Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozważania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozważania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 marca 2017

Share Week 2017

Nigdy jeszcze nie brałam udziału w tej szeroko zakrojonej akcji zapoczątkowanej przez Andrzeja Tucholskiego. Jej celem jest wsparcie społeczności blogerów, a polega ona na zachęceniu blogerów do polecania przez nich cenionych i ulubionych blogów. Śledzę wiele blogów, linki do których znajdziecie zarówno tu, jak i na moim drugim blogu, wiele z nich cenię bardzo, autor inicjatywy zaleca jednak wybranie tylko trzech. Szczegóły tej akcji znajdziecie tutaj.
A teraz zapraszam was do mojej tegorocznej trójki:


Blog Klubu Polek na Obczyźnie to wyjątkowe miejsce, które skupia kilkaset Polek, żyjących w różnych zakątkach świata. Blog żyje, pełen jest ciekawostek, projektów, nowinek oraz wpisów o ciekawych miejscach. Warto zaczynać tydzień z tym blogiem - co poniedziałek publikowanych jest mnóstwo inspirujących i, co dla mnie ważne, pouczających wpisów. Z całego serca was zachęcam do zaglądania na ten blog!

Jako blogerka książkowa, chciałabym polecić dwa blogi o książkach, dwa z wielu, które bardzo cenię.

Pierwszy z nich to Galeria Kongo, którą czytam wiernie od lat. Autor nie skupia się na nowościach, tylko na klasykach, książkach często zapomnianych albo zwyczajnie współcześnie rzadko czytanych. Ciekawe, polemiczne teksty, a przede wszystkim wyjątkowe dyskusje pod wpisami są tym, co w Galerii lubię najbardziej.


Agata Adelajda, autorka blogu Setna strona jest moją krajankę i wykonuje zawód moich marzeń czyli jest bibliotekarką. Agata publikuje nietuzinkowe teksty, sięga po książki stare i stareńkie, często zapomniane. Każdy wpis jest przemyślany, dopracowany i niezwykle inspirujący. Udało się jej stworzyć w sieci miejsce przytulne i wyjątkowe.

Ciekawa jestem efektów tej akcji i pewna, że odkryję wiele mądrych i zachwycających blogów. A przede wszystkim mam nadzieję, że zachęciłam was do poznania trzech nowych miejsc w sieci.

sobota, 24 grudnia 2016

Życzenia świąteczne

Kochani czytelnicy, życzę wam zaczytanych, leniwych i pełnych pokoju Świąt Bożego Narodzenia!!! 

środa, 25 listopada 2015

9



W ten weekend minęło dziewięć lat, odkąd napisałam pierwszego - krótkiego i nieporadnego - posta. Od tego czasu blog rozrastał się, zmieniał, ja dojrzewałam czytelniczo i pisarsko. Mimo moich planów z dzieciństwa, moje dorosłe życie zawodowe z książkami nigdy nie było ściśle związane, więc to miejsce było i jest realizacją moich marzeń i ciągot. Ten blog  w jakiś sposób zaspakaja mnie intelektualnie, zmusza do dyscypliny i zachęca do poszukiwań czytelniczych. Od początku nie celowałam w szerokie grono czytelników, co więcej nawet nie sądziłam, że kiedykolwiek bym takie mogła mieć. Teraz wiem, że sa osoby, które tu zaglądają lub które śledzą moje wpisy na fejsbuku i sprawia mi to wielką przyjemność. Jeśli w życiu realnym z nikim o książkach porozmawiać nie mogę, to niech Internet będzie miejscem, gdzie mogę spełniać to marzenie. Czasami zazdrośnie spoglądam na blogi poczytne i znane, ale potem jednak dochodzę do wniosku, że wolę spokój i ciszę oraz kibicowanie sławnym blogowiczom. Jeśli jednak chcecie połechatć moje ego, nie obrażę się, jeśli będziecie do mnie pisać, komentować moje wpisy i polecać mojego bloga :)

Przez te dziwięć lat napisałam wiele postów, opisałam tutaj każdą przeczytaną przeze mnie książkę (zaledwie garstka z nich została zrecenzowana dla Archipelagu) i tylko raz miałam dłuższy przestój, spowodowany problemami osobistymi. Ale nawet wtedy udało mi się wszystkie wówczas przeczytane książki opisać, z czego jestem bardzo dumna. Teraz także borykam się z problemami czytelniczymi. Ostatni raz nie mogłam czytać, gdy byłam w pierwszej ciąży. Teraz przyczyn nie znam (przepracowanie? głowa zajęta innymi sprawami?), zaczęłam kilka książek i nic. Trduno, przeczekam i troszkę sobie pomogę. Od jutra będę wyznaczała sobie czas na czytanie, by oderwać się od natłoku obowiązków, Internetu i ogromu negatywnych wiadomości. Jestem przekonana, że gdy już wpadnę w ciąg, będzie tylko lepiej. 

