kocami, (bo wszak na giełdę nad ranem trzeba przyjechać i dospać trochę), książką i kubkiem z wystygła już herbatą i...
przyniósł z niego... młotek.
Zwykły, stary młotek...?
"Wie pani, bo to moja ostatnia zdobycz" i przeciągnął palcem po jego dłuższym boku z takim namaszczeniem jakby to był najdelikatniejszy alabaster. "Takiego kształtu nigdy nie spotkałem, jest piękny, mam już ich około sześćdziesięciu, ale ten jest wyjątkowy.... Nigdy go nie sprzedam."
Trzymał go w dłoniach obracając i pokazując mi go ze wszystkich stron, a w oczach miał tyle radości, tyle zachwytu! Miłości.
Miłości do tego co robi. To się nazywa pasja.
Człowiek handlujący starociami. Przewożący w samochodzie cząstki ludzkiej historii i kochający to co robi. Piękny człowiek. Człowiek z osobistym maniactwem, swoją fascynacją.
To sztuka znaleźć w życiu coś, co sprawia Ci frajdę, satysfakcję. Zamiłowanie które zatraca Cię w czasie. To sztuka rozpoznać ten moment, nie przegapić chwili, która uświadomi Ci, że to jest właśnie jest TO.
Cokolwiek to będzie.
"... bo gdy Twoją pracą będzie coś co kochasz, nie przepracujesz w życiu ani jednej godziny..."
Była to wrocławska giełda staroci.
*