Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 czerwca 2015

dlaczego nie chciałam zrobić kota...

... a bywało, że innych rzeczy również. Zrobić uśmiechniętej myszy, słonia, ducha i "pozytywnej aury" też zrobić ze srebra nie chciałam. Nie będąc wróżką i porozumiewając się z Nosicielkami moich prac drogą mailową a nie telepatyczną czasami odmawiam. :)
Dlaczego. A no dlatego, że chcę abyście były po otrzymaniu ode mnie przesyłki możliwie jak najbardziej zadowolone. A ponieważ strasznie się przejmuję tym czy uśmiechniecie się do otwieranej zawartości pudełka czy też nie, zdarza mi się nie podejmować ryzyka.
Ostatnio tłumaczyłam to jednej z moich przemiłych Klientek. I tłumaczyłam to tak, jak wydawało mi się, że będzie najbardziej obrazowo. Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do sklepu pełnego gotowych ubrań: spodni, kiecek itd. Wybieracie kilka i idziecie do przymierzalni. Stoicie przed lustrem i wiecie natychmiast, czy portki pasują czy nie. Czy leżą jak należy czy trzeba szukać dalej. Jeśli jest OK płacicie i zadowolone wychodzicie ze sklepu. Alternatywą kupowania "gotowego" jest zamówienie uszycia tychże portek u krawcowej, w przypadku którym do końca nie jest pewny ostateczny efekt.  Ułożą się lepiej albo gorzej, pogrubią albo po prostu będzie "coś nie tak". Plan się uda albo trochę mniej. Czyli nazwijmy to po imieniu: ryzykowaniem. Tak jest z zamówieniem "zrób mi kota".
Bo... każdy z nas ma inne wyobrażenia, marzenia i w głowie obrazy już prawie realnych ostatecznych efektów. Gdzieś tworzone i pielęgnowane przez to co w życiu widzieliśmy. Ukształtowane w indywidualny dla siebie sposób. Każdy widzi tę "mysz, słonia, ducha" inaczej. Nie wspomnę o "pozytywnej aurze"!  Do dziś nie wiem jak miałabym ją zmaterializować. I dlatego właśnie trudno spotkać się w miejscu, gdzie dwie strony: oczekująca i wykonująca będą na końcu tej pracy w pełni zadowolone. :) I wierzcie mi, boję się wtedy chyba bardziej niż Wy.
A teraz na dowód tego, że bywam niekonsekwentna i zdarza mi się ulegać namowom, pokażę Wam zdjęcie bransolety z kotem wykonanej na życzenie właśnie. No wiecie, wyjątki zdarzają się wszędzie.
Nosicielka poniższego kota stwierdziła, że spotkałyśmy się na drodze jej oczekiwań  i moich umiejętności, więc kamień z serca. Ale co się stresu najadłam...! Pani Olu, nawet Pani nie wie jak czekałam na Pani opinię. ;) (pozdrawiam!).
No więc jest kot. Nie powiem skąd pochodzi kot - wzorzec, bo jeśli choć trochę jest podobny, to sami się zorientujecie.
JEDYNY egzemplarz. :)








pozdrowienia!



piątek, 23 stycznia 2015

zawiedziona...

Ale tutaj kurz!
Były inne sprawy i nie dało się spiąć wszystkiego. Nocy nie zarywałam. Widać perfekcjonistką nie jestem. Zawsze bardziej skupiam się na rzeczach, które mają adnotację "termin do wykonania", więc bywa, że odbywa się to kosztem tych bez terminu lub tych z datą wykonalności, którą można trochę przesunąć.
Zamówienia zawsze wykonuje terminowo (prawda??). Kto zamawiał, ten wie.
Blog nie ma terminu, więc czekał. Zadania niecierpiące zwłoki zrealizowałam i jestem.
Ale dusza drzemie we mnie swobodna i może dyscypliny czasem brak...
Szablony nie dla mnie. Narzucone sprawy, bywa, że trochę mnie uwierają.
Taki sylwester na przykład lub inne święta... - być w rewelacyjnym humorze właśnie tej nocy...., bawić się, śmiać, uśmiechać, być cała jak fajerwerk..., A jeśli mam tego dnia doła? Albo zwyczajnie chce mi się spać? Nie wypada... Pomyślą, że dziwna....!
A to takie fajne żyć wg własnego scenariusza. Pracować kiedy czuje się moc, jeść rzeczy o które Twój organizm właśnie woła. Na śniadanie zjeść lody czekoladowe, na obiad drugą porcję, jeśli tylko tego chcesz. Bez schematu. Bez "bo tak wypada", bez wzorców nikomu niepotrzebnych.



