"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spain. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spain. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 12 kwietnia 2011
Pod sklepieniem gotyckiej katedry...
Ostatnio pisałam o meczetach, dziś katedra gotycka wybudowana na miejscu zniszczonego meczetu. Katedra najświętszej Marii Panny w Sewilli, największa i jedna z najpiękniejszych na świecie. Katedry gotyckie oczarowują mnie w troszkę inny sposób. Gdy wchodzę do ich wnętrz zwieńczonych skrzydłami sklepień, wysmukłych, strzelistych, kryjących się w mroku i obiecujących wędrówkę gdzieś w przestrzeń, ponad to co przyziemne, mogę poczuć całą gamę emocji w jakie ubrane było średniowiecze. Gdzie pod szatami tęsknoty za tym co boskie, czyste, niedoścignione, płynęła rozległym krwiobiegiem rzeka zmysłów i uczuć na wskroś ziemskich. Uwielbiam kamień, bez zbytecznego makijażu, surowy, szorstki i jakże ciepły, z którego wzniesione zostały przepiękne palce zamykające się w łuki, jak dłonie złożone do modlitwy. I w końcu spektakl słonecznego blasku przechwyconego przez setki barwnych szkieł wprawionych w układ nerwowy okien. Zapraszam na chwilę zadumy...
piątek, 14 stycznia 2011
Hiszpania. Sewilla nocą
Dodatek nadzwyczajny!
Dzięki Waszym głosom, kochani czytelnicy, przeszłam do drugiej tury konkursu na "Pracę jak marzenie". Bardzo dziękuję! Zadanie pierwsze ma tytuł "Mój mały świat". Muszę pokazać, że to, co jest blisko nas może być równie piękne jak odległe krainy. Wokół dzieje się tyle ciekawych rzeczy, wystarczy je zauważyć i pokazać. A to nie łatwe bo pora szara, bura i ponura :) Przydałby się teraz choć śnieżek. Ale nie poddajemy się, bierzemy aparat i ruszamy w miasto - jutro oczywiście. Z owoców pracy należy stworzyć galerię i ją rozreklamować, tak żeby największa ilość osób mogła głosować i komentować zdjęcia. :) Ale tym się będę martwić jak już coś będzie do pokazania.
Sprawdzałam pogodę. Deszcze prawie non stop i czas do 30.01. Trudna sztuka bycia kreatywnym przede mną :)
Wracamy do Sewilli w poszukiwaniu ciepłych nocy.
Dzięki Waszym głosom, kochani czytelnicy, przeszłam do drugiej tury konkursu na "Pracę jak marzenie". Bardzo dziękuję! Zadanie pierwsze ma tytuł "Mój mały świat". Muszę pokazać, że to, co jest blisko nas może być równie piękne jak odległe krainy. Wokół dzieje się tyle ciekawych rzeczy, wystarczy je zauważyć i pokazać. A to nie łatwe bo pora szara, bura i ponura :) Przydałby się teraz choć śnieżek. Ale nie poddajemy się, bierzemy aparat i ruszamy w miasto - jutro oczywiście. Z owoców pracy należy stworzyć galerię i ją rozreklamować, tak żeby największa ilość osób mogła głosować i komentować zdjęcia. :) Ale tym się będę martwić jak już coś będzie do pokazania.
Sprawdzałam pogodę. Deszcze prawie non stop i czas do 30.01. Trudna sztuka bycia kreatywnym przede mną :)
-------------
Wracamy do Sewilli w poszukiwaniu ciepłych nocy.
Stare miasto, dziedzictwo wielu kultur, które tu odcisnęły swoje piętno. Spokój, brak pośpiechu, światłocienie latarni i drzemiący koń dorożkarza. Nie ma tak wielu spacerujących. Trwają mistrzostwa świata w piłce nożnej.
Od czasu do czasu słychać wiwaty po strzelonej bramce, stukot obcasów na bruku, śmiech turystów w otwartym na rogu barze, nad talerzem smakowitych tapas i kubkiem sangrii.
Zostawiam was w tej atmosferze. Pooglądajcie stare fasady. Nocą mury żyją własnym, sekretnym życiem. My wrócimy tu o poranku.
niedziela, 2 stycznia 2011
Hiszpania. Dlaczego korridzie mówimy stanowcze NIE. Cz.3 ostatnia
Zastanawiałam się długo jak ugryźć ten post. Post o walce, o umieraniu, o żółtym piasku i krwi na nim, skąpanej w żółtym świetle reflektorów. Nie jest to proste. Tak, poszłam na to widowisko mimo wszystko choć wiedziałam, czym ono może być. Poszłam, by już nigdy nie czaiło się w mojej świadomości jakieś dawne, romantyczne złudzenie. Powierzchowne oczarowanie kostiumem, barwą, przepychem czy malarską wizją. Byłam, i już nigdy nie będę.
Tego nie da się opisać z dystansu, skrupulatnie dobranym słownictwem, wyszukując charakterystyczne nazewnictwo. Nie potrafię tak, nie w tym przypadku. A z drugiej strony nie potrafię przemilczeć, udać, że tematu nie ma. Byłam, widziałam, uwieczniłam na fotografiach i chcę dać świadectwo światu.
