, czy po prostu kupił sobie za własne, zaoszczędzone pieniądze jakiś wyczesany kosmetyk (bynajmniej nie mam tu na myśli lakieru do włosów, ale co najmniej biały dezodorant Lumene - ciekawe, czy któraś z Was też znała i lubiła ten zapach).
Dzisiaj wszystko mieć możemy - czekoladę, kiedy zechcemy; ciucha, jak nas stać; perfumy - do wyboru, czy kolory, choć tu też zasobność portfela się liczy ...
Ale czy tak szczerze się z nich cieszymy? Chyba nie mamy nawet na to czasu.
A może jednak się mylę - w końcu tuż przed zaśnięciem pewnie niejedna z nas robi bilans dnia i znajduje te małe i większe radości.
Oby było ich jak najwięcej!



Wisior wykonałam według znalezionego w sieci projektu - niestety nie pamiętam, gdzie na ten wzór natrafiłam, gdyż zapisałam sobie tylko obrazek


Moja wersja jest delikatnie zmodyfikowana, niemniej jednak główne założenia oryginału spełnia


Życząc wesołego i spokojnego wieczoru, pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło :)


środa, 4 września 2013

I znów ... zygzakiem :)

Ale ostrzegałam, że bardzo mi się ten wzór podoba :)
Tym razem jednak postawiłam na zabawę kolorkami i wyszła taka letnia, wesoła wersja, czyli zaklinania lata ciąg dalszy.
No i zaliczyłam pierwsze oprawienie kaboszonu! Co prawda w wersji mini - bez haftu koralikowego, który nadal brzmi dla mnie nieco abstrakcyjnie, ale zawsze coś :)






Bransoletka to ukośnik na 14 koralików, wypleciony według tego samego schematu.





W użycie poszły toho 11o: amethyst gun, opaque lavender, permanent finish matte galvanized vintage rose i opaque frosted sour apple

A kolczyki to pastylka howlitu otulona w/w koraliczkami, z dyndadełkami w postaci szklanej kuleczki i fire polish







Oplatając te minerały gdzieś w głowie miałam wzór weraph na oplecienie rivoli, ale zrobiłam to okazuje się nieco inaczej. A bezpośrednim kopniakiem do podjęcia działania w tym temacie (kolczykowo-plecionkowo-kaboszonowym) były piękne kolczyki Asi - bluefairy, które ostatnimi czasy pokazała i wnikliwie się im przyjrzałam :)

No to ślę Wam serdeczne pozdrowienia i ukłony w podzięce za chwytające mnie za serce komentarze :)



piątek, 30 sierpnia 2013

Katarzynki w zieleni :)

Choć ostatnimi czasy to koraliki zdecydowanie wygrywają walkę na zajęcie mojego czasu, to jak tylko powstały te kolczyki, wiedziałam, że zrobię  je jeszcze w innym kolorze.
I tak oto są - zieloniutkie i na biglach wiszących, ale wzór niemal identyczny :)
Podobnie jak kolczyki lodowe, te również pojechały w daleką podróż. Z doniesień wiem, że spodobały się. A że ich właścicielka to kobieta rudowłosa, więc powinny się komponować :)




Muszę jednak - z ręką na sercu - przyznać, że nie lubię powtarzać swoich prac. Wolę, gdy jeśli już muszą, to są bardzo podobne, ale jednak różnią się choć kilkoma szczegółami. W przeciwnym wypadku wpadam w monotonię i zaczyna brakować mi chęci do dalszego działania. W fabryce na taśmie chyba nie dałabym zbyt długo rady ;)

I na koniec chciałabym - tak zupełnie na marginesie - wspomnieć, że moje kolczyki zajęły zaszczytne drugie miejsce (ex aequo z przepięknym makramowym naszyjnikiem, który był jednym z moich faworytów) w wyzwaniu Asi
Tym, którzy oddali głos na moją pracę serdecznie dziękuję :)
Koniec marginesu :)

Ściskam wszystkich bardzo mocno i dziękuję za przemiłe słowa, które do mnie tu kierujecie :)
Miłego weekendu :)

piątek, 9 sierpnia 2013

Lody jagodowe ...