Mam motto dawno temu wydarte z gazety. Papier pożółkł ale treść życiowa, więc na aktualności nigdy nie straci. Nawet nożyczkami brzegów nie obcięłam. Ale tak lepiej. Przypięłam przed oczami i czuję się usprawiedliwiona z małych potknięć, niewielkich niedociągnięć, nieszkodliwych momentów, którym daleko do mistrzostwa.

Wisława Szymborska "Są tacy, którzy".


Ten wiersz mnie rozgrzesza. :)


Można być czasami niepoukładanym. Można. Z jednym zastrzeżeniem. Nie krzywdzić drugiego.
Jeśli Ty się zobowiązujesz - dotrzymujesz słowa,
jeśli nie wiesz - mówisz "nie wiem".
Jeśli zawodzisz - wyjaśniasz.

Zawiedziona. Zawiedziona jestem.
I wiem, że człowiek do ułomnych istnień świata należy. Że błędy mu się przytrafiają, że czasem "tyłek zmoczy", że nie przewidzi następstw i w rzeczywistości się zapętli.
Żałuje potem. Wiem.
Że głupi bywa, że naiwny, że do wzorców wciąż tak cholernie daleko.
Ale... ignorancji nie akceptuję. Tak po prostu się nie robi.
Nie chcesz sam pomagać? Nie pomagaj! Ale do diabła, nie przeszkadzaj w tym innym!
Ale przejdźmy do meritum.
Bransoleta którą wystawiłam na WOŚP nie została zapłacona. Osoba która wygrała licytację, nie wpłaciła do fundacji kwoty, którą zadeklarowała. Na maile nie odpowiada.
Nie będę tu "biła piany", bo już w domu dość się nagadałam. Oceńcie sytuację sami.
Zastanawiałam się przez ostatnie dni, co w tej sytuacji zrobić. Źle mi z tym.
Bransoleta jest do sprzedania.

Wpłynęła wpłata na konto fundacji. Wiara w ludzi powraca. :) (edit: 27.01.15)


pozdrawiam




niedziela, 30 listopada 2014

dystans...

Dystans. Jedno z moich ulubionych słów.
Wyznacza odległość, która dzieli od podchodzenia zbyt blisko spraw toczących się wokół, dotykania zjawisk, wnikania.
Pilnuje żeby nie wejść zbyt głęboko. Chroni by nie dać się ponieść czemuś czego nie chcę. Może czas wyrzucić telewizor...?
Ze sklepowych witryn znowu bombardują nas  "merry christmas", tandeta i "weź kredyt na święta".
Wyznaczają nam plan konieczny do zrealizowania. Wystawiają nas na start "gotowi do biegu". Żeby zdążyć, żeby wkręcić nas w ten cały szaleńczy kołowrót: "choinka, jaka w tym roku?; musisz kupić nowe zasłony, przecież ciotka przyjedzie z Koszalina!; wujek Włodek na święta - musi być dziczyzna!"......
Nie dajmy się zwariować. Ludzie są najważniejsi przecież.
Dystans. Ratuje moją atakowaną równowagę. Jest lekarstwem.
I bezcenne momenty, chwile krótkie ale ważne. Do zapisania w pamięci i serduchu. Chwile w których spotykasz osoby, których nigdy nie widziałeś, a chcesz poznać. Mogłeś jedynie stworzyć sobie ich obraz w wyobraźni. I to spotkanie, ten moment zachwytu nad człowiekiem, to ciepło i dowód, że tacy fajni są. Są. Tylko zobaczysz to, jeśli się zatrzymasz. Jeśli znajdziesz czas.
Pasja, serdeczność, otwartość, prawdziwość, bez grama snobizmu i kreacji. Naturalność do szpiku kości. To dziś baaardzo cenne cechy. Znów udało mi się spotkać takich ludzi.
Dzięki Olgo, Przemku, MarceMati :)
Wrocław Fashion Meeting odbył się tydzień temu.
Fotorelacja z pokazu  najnowszej kolekcji Szept obejrzycie w obiektywie Marceliny W.







uściski!

niedziela, 14 września 2014

dawkowanie bez ograniczeń...

