Pokazywanie postów oznaczonych etykietą audiobook. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą audiobook. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 sierpnia 2020

"Klucz do ogrodu" Jenny Erpenbeck



Tak jak mozaika na kunsztownych drzwiach przeplatają się losy mieszkańców domu nad jeziorem, gdzieś w Brandenburgii. Przeorany przez lodowiec krajobraz z prastarymi morenami, rynnami i jeziorami upstrzony jest domami i ogrodami. Wydaje się, że dom jest wieczny, niezniszczalny, niezależnie od jego mieszkańców, niezależnie od wydarzeń historycznych.
Ów dom służy Erpenbeck, by ukazać losy jego mieszkańców, tak bardzo zależne od tego, co dzieje się w Niemczech, przy czym autorka koncentruje się przede wszystkim na kluczowych momentach historycznych. Poznajemy więc Żydów, którym udało się ten dom opuścić lub nie, ale który na zawsze pozostanie w ich wspomnieniach, nazistowskiego architekta, który wije w nim gniazdko dla siebie i ukochanej, Rosjan, którzy niszczą wszystko, co spotkają na swojej drodze oraz mieszkańców powojennych, zależnych od losów nowego niemieckiego, demokratycznego państwa.

Erpenbeck pozwala nam ujrzeć tylko fragmenty losów, migawki, sceny - przeraźliwie smutne sceny. Tylko ona potrafi tak dosadnie i poetycko pisać o sprawach brutalnych, przyziemnych. Liczne powtórzenia słów i całych scen potęgują nastrój melancholii i smutku. Natomiast postać ogrodnika, który co kilka rozdziałów powraca, wykonując te same prace, niezależnie od właścicieli domu, od sytuacji politycznej to swoisty refren, niczym chór z greckiej tragedii, która jednak nie prowadzi do katharsis. 

W krótkich rozdziałach, które koncentrują się wokół domu i krajobrazu, Erpenbeck umieszcza tak wiele treści, losów, wydarzeń, aż ich gęstość zaczyna dusić czytelnika. Co ciekawe większość postaci nie otrzymuje imienia, określana jest tylko ich pochodzeniem lub zawodem, wyjątek stanowi żydowska rodzina, której historia przedstawia Holokaust z innej perspektywy. 

Heimsuchung to powieść o przemocy - wobec ludzi, wobec natury i wobec domu. Nie sposób przerwać ten krąg zła. To także powieść o domu, który na zawsze pozostaje w ludziach. Cudownie wieloznaczny po  niemiecku tytuł na pierwszy rzut oka przywodzi na myśl szukanie domu, ale Heimsuchung to także plaga,  odwiedziny i biblijne nawiedzenie. Polskie tłumaczenie jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe w kontekście całej powieści, ale zdaję sobie sprawę, że ten tytuł faktycznie jest nieprzetłumaczalny.

Erpenbeck to zdecydowanie jedna z najciekawszych współczesnych niemieckich autorek. Nawet jeśli ta powieść nie całkiem przypadła mi do gustu (czego w znacznej mierze przyczyną jest to, że jej słuchałam), to zachwyca konstrukcją i językiem. 

Moja ocena: 4/6

Jenny Erpenbeck, Heimsuchung, 191 str., czyt. autorka, der Hörverlag 2016.

sobota, 30 listopada 2019

"Skaza" Robert Małecki



Gdyby nie listopadowa akcja czytaj.pl, pewnie nigdy nie sięgnęłabym po tę książkę. Ten audiobook wybrałam z oferowanych książek całkiem przypadkowo - kryminałów zazwyczaj dobrze się słucha i  faktycznie zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Może niekoniecznie lektorem, ale, jak już kiedyś wspominałam, mam ogólnie problem z polskimi lektorami, którzy w moim odczuciu czytają zbyt patetycznie, lecz atmosferą, bohaterami, akcją.

Małecki zaskoczył mnie od pierwszych słów - niespieszną narracją, zwyczajnością akcji, bohaterami. Akcja Skazy rozgrywa się w położonej niedaleko Torunia Chełmży, gdzie pracuje policjant Bernard Gross. Policjant przeniósł się na prowincję po napadzie na jego dom, podczas którego nieomal uduszono jego żonę, a on sam w pogoni za sprawcą zastrzelił niewinną kobietę. W Chełmży szuka ukojenia i spokoju, ale w dziesięć lat po tragedii nadal nie prowadzi szczęśliwego życia. W tej spokojnej mieścinie życie potrafi zaskoczyć, tak jak w pewien zimowy poranek, gdy na skutym lodem jeziorze Gross trafia na topielca. Podczas akcji wydobycia ciała, policjant odkrywa kolejnego denata - zamarzniętego w uwięzionej na lodzie łódce. Obie śmierci wyglądają na nieszczęśliwe wypadki - nastolatek spod lodu prawdopodobnie przecenił grubość pokrywy a bezdomny z łódki nie docenił siły mrozu. Grosowi jednak coś nie daje spokoju i zaczyna się rozglądać i drążyć. Stopniowo się okazuje, że małomiasteczkowa społeczność skrzętnie ukrywa tajemnice i lubi plotkować. Wszystko wskazuje na to, że oba ciała mają związek z niewyjaśnionym zaginięciem trzech osób dziesięć lat wcześniej. Wtedy miejscowy biznesman i jego żona nagle zniknęli z miasta, a kilka dni po nich przyjaciółka rodziny.

Małecki świetnie prowadzi narrację, nigdy nie tracąc nad nią kontroli. Bardzo podoba mi się jego niespieszny styl, bez fajerwerków, zaskakującego zakończenia z pościgiem i kaskaderskimi wyczynami.  Do celu i rozwiązania prowadzi raczej mrówcza robota Grossa i jego współpracowników - Skałki i Otręby. Żmudne rozmowy, przeglądanie nagrań, kojarzenie faktów przerywane są codzienną robotą zlecaną przez szefostwo, normalnym życiem, problemami. Małecki umiejętnie wplata problemy śledczych - romans między Skałką i Otrębą, zmagania Grossa z przeszłością i pierwsza kobieca znajomość od tragedii, historie życia przesłuchiwanych przeważnie naznaczone alkoholem i śmiercią.

Bardzo jestem ciekawa kontynuacji tej serii, już nawet kupiłam Wadę, którą postaram się przeczytać niebawem.