... z pistacjami i odrobinką mięty. Takie skojarzenia budzą we mnie te kolczyki :)
Zresztą, obok wiśniowych, to chyba moje najukochańsze smaki. Mmmmm, pycha!
A że powstawały w trakcie ostatnich tropikalnych upałów i na dodatek wybierały się do słonecznej Italii, to musiały tchnąć nieco ochłody :)



A jakie są Wasze ulubione smaki? W kulkach, czy włoskie?

I na koniec oświadczam, że kolczyki te poślę sobie na wyzwanie - kolejne już, które zmajstrowała Asia ;)
Jak zobaczyłam jej posta, to pomyślałam, że chętnie wezmę w nim udział. Później jednak pojawiły się wątpliwości ... Bo ja nie mam specjalności jako takiej, w której czułabym się najlepiej. Wróć - nie mam specjalności, z której wychodziłabym sama dla siebie z tarczą :(
Zawsze się do czegoś przyczepię - a tu sznurek troszkę krzywo leży, a to koralik wpadł do środka, a to krzywo mi się przeszyło, itd. Więc nie wiem, czy zasługuję, aby się jakimś "spécialité de la maison" pochwalić, ale zabawy rozmaite lubię i w ten sposób traktuję i to wyzwanie.
Tak więc proszę bardzo, oto moja specjalność - lody jagodowe ;)

Smacznego :)


wtorek, 30 lipca 2013

Pink!

Jakiś czas temu dostałam maleńką paczuszkę z Preciosy, a w niej iście dające po oczach neonowe koraliki. Na pierwszy rzut wykorzystałam różowe, w kolejce czekają żółciutkie, które w akcji pokazała już Asia
Skusiłam się najpierw na różowe, gdyż świetnie korespondują z mini kolczykami, które zrobiłam dla Karoliny.
Kolczyki to niewielkie wkrętki w ulubionych przez Karolę kolorkach:


A bransoletka wygląda tak:


I na koniec troszkę prywaty :) W końcu doczekałam się upragnionego urlopu i przez najbliższe kilka dni wita mnie taki oto widok z okna





W związku z tym miewam problemy z łącznością ze światem, gdyż wi-fi nieraz zawodzi. Dlatego może nie zawsze będę obecna na Waszych blogach tak często, jakbym chciała, ale postaram się to nadrobić :)

Życzę Wam miłego tygodnia :)

I jeszcze na deser - mała zapowiedź czegoś, nad czym relaksuję się w czasie urlopu.
To się już chyba nazywa uzależnienie :)

Pozdrawiam

Asia

poniedziałek, 1 lipca 2013

Joy!

Tak się składa, że różowy howlit wywołuje same przyjemne skojarzenia, a jego "radosna natura" dostarcza mu wielu zwolenników. Tak też było i w tym wypadku.
Kolczyki Happy! stały się obiektem pożądania pewnej osoby (K. dziękuję za zamówienie), której zależało na zastosowaniu tej właśnie kolorystyki. Jako że nie lubię powtarzać swoich prac, postanowiłam, że mimo innej formy, będą podobnie radosne. I z zamiłowania do prostoty powstały takie właśnie - dość proste - twory :) Ale ja takie właśnie lubię.


A że radość i zabawa chodzą parami, do kompletu mają jeszcze sznurkową bransoletkę z "dyndadełkami" (mój powrót do kumihimo).


Czy dyndadełka na bransoletce (i poniekąd na kolczykach) nie przypominają Wam czegoś smakowitego? Lekko kwaskowego, co prawda, ale to taki typowo letni smak. Smak, który nierozłącznie kojarzy mi się z wakacjami, spędzanymi u babci, kiedy to w ramach pomocy babci, zrywałyśmy w sadzie z siostrą ... porzeczki :).
 