Kochani dziękuję za to, że zaglądacie, komentujecie, radzicie, a przede wszystkim za życzliwość - bo w tym miejscu trafiam tylko na przyjazne mi osoby! Przez tyle lat blogowania chyba nie miałam ani jednej nieprzyjemnej sytuacji, ani jednego przykrego spotkania. Dziękuję tym, którzy czytają ze mną książki w wyzwaniach, nawet jeśli nie są one już na topie i trochę się przykurzyły, dziękuję tym, którzy co miesiąc angażują się w stosikowe losowanie - nie wiem, jak wy, ale ja dzięki niemu przeczytałam wreszcie mnóstwo książek, które od lat kurzyły się na półce. Dziękuję wreszcie tym, którzy po prostu czytają to, co piszę. Ta świadomość jest niezwykle budująca i napawa mnie dumą - serio, czuję się niezwykle dumna, gdy myślę o tym, że ludzie z całego świata tutaj zaglądają. 

Na końcu częstuję was wirtualnie tortem, szampanem i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną do dziesiątych urodzin, a może jeszcze dłużej?

Oba zdjęcia znalezione na Pinterest

środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt!

Kochani czytelnicy, życzę wam rozczytanych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia! Mam nadzieję, że Dzieciątko przyniesie wam dużo książek, a wy będziecie mieli mnóstwo czasu na lekturę! 

Źródło: Pinterest.

wtorek, 25 listopada 2014

O-S-I-E-M!

Tak osiem. Osiem lat mojej pisaniny. 

Bloga założyłam 5 dni po pierwszych urodzinach mojej córki i tak sobie to moje trzecie dziecko z nami rośnie. Przez te osiem lat opisałam tutaj niemal każdą przeczytaną książkę - kilka wyjątków to recenzje dla Archipelagu oraz pozycje stricte naukowe. 
Nadal piszę głównie dla siebie, ale nie ukrywam, że bardzo cieszą mnie czytelnicy, a pozytywne słowa podbudowują. Nie jestem blogerką lajfstajlową, rozpoznawalną, nie udzielam się w dyskusjach, nie jeżdżę na spotkania i pewnie nigdy się to nie zmieni. Lubię ten mój cichy kąt i staram się go jak najlepiej pielęgnować.

Kolejna rocznica jest zawsze okazją do podziękowania wam - za komentarze, za uwagi, za lajki na fejsbuku (ostatnie tak wiele nowych osób polubiło moją stronę!) nawet! Gdy zakładałam bloga nie miałam pojęcia, że jeszcze inni piszą o książkach i nawet nie wyobrażałam sobie, że kogoś dzięki blogowi poznam osobiście! Teraz wiem, że w sieci są osoby, z którymi można podyskutować i wymienić spostrzeżenia. Bądźcie nadal, piszcie i zaglądajcie do mnie:)

Z okazji tej rocznicy mam do was jedną prośbę: byłoby mi miło gdybyście zostawili komentarz pod tym postem. Chciałabym choć raz zobaczyć ile osób i kto do mnie zagląda:) Pewnie zdziwicie się czemu nie skorzystam z google analytics i nie przeanalizuje statystyk - chyba wolę taki bardziej staroświecki (!) i osobisty sposób kontaktu. Za każdym razem gdy zamierzam przestudiować statystyki mój zapał upada i wolę poczytać wasze blogi:)
A teraz zapraszam was na kawałek znalezionego na Pintereście tortu:


poniedziałek, 6 października 2014

Ebuka 2014


Rzadko biorę udział w konkursach i rzadko reklamuję mojego bloga. Piszę przecież dla siebie, co nie oznacza, że nie cieszę się z czytelników. Wręcz przeciwnie. Każdy komentarz czy e-mail są dla mnie ważne i niezmiernie miłe. 
Jeśli więc lubicie moje pisanie i chętnie tu zaglądacie, możecie na mojego bloga zagłosować, wysyłając maila na adres ebuka@duzeka.pl z nazwą bloga w tytule. Dziękuję z góry i pozdrawiam!

środa, 20 marca 2013

A jednak!

