Monika Żeromska – malarka znana jako pisarka, trochę snobka (przez lekarza bez profesorskiego tytułu
badana była chyba tylko w czasie powstania warszawskiego), trochę
wariatka, paniusia, która lubiła zakasać
rękawy i czerpać z życia pełnymi
garściami, w drugim tomie wspomnień (w sumie wydała pięć książek autobiograficznych) wspomina młodość, która przypadła na lata okupacji i stalinizmu. Zawsze w wirze wydarzeń, zawsze w ruchu. Dostawała wszystko, na co miała ochotę, i wchodziła wszędzie, gdzie chciała, bo nazwisko
Żeromska otwierało wszystkie drzwi i większość serc. A to dlatego, że – jak wspomina Joanna
Olczak-Ronikier w książce Wtedy – jej papa, Stefan Żeromski, był przez długie lata najbardziej kochanym przez Polaków pisarzem.
Monika nie odżegnywała się od słynnego ojca. Wręcz przeciwnie – chętnie przecinała wstęgi i przyjmowała od władz mieszkania. Ale też ilustrowała książki Żeromskiego i mnóstwo energii poświęciła na ratowanie jego literackiej spuścizny w czasie wojny. Jednym z najciekawszych wątków książki jest zabezpieczanie, ukrywanie, a
następnie – tylko po części udane – odszukanie i rekonstruowanie jego rękopisów. Na ogół kompletnie nie uświadamiamy sobie, jak wiele polskich dóbr
kultury ocalało podczas II wojny światowej tylko dzięki olbrzymiej
determinacji chroniących je ludzi. A i ta determinacja bez odrobiny
szczęścia by nie wystarczyła. Więc gdy dziś za bezcen możemy sobie
kupić tomy korespondencji Żeromskiego ze Skłodowską-Curie i Sienkiewiczem, pamiętajmy o Monice i św. Antonim, którzy nie szczędzili
trudu.
Podstawowe pytanie jednak brzmi, czy Żeromska umiała
pisać? Ba, i to jak umiała! Prawdopodobnie lepiej niż szanowny ojciec. Przykładowo od opisu powstania warszawskiego nie
sposób się oderwać! (Choć to może nienajlepszy przykład, bo powstanie
to literacki samograj. No, ktoś sobie przypomina kiepski literacko opis powstania?) Jej pisarstwo wydaje się idealnym odbiciem charakteru
Żeromskiej – jest tam i entuzjastyczne
zaangażowanie, i dystans, i pogoda ducha. A jeśli chodzi o niecodzienne informacje i wydarzenia, to jest to jedna z tych książek, przy których co kilka stron wykrzykujesz "O, kurczę!", czy jak tam lubisz zwerbalizować zaskoczenie, radochę lub niedowierzanie.
Moja ocena: 5/6
BiblioNETka: 4,65/6
Wspomnień ciąg dalszy / Monika Żeromska, wyd. Czytelnik, 2007.
PS. – Bardzo lubię takie żywiołowe postaci jak Żeromska (na tej samej zasadzie odczuwam nieco irracjonalną sympatię dla Dody, serio). Ale w Czytelniku to jej chyba nie lubią – strasznie licho ją wydali, z badziewną okładką. Tak ładnie podany kawał historii polskiej inteligencji zasługuje na coś lepszego. Kupiłabym.