Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włochy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 lutego 2013

ceramika w Kampanii...

To był naprawdę piękny koniec lata. Wrześniowe słoneczne poranki pachniały aromatyczną świeżo parzoną kawą, którą wypijaliśmy pod parasolami starych wysokich pinii. Ach... i te fantastyczne owsiane ciasteczka z żurawiną przywiezione aż na sam koniec włoskiego buta przez naszych towarzyszy podróży (pozdrawiam kochani!). Tak więc poranki mieliśmy leniwe i pyszne, ale zaraz gdy w kubkach zaczynało być widoczne dno, zaczynało się szybkie szykowanie do kolejnej wyprawy. Szkoda było marnować chwile spędzone 1800km od domu na siedzeniu w miejscu. Szkoda było momentów wprost bombardujących nas cudownymi obrazami, które chcieliśmy zachować w głębinach pamięci, zapachów i ciepłego owiewającego wiatru, który towarzyszył nam w pokonywaniu kolejnych kilometrów.
Stacjonowaliśmy na południe od Neapolu. Tego dnia jechaliśmy na południe z zamiarem objechania półwyspu Sorrento, który jest najpopularniejszym turystycznym rejonem Kampanii. Przemieszczaliśmy się powoli nabrzeżem nazywanym najpiękniejszym widokowo rejonem Włoch. Było cudownie! I właśnie tam napotkaliśmy sklepy ceramicznej manufaktury, którą chcę Wam dzisiaj pokazać. :)

Wszystkie ceramiczne dzieła, które znajdują się w tym miejscu wykonane są od podstaw ręcznie, czyli formowane i malowane ręką ludzką.
Przed wejściem zapraszały piękne i różnorodne blaty do stołów w większości z motywem cytryn, oczywiście...



A wewnątrz? Wewnątrz półki uginały się od talerzy, wazonów, wazoników, kubków, misek, kafelek, obrazów, donic i doniczek, ozdobnych ściennych zawieszek i wielu innych przedmiotów...


Na zdjęciu poniżej po lewej stronie leży umywalka. Była piękna, zapomniałam zrobić jej zdjęcie w zbliżeniu...


 A oto drzewo cytrynowe... Nie wiem naprawdę nie wiem jak można je "ukleić" z gliny, pomalować, wypalić, poszliwić.... Nie wiem! Obok drzewko oliwkowe...


Ponieważ byłam ciekawska zaczęłam razem z moim M. zaglądać do pomieszczenia w głębi sklepu, gdzie dwoje Artystów przeprowadzało ten żmudny proces twórczy. I tak stając na palcach i podglądając zostaliśmy przez nich zauważeni i kiwnięciem ręki zaproszeni do pracowni. Hura! Uwielbiam! :)


Laura zajmowała się formowaniem i kształtowaniem gliny. Tutaj widać bardzo, bardzo małe elementy postaci, zwierzątek w scence rodzajowej.

Sergio to Artysta malujący. My trafiliśmy akurat na powstający na amforze owoc granatu.






Proces tworzenia jest bardzo złożony, ale efekty włożonej pracy i talentu mogą być takie jak w postaci takiego kwiatu słonecznika...!


...lub puszek po pomidorach, przed którymi stałam najdłużej..., ale cena 40euro i przekonywania mojego M., że otwarte wieko podczas podróżowania motocyklem "na 100% odleci" pozwoliły mi puszkę zostawić w sklepie... ;)




Chcę Wam jeszcze pokazać najpiękniejszy parking na jakimkolwiek i kiedykolwiek byłam. Zjadając na nim przygotowane rano kanapki miałam świadomość, że to miejsce niepowtarzalne... :) Moje bagietki z serem urastały tam do najwykwintniejszego kulinarnego dzieła w takim miejscu! Właściwie brakowało jedynie śpiewającego Pavarottiego.;)




 Ławka? Proszę bardzo!



 To wszystko, kochani, było najzwyczajniej piękne!