Zaczynajmy więc, szybciej będzie to za nami.
"Każde zwierzę ma prawo do poszanowania. Człowiek, jako należący do świata zwierzęcego, nie może eksterminować innych zwierząt ani eksploatować ich, gwałcąc to prawo"
Deklaracja Praw Zwierząt UNESCO
Widowisko rozpoczyna się efektowną paradą jeźdźców, torreadorów w lśniących, szamerowanych złotem kaftanach, owiniętych w barwne peleryny. Orkiestra gra paso doble. Żółć piasku jest intensywna, nieskalana, wydawałoby się dziewicza. I wszystko to wyglądałoby na zapowiedź spektaklu cyrkowego lub baletu, gdyby nie zaprzęg trzech mułów, równie zdobny ale mający na celu ściąganie z areny zabitych zwierząt. Miałybyśmy ochotę wyjść, ale bilet kupiony, i dziwne uczucie, które trzyma nas, by sprawdzić do końca. Na pusty plac przy aplauzie widowni wybiega byk, młody, piękny, szybki. W nas wzbudza zachwyt. My jesteśmy całym sercem po jego stronie. Stają na przeciw siebie, on i młody matador. Zaczyna się ten wiele razy opisywany i malowany balet, pełen dynamiki i koloru. Bezkrwawy. Każde efektowne działanie kapą, każde taneczne pas, pozwalające uniknąć rogów wywołuje entuzjazm widowni. Byk jest skupiony na przeciwniku, chętny do pojedynku. Ale to baletowo, sportowe zmaganie nie trwa wiecznie. I tu kończy się jedyna poetyka całego występu, tego występu, bo tylko on wydał sie nam w tym momencie "czysty" i do tej pory w miarę równy dla obu stron. teraz wkraczają na arenę banderillero i w gładką skórę byka wbijają się ostre groty, lśniącą sierść i żółty piasek znaczy płynąca obficie krew. I męczą zwierzę, aż do skutku, prowokując, zmuszając mimo bólu do wysiłku. Aż w pewnym momencie zwierzę ma dosyć, skołowane staje na arenie, ciężko dyszy, z ran powoli kapie krew. To czas na popisowy numer matadora. Już z muletą zamiast kapy prowokuje byka do kolejnych pościgów, zwodzi go, drażni, zamęcza. A gdy osiąga punkt za którym może narazić się na zmianę zachwytu tłumu w pogardę, gdyby byk nie zechciał walczyć, bierze prawdziwą szpadę. Ostatni ruch muletą, ostatni zryw wydawałoby się wolnego zwierzęcia, ostatnie niby taneczne pas i stal sprawnie, z chirurgiczną precyzją wbija się między łopatki byka. Ale to nie jest jego koniec, jak by się wydawało, jak głoszą wszelkie, będące za, publikacje. Oszołomione, zaskoczone zwierzę umiera powoli. Pod swoim ciężarem siada na piasku. Patrzy na osaczających go ludzi, i nie ma w nim dumy, nie ma piękna, jest tylko przerażone, umierające zwierzę. Wówczas podchodzi do niego jeden z oprawców trzymając coś w ręku. Nie wiem co, błogosławię mój brak pieniędzy na droższe bilety i co za tym idzie, bliższe całemu widowisku miejsca. Jesteśmy dokładnie po przeciwnej stronie śmiertelnego kręgu. Każę zamknąć Ines oczy. To dla mnie najstraszniejsza chwila w całym tym koszmarze. Człowiek przystawia to coś do czoła byka. Słychać jedynie jakby głuchy strzał, jakby sprężone powietrze. Do tej pory go słyszę. I dopiero po nim osuwa się na ziemię martwe ciało. Pojawiają się zaprzęg mułów, w burzy oklasków, przy dźwięku fanfar, ciągnąc za sobą martwe zwierzę, opuszcza arenę. Wokół uniesione ręce wymachujące czymkolwiek białym co było pod ręką, to znak zachwytu nad sprawnością matadora i walecznością byka. Odrażająca jest dla mnie wręcz nienormalna radość i obłąkany śmiech siedzącego, a od momentu wbicia szpady, wręcz skaczącego ze szczęścia turysty z Azji. Jeszcze tryumfalny pochód zwycięzcy dookoła areny, spadające do stóp bukiety kwiatów i już nowy byk i następna walka. Tylko tym razem jest to walka od samego początku nieczysta, młode, wydawałoby się silne zwierzę, po paru przebiegnięciach areny szybko słabnie, zatacza się, upada, podnosi się i znów prowokowane, z wysiłkiem stara się obronić. Wygląda jakby wcześniej go czymś nafaszerowano. Tym razem rozlegają się gwizdy. I kolejny upadek, i znów banderillero, i znów krew. To za dużo dla nas. Czuję, że jeszcze chwila i się rozpłaczę pośród tych wszystkich aficjonado. Obok Ines siedzi blada. Mamy dosyć korridy na całe życie. Zabieram ją stamtąd, wychodzimy, uciekamy. Sewilla wokół nieomal pusta, nocna, chłodna, nie daje jednak ukojenia. Długo będziemy pamiętać ten wieczór.