Czerwone szły sprawnie i szybko, ale czarne... To jakaś masakra po prostu była. Dzięki porzeczkom jednak zarabiałam swoje pierwsze pieniądze. Nie były to co prawda bajońskie sumy, gdyż cena porzeczki w skupie była śmiesznie niska, niemniej jednak, coś do skarbony wpadało. 
I tak oto letnio i błogo mi się zrobiło :)
Więc moją bransoletkę zgłaszam również na letnie wyzwanie KK
A niech ma swoje pięć minut ;)


Pozdrawiam wszystkich podglądaczy :)

piątek, 14 czerwca 2013

Small colour

Rzadko robię sztyfty. Ale jak już się zawzięłam, to na przestrzeni kilku niezbyt przyjemnych, bo deszczowych i chłodnych wieczorów, powstała ich cała kolekcja. Wesoła, radosna i energetyczna - tak właśnie na przekór i z tęsknoty za słońcem :). Pretekstem do ich stworzenia były sznurki tzw. chińskiego sutaszu, które wieki temu zamówiłam w dość ograniczonym zestawie barw i które cierpliwie czekały na wykorzystanie (po raz pierwszy ujrzały światło dzienne w tych kolczykach).
No i się doczekały :)
 





 







A poniżej mała prezentacja, jak sztyfciki komponują się z uchem.
W roli tajemniczej modelki, moja muzyczna dusza, czyli J., w swoich osobistych, małych kolorkach :)

Miłego weekendu :)

niedziela, 21 kwietnia 2013

Color pepper

Lubię połączenie beżu i czerwieni. Do tej pory jednak jakoś nie składało się, aby urzeczywistnić je w sutaszu. Udało się to jednak - jak to często bywa - znienacka i bez specjalnych planów, i jakiś czas temu. Wzór prosty, ale myślę, że ciepłe barwy kolorowego pieprzu dodają mu sporo uroku.


Znikam szybko, bo czas to u mnie ostatnio towar deficytowy :)

Pozdrawiam wszystkich "zaglądaczy " :)

czwartek, 11 kwietnia 2013

Marchewki Agaty :)

Kolejne wiosenne twory, pomarańczowe niczym dojrzałe marchewki, które trafiły już we właściwe ręce i mam nadzieję, że się miło w nich rozgościły :)
Myślę, że są dosyć radosne i energetyczne, choć pewnie nie tryskają barwami wiosny, jakiej byśmy chcieli, ale moi drodzy - w marcu, jak w garncu, a  kwiecień-plecień :)
Za to jak już wiosna na dobre się rozgości (a już powoli zaczyna to robić), to na pewno pokażę ją i w wersji multikolor :)





I przypominam, że jeszcze są ostatnie chwile na to, aby skorzystać z mojego zaproszenia do wiosennej zabawy . Nagrody przygotowane i niecierpliwie czekają na swojego właściciela lub właścicielkę :)

Pozdrawiam

sobota, 6 kwietnia 2013

Dream, dream, dream...

Oj jak marzy mi się takie lazurowe morze... Cudowne ciepełko, ba, upał nawet, szum fal i ten wielki błękit...
A tymczasem, za oknem szaro, buro i ponuro - dobrze, że przynajmniej śnieg w znacznej części stopniał i wychyla się nieśmiało, co prawda mało świeża, ale zawsze, trawa.
Być może w końcu doczekamy się wiosny, ale ja marzeniami jestem już nad ... Bałtykiem :) Ani on nie lazurowy, ani nie ciepły, ale za to szumi dostojnie i jest nasz :)



Uwiodła mnie kolorystyka wyzwania w Projekcie Wagi Ciężkiej.
W sumie nie wiem, czy projekty poza kartkowe mogą w nim brać udział, ale właśnie to wyzwanie było impulsem do stworzenia tych kolczyków, więc mimo wszystko rzutem na taśmę zgłaszam je.

czwartek, 14 marca 2013

Ramita

Czas pokazać wiosenną kolekcję, a przynajmniej pierwsze jej elementy, bo kolejne będą - mam nadzieję - powstawać :)
Moja wiosna to przede wszystkim zielenie, pomarańcze, żółcie, błękity. Mam nadzieję, że te wszystkie jej odcienie uda mi się zrealizować.
Na początek będzie zielono i pomarańczowo, czyli soczyście i energetycznie. Choć jak wiemy wczesna wiosna to również jeszcze suche, nie "ulistnione" badyle, więc obecność stonowanych brązów zdaje się być bardzo na miejscu ;)
Moje "gałązki" zaczęły już wypuszczać listki i pączki, ale na razie robią to dość nieśmiało :) W końcu za oknem śnieg jak się patrzy!



Pozdrawiam Was ciepło :)

Asia