Moja ocena: 4,5/6

Rafał Małecki, Skaza, czyt. Piotr Grabowski, 567 str., Czwarta Strona 2018.

wtorek, 19 listopada 2019

"Wunderbare Jahre. Als wir noch die Welt bereisten" Sibylle Berg


Wunderbare Jahre to zbiór tekstów, które opowiadają o podróżniczych doświadczeniach narratorki. Wszystkie opisane podróże mają wspólny mianownik - krytyczne spojrzenie na dane miejsce, refleksję nad sensem podróży. Berg zabiera czytelnika do wielu bardzo odmiennych miejsc - do Włoch, Indii, Amazonii, do Izraela, w podróż Orient Expressem, na pokład statku rejsowego i w wiele innych. To nie jest wezwanie do zaprzestania podróżowania, krytyka turystów, lecz obserwacje świata - to, co jest piękne i interesujące dla podróżników, kryje w sobie wiele ciemnych stron. 

To mogą być fajerwerki w Izraelu, które okazują się być atakiem bombowym, łupieżcze wydobywanie złota w Amazonii, bezdennie nudna i uciążliwa podróż Orient Expressem tylko dla zadania szyku czy własna zmiana stylu podróżowania wraz z wiekiem i wzrostem oczekiwań. Uwielbiam Sibyllę Berg za styl, ironię, język, spostrzegawczość - wszystkie te cechy można znaleźć także w tej publikacji. Dosadne, błyskotliwe spojrzenie, analiza zachowań przeplatane są brutalnymi faktami dotyczącymi katastrof z danego rejonu.

Tych dziewiętnaście tekstów nie zachęca bynajmniej do podróży, lecz do własnego krytycznego spojrzenia na świat, zachowania ludzkie, do refleksji po prostu. Teksty dotyczące wielkich wydarzeń, takich jak ślub księcia Williama i Kate, doroczny Festiwal Wagnerowski w Bayreuth czy festiwal w Cannes są szczególnie gorzkie - bo ukazują ludzką pazerność na sensację, chęć pokazania się, profilowania przez wydarzenia i prominentów. W zasadzie to gorzkie, pozbawiające wszelkiej iluzji teksty, obdzierające świat i marzenia z pozłotki. Berg lubi prowokować, nie ukrywa, nie upiększa - i to jest najmocniejszą stroną jej prozy. Cieszę się, że wróciłam do niej, bo na kilka dobrych lat zapomniałam o tej autorce, a przecież mam jeszcze sporo jej książek do przeczytania.

Moja ocena: 5/6

Sibylle Berg, Wunderbare Jahre. Als wir noch die Welt bereisten, 160 str., czyt. Katja Riemann, Saga Egmont 2016.

piątek, 15 listopada 2019

"Abgeschlagen" Michael Tsokos


W nowym cyklu Michael Tsokos głównym bohaterem czyni Paula Herzfelda znanego z napisanego wspólnie z Sebastianem Fitzkiem thilleru Odcięci
Akcja tej powieści umiejscowiona jest dziesięć lat wcześniej, gdy Paul Hertzfeld pracuje w Instytucie Medycyny Sądowej w Kilonii. Herzfeld jest ambitny, utalentowany, stoi u progu kariery. Czytelnik poznaje go podczas obdukcji, którą przeprowadza wraz ze swoim szefem profesorem Schneiderem. Ten bardzo szybko identyfikuje nietypowe narzędzie - maczetę, którym dokonano zbrodni. Herzfeld jest tym wnioskiem zaskoczony, nie wie jeszcze, że kilka lat wcześniej morderstwo dokonane właśnie podobnym narzędziem wstrząsnęło Kilonią. Gdy okazuje się, że owa maczeta zniknęła z archiwum Instytutu, podejrzani stają się wszyscy, a szczególnie stary stróż, który miał pieczę nad wszystkimi kluczami. Tsokos ciekawie szkicuje charaktery głównych postaci - Herzfelda oczywiście, ale także stróża, Schneidera oraz włoskiej patolożki, która przyjechała do Kilonii na staż. 

Tsokos stworzył trzymający w napięciu kryminał, w którym wykorzystał wiele elementów znanych mu ze swojego życia zawodowego. Są więc sekcje zwłok, rozważania na temat przyczyn zbrodni, skomplikowane zagadki, jakie mogą kryć ludzkie ciała, ale także prawdziwe zdarzenia, wplecione w fikcyjną narrację. Najmocniejszą stroną kryminałów i thrillerów Tsokosa jest jego doświadczenie zawodowe - czytelnik może liczyć na mnóstwo detali, rzetelnych opisów pracy patologów sądowych, na informacje, które znane są tylko insiderom. Temu wszystkiemu towarzyszy ciekawa intryga, bo Tsokos może pochwalić się talentem literackim i niespożytą energią i fantazją. Nie wyobrażam sobie, jak czasowo daje radę pisać tyle książek, mając tak wymagającą pracę i sporą rodzinę. 

Wracając jednak do samej intrygi - owszem, jest ciekawa, wciągająca, ale moim zdaniem przekonstruowana i na koniec przesadzona. Tsokos pisząc fikcję plasuje się w grupie przeciętnych autorów kryminałów, jeśli jednak jego narracja obejmuje faktyczne przypadki z pracy zawodowej, awansuje do wyższej ligi. Dlatego tak bardzo lubię jego książki non-fiction - Tsokos jak nikt inny potrafi wprowadzić czytelnika w świat medycyny sądowej, przystępnie prezentując specjalistyczną wiedzę.

Moja ocena: 4/6

Michael Tsokos, Abgeschlagen, 352 str., czyt. Wolfgang Wagner, Audible Studios 2019.

piątek, 26 października 2018

"Bestia" Magda Omilianowicz


Dziś skończyłam słuchać tę książkę i z pełnym przekonaniem twierdzę, że to najlepszy audiobook, jakiego słuchałam. Świetnie zrealizowany, z bogatym tłem dźwiękowym i rewelacyjnie przeczytany. Krzysztof Czeczot bardzo sugestywnie odtworzył rolę Pękalskiego oraz świadków, policjantów, prokuratora itd. Jak dobrze mu się to udało, dowiedziałam się dopiero, gdy wysłuchałam wywiadu z wampirem na YouTube. Zdumiewające podobieństwo, Czeczot fantastycznie oddał charakterystyczny sposób wypowiadania się Pękalskiego.

Nie chcę jednak chwalić tylko audiobook, bo cała książka jest rewelacyjna. Z serii Na F/Aktach czytałam Preparatora oraz Smutek cinkciarza, które równie mnie poruszyły i po tych trzech publikacjach jestem pewna, że muszę poznać pozostałe. 