Przyznam, że nie łatwo przyszło napisanie mi tego, bo choć pisało się "samo", musiałam przerwać ze ściśniętym gardłem. Nie przedstawiam tu wszystkich zdjęć, na dole jest link do galerii, jeśli ktoś będzie chciał, może zobaczyć ich więcej. Nie ma tam jednak śmierci byka, nie ma jego poniżenia. Tego nie potrafiłam sfotografować. Choć to prawda, że nieco łatwiej odgrodzić się od świata obiektywem. To co się widzi, traci na realności, ale wszystko do czasu, później nawet to nie osłania od bólu.
Więcej zdjęć: galeria
Dla wszystkich byków zabitych na wszystkich arenach świata.
środa, 29 grudnia 2010
Hiszpania. Kilka słów o tauromachii - w oczekiwaniu na walkę.
Tauromachia - czyli po prostu korrida wywodzi się z wczesnego średniowiecza, gdy czarne byki wyłapywano z dziko żyjących stad w Hiszpanii, by dostarczyć je na turnieje rycerskie odbywające się w okolicznych miastach. Tam zazwyczaj po pokazach sztuki jeździeckiej, śmiałkowie mogli zmierzyć się z bykiem. Początkowo w takich pojedynkach mogli brać udział jedynie szlachetnie urodzeni. Hodowla tych zwierząt do walk zaczęła się dużo później. Sukcesem hodowlanym był byczek - "bravo", dzielny, otwarty, z sercem do walki. Nasz byczek Fernando otrzymałby miano - "manso" i niegdyś poszczuto by go psami. Do czterech lat zwierzęta pasą się i korzystają z uroków życia. Co ciekawe, już wówczas wykazują się charakterem. Każdy z nich ma swój paśnik, nigdy go nie pomyli, i biada jakby któryś inny chciał skorzystać z poczęstunku. Gdy kończą cztery lata mogą już zostać wysłane do walki z początkującymi matadorami.
Takie właśnie byki i matadorzy wystąpią dzisiaj.
Torreadorzy to pojęcie ogólne. W kolorowych strojach stoją tuż obok nas banderillero. Starsi, doświadczeni, nie raz niespełnieni w roli matadorów. W razie konieczności osłonią matadora swoimi ciałami (patrz film pod postem). Torreadorzy to wiele innych specjalności, bo w korridzie bierze udział cała drużyna, w której nawet młody matador jest szefem. Czyż to nie jest pokusą dla nastoletnich chłopaków? A byk, byk jest jeden. Postacią o której warto wspomnieć jest mozo de espada, taka szara eminencja dbająca nie tylko o szpadę i muletę matadora. To ktoś najbardziej zaufany, kto dba o interesy młodego torrero, nawet jeśli wiąże się to z wręczaniem mniej lub bardziej pękatych kopert dziennikarzom opisującym widowisko.
Matador również musi efektownie wyglądać. Za punkt honoru stawiają oni występowanie na każdej ważnej arenie w nowym kostiumie. Taki nowy komplecik to koszt od kilkuset dolarów wzwyż, szyty w specjalnym zakładzie krawieckim. Ci ubożsi korzystają z wypożyczanych w domach mody kostiumach, które już nie są potrzebne starszym torreadorom. Dodatkowo matador czyli espada, powinien mieć warkoczyk, może być doczepiany. Ostatnim elementem jest paradna pelerynka, którą przed wejściem na arenę nawzajem pomagali sobie wiązać novillero. Cały ubiór waży około 10 kilogramów.
Czy matador czuje strach? Oczywiście. Boi się dwóch rzeczy. Porażki w oczach publiczności, tu zjada go trema podobna tej, jaką odczuwają artyści. Publiczność bowiem kocha albo gardzi. Potrafi bałwochwalczo wielbić swojego idola, wynagradzać go na różne sposoby, ale potrafi również wygwizdać, wyśmiać, obrzucić czym popadnie, schodzącego z areny matadora. Jednak większy lęk wzbudza możliwość otrzymania poważnej rany. Matador ranny kilkadziesiąt razy to nie wyjątek. Na arenie zginęło wielu wielkich matadorów, w tym Manolete. Najgorsza jest świadomość, że prędzej czy później rana się przydarzy. Modlić się trzeba jedynie, by nie była śmiertelna. Najczęściej róg wbija się w podbrzusze, brzuch, uda. Tuż obok najważniejszych naczyń krwionośnych. Stąd na zapleczu każdego plaza de toros, znajduje się tuz obok kaplicy, wyposażona salka chirurgiczna. A aficionado nie trzyma strony ani matadora ani byka - obaj dla niego muszą wypaść wspaniale.
W następnej części - dlaczego korridzie już zawsze będziemy mówić głośno NIE. Czyli jak naprawdę wygląda walka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)