Kto inny, jak nie wy, zrozumie rozterki matki dziecka, które deklaruje, że czytać nie lubi! 
Moje dzieci od maleńkości musiały zaakceptować, że mam czyta przy karmieniu, przy zabawie, przy jedzeniu czyli wszędzie. Musiały zaakceptować, że książki się nie wyrywa i nie zabiera. Co więcej nauczyły się, że do usypiania trzeba mamie przygotować książkę. Wiedziały też, że mama będzie czytać do upadłego, że lektury nigdy nie odmówi. I mama czytała, czytała i czytała, książkę piątą, dziesiątą, piętnastą. Gdy starsza pociecha w zacnym wieku trzech lat znała literki, serce matki cieszyło się na towarzystwo w manii książkowej. Ale, mimo że pociecha szybko nauczyła się składać słowa to czytanie jej nie interesowało, a nawet irytowało. Nie pomagało tłumaczenie, że im więcej będzie czytać, tym płynniej jej ta czynność będzie przychodzić. Nie, i już. Doszło do tego, że mając sześć lat opowiadała obcym, że czytać nie umie. Ku mojej, starannie ukrywanej, rozpaczy. 
Przestałam podsuwać książki, pogodziłam się, że Siedmiolatka czytania nie polubi i że los matki czytającej na głos to moja karma. Siedmiolatka głupia nie jest, wiedziała na czym matce zależy, coś tam podczytywała z łaski ale zmian przełomowych nie było. 
Kilka dni temu teściowa podarowała Siedmiolatce książkę z tej serii, tom 45 (w Polsce także ukazały się te książki) dodam. Przewidywałam dwa scenariusze: lżejszy polegałby na rzucie książki w k ąt lub zmuszeniu matki do czytania, a gorszy na histerii z powodu własnej niemocy. O dziwo rozdział pierwszy został przeczytany, książka odłożona. Kolejnego wieczoru książka została zabrana do łóżka. Matka się ucieszyła, nic nie powiedziała na temat czytania i zniknęła z horyzontu. Podczas conocnego obchodu, na krótko przed północą, polegającego na zakrywaniu półgołych nóg, podawaniu picia, układaniu poduszki, zbieraniu Młodszego z ziemi lub zanoszeniu do łazienki, matka niemal poległa z wrażenia. Siedmiolatka siedziała z książką w ręku i doczytywała właśnie stronę sześćdziesiąt i osiem! A potem poszło lawinowo - książka została dokończona następnego wieczoru, podczas kolejnej wizyty w bibliotece siata zapełniła się kolejnymi tomami, a tempo czytania Siedmiolatki pogalopowało w lata świetlne. I to nie tylko po niemiecku, tak samo połyka książki po angielsku. A w stosunku do języka polskiego mamy stan jak na początku notki. Podejrzenie, że po przeczytaniu jednej dłuższej książki szybkość i chęć czytania wzrośnie, jest jak najbardziej na miejscu. Zobaczymy.

A to zdjęcie z dzisiejszego wieczoru:


poniedziałek, 9 stycznia 2012

Powrót

Powrót do życia i do blogosfery. Po niemal czterech tygodniach w Tajlandii i Kambodży nie jest łatwo przestawić się na codzienny tryb. Na wyjeździe celowo unikałam komputera więc zaległości mam sporo. Rozpoczęłam od przeglądania waszych blogów ale już niebawem ożyje i mój blog. Zamieszczę zaległą statystykę grudniową, roczną oraz recenzje przeczytanych książek. Na moim drugim blogu zacznę zamieszczać relację z wyjazdu - zapraszam do czytania:)
Na urlopie zaprzyjaźniłam się z moim kindle. Przeczytałam na nim trzy książki i muszę przyznać, że czyta się rewelacyjnie. Bardzo szybko przestawiłam się na śledzenie postępu czytania w procentach, dziwne jest tylko uczucie, że gdy rozpoczynam czytanie nie wiem, jak długa jest powieść.
Mam wrażenie, że na kindle czyta się szybciej, czytnik dobrze leży w ręce, a bateria wydaje się nigdy nie wyczerpywać. Polecam wszystkim wahającym się! U mnie naprawdę się sprawdza.

Kochani czytelnicy, chciałam wam jeszcze złożyć spóźnione życzenia dobrego, pełnego emocjonujących lektur Nowego Roku!

niedziela, 20 listopada 2011

Pięć!

Wiele bliskich mi osób ma urodziny w listopadzie - w najbliższej rodzinie aż cztery! Piąte urodziny obchodzę wirtualnie - tutaj, w miejscu, gdzie mogę swobodnie rozmawiać o mojej miłości do książek. W ten sposób ten od zawsze najmniej lubiany przeze mnie miesiąc stał się miesiącem najbliższym memu sercu.