Omilianowicz stworzyła niepowtarzalny portret przestępcy - zadbała, by stworzyć postać autentyczną, ukazać wszystkie jej wymiary. Jej Leszek to zaniedbane, niekochane dziecko, wyśmiewany uczeń, nieporadny człowiek, a zarazem psychopata i zboczeniec. Może to zaskakujące, ale autorka potrafiła zbudować w książce napięcie, poprowadzić narrację tak, że znający przecież fakty czytelnik, będzie czytał z zainteresowaniem. Omilianowicz dopuszcza do głosu Pękalskiego, postaci, które spotkał na swojej drodze, prokuratora, psychiatrów, policjantów, a nawet pracownika więzienia. Wszystkie te wypowiedzi są jak elementy układanki, które składają się w postać wyjątkowo niebezpiecznego człowieka. Bezradnego i sprytnego zarazem, nieporadnego i niebezpiecznego. Nie sposób uwierzyć, że policja przez tyle lat nie była w stanie wpaść na jego trop - ta książka jednak podaje wiele sensownych wytłumaczeń tego faktu. Zaniedbany, niezauważalny wręcz człowiek mógł się poruszać po całej Polsce niepostrzeżenie. Cichy menel, na którego nikt nie zwracał uwagi, ciamajda, w którego siłę nikt by nie uwierzył. Ten reportaż to równocześnie próba poszukania przyczyn dewiacji Pękalskiego. I właśnie to budzi niepokój, niejasne podejrzenie, że zło może się zrodzić wszędzie, że niewiele brakuje, by z człowieka zrodziła się bestia. A zarazem nie wiadomo, czy wyrastanie w domu pełnym miłości i akceptacji uchroniłoby Pękalskiego przed zmianą w bestię.

Omilianowicz stara się także odpowiedzieć na pytanie, co powinno się robić z przestępcami pokroju Pękalskiego i jak mają wyglądać ich losy po ukończeniu kary więzienia. Co się stało z Pękalskim wiemy, ale wydaje się, że nie ma jednego rozwiązania w takich przypadkach. 

To wiele rozsądnych, wyważonych głosów, relacji, rozważań, które układają się w zastraszającą całość - odrażającą i fascynującą, które wzbudzają w czytelniku całą gamę emocji - od litości po obrzydzenie. Świetna, mocna rzecz.

Moja ocena: 6/6

Magda Omilianowicz, Bestia. Studium zła, 275 str., czyt. Krzysztof Czeczot, Wydawnictwo Od deski do deski. 

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

"Król" Szczepan Twardoch



Mam problem z Twardochem. Król podobnie jak Morfina wprawił mnie w pewien sposób w konsternację. Z jednej strony podobał mi się, a z drugiej wcale. Choć chyba jednak bardziej mi się nie podobał, niż podobał. Zastanawiam się, czy dokończyłabym lekturę, gdybym zdecydowała się na czytanie. A tak Maciej Stuhr przeprowadził mnie zgrabnie przez całą książkę, dobrze mnie przy tym bawiąc. 

Zacznę do końca, czyli od języka. Z jednej strony świetny w swoich powtórzeniach, sugestywny, ciekawiący monotonią, a z drugiej strony wkurzający tymi samymi punktami. Jest jak wkurzająca piosenka, która włazi w ucho i nie sposób się od niej uwolnić. Te ciągłe powtórzenia nazwisk i wydarzeń nadal brzmią mi w głowie i pewnie jeszcze długo będzie mi towarzyszyć specyficzna melodia Króla. Zdecydowanie podobał mi się w prozie Twardocha koloryt, odmienny sposób mówienia każdej postaci, wstawki w jidisz. Zresztą autor potrafi zadbać o ten koloryt na całej płaszczyźnie powieści - przedstawiając życie w żydowskiej dzielnicy Warszawy, rozmowy polityków, uliczny handel itd. To oczywiście tylko wycinek warszawskiego życia - akcja toczy się w środowisku żydowskim, wśród kombinatorów, mistrzów życia, przywódców Kercelaka, czyli ówczesnych mafiosów, których życie polegało na pobieraniu haraczu od innych, spędzaniu czasu w barach, knajpach, burdelach i na meczach bokserskich. Na walkach z polskimi bojówkami. Na rządzeniu i byciu królami życia. Prawdziwe postaci mieszają się z fikcyjnymi tworząc znakomity przekrój warszawskiej ulicy - pisząc znakomity zdaję sobie jednak sprawę, że nie jestem w stanie tego ocenić, bo stolica lat 30. ubiegłego wieku nie jest moim konikiem ani hobby. Takie wrażenie przynajmniej na mnie Król wywarł, nie mnie jednak rozsądzać, czy to życie faktycznie tak wyglądało. Jeśli jednak racja jest po stronie autora, to cieszę się, że nie mam nic wspólnego ani z Jakubek Szapiro, ani z Kumem Kaplicą, o Radziwiłłku nie mówiąc.

Jakub Szapiro to żydowski bokser, który przede wszystkim jednak pracuje dla Kuma, władcy żydowskiej Warszawy. Kum ma w swojej garści wszystko - sklepy, targi, konszachty, narkotyki, haracze. By utrzymać tę pozycję potrzebuje zaufanych ludzi, którzy dla niego cały ten kram będą kontrolować i którzy nie stronią od przemocy. Radziwiłłek z Kumem współpracuje, ale to .... (wstawcie tu sobie odpowiednie określenie spoza rejestru nadającego się na blog) jakich mało. Lawirant, kombinator o zamiłowaniu do brutalnego seksu. Jeśli już jesteśmy przy seksie, to ulubionym miejscem rozmów Kuma i jego szajki jest burdel Ryfki Kij. To przecież prawdziwi mężczyźni, którzy lubią komuś wlać, dobrze zjeść, sunąc po mieście wypasionymi modelami samochodów, w kieszeni czuć metal pistoletu i oczywiście zabawić się z dziwką. W domu czeka wprawdzie żona, która służy to tego samego, co pracownice Ryfki, no i do rodzenia dzieci i gotowania, czasem pomarudzi, ale poza tym zbyt ważna nie jest. Powieść Twardocha zaludniona jest prawdziwymi macho, szowinistami, którzy do tego nie grzeszą inteligencją. Czytelnik lub czytelniczka muszą to wytrzymać, albo porzucić lekturę. Ja wytrzymałam dzięki wyżej wymienionemu Maciejowi Stuhrowi oraz ciekawości. Jak książka się skończy, wiadomo dość szybko, ciekawa jednak byłam, w jaki sposób autor poprowadził fabułę. Przede wszystkim interesowało mnie jednak życie w Warszawie - stosunki polsko-żydowskie, wygląd ulic, przetasowania polityczne. Całe to tło było mi nieznane, a wiedza, jak się potoczyły losy Polski, nadawała przedstawionym w książce opisom apokaliptycznego posmaku.

Po lekturze pozostanie we mnie jedynie koloryt żydowskiej Warszawy. Żaden z bohaterów nie zasługuje na to, by wejść do kanonu moich ulubionych postaci literackich. Szapiro jest groteskowy, marionetkowy, dumny i słaby - szuka swojej drogi, ale szuka jej tak, jakby wcale nie był przekonany, że chce ją znaleźć. U schyłku życia, pogrążony w wyrzutach sumienia, spogląda na siebie, jak na osobę przegraną. Motyw poszukiwania własnej drogi, rozterek egzystencjalnych zupełnie więc nie przekonuje, a postać Litaniego - metafizycznego stwora krążącego nad Warszawą, wręcz śmieszy. Tak samo jak przeraża wizja świata, którym rządzi przemoc i testosteron.

