Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 sierpnia 2013

zainspirował mnie mural...

Wystarczy niewiele. Wystarczy trochę zwolnić. Zatrzymać się na moment.
Wystarczy się wsłuchać, zagapić, zamyślić, zapatrzeć. I mieć głowę chłonną. Oczy otworzyć, uszy nastawić...
Czasem trzeba postarać się odrobinę. A czasem inspiracje same stają przed oczami.
Stają i czekają, żeby coś z nimi zrobić.
Wtedy zapisuję je na karteczkach, karteluszkach. Przypinam je, przyklejam, a one będąc wokół przypominają mi obrazy.
Szkicuję je niewprawną w rysowaniu ręką na papierze szarym, którym blat roboczego stołu właśnie po to obłożyłam.
Staram się je zatrzymywać. Bywa że w codziennym biegu, wydaje się to mało możliwe. Codzienność potrafi nas odzierać z odbierania pełnego wachlarza kolorów i umiejętności czucia jak przyjemny może być zwykły letni wiatr na naszej twarzy...
A inspirować może wszystko...
Poranne światło,  plama rozlanej kawy, przejeżdżający tramwaj, kot miękko zeskakujący z okna, jej sukienka, jego zapach...
Życie niesie wiele bodźców. Trzeba się jedynie na nie otworzyć. Trzeba je pozbierać i zabrać ze sobą do domu.

To była niedzielna przejażdżka rowerowa. Moje miasto otworzyło się dla mnie z innej strony niż zwykle. Samochód pozostawiony w garażu rozpostarł zupełnie nowe, inne ścieżki.  Te codzienne miały wolne.
No i... zainspirował mnie... mural czy graffiti... (jak kto woli).
Wróciłam z obrazem. Powstała bransoletka... :)







 Materiał: srebro próby 925, turkus, ametyst, kyanit, jaspis, jadeit

Więcej wrocławskich murali tutaj

Pozdrawiam kolorowo! :)

 


sobota, 1 czerwca 2013

chorwacja kadry...

Jak ja lubię wracać!
Nie.... Oczywiście, że było pięknie!
Przemili Chorwaci pełni uśmiechu i otwartości, cudne widoki, przepiękne skaliste plaże, możliwość zwiedzania z siodełka roweru bardzo się sprawdzała. Wprawdzie mój stary rower chwilami odmawiał posłuszeństwa, bo wentyl odpadł ze starości a klocki hamulcowe pod koniec pobytu tak piszczały..., tak strasznie piszczały i na przednim kole i na tylnym, że chyba wszyscy na Zielonej Lagunie slyszeli, że jadę właśnie ja. :))


Ale...
Po kilku dniach (bo ja wypoczywam bardzo szybko) pojawia się u mnie tęsknota za codziennością....,
rutyną... i zwyczajnym dniem!
I tak, najpierw orientuję się, że nie wzięłam ze sobą szydełka (jak mogłam zapomnieć!), potem przestaje mi smakować tutejsza woda mineralna odrobinę bardziej słona niż nasza, coraz bardziej tęsknię za psem i z rozrzewnieniem oglądam się za każdym mijającym mnie czworonogiem, książkę przeczytałam i zaczynam odliczanie ile dni zostało do powrotu.... ;)
Do domu, do przyjaciół, znajomych, sąsiadów, do ogrodu (trawa pewnie po kolana), do mojego prawie miasta.... Do mojego miejsca za którym zwyczajnie zaczynam tęsknić... Do przedmiotów też. ;)
Napisałabym, że do własnego kubka do kawy, ale gdy wyjeżdżam mój kubek jedzie ze mną. Tak jak ulubiony pled i poduszka. Próbuję stworzyć sobie nimi namiastkę domu. ;)
To właściwie jak wyjazd mojego psa, któremu na nowe tymczasowe miejsce pobytu podczas naszej nieobecności, zawieźliśmy jego celowo nieuprane legowisko.
Zapach - poczucie bezpieczeństwa - szczęśliwszy pies.
...To może ja tak samo...??? ;))
W głowie i "na kliszy" zatrzymałam trochę obrazów. Na pamiątkę i po to by zatęsknić w przyszłym roku, zamarzyć o wakacjach, snuć plany, może znów pojechać i ... potem za powrotem do domu zatęsknić znów....






Jak ja lubię wracać....! ;)

♥    ♥    ♥


czwartek, 23 maja 2013

chorwacja...