Życie jest piękne, jeśli prawidłowo dobierze się środki antydepresyjne.
To hasło przeczytałam niedawno na fb i trudno odmówić mu życiowej mądrości.
Niektórzy noszą radość w sobie i emanują nią na zewnątrz. Niektórzy w ogóle jej nie mają i jesienny nastrój towarzyszy im na okrągło, cały rok. Właściwie tych pierwszych znam niewielu... a może jeszcze mniej...
Tak czy inaczej bez antydepresantów nie funkcjonujemy. Aplikujmy je sobie bez ograniczeń.
Te naturalne, oczywiście.
A ja? Wracam do jogi. Powoli, po przerwie.
Znów towarzyszy mi wrażenie, że jestem wyższa o jakieś 5cm! Odkrywam też w sobie mnóstwo "nowych" mięśni, które chowały się w zapomnieniu. Cudne uczucie. Idealna praca ciała i umysłu. Jesień to dobry czas na taki powrót.
I znów ponownie uczę się zatrzymywać niekontrolowane poruszanie świadomości (pięknie brzmi), wtedy, gdy chcę wyłączyć się na chwilę. Codzienność dostarczająca tak wielu bodźców powoduje kotłowanie myśli, gdy kładziemy wieczorem głowę na poduszce. "Wczoraj" i "jutro" miksują się szaleńczo, przypominają o sprawach, telefonach, planach do zrealizowania. Wyłącz to. Podobno można nauczyć się osiągać stan takiego wyciszenia, takiej kontroli nad swoim umysłem i osiągać spokój i ciszę. Równowagę.
No to uczę się.
Jem zielone.
I dobrze mi z tym.
To są moje antydepresanty.





Zapisuję co mnie równoważy, przywieszam, słucham siebie.
W końcu to ja jestem szefem w swoim ciele.
Wypiszcie sobie listę i na lodówkę ją!
W razie jakiejś jesiennej szarości może się przydać.
I tak: przytulenie, joga, kieliszek wina wieczorem w bardzo dobrym towarzystwie, spacer z psem lub kotem (co kto w domu ma), książka nie byle jaka, gorąca czekolada, telefon do przyjaciela (nawet jeśli nie gramy o milion), seans w kinie lub w domu na kanapie (znów w bardzo dobrym towarzystwie), giełda/wystawa/koncert, fajna kolacja, nowe buty (no, nie czarujmy się - cieszą!), muzyka, las, ognisko z pieczonymi ziemniakami, partyjka scrabble z dzieciakami, kolejny nadprogramowy pled na szydełku (ale co tam, przecież to lubię), nalewka z pigwowca, kawa z... (co kto lubi).......
 Mam zamiar wszystko sobie aplikować. Polecam. Przedawkowaniem nie grozi. Może rozpieszczeniem jedynie.
Dopisujcie w komentarzach co Was leczy.
:)
P.S. Na zdjęciach:
* bransolety z bursztynami dostępne Decobazaar
* przepyszna tarta z cebulą i pomidorami Ewelajny - przepis tutaj (świetne pióro, cudne zdjęcia, dobre przepisy),
* owoce pigwowca japońskiego (nie mylić z pigwą) idealne na sok i nalewkę  (na zimę obowiązkowe).

Uściski!

czwartek, 4 września 2014

starocie można kochać...

Podszedł do samochodu - starego busa wypełnionego po dach przedmiotami tymi z duszą i takimi bez niej,
kocami, (bo wszak na giełdę nad ranem trzeba przyjechać i dospać trochę), książką i kubkiem z wystygła już herbatą i...
przyniósł z niego... młotek.
Zwykły, stary młotek...?
"Wie pani, bo to moja ostatnia zdobycz" i przeciągnął palcem po jego dłuższym boku z takim namaszczeniem jakby to był najdelikatniejszy alabaster. "Takiego kształtu nigdy nie spotkałem, jest piękny, mam już ich około sześćdziesięciu, ale ten jest wyjątkowy.... Nigdy go nie sprzedam."
Trzymał go w dłoniach obracając i pokazując mi go ze wszystkich stron, a w oczach miał tyle radości, tyle zachwytu! Miłości.
Miłości do tego co robi. To się nazywa pasja.
Człowiek handlujący starociami. Przewożący w samochodzie cząstki ludzkiej historii i kochający to co robi. Piękny człowiek. Człowiek z osobistym maniactwem, swoją fascynacją.
To sztuka znaleźć w życiu coś, co sprawia Ci frajdę, satysfakcję. Zamiłowanie które zatraca Cię w czasie. To sztuka rozpoznać ten moment, nie przegapić chwili, która uświadomi Ci, że to jest właśnie jest TO.
Cokolwiek to będzie.
"... bo gdy Twoją pracą będzie coś co kochasz, nie przepracujesz w życiu ani jednej godziny..."
