Moja ocena: 3,5/6

Szczepan Twardoch, Król, 432 str., czyt. Maciej Stuhr, Wydawnictwo Literackie 2016.

piątek, 30 grudnia 2016

"Anders Morderca i przyjaciele (oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół)" Jonas Jonasson


Jonas Jonasson powinien przestać pisać książki albo zmienić styl. Pomysł, który był olśniewający i przekomiczny w Stulatku, zaczynał nużyć w Analfabetce, w Andersie Mordercy stał się nudny jak flaki z olejem. Nie pierwszy już raz tylko i wyłącznie dzięki audiobookowi dotrwałam do końca książki. 

Tytułowy Morderca po wielu latach wychodzi z więzienia i postanawia zarzucić swój fach. No może nie całkiem, małe wymuszenia z pewnością pozwolą mu zarobić na życie. Niestety (dla niego) na jego drodze staje Johanna - kobieta - pastor oraz recepcjonista podrzędnego hotelu. Ta ekscentryczna para wpada na pomysł na świetny biznes. Johanna jest już byłym pastorem, a Per ma dość swojego nędznego żywota recepcjonisty - ich finansową przyszłość ma zabezpieczyć Anders, dla którego zbierają zlecenia. Jego rolą jest ich wypełnianie czyli uszkodzenie tej lub innej części ciała wroga aktualnego zleceniodawcy. Interes kwitnie i pewnie wszystko toczyłoby się według planu gdyby nie religijne objawienie Mordercy, do którego niechcący przyczyniła się Johanna chętnie cytująca Biblię.
Nawrócony Anders nie może już okaleczać innych, w końcu chce podążać za Jezusem. Nic to, rezolutna Johanna wpada na nowy pomysł i zakłada kościół Mordercy Andersa.

Ta książka to satyra na kościół, a przede wszystkim na sekty i ich wyznawców. Dostaje się też mediom i łatwo poddającym się manipulacji ludziom. I o ile spostrzeżenia Jonassona są trafne, a sarkazm miejscami bawi, to całość niestety wypada blado.

Moja ocena: 3/6

Jonas Jonasson, Mörder Anders und seine Freunde nebst dem einen oder anderen Fein, tł. Wibke Kuhn, czyt. Jürgen von der Lippe, 352 str.,  der Hörverlag

wtorek, 28 stycznia 2014

"Pamiętam cię" Yrsa Sigurðardóttir



Po ostatnich dwóch wymagających książkach, z przyjemnością wysłuchałam kryminału Yrsy i po raz kolejny doszłam do wniosku, że w kwestii audiobooków muszę spuścić z tonu i wybierać książki lżejsze i wciągające. 

Trójka przyjaciół spędza ferie zimowe w opuszczonej osadzie Hesteyri, gdzie chce wyremontować niedawano zakupiony przez nich dom. Katrín najmniej przekonana jest do tej inwestycji, ale nie oponuje, bo widzi w niej zajęcie dla jej bezrobotnego męża Garðara, a w przyszłości źródło dochodu. Celem remontu jest bowiem stworzenie w Hesteyri domu letniskowego, który możnaby wynajmowac turystom. Wraz z nimi do wioski przybywa Líf, przyjaciółka obojga, która niedawno straciła męża. Przeprawa łodzią wgłąb fjordu nie jest prosta, a kapitan statku czyni dziwne aluzje wobec ich planu. Jego uwagi nie odwodzą jednak mieszczuchów od ich decyzji i umawiają się z właścicielem łodzi, że odbierze ich za tydzień. Na miejscu zaczynają się dziać dziwne rzeczy - w domu pojawiają się ślady, słychać nietypowe odgłosy, a gdy przybysze próbują odszukać ich przyczynę, czują zapach zgnilizny i morza. Stopniowo zaczynają przyznawać, że niezależnie od siebie widzą chłopca, który zostawia im dziwne wiadomości.

Równocześnie w pobliskim Ísafjörður samobójstwo popełnia starsza kobieta, a miejscowe przedszkole zostaje zdemolowane. Do śledztwa zostaje wciągnięty Freyr, psychiatra, który od niedawna praktykuje w tamtejszym szpitalu. Na prowincję przeprowadził się po tym jak zaginął jego syn. Chłopczyk zniknął bez śladu i mimo intensywnych poszukiwać nigdy nie odnaleziono żadnego śladu. Po tym małżeństwo Freyra się rozpadło, a on ciągle tęskni za synem. Policjantka Dagný oraz Freyr wysuwają paralele między tym, co stało się w przedszkolu, a podobnym przypadkiem w miejscowej szkole, który jednak wydarzył się wiele lat wcześniej. Okazuje się, że samobójstwo kobiety również ma związek z tymi przypadkami wandalizmu.

Jaki jest związek między tymi dowoma historiami okaże się dopiero pod koniec książki. Yrsa umiejętnie dozuje napięcie, ale przede wszystkim potrafi wywołać gęsią skórkę. Sugestywne sceny w opuszczonym Heysteri mogą nieźle wystraszyć:) Z przyjemnością wysłuchałam tej książki choć ma ona dwa mankamenty. Po pierwsze chyba po raz pierwszy Yrsa nie rozwiązała wszystkich nietypowych wydarzeń, zostawiając czytelnikowi furtkę do własnej interpretacji. Takie ezoteryczne ciągoty nie bardzo zaspokoiły moje oczekiwania. Drugą sprawą, która mnie bardzo denerwowała był lektor. Daniel Drewes bardzo dobrze czytał książkę ale niestety źle wymawiał islandzkie imiona i nazwy własne, co doprowadzało mnie do szału, a czasami wręcz myliło, bo źle wypowiedziane imiona Einar i Freyr bardzo przypominają niemieckie wyrazy. 

Moja ocena: 4,5/6

Yrsa Sigurðardóttir, Geisterfjord, tł. Tina Flecken, 358 str., czyt. Daniel Drewes, Argon Hörbuch Verlag 2013.

sobota, 18 stycznia 2014

"W drodze" Jack Kerouac



O treści powieści Kerouaca wiele nie słyszałam ale co rusz trafiałam na ten tytuł, czytając, że to ważna, kultowa wręcz książka, widząc go na listach iluś tam książek, które należy znać więc gdy miałam okazję wysłuchania jej, nie wahałam się długo. W drodze nie awansuje do listy moich książek, które koniecznie trzeba znać ale zadowolona jestem, że ją poznałam.