Ściskam mocno i życzę udanego weekendu! ♥


piątek, 1 lutego 2013

o numerkach domowych...

Doczekałam. Dotrwałam w swojej wrodzonej niecierpliwości (pracuję nad nią, a jakże) faktu, że biała, zimna a ostatnio wodą ociekająca i zwyczajnie brudna kołdra przykrywająca wszystko wokół zaczęła topnieć. Nareszcie. Wprawdzie odsłoniła dla odmiany wszechogarniającą równie brudną szarość urozmaiconą a to fruwającą reklamówką, a to porzuconą plastykową butelką a to innym śmieciem, których to w szczegółach opisywać nie muszę, bo wszak rozejrzeć się wokoło wystarczy.
Widok ten oczywiście zachwytem nie napawa, ale jak wiadomo jest to etap konieczny, który przybliży nas do wiosny, kochani! Do zielonego!
Jako osobnik zdecydowanie ciepłolubny różnymi sposobami radzę sobie w przeżyciu tegoż etapu i oprócz wełnianych skarpet, ciepłych pledów, szali i gorącej czekolady z imbirem ładuję sobie bateryjki oglądaniem zdjęć, co je w słońcu upalnym i dniach jasnością zalanych poczyniłam. Polecam taką terapię wszystkim zimą zmęczonym.
No i... właśnie w takiej chwili przypomniałam sobie co fotografowałam w piękne wrześniowe dni ubiegłego roku. Między innymi numery.



Proponuję wstać teraz od komputera i wyjść przed dom lub drzwi swojego mieszkania. Gdy staniecie przed wejściem spójrzcie na numer swojego domu...
 I co? Numer jak numer. Cyfra jedna lub ich zbitek, zależy jak się nam trafiło. Może 8 a może 32.
Ale czy ładny? ... Na blasze, czy ceramicznej płytce? A może metalowe lub plastykowe litery zwyczajne, takie techniczne, nijakie...? No właśnie. Z tym bywa różnie. Ja też cyfry oznaczające numer mojego domu miałam z budowlanej sieciówki. Kupując je, podeszłam do tego bardzo technicznie, ot żeby listonosz z listem mógł trafić bez problemu. Myślałam tylko o tym, żeby były w miarę duże, czytelne i żeby ich montaż nie przysporzył trudności. Ważne było, żeby szybko się wprowadzić i oznakować co ma być oznakowane. Jak wiadomo przy przeprowadzce nie cyferki na drzwiach są przecież priorytetem. Ważne żeby był numer.
Ale kochani, do czasu. Do momentu gdy w czasie ubiegłorocznych wakacji zwróciłam uwagę na to, jak numerują swoje domy Włosi w Toskanii.
I to wcale nie tak, że obcym się zachwycam a w swoim piękna nie widzę, nie. Obiektywnie podchodząc do tematu numerków, nigdzie nie zachwyciło mnie tyle ładnych ściennych cyfr jak właśnie tam. Popatrzcie. :)
















 Piękne i bardzo różnorodne. Głównie malowane na ceramice. No i rozpływałam się oczywiście w zachwytach ale było to dla mnie również inspiracją do tego aby u siebie ładny numer na domu umieścić.
Szukałam. I przyznam, że było to o wiele łatwiejsze niż w Polsce. Najwyraźniej Włosi mają więcej serca do estetycznych drobiazgów, którymi się otaczają. I tak w sklepach z manufakturą można było sobie takie cyferki skompletować. Np takie jak tu:


Na południu Włoch w okolicach Sorrento, Amalfi, Neapolu motyw cytryn jest zdecydowanie dominujący.
Cytrynowe są tabliczki elewacyjne, cytryny wiszą również na fasadach kamienic jako regionalna dekoracja.