Była to wrocławska giełda staroci.
*

wtorek, 17 czerwca 2014

przypadki...

"Nie ma przypadków." - zawołała na odchodne ta kobieta wsiadając na rower, gdy sięgałam po kolejny owoc starej przydrożnej czereśni.
Szłam poboczem drogi jakiejś małej wioski, w której mijani ludzie zupełnie dla mnie obcy, kłaniali mi się na "dzień dobry".
Nazwy wioski nie pamiętam, mimo że było to przedwczoraj, bo nazwa zupełnie nie miała dla mnie znaczenia. Nie próbowałam jej zapamiętać. Prześlizgnęłam tylko wzrokiem po zielonej tablicy informującej, że to jakiś geodezyjny początek skupiając się na niewielkich, opuszczonych domostwach przy drodze. Swoją drogą zawsze mnie kusi, aby zajrzeć do środka, do tego zatrzymanego domowego życia. Ale nie mogę przecież wejść do czyjegoś domu, nawet jeżeli nie ma tam nikogo....
Wieś ma w sobie jakiś naturalny wręcz metafizyczny spokój. Czas jakby płynął tam odrobinę wolniej, a pory dnia regulowała natura. No chyba, że intensywnie pracuje się w pobliskim dużym mieście i musimy zaufać wrzeszczącemu co rano budzikowi w telefonie zamiast pianiu koguta i rykowi krów nawołujących do wydojenia. Tak czy inaczej, wieś wpływa na mnie kojąco.
Poszłam na spacer w jakieś pola, w czasie kiedy moje dziecko spędzało czas na urodzinowej imprezie kolegi. A że okoliczności pobliskiej przyrody wiejsko - leśne były mocno zapraszające,  nie odmówiłam sobie takiego sposobu naładowania wyczerpanych baterii.
No i jak to przy drodze... Stała stara obwieszona owocami czereśnia. A pod czereśnią po kolana w wysokiej trawie drobna, bardzo naturalna pani w średnio - starszym wieku. Włosy miała kręcone, opadające poza obręb ramion, z grzywką z pomiędzy której błyszczały wnikliwe, błyszczące chyba niebieskie oczy. Twarz miała pogodną pełną drobnych zmarszczek. Przyjazną.
Od słowa do słowa, pomiędzy jedną czereśnią a drugą, opowiedziała mi jak spędziła poprzedni dzień i dzisiejszy, co jest w jej życiu najważniejsze, co ją prowadzi przez wszystkie dni, czemu ufa i czyjej opiece się oddaje. Wiara i przekonanie o słuszności tego co mówi emanowała z Niej tak bardzo, że chwilami zazdrościłam Jej tego stanu.
"W życiu nie ma przypadków. Nie ma."... - powiedziała zostawiając mnie z tą swoją mądrością i polną drogą znikała na rowerze za pobliskimi drzewami.
Od tej chwili brzęczą mi te słowa w głowie i jednak dochodzę do wniosku, że to chyba nie tak...
Przecież pomijając nasze wrodzone predyspozycje, talenty, nawyki wyniesione z domu to cała reszta to same przypadki...! Ludzie których spotykamy na życiowych ścieżkach to przypadki i sytuacje, które w życiu są następstwem tychże spotkanych osób to także przypadki.
Kiedyś dawno przeczytałam w "WO" bardzo interesujący filozoficzny wywiad o miłości. Tak bardzo podobał mi się człowiek, z którym była prowadzona rozmowa, że zachowałam tę gazetę, ale niestety w domowym rozgardiaszu zaginęła mi pewnie bezpowrotnie. Nie powiem więc, czyje to były słowa, które tak bardzo trafiły w moje postrzeganie świata.
Człowiek ten mówił, że ludzie których mamy okoliczność spotykać w swoim życiu, są niczym innym jak ogromny stos kamieni... Jesteśmy zawsze skazani na te, które leżą na wierzchu.
Czy to jednak trochę nie przypadek....?











