Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z tworzonka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z tworzonka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 czerwca 2012

Ztworzonka, czyli Om nom nom nom...

Wiecie jakie dźwięki wydaje Ciasteczkowy Potwór?
Nie?


To już wiecie :)  
Om nom nom nom - to moim zdaniem doskonały napis do wyszycia na makatce kuchennej! Szyłam metodą poznaną w maju - Paper pieced. Bardzo mi się spodobała i pewnie (na pewno) jeszcze nie raz ją wykorzystam.

poniedziałek, 28 maja 2012

Z tworzonka, czyli świeczka dla ambitnych




Majowe wyzwanie było dla mnie wyzwaniem no takim że ho ho. Ambitnym! Z patchworkiem się zakumplowałam ostatnio, a naoglądawszy się cudeniek uszytych sposobem PP (Paper Pieced) zapragnęłam i ja zmierzyć się z tym zadaniem. Wybrałam świeczkę bo: była tematem majowym i... miała tylko 8 elementów. Na początek wystarczy. Technika bardzo mi się spodobała, na pewno się teraz w niej rozszyję z przyjemnością.
A świeczka? (bo to JEST świeczka, ambitni z dobrymi chęciami świeczki się tam dopatrzą ;) ) - przyda mi się do jakiejś bożonarodzeniowej dekoracji.

sobota, 14 kwietnia 2012

Z tworzonka, czyli Chanelkowata torebka na konkurs


"Paaani, jemu się tak chce dzisiaj robić jak mnie szczekać!" - powiedział do mnie pomocnik szewca, kiedy po raz trzeci tego dnia pojawiłam się w drzwiach zakładu ściskając w rękach prawie ukończoną skórzaną torebkę.. Do pełni szczęścia i obrazu mego dzieła brakowało tylko zapięcia. Napę sobie wymyśliłam. I ta napa stała na przeszkodzie , żebym ukończyła swój kwietniowy wkład w projekt 12/12.



- To może ja przyjdę za godzinę? - zapytałam odkrywając w sobie ciągle nowe pokłady cierpliwości.
- Może pani...a może tu obok w parasolach nabiją...?
- Obok? W parasolach?
- Tu, dwadzieścia metrów dalej jest naprawa parasoli, napy tez nabijają.

Pofrunęłam. Drżącymi dłońmi podałam panu wypieszczone kawałki skóry i bawełny.

- Usługa ma być ekspresowa, czy za dwa dni pani przyjdzie odebrać?

PFFFff

- EKSPRESOWA!
- No, to cena będzie wyższa.

Zadrżałam...

- Cztery pięćdzięsiąt.
Uff

I już. Miałam ją. Torebkę, na kwietniowe wyzwanie i przedstawiciela na konkurs Łucznika - Wiosna w klimacie retro.
Startuje w kategorii nr 3. - Akcesoria, dodatki, torebki w stylu lat 20 i 50tych. Wybrałam inspirację torebką Chanel 2.55

W lutym 1955 roku premierę miała pierwsza torebka Chanel 2.55, w kwietniu 2012 roku premierę ma moja, inspirowana chanelką. Łucznikowy konkurs dał mi doskonały pretekst, żeby z second hand’owych spodni uczynić coś modnego, inspirowanego klasyką. Torebek nigdy nie za wiele, rzuciłam się zatem na artykuły traktujące o słynnej torebce i bogata w wiedzę ruszyłam do działania, by łączyć modowe epoki. Pierwowzór był pikowany, ale uznałam,że w wiosnę wejdę przebojem. Zamieniłam pikowanie na napowanie - moje kawałki skóry miały napki maleńkie… uznałam, że torebka zyska trochę ostrzejszego rysu. Chanelki początkowo produkowane były w kilku tylko kolorach – czarnym, beżowym, brązowym i…granatowym. Doskonale! Taki właśnie kolor ma moja. Świetnie będzie pasować do modnego w tym sezonie trendu marynarskiego. Każda, miała wnętrze z czerwonej skóry - mnie w środku też czerwono, ale ożywiłam trochę „czeluść” torebki wszywając must have tego sezonu, czyli kwiatową łączkę. Kolejne nawiązania do oryginału, to zewnętrzna, tylna kieszonka (kiedyś na bilecik od wielbiciela, dziś na bilecik…MPK), oraz łańcuszek z przepleciona skórą.