Droga u Kerouaca to sposób na życie, to jego sens, to sól ziemi i symbol pogoni za szczęściem i poszukiwania celu w życiu. Główny bohater Sal Paradise, korzystając z uprzejmości ciotki, u której mieszka i która wspiera go finansowo w krytycznych momentach, wybiera życie w drodze. Koniec lat czterdziestych w USA to czas odprężenia powojennego, to czas gdy rozmiary kontynentu kurczą się, a przemierzenie kraju samochodem jest możliwe i całkiem proste. Sal jest pisarzem, który poszukując inspiracji do swoich powieści, pędzi przez kraj, spotykając znajomych, wśród których wyróżnia się Dean Moriarty. Słynny Dean, który znaczy całe Stany śladem swoich podróży - imprezy, narkotyki, szalone pomysły i dziewczyny. Po całym kraju rozproszone są jego kochanki oraz trzy żony i czworo dzieci. 

Dean czerpie z życia pełnymi garściami, błysk szaleństwa w oczach, głowa pełna najdzikszych pomysłów, odwaga, by je realizować i pęd, ciągły bieg. Dean pociąga za sobą Sala i przemierzają kontynent wte i wewte, zahaczając nawet o Meksyk. W momentach spokoju i ciszy Dean wraca do którejś z żon, zajmuje się dziećmi, dorabia, przyjmując podłe prace, a gdy znowu porywa go szaleństwo, a w kieszeni brzęczy kilka dolarów, wyrusza.

Sal i Dean prowadzą życie bez zobowiązań, rękami i nogami bronią się przed przysłowiowym szarym dniem i powagą życia, czerpiąc z niego pełnymi garściami. Ci spadkobiercy wojny znają wagę życia i nie mają wątpliwości, co jest w nim najważniejsze.

Z przyjemnością wysłuchałam tej książki, podobały mi się bardzo ubarwiające lekturę piosenki, świetnie pasujące do klimatu powieści.

Moja ocena: 4/6

Jack Kerouac, Unterwegs, tł. Thomas Lindquist , czyt. Michael Hansonis, 385 str., Random House Audio.

piątek, 1 lutego 2013

"Jeść przyzwoicie. Autoeksperyment" Karen Duve


Po Jeść zwięrzeta to kolejna książka traktująca o prywatnej ścieżce do zdrowego jedzenia, po którą sięgnęłam. Karen Duve nie zaprząta sobie głowy tym, czym je - w koszyku na zakupy lądują gotowce za kilka euro czy słodycze. Nadwaga, astma, podwyższony cholesterol nie trapią autorki zanadto ale są jednym z impulsów do rozpocz ęcia projektu. 

Duve dochodzi do wniosku, że mięso za 1-2 euro nie może być dobre. Eureka! Jasne, że nie może. Ale to nie tylko słynne już pędzenie hormonami jest szkopułem, lecz także bestialskie warunki, w których żyją zwierzęta oraz sposób w jaki są zabijane. To na pewno nie jest książka dla tych, którzy nie są w stanie czytać o oskubanych do krwi kurczakach z obciętymi dziobami, o mielonych żywcem malutki kurczaczkach płci męskiej, o krowach, którym odbierane są po porodzie cielęta, a one same przez dwa lata są eksploatowane do granic możliwości jako producentki zbyt wysokich ilości mleka. Najbardziej poruszający jest jednak opis codziennych sytuacji w rzeźni.

Duve jednak nie koncentruje się na opisywaniu makabrycznych warunków hodowli i uboju zwierząt. To raczej książka o jej poszukiwaniach i ewolucji mentalnej w tym temacie. Autorka rozpoczyna od zmiany sposobu kupowania pożywienia. Przerzuca się na zakupy w sklepach z ekologiczną żywnością, następnie stopniowo rezygnuje z półproduktów czy gotowych dań. Następnym krokiem jest rezygnacja z jedzenia mięsa. Gdy Duve zagłębia temat hodowli kur i krów postanawia zostać weganką. Każdy etap trwa około dwóch miesięcy. Ostatnim krokiem jest przejście na frutarianizm.

Autorka nie przechodzi ślepo z jednej fazy w kolejną. Analizuje, opisuje trudy życia, bariery na jakie trafia, niezrozumienie u rodziców, współżycie z własnym zwierzyńcem - dochodzi w końcu do tego, że nie może jeść jajek zniesionych przez własną rozpieszczoną kurę - i wreszcie nie ukrywa niebezpieczeństwa wpadnięcia w swoistą spiralę. Z każdym kolejnym stopniem wtajemniczenia odkrywa kolejną przyczynę, by nie jeść danej kategorii produktów. 

Na końcu książki Duve podejmuje przemyślaną decyzję dotyczącą jej jadłospisu oraz miejsca zakupu produktów żywnościowych - moim zdaniem bardzo przemyślaną i rozsądną. Szkoda, że na dłuższą metę taki sposób żywienia staje się kosztowny, a różnorakie ograniczenia życiowe uniemożliwiają akurat mi kompletnego przestawienia jadłospisu. 
Muszę przyznać, że w wielu momentach książka Duve nastawiała mnie depresyjnie - świadomość tego co człowiek zrobił zwierzętom i jak wynaturzył ich hodowlę oraz jej wpływ na zmiany klimatu i głód na świecie wywołują we mnie poczucie bezsilności i przygnębienie.

Tą książką wróciłam do audiobooków - w korkach do pracy są jak znalazł - niestety nie podobał mi się zupełnie sposób czytania autorki. Jej barwa głosu wydała mi się być wręcz agresywna. Naturalnie nie ma to wpływu na treść książki ale jednak zmąciło to mój odbiór książki.

Moja ocena: 4/6

Karen Duve, Anständig Essen: Ein Selbstversuch, 336 str., Goldmann Verlag 2012.

