Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie nocne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie nocne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lipca 2011

Podsumowanie wyzwania "Od zmierzchu do świtu"


Planowałam przeczytać dwie książki, obie Johanna Theorina, i ten plan zrealizowa łam. Nadal jednak nie doczekałam się w bibliotece na jego kolejny kryminał. Może uda mi się go dostać jesienią. Przypadkowo jedna z moich czerwcowych lektur "Pożeracz snów" również pasowała do wyzwania. Tym sposobem wykonałam swój plan z nawiązką i przeczytałam trzy książki.
Bardzo dziękuję Padmie za zorganizowanie wyzwania i z niecierpliwością czekam na kolejne! Szalenie jestem ciekawa czym nas tym razem zaskoczy:)

wtorek, 21 czerwca 2011

"Pożeracz snów" Bettina Belitz


Właściwie nigdy nie czytam niemieckich książek w tłumaczeniu, wydawnictwo Znak emotikon przesłało mi jednak tę powieść, więc zabrałam się od razu za lekturę. Czytałam kilka pozytywnych recenzji "Pożeracza snów" na niemieckich blogach, a i z wielką ciekawością przyjrzałam się tłumaczeniu, które zresztą okazało się być świetne. Tylko niemiecki tytuł bardziej mi się podoba, ale on de facto jest nieprzetłumaczalny.

"Pożeracz snów" to właściwie powieść dla nastolatek. Siedemnastoletnia Elisabeth Sturm przenosi się wraz z rodzicami do nowego domu. Przeprowadzka jest jej w niesmak, w gwarnej Kolonii czuła się dobrze, odnalazła się w swojej klasie, nawiązała przyjaźnie, tymczasem rodzicie kupili dom na zapadłej wsi. Elisabeth jest wściekła na rodziców i na cały świat, niespecjalnie ma ochotę na nowe przyjaźnie i jej pierwsze dni w szkole wyrabiają jej opinię osoby odpychającej i zadzierającej nosa. Mieszkanie na wsi staje się dla Elisabeth atrakcyjne gdy pewnego dnia przypadkiem poznaje tajemniczego Colina, który wydaje się być nie z tego świata. Ellie powoli poznaje jego tajemnice i ze zdumieniem odkrywa, że także jej rodzina jest niezwykła.

Muszę przyznać, że początkowo powieść Belitz mnie nie wciągnęła, nawet rozważałam jej odłożenie. Gdy jednak akcja przyspieszyła, a autorka wreszcie wyjaśniła pochodzenie Colina, książka całkowicie mnie pochłonęła. Czułam się niemal tak jak dwadzieścia lat temu - gdy powieść potrafiła mnie wciągnąć do tego stopnia, że czytałam z wypiekami na twarzy do późnej nocy. Wtedy jeszcze nie zamykały mi się przy każdej okazji ze zmęczenia oczy, a niesforny urwis nie dbał o liczne pobudki. Niewątpliwie odmładzające działanie książki jednak dobrze mi posłużyło - nawet zasiadywałam mniej przy komputerze, żeby dokończyć lekturę, a teraz zastanawiam się czy nie wpaść do biblioteki po kolejny tom:)

Jednym słowem - "Pożeracz snów" to miła rozrywka, fajny powrót do czasów nastoletnich i mimo kilku niedociągnięć (niewiarygodne zbiegi okoliczności, nierealistycznie dokonania Elisabeth, natychmiastowa akceptacja sił ponadludzkich) książkę czyta się bardzo przyjemnie.
Szkoda tylko, że nie pozostawiono niemieckiej okładki, IMO dużo ładniejszej:


Za przekazanie powieści po raz kolejny dziękuję wydawnictwu:


Moja ocena: 4/6

Bettina Belitz, Pożeracz snów, tł. Alicja Rosenau, 507 str., Wydawnictwo Znak emotikon

sobota, 12 lutego 2011

"Nocna zamieć" Johan Theorin


Niepostrzeżenie przeczytałam tę dość opasłą książkę. Według blogowej zakładki czytam o U2, według poczynionych deklaracji czytam tajemniczą powieść, której recenzja ukaże się w najbliższym Archipelagu, a tak naprawdę dawałam się straszyć Theorinowi:) Prędko więc prostuję: U2 faktycznie na nocnym stoliku le ży ale tymczasowo książkę porzuciłam, tajemnicz ą powieść czytałam długo ale już skończyłam, a Theorina łyknęłam tuż potem. Teraz czytam kolejną lekturę dla Archipelagu, a zaraz po niej wracam wreszcie do normalnego blogowego trybu.

Przypomnę, że "Zmierzch" Theorina mnie nie zachwycił, więc po "Nocną zamieć" sięgnęłam głównie z racji stosownego wyzwania. I dobrze. Theorinowi udało się napisać powieść o wiele lepszą. Nie jest to typowy kryminał, zagadka i jej rozwiązywanie odsunięta jest na drugi plan, co więcej właściwie do końca powieści nie wiemy czy faktycznie istnieje powód szukania mordercy czyli ofiara.

Małżeństwo Joakim i Katerine Westin przeprowadzają się ze Sztokholmu na Olandię - pragną uciec od zgiełku i anonimowości wielkiego miasta. Na Olandii kupują stare domostwo, które wcześniej służyło latarnikom. Zamieszkują tam wraz z dwójką dzieci. Pasją Joakima i Katerine jest renowacja domów - chętnie kupują stare, zrujnowane domostwa z duszą, którym przywracają dawną świetność. Podobne plany mają wobec Åludden - domu na Olandii.
Równocześnie na Olandię przeprowadza się Tilda - policjantka, która rozpoczyna pracę na nowym posterunku.
Theorin wprowadza jeszcze trzeci wątek - trzech młodych mężczyzn ograbia olandzkie domy, opuszczone przez letników.
Długo trzeba czekać, by autor splótł te pozornie odrębne historie. Czekać jednak warto, bo w międzyczasie Theorin prezentuje nam głębokie studium żałoby, sypie z rękawa licznymi szwedzkimi legendami o życiu pozagrobowym zmarłych oraz czyni z Åludden i stojących nieopodal dwóch latarni morskich kolejnego bohatera powieści. Przy tym stopniowo buduje bardzo sugestywny nastrój - podczas czytania łatwo o ciarki na plecach - dom skrzypi, trzeszczy, nocą słychać głosy, szopa kryje tajemnicze pomieszczenia, a jedna z latarni, od dawna nieczynna, nagle zaczyna świecić, by zwiastować czyjąś śmierć.
Jest jeszcze nadchodząca olandzka zima - sroga, ciemna, surowa. Nie ona jest jednak najgorsza. Towarzyszy jej występujący tylko na tej wyspie fåk - zamieć tak mordercza, że nikt nie waży się wystawić nosa za drzwi, gdy szaleje. Theorin opisuje ją bardzo sugestywnie, zresztą nie tylko ją ale także chłodne, surowe krajobrazy, coraz krótsze dni zmierzające ku przesileniu zimowemu.
Zauważyłam, że Theorin rozbudował opisy - coraz skrupulatniej opisuje wnętrza czy przedmioty - mam nadzieję, że nie osiągnie tutaj rozmiarów opisów Larssona - szkoda by było.