Na początku było tak:


A w trakcie szycia tak:

poniedziałek, 12 marca 2012

Ztworzonka, czyli wariatka tańczy...

Marzec, to i Osiecko się jakoś tak zrobiło, stąd tytuł... Tańczy tańczy a jak skończy to ją nogi boleć mogą. Tak się dzieje jak się w szpilkach hasa... Zatem przed Państwem dokumentacja fotograficzna wyzwania marcowej zabawy blogowej 12/12 - kapcie:




Kapcie poszpilkowe. tzn do założenia po nadwyrężeniu chodzeniem w szpilkach, czy innych butach na obcasach w których wiadomo - świetnie się do zdjęcia pozuje, ale generalnie co tu się oszukiwać, wygodniej się w nich siedzi niż chodzi. W poniższych wręcz przeciwnie. Mimo podeszwy dżinsowej nawet nie są śliskie. Miękkie, pluszate, wdzięczne, bezpieczne ach i och.
Dwie pary uszyłam na próbę - jestem zachwycona. Na pewno będą kolejne. Wszystko wg książki Tilda, przytulne dekoracje. Postanowiłam sobie, że wyzwaniowe twory w miarę możliwości będę głównie recyklingowe. Tym razem się udało - nogawki dżinsów, resztki polaru, guziki, koraliki i wstążeczka którą była przywiązana metka spodni w Carry :)

Tutaj jeszcze jedno ujęcie - imprezowe ;)


Teraz nawet jak ktoś ma parkiet - śmiało może mnie na domówki zapraszać. Dziurek obcasami nie porobię!

niedziela, 12 lutego 2012

Z tworzonka, czyli Łap-serce

Naprzeglądałam się, wertowałam, szperałam, szukałam, kombinowałam... Namęczyłam jednym słowem, żeby znaleźć jakiś szałowy wzór serduszka na lutowe wyzwanie. I co? I najbardziej spodobało mi się najprostsze, znalezione o TUTAJ

Na szybko, na próbę - łapka kuchenna.


Zaś motyw pewnie jeszcze nie raz wykorzystam kocykowo, czy poduszkowo. Fajny jest!

niedziela, 29 stycznia 2012

Z tworzonka, czyli Travel Mumin





Sama nazwa mówi za siebie. Travel Mumin, to podróżna wersja Mumina, którego uszyłam dawno dawno temu. Travel Mumin jest nieco mniejszy i by ergonomiczniej funkcjonować w podróży - uległ modernizacji. Ma uchwyt/zawleczkę - jak funkcjonuje - widać na pierwszym zdjęciu. Prócz tego da się za nią zahaczyć o ucho mojej torby od bagażu podręcznego, ale tego już nie widać, bo nie zrobiłam zdjęcia. :)

P.S. To duże z Muminem w części twarzowej, to nie torba, ani mumini korpus. To mój Mąż, który łaskawie pozował :)

czwartek, 10 listopada 2011

Ztworzonka, czyli Ocieplaczotulacz

Podczas pobytu w Belgii ostatnie pieniądze wydałam w Starbukcks'ie na kubek. Na kawę mi już nie starczyło :D ale wierzę, że jest tak pyszna jak "żółwiowa" z Coffee Heaven.