piątek, 24 września 2010

"Biały statek" Czingiz Ajtmatow


Siedmioletni chłopiec mieszka pośród gór w małej osadzie, składającej się zaledwie z trzech domów. Mieszka z ukochanym dziadkiem i jego drugą żoną. Jego rodzice porzucili go, gdy był dzieckiem, wyjechali do miasta, rozwiedli się i założyli nowe rodziny.
Chłopiec stworzył swój własny mały świat - jego mikrokosmos to przyroda. Chłopiec nadaje imiona głazom i rozmawia z nimi, obserwuje dorosłych i jezioro Issyk-kul przez lornetkę, z którą również prowadzi długie rozmowy. Nowym partnerem rozmów staje się także szkolna teczka. Jesienią chłopiec ma pójść do szkoły, na co bardzo się cieszy. Tymczasem obserwuje biały statek na jeziorze i marzy, że pracuje na nim jego ojciec oraz słucha baśni opowiadanych przez dziadka. Najpiękniejszą legendą jest ta o białej łani, która ma być matką rodu Kirgizów. Chłopiec wierzy w tę historię i wraz z dziadkiem czci jelenie. Gdy chłopiec opuszcza idylliczny świat marzeń, konfrontowany jest z brutalną rzeczywistością. Otaczający go dorośli są nieszczęśliwi. Dobroduszny dziadek cierpi, bo obu jego córkom nie ułożyło się życie. Matka chłopca pracuje ponad siły, a druga siostra - ciotka Bekej - poślubiła okrutnego mężczyznę - wujka Oroskula, który swą złość wyładowuje na niej. Głównym powodem jego złości i bicia żony jest brak potomstwa. Przyszywana babcia chłopca jest nieszczęśliwa, gdyż straciła wszystkie swoje dzieci. Życie wszystkich tych osób zależy od nastroju Oroskula niepłodnej ciotki, który zapewnia dziadkowi byt, wymagając w zamian ciężkiej pracy i poniżając go. Dziadkowe marzenia o jedności Kirgizów, jego miłość do natury są wyśmiewane i nie znajdują zwolenników w nikim poza wnukiem.

Nowela Ajtmatowa porusza. Spokojne, pełne ciepła słowa chwytają za serce. Czytelnik musi wręcz ulec zachwytowi nad kirgiską przyrodą, ale gdy tylko zagłębi się w melancholii, konfrontowany jest z ciężkim i pozbawionym sentymentu życiem w lesie. Kontrast, który autor buduje między naiwną wizją świata widzianego oczyma chłopca, a brutalnym życiem, alokoholizmem, wyrębem drzew w parku narodowym, przemocą jest najmocniejszą stroną powieści. Czytając "Biały statek" przyjąć trzeba ogromną dawkę emocji, zadumania i smutku.

To kolejna książka, której słuchałam. Początkowo dość trudno było mi się przyzwyczaić do nosowego głosu lektora ale znowu trafiłam na świetnie przeczytaną książkę. Coraz bardziej zaprzyjaźniam się z tą formą poznawania literatury - żałuję, że dopiero w tym roku wpadłam na pomysł słuchania. Spacery z wózkiem nabierają nowego wymiaru:)

Moja ocena: 5/6

Czingiz Ajtmatow, Der weiße Dampfer, czytał Dieter Wien.

czwartek, 12 sierpnia 2010

"Wilgotne miejsca" Charlotte Roche


Debiutancka powieść Charlotte Roche wywołała w Niemczech sensację i przez wiele tygodni utrzymywała się na listach bestsellerów. Z ciekawości wysłuchałam więc audiobooka czytanego przez autorkę i pierwsze słowo, które nasuwa mi się na usta jest bardzo nieeleganckie - fuj! Naprawdę bardzo trudno mnie obrzydzić, ale pani Roche udało się to kilkakrotnie.

Osiemnastoletnia Helen Memel wylądowała w szpitalu po tym jak podczas depilacji intymnej rozcięła sobie hemoroidy. Krwawienie z pupy i dolegliwości z tym związane są dopiero początkiem wynurzeń Helen. Jej największym hobby jest na wyraz szczegółowe poznawanie własnego ciała, rażące ignorowanie wszelkich zasad higieny, seks oraz hodowanie roślinek z pestek awokado. Bohaterka szczegółowo opisuje wyrafinowane praktyki seksualne, masturbację i wreszcie nawet wizyty w toalecie. Wśród tych wynurzeń, niemal mimochodem, przemyca wiadomości na temat swojej rodziny - rodzice już dawno się rozwiedli, a matka jest fanatyczką higieny i "porządności". Helen pragnie, by rodzice znów się zeszli i próbuje przedłużyć swój pobyt w szpitalu, by rodzicie jak najczęściej się spotykali.

Męczył mnie ten słowotok w gruncie rzeczy głupiutkiej nastolatki. Po pierwszym zaciekawieniu nudziły zalewające każdą stronę książki obrzydliwości. Zastanawiałam się naturalnie nad sensem i celem powstania książki. Tło psychologiczne (rozbita rodzina, dominująca matka) wydaje mi się być zbyt płytkie, by uzasadnić sposób przedstawienia życia i fantazji Helen. Na pewno należy zwrócić uwagę na nowatorskość tematyki powieści. Nigdy nie spotkałam się z tak bezpośrednimi wyznaniami kobiety, z takim ujęciem kobiecej seksualności. Dobrze, że ukazują się książki o takiej tematyce. Szkoda jednak, że "Wilgotne miejsca" dryfują w stronę pornograficznego powieścidła bez gustu. Niestety. Mimo to warto zajrzeć, by przekonać się osobiście, co pani Roche wymyśliła. Nie ukrywam, że kilka razy nie mogłam wyjść ze zdumienia.

Moja ocena: 2/6

Charlotte Roche, Feuchtgebiete, czytała autorka.

wtorek, 6 lipca 2010

"Światła września" Carlos Ruiz Zafón


Ta powieść Zafóna powstała w 1995 roku jako książka dla młodzieży i ukazała się pod tytułem "Las lucies de septiebre".

Lata trzydzieste XX wieku, rodzina Sauvelle przeżywa ogromny cios - ojciec właśnie umarł, a matka - Simone - pozostaje niemal bez środków do życia. Po kilku miesiącach walki o byt, Simone wydaje się, że wygrała los na loterii. Życzliwa jej osoba pośredniczy w znalezieniu jej posady. Rodzina przeprowadza się do Normandii, gdzie matka obejmuje prowadzenie domu Lazarusa Janna. Nowy chlebodawca wydaje się być osobą serdeczną, życzliwą. Sauvellowie otrzymuje mały dom u szczytu klifu, dzieci mogą uczęszczać do szkoły, a Simone szybko wdraża się w nowe obowiązki. Czternastoletnia Irene niebawem poznaje w pobliskiej wiosce Ismaela - w którym się z wzajemnością zakochuje.
Życie Sauvellów byłoby perfekcyjne gdyby nie Cravenmoore - rezydencja Lazarusa. Dom, przypominający średniowieczny zamek, roztacza aurę niepokoju. Pełen jest zakamarków, jego fasadę ozdabiają przedziwne rzeźby, a oprócz Lazarusa (który jest wynalazcą zabawek) mieszkają w nim setki skonstruowanych przez niego maszyn. Jedno ze skrzydeł zamku pozostaje dla Simone niedostępne. Mieszka tam ciężko chora żona Lazarusa - Alexandra.

Po takim początku czytelnik nastawia się na książkę z dreszczykiem, pełną niedopowiedzeń i mrożących krew w żyłach historii. I faktyczie Zafón szpikuje swoją powieść nieprawdopodobnymi wydarzeniami. Irene i Ismael trafiają na pamiętnik z niezrozumiałymi zapiskami, w lesie ginie Hanna - kuzynka Ismalea, a w Cravenmoore zaczyna grasować tajemniczy cień.