Ukoronowaniem "Nocnej zamieci" jest zakończenie - zaskakujące jak na kryminał przystało. Miłym akcentem jest nawiązanie do poprzedniej powieści - ponownie spotkamy Gerlofa Davidssona.
Kolejny kryminał Theorina już się w Niemczech ukazał, zaraz zamówię sobie egzemplarz w bibliotece:)

Moja ocena: 5/6

Johan Theorin, Nebelsturm, tł.Kerstin Schöps, 447 str., Piper.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

"Zmierzch" Johan Theorin


Lata siedemdziesiąte, Olandia - pięcioletni Jens zostaje pod opieką dziadków. Korzystając z ich nieuwagi wyrusza w alvaret - stepową roślinność porastającą wyspę - i nigdy nie wraca. Mimo szeroko zakrojonych poszukiwań chłopca nigdy nie znaleziono. Julia, jego matka, przez dwadzieścia lat nie pogodziła się z utratą syna. Pewnego dnia kontaktuje się z nią jej ojciec - Gerlof - twierdząc, że trafił na nowy trop Jensa. Julia rusza na rodzinną wyspę, gdzie angażuje się w prywatne śledztwo ojca.

Jak to możliwe, że kolejny skandynawski kryminał potrafi zainteresować czytelnika? Niewątpliwie największym atutem książki jest tło wydarzeń - specyfika wyspy, jej surowej natury, urwistych brzegów, morza. Akcja rozgrywa się jesienią więc nie brak tu zimna, deszczu, ulew, mgły. Theorin opisuje także przemiany społeczne na wyspie, która rozwinęła się z centrum rybołówstwa w mekkę urlopowiczów. Największy wpływ na rozwój wyspy miała budowa mostu łączącego Olandię ze stałym lądem. Ułatwiła ona exodus mieszkańców, spowodowała wyludnianie wiosek oraz ich okresowy powrót do życia w okresie urlopowym.

Najistotniejsza jednak w "Zmierzchu" jest, rzecz oczywista, intryga kryminalna. Początkowo Theorin nie spieszy się z wprowadzaniem czytelnika w zawiłości śledztwa - stwarza wręcz wrażenie, że wszystko jest jasne, a sam dąży tylko do ukazania szczegółów zaginięcia chłopca. W pewnym momencie jednak akcja tak przyspiesza, że kolejne zdania trzeba niemal połykać, by zobaczyć, jak autor wybrnie z narzucającego się prostego wytłumaczenia zaginięcia Jensa. Zdradzę wam tylko, że uda mu się to całkiem nieźle, a zakończenie na pewno was zaskoczy.

Theorin używa krótkich, dosadnych zdań. Rozdziały również nie są zbyt długie, układają się naprzemiennie: autor przenosi nas wstecz w co drugim rozdziale. Wszystkie te zabiegi przyspieszają czytanie, "przywiązują" czytelnika do książki.

W gruncie rzeczy trudno znaleźć w kryminale Szweda coś odkrywczego. Stosuje on sprawdzony, skandynawski przepis na dobrą, wciągającą powieść. Po przeczytaniu kilku recenzji nastawiałam się na rewelację, dostałam naprawdę dobrą rozrywkę, ale bez fajerwerków.

Moja ocena: 4,5/6

Johan Theorin, Öland, tł. Kerstin Schöps, 447 str., Piper.

wtorek, 28 grudnia 2010

Nowe wyzwanie czytelnicze

Od zmierzchu do świtu będziemy czytać książki, mające w tytule noc i pojęcia jej pokrewne. Padma nareszcie ogłosiła nowe wyzwanie! Nie mogę nie wziąć w nim udziału więc szybciutko przejrzałam stos, by sprawdzić, czy nie mam już w niej odpowiednich książek. Wydaje się być niemożliwym, by w ponad stu książkach nie było ani jednej wpisującej się w ramy wyzwania, ale faktycznie tak jest. Nic jednak nie szkodzi, gdyż postanowiłam wreszcie zaopatrzyć się i przeczytać dwie książki Johana Theorina "Zmierzch" i "Nocną zamieć". Jeśli uda mi się trafić jeszcze na inną książkę z listy (z której nota bene sporo tytułów już przeczytałam), to z chęcią poszerzę moje czytelnicze plany.

Jeśli nie znacie jeszcze wyzwań Padmy, serdecznie was zapraszam do udziału. Zajrzyjcie tu!