Kilometrów do zrobienia: 900.
Wyjazd wieczorem, bo mniejszy ruch na drogach. Auto zapakowane. Cztery rowery na dachu.
Ja bez ważnego paszportu. Przegapiłam zwyczajnie, ale to nic... Nikt nie chciał go oglądać.
Jedzie się bez przeszkód. Od Wiednia cały czas prowadzi nas autostrada.
Chorwacja. Nareszcie.
Jest chyba ósma rano...
Oczy "pełne piasku" które zamykają się na potęgę. Ból głowy coraz większy. Rano pierwsza myśl to kawa, inaczej trudno funkcjonować. Na jakiejś stacji wypijam podwójne espresso i łykam dwa ibupromy.
Po chwili już głowa się otwiera i zaczynam myśleć coraz przytomniej... Zaczyna być dobrze.
Przyjechaliśmy "w ciemno", trzeba więc włożyć jeszcze trochę wysiłku zanim spocznie się na miejscu i powie "no to jesteśmy".
Wynajęcie apartamentu/domu/pokoju to nie problem o tej porze roku. Wybrzydzamy odrobinę. Każdy z nas ma jakieś oczekiwania: dzieciaki - "internet musi być!", ja - "niech będzie nad samym morzem"... Bo właściwie dlaczego by nie...?
I w końcu jest. Od brzegu dzieli nas jedynie zieleń parku. Internet dostępny (a jednak...).
Jest pięknie...
Zabranie rowerów okazuje się strzałem w dziesiątkę. Wypożyczenie jednego tu na miejscu kosztuje 20 kun na godzinę (to ok 12zł). Na półwyspie Istria jest podobno 60 tras rowerowych o łącznej długości 2600km! Nie mam wprawdzie ambicji spędzenia 10dni na rowerowym siodełku, ale jazda rowerem nadmorską drogą potrafi sprawiać ogromną frajdę!
I ten widok..., i ten wiatr...., i powietrze pachnące rozmarynem i kwitnącymi kwiatami.... :)





Dziękuję za dobre słowa, które odbieram od Was z wielką radością... ♥
Pozdrawiam Was ciepło!


piątek, 24 sierpnia 2012

o prostocie i marzeniach...

Piękno w prostocie i urodzie kamieni.
Czasem wystarczy jedynie nawlec je na jubilerską linkę,
zamontować zapięcie i założyć na nadgarstek.
Same w sobie mają tyle uroku, że nie trzeba wzbogacać ich niczym innym... :)


Bransoletkę z brzoskwiniowych jadeitów wykonałam na zamówienie
pewnej przemiłej Klientki (wszystkie moje Klientki są przemiłe!!).
;))
Miała być subtelna, delikatna, nieskomplikowana,
a kamień miał być ozdobą samą w sobie...


Proszę bardzo! :)
Lubię takie bransoletki. Nie duże ale za to kilka...


Pokażę Wam moją ulubioną anieliczkę.
Kupiłam ją kiedyś w jednej z wrocławskich galerii.
Ma w sobie taki spokój, równowagę, wyciszenie...
Jest taka mistyczna... Lubię na nią patrzeć.
Zazdroszczę wyciszenia w chwilach, gdy moje życie wrzuca kolejny bieg.
Przypomina mi, żeby zwolnić.
Bo życie wszak jest po to, by o d c z u w a ć - po to mamy zmysły.
Gdy żyjemy wolniej dane nam jest słyszeć, widzieć i odczuwać więcej i pełniej... 
Staram się tak, naprawdę!


Może uda mi się spełnić kiedyś marzenie zamieszkania
gdzieś na końcu drogi. Gdzieś gdzie zegary pracują niespiesznie,
gdzie gdy nadjeżdża listonosz slychać, bo w końcu zaczyna szczekać
znudzony pies. W miejscu, w którym mleko kupuje się od sąsiadki a jajka od tej
drugiej, co mieszka trzy domy dalej...
 I tam gdzie w gumiakach trzeba chodzić, gdy wiosna roztopami nas wita...
To miejsce jest gdzieś na pewno i na mnie czeka, a ja je kiedyś znajdę i tam zostanę!

Rower do jeżdżenia po mleko już mam.
Zamontowałam w nim wiklinowy koszyk a mój M. pomalował mi go na biało.
Aha!  I nakleiłam mu na ramę kwiatki! A co???! ;)


koszyk przed i po...


Prostota jest oczywista i najlepsze są proste rozwiązania.
I tak prosto rozwiązane życie mi się marzy...!
*

Nie zapomnijcie ususzyć hortensje na zimę!




Uściski przesyłam i pozdrawiam pozytywnie!

