Strony

"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 sierpnia 2013

411. Kup pan konia - za jedyne pół milona euro.

Godzinę temu zakończyły się w Janowie Podlaskim dni konia arabskiego "Pride of Poland" i a wraz z nimi słynna aukcja tychże koni. Niestety w tym roku nie pojechałam do Janowa, choć żałuję. Ale trudno być wszędzie. Zobaczymy, co przyszły rok przyniesie.


czwartek, 29 listopada 2012

czwartek, 22 listopada 2012

piątek, 9 listopada 2012

Listopadowo z nutką dumy

Dostałam zamówienia na fotografie, ze wskazaniem "Mamuś ale jak będziesz mi robiła, to pamiętaj, koledzy też by chcieli". To spakowałam aparat, doładowałam baterię (15 minut, tyle miałam czasu po pracy, a o wcześniejszym doładowaniu zapomniałam) i poszłam, pod pomnik, świętować 11 listopada. Ale przede wszystkim popodziwiać mojego syna w mundurze Wojska Polskiego. 



Tak, wiem, to dobra praca dopóki nie ma wojny, misji czy innego ekstremalnego wypadu. Ale ja go rozumiem, to jego pasja, jego wybór i miejsce w życiu po nie łatwych o to staraniach. Trochę adrenaliny i nutka przygody, która mnie samą niegdyś wabiła.

czwartek, 8 listopada 2012

Odrąbane skrzydełka

Za mną bardzo niżowy dzień. 


Uderzyłam głową w mur i zastanawiam się, czy w życiu warto w coś wkładać serce. Wiem, wiem, że warto, tak tylko sobie piszę. Czasem widzę, że bylejakość, zachowawczość, mierność, szarość wygrywa, i to boli. Człowiek stara się, a wychodzi jak zwykle. Może więc nie warto się starać? 
Teraz trzeba poczekać, aż oberwane skrzydełka odrosną. Ehh..

wtorek, 6 listopada 2012

Na browarka do browaru.

Takie są dodatkowe bonusy wyjazdu na festiwal Wiatraki do Raciborza. 

 



Właściwie browar był pierwszym, sobotnim punktem tej podróżniczej imprezy. Bilety trzeba było sobie zarezerwować wcześniej, co tez uczyniłam, pomyślałam bowiem o kilku zdjęciach na bloga. Powiem Wam, że z powodu ograniczonej ilości miejsc, chwile oczekiwania na wejście na teren browaru były całkiem ciepłe. Ba, dochodziły do punktu wrzenia piwa w kadziach. Bo ktoś tam nie wiedział o rezerwacji, komuś nie udało się skontaktować, ale suma summarum, weszli wszyscy. Nawet zebrała się grupa na drugą turę.

sobota, 27 października 2012

Kup pan konia, jedyne pół miliona euro.


Lub spróbuj jak to jest być kimś, kogo stać na takiego konia.

Etnologia


Owszem, każdy może, za jedyne 2430 zł. To cena za trzy dni imprezy Pride of Poland w roli VIP’a. W cenie karnet oraz możliwość przejścia czerwonym chodniczkiem do specjalnego, strzeżonego wejścia na teren pokazu i aukcji, miejsce na zadaszonej trybunie (oj przydało się to zadaszenie na tegorocznym pokazie), przy stoliku, z lampką dobrego wina (tak sądzę), lunch i uroczyste kolacje w towarzystwie finansowej śmietanki z całego świata. Ale czy to konieczne? Dla mnie nie. Choć gdy czekało się na krytej ujeżdżalni, po całodniowym oglądaniu, trudno było uciec od unoszących się zapachów z bufetu, jaki został przygotowany dla specjalnych gości. Starałyśmy się udawać, że nie widać talerzy, lampek wina i nie słychać dźwięku sztućców. Ale to drobiazg, na szczęście uprzedzone o takiej próbie charakteru,  przez panią u której się zatrzymałyśmy, zaopatrzone byłyśmy w co nieco do zjedzenia. Zresztą wszystkim polecam gorąco janowskie pierożki, świeżutkie, serwowane za jedyne 13 zł z surówką i kompocikiem, w janowskiej stadninie.

czwartek, 25 października 2012

Koń jaki jest każdy widzi.


Ale koń czystej krwi arabskiej to wyjątkowe zjawisko.



 O tym za chwilę. Najpierw muszę przeprosić czytelników. Przeraził mnie fakt, że ostatni wpis był w sierpniu. Ale to nie lenistwo, mogę dodać na swoje usprawiedliwienie, choć bardzo nie podoba mi się, że po raz kolejny usprawiedliwiam się. Przez to mam jeszcze większe wyrzuty sumienia. Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle. Chciałam pisać częściej, a zamilkłam. Rozpoczął się rok szkolny (dobrze, że ponownie dla mnie się rozpoczął) i niestety w pisaniu swojego bloga poległam. Bo taką złą kobietą (i zapracowaną) byłam, jestem, i jeszcze będę. Nie, nie obiecuję poprawy, bo jeśli znów ucichnę to wstyd i kac psychiczny będzie jeszcze większy.