Nie chcę popadać w patetyzm - sami prowadzicie blogi i wiecie jak ogromną satysfakcję dają komentarze, dyskusje i wskazówki. Dziękuję wam za wszystkie ciepłe słowa, za dyskusje (które cenię sobie najbardziej), wskazówki i rady, bezinteresownie pożyczane książki i przede wszystkim za tak liczne wizyty! Statystyki blogowe niezmiennie mnie zaskakują i niezmiernie cieszą.
Nie mogę nie wspomnieć o wszystkich, których dzięki blogowaniu poznałam - osoby o pokrewnej duszy i tych samych pasjach. Dzięki temu blogowi zaangażowałam się również w powstanie i tworzenie Archipelagu - z czego jestem bardzo dumna. 

Chciałam przygotować na tę rocznicę coś szczególnego - książki są wspaniałe, ale przecież nasze stosy są już niebotyczne, prawda? Dzięki Charlene mam dla was pięć przepięknych okładek i torebek na książki. Charlene uszyła je specjalnie dla was - mam nadzieję, że zachwycą was tak samo, jak mnie.

W piątek, 25 listopada, moja już sześcioletnia córka, rozlosuje je wśród wszystkich, którzy wyrażą taką chęć w komentarzach. Możecie podawać, którą okładkę chcielibyście dostać, można zgłosić się także do wszystkich:)

Voilá:

1.


2.


3.


4.



5.


wtorek, 15 listopada 2011

Poniedziałkowo u Padmy

Zapraszam was serdecznie na bloga Padmy, u której miałam zaszczyt gościć jako poniedziałkowy gość:) Padmo, jeszcze raz bardzo dziękuję za zaproszenie!

Wspominam tam o powieści Hansa Fallady "Każdy umiera w samotności", która za kilkanaście dni ukaże się w nowym tłumaczeniu w wydawnictwie Sonia Draga. Ta wiadomość po części mnie cieszy - to książka zdecydowanie warta przeczytania! - ale i po części mnie smuci: przetłumaczenie powieści tego pisarza było od zawsze moim skrytym marzeniem...


niedziela, 9 października 2011

Spostrzeżenia z ostatniego tygodnia i rozdawajka

Byłam kilka dni w Polsce - dzięki moim rodzicom mogłam się wybrać na samotny rajd po księgarniach i antykwariatach. Miałam czas i okazję w ciszy poprzebierać i poprzeglądać nie tylko książki dla dzieci;) 
Po kilku godzinach wśród książek mam kilka przemyśleń. Zaskoczyło mnie szalenie, że w żadnej z księgarni nie były wyeksponowane ani książki kandydujące do Nagrody NIKE, ani zwycięzca. Dzięki intensywnej dyskusji na FB wiem już, że nakład "Pióropusza" się wyczerpał i księgarnie czekają na dodruk. Nie rozumiem jednak dlaczego wydawnictwa nie wykorzystały już faktu, że wydana przez nich książka znalazła się w ścisłej czołówce kandydatów do tej, bądź co bądź, najsłynniejszej polskiej nagrody.  Dlaczego każda z tych powieści nie została wyeksponowana w księgarniach, by czytelnik mógł się zapoznać z kandydatami i wyrobić sobie własną opinię? I nie przemawia do mnie argument, że w Polsce mało się czyta, bo jednak ktoś książki kupuje, a osobom niezdecydowanym taka promocja na pewno mogłaby pomóc. Dziwne, bardzo dziwne.

Kupiłam w końcu cztery książki - wszystkie w antykwariacie. Miałam ochotę na jeszcze więcej ale udało mi się zapanować nad sobą:) Pośród kupionych przeze mnie pozycji znalazł się "Księgarz z Kabulu" z autografem Åsne Seierstad! Nawet pan sprzedawca nie wiedział jaką perełkę mi sprzedaje:)

Kilka słów także o Nagrodzie Nobla. Jak pewnie większość z was nigdy nie słyszałam o Tomasie Tranströmerze. Na pewno po części dlatego, że nie czytuję poezji. Decyzja zaskoczyła mnie więc ale cieszę się z niej, bo daje mi możliwość poznania nowego pisarza oraz ponownego zbliżenia się do wierszy, na co z własnej woli bym się nie zdobyła. I tutaj kolejne rozczarowanie - polskie księgarnie nie oferują żadnej pozycji noblisty, podczas gdy na niemieckim amazonie mogę kupić nawet wiersze wydane w latach dziewięćdziesiątych. Wracając jednak do samej nagrody to życzyłabym sobie, by dostał ją pisarz z jakiegoś kompletnie nieznanego mi kraju, może z Vanuatu albo Sierra Leone? Chciałabym, by dzięki temu wyróżnieniu literatura z krajów bardzo egzotycznych dotarła do czytelników z całego świata. 