Mimo to książka mnie nudziła. Pełne detali opisy Zafóna zamieniały się w dłużyzny, mrożące krew w żyłach sceny pościgu i ucieczki w moich żyłach niczego nie zmroziły, a samo rozwiązanie historii mnie nie zaskoczyło. To jednak powieść dla młodzieży i, myślę, że zainteresuje jedynie zagorzałych fanów Zafóna.
Szkoda, iż mimo bardzo dobrego lektora (książki słuchałam) tylko czekałam na koniec tej niemiłosiernie długiej powieści.

Moja ocena: 3/6

Carlos Ruiz Zafón, Der dunkle Wächter, czytał Rufus Beck.

czwartek, 17 czerwca 2010

"Ciemna rzeka" Arnaldur Indriðason


Kolejny kryminał Arnaldura i zaskoczenie - tym razem to nie Erlendur prowadzi śledztwo, a Elínborg, jego współpracowniczka. W jednej z dzielnic Reyjkjaviku zamordownay został młody mężczyzna. W jego mieszkaniu znajdowała się również młoda kobieta. Dziewczyna nie pamięta nic z poprzedniej nocy - najprawdopodbniej została potraktowana rohypnolem - lekiem podstępnie dosypywanym do drinków, który powoduje u ofiary amnezję. Gdy obudziła się w obym mieszkaniu odnalazła ciało swojego oprawcy, nagie, z poderżniętym gardłem.
Elínborg rozpoczyna śledztwo, które zaprowadzi ją daleko wstecz oraz pomoże połączyć to przestępstwo innymi ofiarami tabletki gwałtu.

Ta książka islandzkiego króla kryminału wydaje się być słabsza od poprzednich. Brak postaci Erlendura dopiero ukazuje jak istotnym bohaterem on był. Indriðason wprawdzie opisuje życie i domowe troski Elínborg ale poświęca temu wątkowi niewiele czasu.
Mam wrażenie, że słabe strony powieści uwypuklił fakt, że książki słuchałam. Zwracałam uwagę na inne aspekty akcji, która momentami zaczynała mnie nudzić. Powtórzenia, tłumaczene prostych faktów nużyły.
Niemniej z pewnością sięgnę po kolejny kryminał Indridasona i mam nadzieję, że do tego czasu Erlendur wróci z urlopu:)

Moja ocena: 3/6

Arnaldur Indriðason, Frevelopfer, czytał Walter Kreye.

środa, 24 marca 2010

"Odłamek" Sebastian Fitzek


Puuuuh, ale książka. Fitzek namieszał niesamowicie. Nagranie miało ponad dziewięć godzin, a jeszcze na godzinę przed końcem wątki, zamiast spieszyć ku rozwiązaniu, coraz bardziej się gmatwały.

Marc Lucas, prawnik, który odrzucił karierę adwokata na rzecz pracy z trudną młodzieżą stracił żonę i nienarodzone dziecko. Wydarzyło się to kilka tygodni wcześniej, podczas wypadku samochodwego. Marc siedział za kierownicą, ale z wypadku nic nie pamięta. Ciągle walczy z traumą powypadkową i szokiem po utracie żony i dziecka. Podczas regularnych wizyt u lekarza, w celu zmiany opatrunku na karku, gdzie od czasu wypadku ma niebezpiecznie umiejscowioną drzazgę, Marc trafia na reklamę kliniki psychiatrycznej, w której przeprowadzana jest częściowa amnezja, w celu zapomnienia traumatycznych przeżyć. Marc, pod wpływem impulsu, odpowiada na ogłoszenie i składa w klinice wizytę lecz nie godzi się na eksperyment. Gdy opuszcza klinikę okazuje się jednak, że zniknęły wszystkie kontakty z jego telefonu komórkowego, nie działają jego karty kredytowe, a w jego nowym mieszkaniu ktoś mieszka - zmarła żona. Marc wraca do kliniki, ale w miejscu, gdzie był budynek, jest plac budowy. Marc bliski jest szaleństwa i próbuje rozwiązać zagadkę własnego istnienia.

I to jest dopiero początek. Fitzek wszystko skomplikuje jeszcze bardziej. Nie chciało mi się wierzyć, że uda mu się rozplątać wątki, rozwikłać zagadkę, nadać thrillerowi sens. Fitzek czyni to w sposób bardzo prosty, niewiarygodny wręcz. To najsłabszy punkt książki, podobnie jak kilka iście hollywoodzkich scen (nie mogę napisać, o które mi chodzi, żeby zbyt wiele nie zdradzić) ale sam thriller jest tak wciągający, że nieprzekonujące zakończenie mi, o dziwo, nie przeszkadzało.

Cieszę się, że książki słuchałam, bo zinterpretowana została po mistrzowsku. Chylę czoła przed lektorem, Simonem Jägerem, który potrafi wspaniale modulować głos, oddać napięcie powieści oraz kondycję psychiczną i fizyczną wszystkich bohaterów. Rewelacja.

1 czerwca ukaże się kolejny thriller Fitzka pod uroczym tytułem "Kolekcjoner oczu":)

Moja ocena: 5/6

Sebastian Fitzek, Splitter, czytał Simon Jäger, Lübbe.

poniedziałek, 8 marca 2010

"U nas wszystko dobrze" Arno Geiger


Philipp dziedziczy wielki dom po dziadkach. Raźnie przystępuje do porządków i remontu - zupełnie nie interesują go rodzinne pamiątki - fotografie, listy, jakieś karteluszki i fotografie. Wszystko ląduje w metalowym kontenerze. Tak jak usuwa zanieczyszczenia gołębi z poddasza, tak niszczy historię swojej rodziny. A jaka to historia? Geiger ukazuje migawki z życia trzech pokoleń, sceny z życia, impresjonistyczne wręcz obrazy. Przemieszczamy się między rokiem 1938 a 2001. Najstarsze pokolenie to Richard - minister i Alma, która porzuciła pracę, by prowadzić dom i pszczelarnię. Spotykamy ich jeszcze dwa razy - jako rodziców nastoletniej córki oraz jako schorowanych staruszków. Drugie pokolenie to ich dzieci - Ingrid i Otto, który zginął na wojnie. Ingrid natomiast wbrew woli rodziców poślubia Petera - wiecznego studenta i w oczach Richarda nieudacznika. W latach siedemdziesiątych trafiamy na Ingrid i Petera, borykających się z własnym życiem, rodziców dwójki dzieci: Sissi i Philippa. Sceny z życia owej rodziny wydają się być pretekstem do ukazania historii Austrii oraz zmian społecznych.