środa, 15 sierpnia 2012

Janów Podlaski - mały appetizer

Wczoraj, późnym wieczorem wróciłyśmy z Janowa Podlaskiego. Dziś tylko tak dla zachęty kilka zdjęć i dużo radości, bo nie ma nic lepszego nad spełnianie swoich dziecięcych marzeń. Czyli po prostu - konie, konie, konie :)





wtorek, 31 lipca 2012

Kilka migawek z Castle Party

Właśnie w niedzielę zakończyło się coroczne Castle Party w Bolkowie. Bez nas tym razem (jak byśmy co najmniej bywały tu co roku :P) :) Ale taki mi się sentyment odezwał i z setka zdjęć nie pokazanych, więc pomyślałam sobie - może tak wrzucę coś dla odmiany? Zapraszam więc do zobaczenia jak to bywało w 2010 roku. W każdym razie uważam, że koncerty były lepsze niż w następnych edycjach. Może za rok się wybierzemy :) Któż to wie :)

 Zaczynamy od Deviant UK  





wtorek, 22 lutego 2011

Jedna chwila na Gubałówce i ostatni punkt wycieczki - Czorsztyn.

Kończę zdjęcia z wycieczki szkolnej do Zakopanego. Wszyscy żałowaliśmy, że nie mogliśmy zostać dzień dłużej u przesympatycznej gaździny w Poroninie, że taka piękna pogoda i złota jesień zrobiła się w tym ostatnim dniu, a to już trzeba było wracać. A w drodze powrotnej zapora w Czorsztynie i zamek. Zapraszam :) U mnie za oknem tymczasem -10C. 





























niedziela, 20 lutego 2011

Tatry w kolejnej odsłonie

Obiecałam moim koleżankom, że w czasie ferii skończę "obróbkę" zdjęć z wycieczki w Tatry. Słowo się rzekło, kobyłka u płota a zdjęcia skończone i gotowe do nagrania na pamiątkowe płytki :) Pasują do ostatnich prezentowanych krótkich i mniej krótkich wycieczek. Zapraszam, tym bardziej, że za oknem śnieg znowu przyprószył i zima zła nie chce sobie pójść precz.

Giewont




Zakopane i sławne Krupówki oraz atrakcje kolorystyczne i kulinarne :)





 







 


sobota, 19 lutego 2011

Dziś cięg dalszy zapomnianej stacyjki...

Dworzec w Głubczycach został wybudowany w II połowie XIX wieku na obraz i podobieństwo dworca w Greckich Salonikach. Nadano mu kształt lokomotywy. Ponad 20-metrowa wieża imituje komin parowozu. Za czasów niemieckich na jej szczycie urządzony był punkt widokowy.
Kilka lat temu stację zamknięto.  Niegdyś główna arteria komunikacyjna dla dojeżdżających do szkół i pracy, okno na świat. Tętniła życiem, odjeżdżało z niej kilkanaście pociągów osobowych dziennie, dziś stoi pusta. W roku 1989, w czasach świetności, zagrała nawet swoją życiową rolę stacji kolejowej w greckich Salonikach,  w dramacie wojennym "Day by Day" z Willem Dafoe w roli głównej. Dziś oddana naturze śni swoje sny o pociągach, które z niej już nigdy nie odjadą...














 


piątek, 18 lutego 2011

Krótkie wycieczki w ramach relaksu

Po emocjach sięgających zenitu potrzeba na chwilkę się oderwać. Zabrałyśmy z koleżanką nasze dzieciaki i pojechałyśmy do Opola, na dzień filmowy z przerwą w Pizza Hut. Przyznam, że sprawiło mi to ogromną przyjemność. Takie małe wycieczki maja swój urok, a zwłaszcza te z dobrym filmem. Przed południem wybraliśmy Sanctum w 3D. Piękne zdjęcia, niesamowite jaskinie, trzymająca w napięciu historia. Film zwłaszcza dla nurkujących.





W przerwie czas na złamanie wszelkich zakazów mojej diety. Z premedytacją popełniłam grzech śmiertelny zjadając tagliatelle z łososiem i szpinakiem, mój ulubiony, a w kinie popcorn karmelowy, za którym przepadam :) Raz na 3,5 miesiąca można. 

Oglądaliście Władcę pierścieni? Tu współczesny Obieżyświat.



 
I współczesna "Czytająca list"


Współczesna nie  za bardzo lubi być fotografowana :)


Wielkie żarcie :)





Po obiadku film drugi czyli "Jak zostać królem". Myślę, że nie muszę już reklamować tego filmu. Jest świetny. Jest to historia księcia Albert, który musi, mimo wielkich oporów, zasiąść na tronie Anglii jako Jerzy VI. Ogromną przeszkodą w wypełnianiu monarszych obowiązków jest dla niego problem z wysławianiem się. 



Dziś planowałam wyleczyć grypkę, bo wciąż męczy mnie kaszel i nie specjalnie się czuję. Być może to stres, zmęczenie ciągłą walką o utrzymanie szkoły, niestety już przegranej. Ale gdy zobaczyłam piękną mgiełkę otulającą świat, chwyciłam aparat i moje dziecko i poszłam sfotografować nasz stary, opuszczony i zapomniany dworzec kolejowy. Tyle łączy się moich wspomnień z dzieciństwa, gdy na ten dworzec przyjeżdżaliśmy niegdyś z Raciborza by odwiedzić moją babcię. Później stąd wyruszałam w świat na studia. Chodziłam na spacery z moim synkiem, gdy był mały i kochał wielkie, tłuste i sapiące parowozy. Niestety, w którymś momencie przestało się opłacać utrzymanie choćby najmniejszych składów. A szkoda, tuż po drugiej stronie granicy, Czechom bardzo się to opłaca. Moja córka pierwszy raz w życiu pociągiem jechała z Kairu do Luksoru.

















LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...