Czereśnie - drzewo przy drodze
Szklanka - giełda staroci
Mięta - z ogródka

:)

 

niedziela, 9 lutego 2014

przegląd prasy...

"Na stacjach benzynowych coś się ruszyło. Pojawił się olej silnikowy, płyn hamulcowy R-3 i płyn do chłodnic... Najważniejsza dla kierowców jest wielkość przydziału. Do tej pory mogli wykupić litr, co było skrzętnie odnotowane na kartach na benzynę. Teraz każdemu przysługuje do końca roku 5 litrów, również tym osobom, które wykupiły już wcześniej przydziałowy litr." - Wieczór Wrocławia 21 września 1982r.

List do gazety: "Proszę o pomoc. Sądziłam, że taka sytuacja jest w całym kraju, a wówczas człowiek jest bezsilny, ale jednak nie. Chodzi o wino "patykiem pisane", które ostatnio coraz częściej przywożą do Kowar. Kolejka jest większa niż w sklepie mięsnym. Ludzie noszą po dwie torby załadowane winem. Potem pełno na ulicy pijanych. Za 5 pustych butelek można dostać talon na wino. Mój mąż kupuje po 10 talonów naraz... Pomóżcie..." - Gazeta Robotnicza 2-4 kwietnia 1982r.

"Realizujemy kartki w dowolnym sklepie. ... decyzją wydziałów handlu i usług we Wrocławiu, Wałbrzychu i Legnicy, zniesiono obowiązek przestrzegania miejsc rejestracji kartek. Tak więc do końca kwietnia możemy kupować mięso, wędliny i drób w dowolnym punkcie sprzedaży. " - Słowo Polskie 17-20 kwietnia 1981r.

"Wojewoda wrocławski zezwolił na sprzedaż napojów alkoholowych o zawartości powyżej 18 proc. alkoholu w zakładach gastronomicznych I i II kategorii, zezwolenie dotyczy godzin od 16 do 20..." - Wieczór Wrocławia 18 marca 1982r.

"Dziś w sklepach pojawi się tak poszukiwana przez klientów śmietana z 18-proc. zawartością tłuszczu. ...Nareszcie pojawi się masło niesolone zarówno w kostkach jak i z brył..." - Wieczór Wrocławia 5 kwietnia 1982r.

Wpadł mi w ręce karton starych gazet. Można zagubić się w czasie czytając osobliwe fragmenty i tytuły. Niby ten sam świat, ale... Trochę odległy i jakże inne problemy na pierwszych stronach papierowych dzienników. I ten właśnie karton z prasą zafundował mi małą lekcję obyczajowości i historii z lat 80-tych zanim w piątek trafiłam na pocztę, która notabene znów podniosła ceny.





Ale mimo tego, że ceny wzrosły poziom usług w piątek zmalał. Bo gdy dotarłam do mojej osiedlowej, usłyszałam "bardzo przepraszamy, ale mamy awarię". Samochodu nie miałam, więc wsiadłam na rower i jak natchniony kurier prawie na flaku z opony (pompka przepadła, nie było czasu szukać) dowiozłam moje przesyłki do poczty 3km dalej. Czego się nie robi aby dotrzymać słowa pewnemu Panu, który czeka na przesyłkę.

Kuta... - bransoleta - dostępna na zamówienie

 Serce kontur...- bransoletka dostępna w sklepie .
*
Stare gazety trafiły z powrotem do kartonu. Zajrzę do nich znów za jakieś dziesięć lat.
:)


piątek, 10 stycznia 2014

miejsce do dziergania, remanenty i uzależnienie moje...

I tak od kilku dni pomiędzy szydełkową czapką w kolorowe paski, bransoletkami zamówionymi i obiecanymi (a przecież wywiązać z zobowiązań się trzeba), wyprzedażowymi wysyłkami do Was (już wysłane) i rocznym remanentem się kręcę. Mamy weekend, nareszcie. 