Książka otrzymała w 2005 roku niemiecką nagrodę - Deutscher Buchpreis - i wywołała wśród krytyków skrajne opinie. Mnie daleko jest do zachwytów. Mam wrażenie, że Geiger próbował stworzyć dzieło monumentalne na mierę Budenbrooków. Po części mu się to udało - całkiem zgrabnie przeplata losy rodzinne i państwowe, snuje paralele i obserwuje rozwój społeczny. Bardzo podoba mi się jego sposób postrzegania świata - sposób w jaki opisuje sceny rodzinne. Dokładny aż do bólu, zwrazca uwagę na każdy szczegół, bardzo plastycznie oddaje nastrój chwili. Jedną z najlepszych scen jest opis śmierci Ingrid - autentycznie czułam ciarki na plecach.
Ale gdy spojrzę na całość, to niestety muszę przyznać, że się rozczarowałam i momentami wręcz wynudziłam.
Znowu jednak muszę stwierdzić, że przekonana jestem, iż na mój odbiór powieści kolosalny wpływ miał fakt, że poznawałam ją w formie audiobooka. Tekst czyta sam autor, a czyni to po prostu strasznie. I nie chodzi mi tu o akcent wiedeński, do którego można się szybko przyzwyczaić i który sam w sobie jest bardzo szarmancki ale o zupełny brak modulacji głosu. Geiger monotonnie czyta, nie podkreśla pytań, nie moduluje głosu - no katastrofa! Mam nauczkę, żeby przesłuchać fragment zanim kupię kolejnego audiobooka.

Moja ocena: 3,5/6

Arno Geiger, Es geht uns gut, czytał autor, dtv.

wtorek, 23 lutego 2010

"Mängelexemplar" Sarah Kuttner


Sarah Kuttner, znana w Niemczech jako była prezenterka programu muzycznego VIVA, napisała książkę. I to całkiem niezłą książkę.

Główna bohaterka Karo jest męcząca, niecierpliwa i głośna. I ma problem. Właśnie straciła pracę. Do tego jej związek z Philippem zaczyna si ę psuć. Koniec z organizowaniem imprez, szybkim życiem i lansem. W zamian Karo ma ataki paniki i kołatanie serca. Po wizycie u psychoterapeutki Karo dowiaduje się, że cierpi na depresję.
I proszę nie sugerować się tym krótkim streszczeniem, Kuttner potrafiła na tej podstawie napisać całkiem zgrabną książkę. Poznajemy bowiem Karo w momencie wizyty u nowego psychiatry, który oświadcza, że depresja to "fucking event", a Karo streszcza mu dotychczasowy przebieg walki z depresją. Robi to dowcipnie, samokrytycznie i drobiazgowo. Kuttner udaje się naszkicować obraz choroby i przede wszystkim walki z nią bez zbędnego moralizatorstwa. Może trochę zbyt wiele tu metafor, niektóre wydają się być wręcz na siłę dowcipne, ale jestem w stanie przymknąć na ten fakt oko.

"Mängelexemplar" to w jaki ś sposób książka ważna, tematyzująca chorobę, która może dosięgnąć każdego - także młodą dziewczynę, prowadzącą beztroskie życie. Dzięki lekkiemu językowi ma ona szansę trafić do masowego czytelnika.

Audiobook został nagrany przez samą autorkę, która sprostała temu zadaniu - słuchanie jej to sama przyjemność. Kuttner naprawd ę świetnie przeczytała swoją powieść - utrzymaną przecież praktycznie w formie monologu.
Jednym słowem polecam!

Moja ocena: 4,5/6

Sarah Kuttner, Mängelexemplar, 272 str., Fischer.

czwartek, 21 stycznia 2010

"Zaginiony symbol" Dan Brown


Robert Langdon jest profesorem Harvardu, specjalistą od symboliki. Jego przyjaciel Peter Solomon prosi go o pilne przybycie do Waszyngtonu, w celu wygłoszenia wykładu. Gdy Langdon przybywa do Capitolu zastaje pustą salę, a pomiędzy zwiedzających budynek turystów ktoś zrzuca ludzką dłoń. Langdon od razu rozpoznaje dłoń przyjaciela - Petera Solomona - na której wytatułowano magiczne symbole, zapraszające profesora do poszukiwania starych mądrości masońskich. Równocześnie kontaktuje się z nim CIA. Peter Solomon to prominenty członek najstarszej amerykańskiej loży masońskiej - Langdon wie, że musi przyjąć wyzwanie przekazane mu przez tatuaże, by ocalić porwanego przyjaciela. Ale co z porwaniem Solomona ma wspólnego CIA? Jakich zaginionych mądrości ma szukać Langdon? I kto porwał i okaleczył Solomona? Te wszystkie pytania spadają na profesora już w pierwszych rozdziałach, a ich rozwiązanie będzie skomplikowane i niebezpieczne.

Nie jestem fanką Brwona, słynny "Kod Leonarda da Vinci" mnie wręcz nudził. Sceptycznie więc podchodziłam i do tej powieści. I słusznie. Brown w podobny sposób prowadzi fabułę, samą w sobie może ciekawą ale zdecydowanie przegadaną. Autor opisuje w szczegółach historię amerykańskiej loży masońskiej, jej związki z budową Capitolu, używane przez nią symbole, wszystko szczegółowo tłumacząc. Ogrom wiadomości podawanych niby mimochodem w najbardziej emocjonujących momentach może zmusić bardziej niecierpliwego czytelnika do przewracania stron, by pospieszyć za akcją. Zupełnie nierealne są sceny, gdy Langdon podczas ucieczki streszcza swojej towarzyszce matematyczne zawiłości i historię rozmaitych symboli. Mnie to nuży i śmieszy, ale wierzę, że może się podobać.

Czemu więc poznałam tę książkę? To było moje pierwsze spotkanie z audiobookiem a to jedyna książka, którą miałam w wersji do słuchania. I jak spodobało mi się słuchanie i dlaczego właśnie audiobook? Postanowiłam wykorzystać czas przeznaczany codziennie na spacery z synem, a audiobook wydawał mi się być idealny. Na początku jednak trudno było mi się przyzwyczaić do słuchania. Praktycznie trzy razy zaczynałam zanim byłam w stanie okiełznać rozbiegane myśli i skoncentrować się na książce. Dan Brown wydaje się być idealny w tym celu. Nie wyobrażam sobie słuchać książki z wyższej półki, wymagającej sporej uwagi. Tak więc na razie do słuchania wybierać będę książki lekkie.
Dodać jeszcze muszę, że "Zaginiony symbol" został świetnie przeczytany przez Wolfganga Pampela. Nie sądziłam, że interpretacja może być tak dobra. Nie mam oczywiście materiału porównawczego, więc dopiero się przekonam czy faktycznie mam rację.

Moja ocena: 3/6

Dan Brown, Das verlorene Symbol, czytał Wolfgang Pampel, Lübbe.