Wasza


środa, 13 czerwca 2012

syrop z kwiatów bzu czarnego...

Dziewczyny (i chłopaki - wiem, że podczytują ),
dzisiaj będzie o syropie z kwiatów czarnego bzu!
Moja Mama nadziwić się nie może "wiesz, że Cię nie poznaję!"
Tak naprawdę , to ja jeszcze niedawno nie wiedziałam jak wyglądają
krzewy czarnego bzu. Tzn. widziałam je nie raz, rosną nawet tuż za moim płotem, 
ale gdybym miała podać nazwę...?? W życiu!! 
No ale stało się. Poczytałam tu, poczytałam tam
i decyzja zapadła: "Syrop będę robić!"
A że przepadam za herbatą i różne jej gatunki pijam w dużych ilościach
(z wyjątkiem białej - coś przemóc się nie mogę),
mieszam je, soki dolewam, goździki dosypuję, pomyślałam więc,
że taki syrop spróbować również muszę. :)


Piątek był wietrzny ale ciepły, więc wzięłam młodsze dziecko (lat 8),
sekator, wiklinowy koszyk i rowerami pojechaliśmy na poszukiwania tych osławionych
krzewów. Osławionych, bo ponoć zarówno kwiaty jak i ich owoce mają ogromną
ilość walorów leczniczych! Podaję linka jeśli ktoś z Was jest ciekawy szczegółów.
Polecam gorąco poczytać, bo jak się okazuje, to "lek na całe zło" jest! :)


Znaleźliśmy drzewa czarnego bzu całkiem niedaleko,  takie w bocznej ścieżce,
daleko od drogi, żeby syrop jako ekologiczny zakwalifikować było można! ;)


Przy okazji chwalę się moim nowym starym rowerem! :)
Jak ja kocham ten rower!!! :) Kupiłam go bardzo niedawno,
za symboliczną kwotę... Dałam tylko do wycentrowania przednie koło
i teraz hula, że ho, ho! Dostanie jeszcze na ramę jakieś kwietne naklejki 
i obowiązkowo wiklinowy koszyk na kierownicę. Oczywiście biały!
Mam nadzieję, że uda mi się spełnić to marzenie o koszyku.
Mój synek mówi, że kolor ma "trochę obciachowy",
ale dziewczyny powiedzcie same, przecież toż to cały urok w tym kolorku jest, prawda???


Do ścinania kwiatów dobrze zabrać jest ze sobą sekator (dziękuję Orin za radę),
bo łodyżki nie bardzo chcą współpracować przy rwaniu.


Przy okazji nazbierałam trochę innego kwiecia ale nazwy tych kwiatków
nie znam. Jeśli któraś z Was zna to proszę mnie oświecić. :)


Przy ścinaniu kwiatów ważne jest, aby robić to tak żeby było przy nich
jak najmniej zielonych łodyg, bo mogą sprawić, że syrop będzie gorzkawy.
 I jeszcze jedna ważna sprawa: nie wnoście tego do domu - zapach mają okrutny!
Najlepiej rozłożyć na papierze, żeby mali mieszkańcy sobie z kwiatów poszły,
i co dalej...?


Podaję przepis ogólnie znany z sieci:

20 - 40 kwiatów czarnego bzu,
1 kg cukru,
sok z 1 cytryny,
1 litr wody.
Zagotować wodę z cukrem i cytryną. Ja dałam 1,5 cytryny tzn jedną pokroiłam w plastry i wrzuciłam ze skórką, a połówkę wycisnęłam i pozostałą skórkę też wrzuciłam, żeby syrop miał więcej aromatu. Dodałam również 1 pomarańczę pokrojoną w plastry.
Następnie zalewamy tym słodkim wrzątkiem kwiaty, tak aby były przykryte i zostawiamy na ok.3 dni, mieszając 1 - 2 razy dziennie.
Po trzech dniach przelewamy przez gazę celem przefiltrowania, wlewamy do butelek i pasteryzujemy.

I mając tak uzdrawiający syrop zima nam nie straszna! :)





Mój M. podebrał mi trochę soku i robi z niego nalewkę.
Cóż za fantastyczna roślina! ;))

Zachęcam do małej domowej produkcji powyższego syropu.
Ale szybko się decydujcie zanim kwiaty zaczną przekwitać.
Bo potem pozostanie nam robić nalewkę z OWOCÓW czarnego bzu.
Oj! Podobno również baaardzo zdrowa! ;)

Szczęścia i zdrowia
 wszystkim życzenia przesyłam!!! 


♥ ♥ ♥


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...