Kto wymyślił te spisy na koniec roku, gdzie podatnik musi spisać z tzw natury materiały podstawowe i pomocnicze, półwyroby i produkcje w toku, wyroby gotowe, braki i odpady? I licz człowieku te wszystkie kamienie i kamyki, warz blachę w gramach i mierz druty z centymetrach??
Dziś naszło mnie na zakup nowej włóczki. Bo to dobry sposób, na łagodzenie ducha i odstresowanie, bo w głowie projekt już gotowy, bo weekend się zbliża, bo muszę! Inaczej się uduszę. Mój ślubny mówi, że widzi u mnie niepokojące objawy uzależnienia i patrzy wnikliwie, choć wydawałoby się, że już się przyzwyczaił. I twierdzi, że to niebezpieczne, gdy mówię do Niego, że bez nowej włóczki do domu dziś wrócić nie mogę, że mam syndrom rąk niespokojnych i  że muszę. Knitoza, tak? Rozpoznanie jak i dolegliwość ogólnie znana i od leczenia niezależna.
No i pojechałam. I wiecie co? Na drzwiach pewnej pasmanterii kartka: remanent do 15 stycznia. Do 15 stycznia?? Czy to prawo podatkowe litości nie znajdzie dla właścicieli takiego sklepu, którzy każdy początek roku liczyć muszą te wszystkie guziki, guziczki, sprzączki, motki, tasiemki, wstążeczki? A zarabiać na chleb kiedy będą? Od 16-ego...?
I przypomniałam sobie że parę dni temu przejeżdżając Staszica nowy sklep e-dziewiarki widziałam. Nie wiedziałam wtedy czy jest już otwarty, więc dzisiaj pomyślałam: "sprawdzę". Tak, to ta sama e-dziewiarka, którą znacie z sieci jako sklep internetowy. Powstał we Wrocławiu również sklep stacjonarny przy pl. Staszica 20. Możliwość znalezienia się w nim to prawdziwie przyjemne doznanie dla każdej szydełkującej czy drutującej. Każdej. A możliwość pomacania, podotykania, powąchania ;) tych cudnych włóczkowych motków do bezcennych chwil zaliczyć należy. A w środku wśród setek kolorowych włóczek, w tym magicznym kreatywnym świecie miałam przyjemność poznać osobiście Makunkę z bloga Motki w szale i reszta - przemiłą osobę z ogromnym talentem w dłoniach i niepodważalną kompetencją. No i do domu wróciłam z workiem motków czym moje poczucie bezpieczeństwa na weekend zostało zaspokojone. :)



A i jeszcze zanim do domu dotarłam, upolowałam w SH nowy sweter za 2zł z pięknej bawełnianej włóczki, który kupiłam z zamiarem sprucia, a co z niego powstanie tego jeszcze nie wiem, ale zapewniam, że coś wymyślę. Cóż za szczęśliwy dzień. :)
Ach, i jeszcze coś. Odkryłam ostatnio bardzo fajny blog dziergającej Pimposhki, która zaproponowała chętnym dziergającym pokazanie swojego twórczego centrum czyli miejsca, w którym powstają nasze włóczkowe prace (możecie zdążyć dołączyć do zabawy do niedzieli wieczorem TUTAJ). Każda drutująca lub szydełkująca albo drutująco - szydełkująca osóbka ma przecież takie swoje ulubione miejsce. Oto moje:


Ja należę do tych, co to druty, szydła, igły i inne przydasie w chwili gdy się nie robi chowają po szafkach, bo ten fotel to centralne miejsce w domu jest. A że na co dzień lubię jak niezbyt dużo bibelotów mnie otacza, upycham sprzęty po szufladach. Zostaje natomiast metalowy kosz , mający w tym miejscu swój kawałek podłogi a w nim aktualna dzierganka czyli teraz czapka na szydełku, która formy nie chce mi złapać i muszę trochę spruć a nie lubię. (Też nie lubicie poprawiać??). Pufa na której spoczywa mój pled (wspominałam o nim TUTAJ) służy albo do wylegiwania się nóżkom, albo jako stolik do kawy/herbaty tudzież ciasteczek (a jakże) i ściągawkom/notatkom/projektom jeśli takie są potrzebne do włóczkowego tworzenia. Lubię to miejsce. :)
Na koniec mam dla Was filmik. Dawno w sieci krąży, ale jakie rodzi znajome uczucia! ;))
Ściskam serdecznie ♥


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...