Kubek ten stał się moim znakiem rozpoznawczym w pracy. Od czerwca się z nim nie rozstaję. Jest doskonały. Do tej pory piłam z niego wyłącznie wodę, ale z jesienią, przyszedł czas na coś cieplejszego. Nie martwię się o to czy utrzyma temperaturę. Zadba o to OCIEPLACZ :)

niedziela, 23 października 2011

Ztworzonka, czyli swetrui na telefon


Ze starego, spilśnionego swetra pozostał mi kawałek z metką za mały na... wszystko. Ale zawzięłam się - taki "szlachetny" materiał nie może się zmarnować ;) Trochę dłubania i swetrui na telefon gotowe.
Im dłużej na nie patrze, tym bardziej mi się podoba... ale Wy nie przyglądajcie mi się za dokładnie, by nie poraził Was urok mojej pierwszej próby haftu na froncie :D

czwartek, 20 października 2011

Ztworzonka, czyli broszka

Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew...

albo

...lato, lato wszędzie...

Poudajemy, że są wakacje? Prooszę, będzie mi mniej głupio, że broszkę lipcową wklejam w październiku :)



Dooobra, zabieram się za sierpień, bo tu wrzesień za pasem. I październik. I listopad :)

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Z tworzonka, czyli Okładnizer

Oto przed Państwem Okładnizer - okładkoorganizer, który moim skromnym zdaniem doskonale spełnia wymagania zadania majowego (okładka) i czerwcowego (organizer). No po prostu nijak nie mogę inaczej go nazwać i sklasyfikować. Mam nadzieję, Drogie Koleżanki, że łaskawym okiem na krzywulca spojrzawszy uznacie jego udział w wyzwaniu zarówno majowym jak i czerwcowym ;)





(S)Twór ten służy do trzymania w jednym miejscu książek, zeszytu, testów i kserówek z angielskiego, Na który mam zamiar uczęszczać od lipca i już nie mogę się doczekać (głównie z powodu okładnizera, rzecz jasna), ma też dodatkowo kieszonkę na kredki, pióro i ołówek - pakiet gotowy do zabrania na lekcje. Uszyty techniką piractwa maszynowego (krzywo, prosto - byle ostro) z materiałów, których matką jest IKEA i kawałków koszuli mojego Męża. Nie mogę powiedzieć, żeby próby pikowania zakończyły się sukcesem (nijak nie wiem, jak wyłączyć dolny transport), ale było wesoło.

Melduję trzymiesięczne opóźnienie ale i chęć nadrabiania zaległości zgłaszam.

Aktualnie obmyślam, jak tu wykombinować wiankoSykowicę, czyli lutomarkwietniowe zadanie z projektu 12/12. Zabieram się do pracy! :)

środa, 19 stycznia 2011

Z tworzonka, czyli Wewiór


W pracy nad ztworzonkiem dziś Wam przedstawionym napotkałam poważny problem - mianowicie - nie gubię rękawiczek! Nie wiem dlaczego, ale naprawdę wszystkie mam w duetach. No i zawzięłam się,żeby było ekologicznie i ekonomicznie, zatem nie zamierzałam inwestować w nową parę. Przed dylematem stałam ze trzy dni. Potem usiadłam, pomyślałam i dokonałam wyboru... Po bliższych oględzinach okazało się, że jedna rękawiczka ma dziurki to tu, to tam... więc wybór było oczywisty. Wewiór narodził się 3 dni temu. Dodam, że zwierzęciem o szlacheckich korzeniach jest, albowiem narodził się z rękawiczki firmy Big Star. No cóż, sami oceńcie, czy On taka Big Star ;)

P.S. 1 Wewiórowi poważnie doskwierał wygląd uzębienia, dlatego koleżanka wsparła mnie gumeczkami do aparatu ortodontycznego - założyłam mu aparat i za pół roku ma być lepiej.

P.S. 2 Wieczorem pokażę Wam jak Wewiór wyglądał w fazie hmmm - prenatalnej, czyli jeszcze kiedy był niczego nie spodziewającą się rękawiczką.

P.S. 3 Wewióra upodobał sobie mój Mąż. Łapie go znienacka, unosi do góry i naśladując skakanie wydaje dźwięk "iiii ii iii" (staccato), twierdząc, że tak właśnie porozumiewają się wiewiórki.