I na koniec chciałam wam sprezentować książkę. Może ktoś z was ma ochotę przeczytać "Invictusa" Johna Carlina? Mnie ta książka nie przypadła do gustu, jest właściwie nowa, więc chętnie przekażę ją komuś innemu:) Na zgłoszenia czekam do 13 października.


sobota, 23 kwietnia 2011

Życzenia

Kochani czytelnicy mojego bloga - przyjmijcie ode mnie jak najcieplejsze życzenia świąteczne. Życzę wam dużo słońca, wypoczynku, spokojnych, refleksyjnych chwil oraz pięknych zajączkowych prezentów. Równocześnie życzę wam z okazji dzisiejszego Światowego Dnia Książki mnóstwa ekscytujących oraz wzbogacająych lektur.
Zdjęcie pochodzi z Wikipedii.

wtorek, 22 marca 2011

Jeszcze raz o klasyce

Nadrabiając czytanie zaległych wydań Dużego Formatu, trafiłam na felieton Krzysztofa Vargi, w którym cytuje on Andermanna:

"W naszych czasach pisarz ciągnie swą twórczość do grobu. Wznowienia zdarzają się niezwykle rzadko, bo martwy autor nie może mieć już wpływu na sprzedawalność książki. (...) Nie ma pisarza, nie ma jego książek, szlus, fertig".

Varga natomiast po lekturze "Good night Dżerzi" Głowackiego konstatuje:

"Powieść Głowackiego o Kosińskim przeczytałem (...)i natychmiast zapragnąłem przeczytać także wszystkie książki Kosińskiego. (...) I zdziwiłem się, że mamy tu sukces wielki książki Głowackiego o Kosińskim, a Kosińskim nie sypnęło z tej okazji masowo po księgarniach, cóż za brak zmysłu handlowego, pomyślałem, czemu ten, kto ma prawda do Dżerziego, jego wznowień nie wstawia do księgar ń i nie eksponuje?"

Muszę przyznać, że spostrzeżenia Vargi i Andermanna rzuciły trochę inne światło na kwestię nie wydawania/nie wznawiania klasyki w Polsce. Zgadzacie się z tymi wypowiedziami?

wtorek, 8 marca 2011

Klasyka, a wydawnictwa

Zupełnie nie znam się na polityce wydawnictw, ale bardzo ciekawa jestem pracy wydawnictwa od podszewki. Interesuje mnie przede wszystkim kwestia, co decyduje o wydaniu, a przede wszystkim wznowieniu danej książki. Jest tak wielu autorów, których książki nie są wznawiane, co więcej, ostatnie wydania są z lat pięćdziesiątych lub wcześniejsze. Zdaję sobie sprawę, że takie książki na pewno nie zostaną kupione przez masowego czytelnika, ale czy to jedyna przyczyna? By nie być gołosłowną, podam kilka przykładów. Jakieś piętnaście lat temu próbowałam skompletować cały cykl Rougon-Macqartów Emila Zoli - nie było szans. Dopiero w Niemczech zaopatrzyłam się w enerdowskie wydania. W Polsce nadal można dostać tylko "Nanę" i "Germinal". Podobnie rzecz ma się z książkami Magdy Szabó czy niektórych noblistów, np. Halldora Laxnessa, Ivo Andrica i wielu innych. Trudno szukać w Polsce książek Hansa Fallady, podczas gdy jedna z jego powieść świętuje sukcesy w krajach anglojęzycznych. Nie chcę demonizować, że zalewa nas często poślednia literatura pisarzy współczesnych, podczas gdy klasyka odchodzi do lamusa, ale czasem mam takie wrażenie.

Jakie są wasze spostrzeżenia? Też widzicie tu problem, czy wyolbrzymiam?

niedziela, 18 lutego 2007

Gdy nie czytam książek....

czytam czasopisma:) Całe ich tony przywieziono mi ostatnio z Polski i nie mogę sie przez nie przedrzeć, a długa kolejka książek czeka. A czytam wszędzie, nie ruszam się z domu bez czegoś do czytania, planowanie urlopu rozpoczynam od zastanowienia się, jakie książki wezmę. W pewnym momencie zorientowałam się, że nie jestem już w stanie ogarnąć ilości przeczytanych książek i zaczęłam notować ich tytuły. Treść czasem mi już umknęła, ale jest ślad, że daną powieść miałam w rękach. Spis rozpoczęłam w kwietniu 2002 i poszerzem archiwum o internet, w razie gdyby mój kajecik zaginął.