Ja nie skusiłam się na limonkową ozdobę, bo jakaś "taka nie nasza" mi się wydawała.
Tak wygląda numer na ścianie mojego domu, który przywiozłam sobie jako pamiątkę z wakacji. :)



Oglądając wspomnienia mojego ubiegłorocznego urlopu "wpadłam" do takich właśnie "ceramicznych" sklepów, w których feria barw, kolorowe szaleństwo wzorów i pomysłów na zdobienie ceramiki przyprawiała o zawrót głowy. Pokażę je Wam w kolejnym poście. :)



Natknęłam się w sieci na bardzo inspirującą stronę, na której znajdziecie między innymi tutorial i szablony do wykonania podobnych numerków służących do oznakowania domu. Wiem doskonale, że wasze możliwości są nieograniczone, więc może wykorzystacie je jeszcze do innych celów. :)
 Oto link: http://www.craftynest.com/  - świetna strona, polecam!



*

I jeszcze na koniec chcę bardzo serdecznie podziękować za wyróżnienia, które w ostatnim czasie 
sprawiły mi wiele radości. Nie jestem pewna czy wybaczycie mi, to że nie będę
nominowała kolejnych blogów, ale jest wśród blogerek tak wiele osób zasługujących
na takie nominacje, że zwyczajnie trudno wybrać.
Dziewczyny częstujcie się wyróżnieniami!

Ja dziękuję Hani za wyjątkowe wyróżnienie:


(Haniu, ja skromna jestem, nie wiem czy udźwignę!) ;)
Dziękuję Oldze za takie piękne wiosenne odznaczenie:


oraz Petrze za taką świeżą moc zieloności:


Izie za jej "małe prywatne wyróżnienie"  ;)

Zajrzyjcie na blogi tych cudownych i kreatywnych kobitek, koniecznie!


wtorek, 25 września 2012

święto winogron i włoskie rękodzieło...

My mamy Dożynki, Włosi Festiwal winogron i wina.
To przecież oczywiste, bo my mamy dużo żyta i pszenicy a oni mnóstwo winnic i winogron!
W sumie szkoda, że nie możemy tego świętowania połączyć, byłoby weselej!
Podróżując po Włoszech co rusz napotykaliśmy ogłoszenia  informujące o Festach.
Sezon zbioru winogron był w pełni, stąd ucztowanie i biesiady przy regionalnym winie.
Mieliśmy szczęście załapać się na jedną z nich. Szkoda że jedną! ;))
Ale odbywały się jedynie w soboty, a podczas naszych wakacji mięliśmy je tylko dwie.
Miasteczko nazywało się Castagneto Carducci. 
Maleńkie, położone na wzgórzu ze starą zabudową i wąskimi uliczkami. Urokliwe bardzo.
Z jedną główną uliczką i placem, pełnym uśmiechniętych i serdecznych ludzi.
Na festę zaprosiła  nas pewna Włoszka na co dzień pracująca w sklepiku z przyprawami.
Podczas biesiady przebrana w regionalny strój podawała wino i potrawy regionalnej kuchni.
Było wesoło!!!! Zapraszam Was na włoską festę!


Przygotowania trwały już od rana.  Na głównym placyku stanęły stoły
a na nich koszyki pełne winogron.


Mieszkańcy stroili wejścia swoich domów i sklepików.


Świętowanie rozpoczęło się przejściem mieszkańców przez miasto
 ubranych w stroje jakby wracali  prosto z winnicy.
Wśród radosnej muzyki częstowano wszystkich winogronami, wprost z wiklinowych koszyków.



A potem była muzyka, tańce, śpiewanie, dużo wina i winogron i regionalne jedzenie! :)









Ach kochani, czy muszę pisać, że było fantastycznie...?!! ;))
Żyć nie umierać!!!! ;)))

A w międzyczasie w miasteczku sprzedawali swoje dzieła okoliczni Twórcy i Rękodzielnicy.
Porobiłam fotki dla Was. :)













To już koniec na dziś wizyty w Castagneto Carducci...
Następnym razem pokażę Wam warzywniak, w którym się zakochałam! :)


Serdeczności! :)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...